Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2022. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2022. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2022

,,Miłość i wojna" Max Czornyj

 

Franciszek Brilke wchodzi w dorosłość w trudnym momencie historii. Jest 1938 rok, w Łodzi nadal panuje spokój. Interesy się kręcą, bogaci nadal są bogaci a sztuką, którą handluje Brilke i jego ojciec nadal jest w cenie. Mimo pozorów normalności, w powietrzu czuć, że coś wkrótce musi się zmienić. Póki co zmienia się życie chłopaka gdy w drzwiach ich galerii sztuki staje tajemnicza kobieta, przedstawiająca się jako Ewa. Pojawienie się Ewy to dopiero pierwsza z szeregu zmian, które dokonają się w życiu Franciszka. Zobaczy zupełnie inny świat, będzie musiał dokonać ważnych decyzji i nawet nie zauważy kiedy rzeczywistość, w której się wychował przejdzie do historii.

,,Miłość i wojna" Maxa Czornyja to opowieść, której nie umiem sklasyfikować, ocenić ani nawet streścić. Z jednej strony przegadana, rozwleczona i właściwie o niczym ale równocześnie nie można powiedzieć, że nudna bo ponad 500 stron tekstu znika w oka mgnieniu. Musiałam ją przetrawić i przemyśleć nie dlatego, że jest szokująca czy poruszająca ale głównie dlatego, że jest nijaka i bezsensowna. I może to jest najlepsze podsumowanie zarówno wojny jak i powieści Czornyja. Pokazuje, że II wojna światowa to nie zawsze bohaterskie działania, poświęcenie czy zuchwałe czyny. Czasem bo przypadkowe spotkania, niezrozumienie i szare, nijakie życie, które pozwala przetrwać. To co się dzieje nie ma żadnego sensu i trzeba sobie z tym poradzić. Franz właściwie przemyka przez II wojnę światową nie angażując się w nic, nie rozumie dramatyzmu świata w którym przyszło mu żyć, jest nijakim pionkiem, który poddaje się działaniom innych. Jest bezwolną marionetką, która nic nie odczuwa i nic nie robi.

Przyzwyczailiśmy się do heroizmu w opowieściach o II wojnie światowej. A jeśli już nie heroizm to chociaż czyste zło. W każdym razie oczekujemy silnych emocji, silnych przeżyć, możliwości opowiedzenia się, po którejś ze stron. Pokochania lub znienawidzenia kogoś. Tutaj nie ma nic. Jest nijakość, letniość, byle jakie przetrwania. I to szokuje ale przecież takie oblicze też miała wojna. I to też trzeba zaakceptować.

środa, 16 listopada 2022

,,Ogień i lód" Joanna Wtulich


Sięgnęłam po ,,Ogień i lód" zachęcona bardzo entuzjastycznymi opiniami. Szczególnie, że wszelkiego rodzaju powieści historyczne czy romanse historyczne to jeden z gatunków, po który sięgam najczęściej. Początek był obiecujący. Lwów, początek XX wieku. Młoda szlachcianka z charakterkiem wpada w oko zdecydowanemu pułkownikowi. Ona ma silny, zadziorny charakter on nie pozostaje jej dłużny a gdy jeszcze na horyzoncie pojawi się ten trzeci a w tle zaczyna się dziać Wielka Historia ... No jasne, że powinny iskry lecieć, pioruny walić a strony same przeskakiwać. I tak jest do mniej więcej dwóch trzecich powieści.

Zaczęło się bardzo dobrze. Było wszystko żeby usatysfakcjonować każdego. Malownicze tło Lwowa, bale, podwieczorki, przestawienie teatralne przepełnione wizjami niepodległościowymi ale także, a może przede wszystkim młodymi ludźmi w których żyłach kipi krew i pulsują emocje. Czuło się klimat innego świata, świata który odszedł i żyje tylko we wspomnieniach. I w to tło idealnie wpasowali się bohaterowie - przepełnieni ideami, silni, zdecydowani i uparcie stawiający na swoim. Każde spotkanie Anny i Michała było pełne energii i z ciekawością obserwowało się co jeszcze może się wydarzyć i jak potoczy się ich relacja. Jednak przed końcem wszystko się urwało. Autorka poszła trochę po linii najmniejszego oporu, uprościła i spłyciła to co budowała i zostawiła nas z niedosytem i wrażeniem, że coś poszło nie tak.

,,Ogień i lód" otwiera trylogię lwowską. Nie jest to złe otwarcie. Dużo obiecuje, nieźle wprowadza w klimat, ma swój wyjątkowy nastrój i pozostawił dużo otwartych pytań. Ma swoje niedociągnięcia, które mam nadzieję zostaną naprawione w dalszych częściach bo mimo wszystko jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, szczególnie, że zazębiają się z coraz ciekawszymi dziejami Polski.

sobota, 5 listopada 2022

,,Dewocje" Anna Ciarkowska

 

To nie jest łatwa, prosta czy przyjemna książka. Jest skomplikowana, bolesna, budząca całą gamę uczuć i emocji od wstydu zaczynając. Ale taka też jest polska, katolicka religijność. Z jednej strony zaangażowana, wystawna, przepełniona adoracją i czcią ale gdy spojrzeć bliżej widać jak bardzo puste to może być. Ludzi dzieli się na tych, którzy pasują do obrazka. Razem ze wszystkimi powtarzają formułki, powtarzają te same ruchy i nie ważne, że nie wiedzą co robią ani czemu dokładnie ma to służyć. Każdy kto się wyłamuje jest inny, obcy, budzi strach a tuż za nim idzie ciekawość by na koniec poprowadzić nienawiść.

Anna Ciarkowska ubrała swoją opowieść w formę spowiedzi. Narratorka spowiada się ze swojego życia. Z jednej strony zwyczajnego, trochę pustego, które zmienia się gdy dochodzi do cudu. Wtedy z osoby, której się nie zauważa, przeciętnej dziewczyny staje się sensacją. Jedni ciągną by doświadczyć cudu, wykorzystać dla własnych celów, drudzy widzą w niej zło i starają się wyrwać niczym chwast ze społeczności. Bohaterka nie rozumie tego co się dzieje wokół niej. Może tylko opowiadać po swojemu o Bogu, rodzicach, bliskich, środowisku w którym wyrosła.

,,Dewocje" przypominały mi trochę ,,Kult" Łukasza Orbitowskiego. To kolejna próba zrozumienia i rozłożenia na czynniki pierwsze polskiej powierzchownej religijności. Tym razem patrzymy z perspektywy zagubionej dziewczyny, która nie rozumie co się dzieje i dlaczego jest tak jak jest. Zagubiona, odsunięta od wszystkich ma do wyboru tylko dwa spojrzenia na wiarę: zmarłego ojca - dla którego religijność i pobożność były czymś oczywistym, mechanicznym, na zawsze splecione z jego życiem i jednoznacznie go określające; oraz matki - wiara połączona ze strachem przed śmiercią i życiem. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie ma mowy o zrozumieniu. Jest za to małomiasteczkowe społeczeństwo: fałszywe, rozplotkowane, obłudne i głupie.

,,Dewocje" to opowieść, obok której ciężko przejść obojętnie. Jest trochę wyrzutem sumienia. Soczewką w której skupiają się grzechy powierzchownej pobożności. To opowieść, która mogła zdarzyć się wszędzie bo wszędzie ludzie są tacy sami i wszędzie grupa szuka tego najsłabszego aby go upokorzyć, napiętnować i wyrzucić poza nawias po to tylko aby reszta mogła poczuć się lepsza, ważniejsza, by mogła wzrosnąć ich samoocena. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  18,0 m - 1,8 cm = 16,2 cm.     

wtorek, 18 października 2022

,,Baśń o wężowym sercu" Radek Rak


 Właściwie nie do końca wiem jak ująć w słowa wszystkie myśli i emocje, które kłębią się w głowie po skończonej lekturze. To nie jest powieść, która prowadzi nas od punktu a do punktu b, odhaczając po drodze wszystkie niezbędne zakręty, zawijasy i przystanki. To baśń - nie taka jak znamy z disneyowskiego uniwersum, raczej zakorzeniona w pierwotnych opowieściach braci Grimm. To baśń przepełniona mrokiem, złem, niebezpieczeństwem ale także pierwotną ludową sprawiedliwością i miłością. To baśń, w której to co realne splata się z tym co magiczne.

Zaczyna się spokojnie. Jest parobek służący u Żyda, który zakochuje się w pięknej dziewczynie. Ona jednak wybiera pana - okrutnego, złego, zdeprawowanego ale bogatego. Porzucony chłopak, który oddał swoje serce dziewczynie, rusza w świat na poszukiwanie nowego serca, które może odmienić świat. Jest ono skryte gdzieś w górach. To serce śpiącego od wieków Żmijowego Króla.

Ta baśń ma w sobie coś takiego, że od początku wiemy, że nie skończy się magicznym ,,i żyli długo i szczęśliwie". Zresztą autentyczne tło historyczne na to nie pozwala. Bo to alegoryczna opowieść o Jakubie Szeli, przywódcy chłopskiej rabacji w Galicji. Krwawe wydarzenia z połowy XIX wieku stają się jednak  tylko pretekstem do snucia dużo bardziej uniwersalnej opowieści o ludzkich pragnieniach i żądzach. To one determinują losy bohaterów i narzucają ton akcji. Zło przeplata się z dobrem. Właściwie nie można znaleźć między nimi jednoznacznej granicy. Cała powieść przepełniona jest ludowym folklorem, bajaniami i ludową magią. To wszystko ma przykryć szarą rzeczywistość - biedną, okrutną i bezwzględną dla słabych. Czuć pulsujący gniew, który rośnie ale nie ma sił by przebić się przez lata upokorzeń i tresury ze strony panów. Potrzeba impulsu z zewnątrz. Czegoś radykalnego co zerwie narzucone kajdany i porwie lud do krwawego rozrachunku. Baśniowe Żmijowe Serce staje się tym katalizatorem.

,,Baśń o Żmijowym Sercu" nie jest opowieścią łatwą i chyba nie miała taką być. Z jednej strony to mistyczna, baśniowa opowieść o odwiecznym starciu dobra ze złem, poszukiwaniu ukrytego skarbu i własnej drogi ale ubrana w ludową moralność i sprawiedliwość. Na świecie musi być równowaga. Dobro musi równać się złu. I dlatego z kart powieści wyłania się szerszy obraz, niezwykłe spojrzenie nie tylko na ludzkie pragnienia ale także na historię Polski. To pewien szorstki rozrachunek z latami pańszczyzny, wiekami wykorzystywania i znęcania się na chłopami, czasem zacofania i ciemnoty. To mroczna opowieść, która jest trochę odbija się wyrzutem sumienia ale równocześnie zachwyca precyzją warsztatu pisarskiego i bogactwem detali. Dlatego bardzo gorąco polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  23,5 m - 2,7 cm = 20,8 cm.     

 

środa, 5 października 2022

,,Sam w dolinie" Hanna Greń

 

W krótkich odstępach czasu w okolicach Bielska-Białej dochodzi do trzech zabójstw. Pierwsze - rolnika jest najbardziej tajemnicze i zaskakujące bo w żaden sposób nie można znaleźć żadnego punktu zaczepienia by rozpocząć prawdziwe śledztwo. Nie ma rodziny, sąsiedzi milczą jak zaklęci a morderca tylko nieznacznie ubiegł chorobę, która i tak nieubłaganie by uśmierciła mężczyznę. Jednak kolejne, byłej kochanki mężczyzny, zaczyna podsuwać śledczym pewne tropy. Co z tego gdy dochodzi do trzeciego zabójstwa, które jest wstrząsające i zupełnie rujnuje nagromadzone teorie. Kostek i spółka jednak nie ustają w wysiłkach. Drążą, szukają, łączą fakty i nieubłaganie zmierzają drogą do poznania prawdy.

Po raz trzeci spotykam się z policjantami z Bielska-Białej. Żadne z ich poprzednich śledztw nie należało do łatwych. Odbijało się na ich życiu prywatnym i dużo mieszało we wzajemnych relacjach. Tutaj też tak jest. Oprócz podążania za tajemniczym mordercą, policjanci muszą uporządkować swoje życie prywatne. Mala musi ustalić jak właściwie ma wyglądać jej związek z Sokołem a Kostek ogarnąć relacje na linii rodzice-przyrodni brat. Nie ma łatwo. Szczególnie gdy dodatkowo ich przełożony chce jak najszybszych wyników.

,,Sam w dolinie" ma lepsze i gorsze momenty. Zaczyna się nieźle. Jest tajemniczo i zagadkowo. Mało poszlak, dużo domysłów i niedomówień, potem atmosfera trochę się rozpływa przez zbytnie rozbudowanie wątków romansowo-obyczajowych z życia policjantów. Zaczyna się swoista telenowela a śledztwo zupełnie schodzi na dalszy plan. Musi minąć chwila aby znowu zaczęło się coś dziać i znowu wróciło zainteresowanie. Bo Hanna Greń miała pomysł na zaskakujący twist i nieźle go rozłożyła ale trochę nieproporcjonalnie rozłożyła wątki przez co pojawił się moment znużenia, przeładowania trochę bzdurnymi zachowaniami i rozważaniami policjantów, zupełnie wytrącając ze skupienia na śledztwie. Mimo to warto się trochę pomęczyć i po przewracać oczami bo finał zaskakuje i myślę, że nikogo nie rozczaruje.

czwartek, 29 września 2022

,,Radość życia" Roma Ligocka


 Lubię prozę Romy Ligockiej. Jest bardzo osobista, bardzo intymna ale równocześnie bardzo uniwersalna i chyba każdy znajdzie w niej coś swojego. Ligocka mówi o sobie, swoim życiu, które w wielu punktach odbiega od przeciętności ale robi to w taki sposób, że nie można zarzucić jej moralizowania, wywyższania się czy próbowania udowodnienia swojej racji. Jest bliska, zwyczajna. Ma się wrażenie, że wpadła na herbatę, zasiadła przy stole w kuchni (bo salon to za bardzo odświętne miejsce) i rozmawia.

Punktem wyjścia dla tej właśnie książki jest wiadomość o poważnej chorobie znajomego. To skłania Ligocką do snucia refleksyjnej opowieści o przeszłości i teraźniejszości. Wszystko się miesza, wszystko się uzupełnia. Jest i nadzieja, radość, młodość. Są i problemy z tym związane. Brak pieniędzy, niestabilna praca, ludzie którzy pojawiają się i znikają. Ligocka wspomina tych, którzy już odeszli. Wspomina ciepło i pokazuje ich w zupełnie innym świetle. Jest i mnóstwo pozornie lekkich, zwyczajnych, codziennych anegdot. Życie jak koło, nieustannie jest w ruchu i nieustannie coś się zmienia.

,,Radość życia" to książka, którą dobrze mieć wieczorem przy łóżku, otworzyć na chybił-trafił, przeczytać, uśmiechnąć, odłożyć. Można też trafić na fragment, który zastanowi, zmusi do refleksji, przywoła zapomniane emocje i uczucia, ubierze w słowa to co gdzieś się kotłuje i nie umie znaleźć swojego ujścia. To opowieść o życiu, tym codziennym, zwyczajnym, które staramy się chować przed wzrokiem innych, a które paradoksalnie dla wszystkich jest dokładnie takie samo. I chyba niewiele tak pięknie i mądrze jak Roma Ligocka umieją o nim mówić. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  31,4 m - 1,9 cm = 29,5 cm.     

 

niedziela, 25 września 2022

,,Chodząc w Tatry" Kuba Szpilka


 ,,Chodząc w Tatry" to książka bardzo kameralna. Taka, która nie potrzebuje rozgłosu bo nie do każdego trafi. To, książka króciutka ale którą można czytać latami. To zbiór myśli, refleksji, wspomnień i przemyśleń rodzących się przez lata w trakcie górskich wędrówek.

Kuba Szpilka próbuje pokazać, opisać słowami to co dla wielu jest oczywiste jak oddychanie. Co właściwie znaczy przemierzać Tatry. Zaczyna od postaw, przybliża terminologię, mówi o historii, o szlakach i ludziach. Ale to zaledwie punkt wyjścia do dużo głębszej i bardziej uniwersalnej refleksji. Bo wędrówki po tatrzańskich szlakach to nie spacer po parku. To styl życia, rozbudowana kultura oraz przestrzeń, która jak nikt pokazuje prawdziwe oblicze człowieka. Obecnie modne stało się chodzenie po górach ale taki instagramowy obrazek znacznie odbiega od tego co pokazuje Szpilka. Dla niego Tatry to nie fotka na social media ale przeżycia, przemyślenia, doświadczenia i przede wszystkim czas z samym sobą. Bardzo pięknie i prosto próbuje to pokazać. Jego króciutkie filozoficzno-antropologiczne eseje przesycone są zachwytem nad pięknem gór ale nostalgią, za czasami, które minęły. Nie udało się też uniknąć ziarna goryczy nad tym co się zmienia, co idzie ku gorszemu oraz niepokoju o przyszłość Tatr.

,,Chodząc w Tatry" to pozycja dla każdego. I dla doświadczonego tatrzańskiego wędrowca - on może znaleźć odbicie swoich myśli, obaw, zachwytów. Ale także dla tych, który dopiero chcieli zacząć swoją przygodę z Tatrami. Nie jest to przewodnik turystyczny ale w pewien sposób przewodnik duchowy, uwrażliwiający na magiczny, wyjątkowy świat, do którego się wchodzi przekraczając bramy Tatrzańskiego Parku Narodowego. Polecam!

środa, 6 lipca 2022

,,Alert" Piotr Głuchowski


 W Polsce właśnie dobiega końca fala upałów. Żar leje się z nieba, szukamy ochłody. Są jednak takie momenty i takie wiadomości, które potrafią zmrozić krew nawet największym twardzielom i wręcz sparaliżować. To wykorzystywanie i zadawanie cierpienia niewinnym i bezbronnym a w szczególności dzieciom. Właśnie wokół tego tematu krąży najnowsza powieść Piotra Głuchowskiego.

Toruń, niezdyscyplinowany i niepodporządkowujący się nikomu redaktor naczelny wirtualnej gazety ,,Głos Torunia" Robert Pruski wpada na trop afery, która może zatrzęś w posadach lokalnych notabli. Pojawiają się dowody, że w jednym z miejscowych klubów odbywały się imprezy, w których brali udział czołowi przedstawiciele najważniejszych a hostessami (i nie tylko) były nastolatki. Jednak sprawa okazuje się być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Trop prowadzi także w kierunku wcześniejszego zaginięcia młodej cyganki. Jej ojciec, w geście protestu,podpalił się na komendzie policji. Wszystko wskazuje, że tuż przed tym otrzymał przerażające nagranie. Jego pochodzenie może wskazywać na kogoś, kto ma dużą władzę oraz niepokojące powiązania. Pruski podejmuje śledztwo nie zdając sobie sprawy z czym przyjdzie mu się zmierzyć.

,,Alert" to moje pierwsze spotkanie z prozą Piotra Głuchowskiego. Nastawiłam się na typowy thriller - emocjonujący ale jednak mocno stawiający granicę pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Tutaj autor sprawił, że granica ta się zaciera. Fikcja przenika się z rzeczywistością, tworzą coś co przerazi bardziej niż najstraszniejszy horror. Autor bardzo mocno bazuje na prawdziwych aferach o których było głośno na przestrzeni ostatnich lat. Jednak pogłębia ich tło, dodaje detale, które nie przejdą w ogólnodostępnych mediach oraz sięga do najmroczniejszych czeluści internetu by stamtąd wyciągnąć prawdziwe zło. Jest dosadny i nie pozostawia miejsca na wyobraźnię. Krzywda, cierpienie i degeneracją, które wylewają się z kart powieści mogą przytłoczyć. Równocześnie chce się odłożyć książkę na półkę ale także coś ciągnie aby poznać zakończenie, mając nadzieję, że w brudnym, szarym, okrutnym świecie istnieje jeszcze szczęśliwe zakończenie. Fascynujące jest jak szeroki kontekst autor zbudował dla tej powieści. Nie ograniczył się tylko do pedofilii (która już sama w sobie jest przytłaczająca) ale dodał też wierzenie azjatyckie, demonologię ludową, darknet i filmy snuff. To sprawia, że całość jest bardzo mroczna, bardzo przerażająca i cały czas z niepokojem oczekuje się na kolejne ruchy wymierzone z bohaterów, którzy całkiem zręcznie lawirują pomiędzy czyhającymi zagrożeniami i odpierając kolejne ciosy.

,,Alert" nie jest powieścią dla każdego. Przesycony czystym złem i niewyobrażalnym bestialstwem pokazuje najgorsze możliwe oblicze ludzkości. Jest thrillerem mrocznym i bezwzględnie obchodzącym się z ofiarami ale przez to bardzo elektryzującym i wciągającym dla czytelnika. Może wywołać odrazę ale równocześnie mówi głośno o sprawach, które przemykają gdzieś w tle. Fikcja literacka, mam nadzieję, że mocno przejaskrawiona, ma przypominać o tym co rzeczywistość zamiata pod dywan. Polecam czytelnikom o mocnych nerwach. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Agora SA!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  68,5 m - 2,3 cm = 66,2 cm.     

wtorek, 14 czerwca 2022

,,Szepty ze snów" Anna Purowska


 Ida pracuje w korporacji. Nie jest to jej wymarzona praca ale pozornie wszystko powinno być idealne. Jednak takie nie jest. Mobbing w pracy, partner, który coraz bardziej się oddala, brak celu i marzenia, które dawno temu zostały pogrzebane. I wtedy, w prezencie urodzinowym od najlepszego przyjaciela dostaje wyjazd do SPA. Jednak miejsce, do którego się udaje odległe jest od luksusowego resortu. Jest czymś zupełnie innym, na co dziewczyna nie była gotowa.  Zamiast korzystać z ekstrawaganckich zabiegów, trafia do małego gospodarstwa agroturystycznego gdzie przeżywa nieoczekiwaną sesję terapeutyczną i pojawia się przed nią szansa, która wydawała się być dawno temu stracona.

Na wstępie przyznam, że gdy zaczynałam książkę byłam bardzo mocno na nie. Sama pracuje w korpo, znam środowisko i dramatyczny jego opis oraz laska, która totalnie nie ogarnia to tylko sprawiło, że pojawiła się we mnie chęć żeby podejść  i potrzepać. I oczywiście wydawało mi się, że wiem co za chwilę się wydarzy. I w pewien sposób dokładnie tak się stało. Jednak sposób w jaki autorka rozłożyła akcję, na co położyła akcenty zupełnie zmienia obraz  wydźwięk i sprawia, że ta historia nie jest ckliwa, naiwna czy moralizatorsko irytująca ale staje się bardzo optymistyczna i podnosząca na duchu.

Tak, nie da się ukryć, że ,,Szepty ze snów" bardzo mocno bazują na utartych schematach. Pokazują zagubienie w wielkim mieście, stopniowe tracenie złudzeń, odzieranie z marzeń i popadanie w codzienny marazm. Jednak nie poprzestają tylko na tym. Niosą silny przekaz o tym, że to da się pokonać. Można się wyrwać. Potrzebny jest tylko impuls, który popchnie do przodu. Można znaleźć w sobie odwagę do zmian, pod warunkiem, że zrobi się pierwszy krok. Ida bardzo mocno rozgościła się w swoim świecie rozczarowań i beznadziei i dla niej wyjście na zewnątrz było szokiem i przerażeniem. Odważyła się podążać za intuicją i znowu zawalczyć o siebie.

I to jest właśnie siła tej powieści, że bardzo prostymi obrazami, za pomocą prostych słów, przekazuje bardzo ważne prawdy, o których w codziennym, zabieganym świecie zapominamy. Żyjemy od-do, zapominając, że jest jeszcze coś poza. Ta książka, też może stać się impulsem, a może być po prostu balsamem, otuchą, umilaczem popołudnia. Ale z pewnością wniesie dużo ciepła i pozytywnej energii. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  83,3 cm - 2,1 cm = 81,2 cm.     

 

wtorek, 31 maja 2022

,,Wpływowe kobiety Drugiej Rzeczpospolitej" Sławomir Koper

 

Chyba naturalnie Dwudziestolecie Międzywojenne kojarzy się z silnymi mężczyznami. Tylko by przywołać marszałka Piłsudskiego, Gabriela Narutowicza, Ignacego Mościckiego, Wieniawę-Długoszewskiego i wielu, wielu innych. Nie tylko polityków, żołnierzy ale także poetów, aktorów, pisarzy, artystów, naukowców. Za tym męskim światem kryje się drugi, jeszcze bardziej fascynujący - świat silnych, zdecydowanych i walczących o swoją pozycję kobiet. Robiły to na różne sposoby ale jedno jest pewne. Zapisały się na kartach historii i nawet obecnie, z pewnym podziwem wymawia się ich nazwiska.

Z pewnością wachlarz pięknych, inteligentnych, fascynujących kobiet żyjących i działających w Dwudziestoleciu był zdecydowanie większy. Sławomir Koper koncentruje się jednak na kilku. Pomija kilka nazwisk, które w pierwszej kolejności przychodzą na myśl jak Aleksandra Piłsudska czy Hanka Ordonówna by oddać miejsce innym, nie mniej ciekawym biografiom. Zaczyna od polityki - jego pierwszą  bohaterką jest pani Beckowa, żona ministra spraw zagranicznych, która właściwie sterowała całą karierą męża. Potem pojawiają się głośne nazwiska związane z kulturą i sztuką jak Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Katarzyna Kobro. Koper nie próbuje budować ich mitu ale też nie umniejszając ich zasług i wkładu w kulturę, pokazuje kobiety. Z ich dramatycznymi historiami, szokującymi wyborami życiowymi, zagmatwanymi relacjami społeczno-miłosnymi. Z pewnością wszystkie bohaterki, o których opowiada Koper mogą się poszczycić bogatą i fascynującą biografią, w której nuda, to ostatnie co może się pojawić. Jednak patrząc na ich losy, czasem można dojść do wniosku, że nuda byłaby zdecydowanie lepsza. Nieudane związki, ubóstwo, wojna. Bardzo wiele z nich tego doświadczyło jednak potrafiły wyjść z twarzą i z pewną staromodną godnością znosić to co zgotował los.

Każdy kto już wcześniej spotkał się z publikacjami Sławomira Kopra chyba wie czego może się spodziewać po ,,Wpływowych kobietach...". To trochę tabloidowe, sensacyjne i opowiedziane w bardzo prosty sposób biografie znanych i mniej znanych kobiet, które rozbudzały wyobraźnię w Dwudziestoleciu. Brylowały na salonach, zadziwiały i szokowany swoją otwartością poglądów, zachowaniem, działalnością. Dziś egzystują jako ikony, odarte z szokującej otoczki, stały się statecznymi matronami. Koper znowu przywraca im iskrę w oku, przypomina, że za ich nazwiskami ciągnął się cień skandalu i tak naprawdę Dwudziestolecie było bardzo podobne do czasów współczesnych. To całkiem niezła książka, pokazująca Polskę sprzed stu lat z zupełnie innej, mniej statecznej a bardziej szalonej perspektywy. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  91,9 cm - 2,9  cm =  89,0 cm.     

 

sobota, 21 maja 2022

,,Alkoholowe dzieje Polski. Czasy PRL-u" Jerzy Besala

 

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że alkohol w Polsce jest wszechobecny. I nawet jeśli ktoś w ogóle nie pije (jak ja), to nie znaczy, że nie widzi, nie doświadcza skutków jego działania. Jest jakiś paradoks, że za kilkadziesiąt złotych ciężko jest cokolwiek załatwić ale już dzięki butelce alkoholu wszystko się zmienia. Alkohol to też barometr kultury, osobowości ale i czasów. Fascynującym i zarazem przerażającym jest co można zobaczyć patrząc właśnie z takiej perspektywy.

Jerzy Besala przygotował i wydał serię kilku książek prezentujących dzieje  Polski właśnie z alkoholowej perspektywy. Ja, nie byłabym są, gdybym serii nie zaczęła od końca. Dla mnie na pierwszy ogień poszły czasy najbliższe, czyli okres PRL-u. Gdy po wyzwoleniu, w 1945 roku zapanowała w Polsce nowa władza, zapanowały też nowe obyczaje. Kraj znalazł się w orbicie wpływów Związku Radzieckiego a tam piło się na potęgę. Strasznym jest jak bardzo rozpowszechniło się społeczne przyzwolenia na picie w zakładach pracy, urzędach, domach. Każda okazja czy nawet brak okazji był dobrym pretekstem. Pili wszyscy politycy na wysokich szczeblach, robotnicy, urzędnicy partyjni, ludzi kultury, żołnierze.... Alkohol był narzędziem aby z jednej strony podporządkować sobie społeczeństwo ale i zapewnić stały dochód do budżetu państwa (!!). Walka z alkoholizmem była pozorna i bezcelowa.

Ale to tylko część książki, dużo ciekawsze i bardziej przerażające się spojrzenie na to jak funkcjonowało społeczeństwo. Jak wiele karier, żyć zostało zrujnowanych przez alkohol. Był (i nadal jest) on rakiem toczącym ludzkość. Jedni pili z nudy, inni aby nie odbiegać od ogółu, pito towarzysko, pito ryzykownie i bez ograniczeń. I o ile anonimowe przykłady niewiele mówią, to konkretne nazwiska i konkretne tragedie oddziałują na wyobraźnię. Zmarnowane życia, utracone zdrowie, przedwczesna śmierć, cierpienie bliskich, rozpacz dzieci. To tylko bardzo, bardzo ogólne podsumowanie, które jest bardzo stereotypowe ale skonfrontowane z konkretnymi przykładami nabiera kształtu, formy, głębi i staje się dużo bardziej wymowne.

Jerzy Besala jest bardzo dobitny w tym o czym pisze, nie bawi się w półśrodki, niedopowiedzenia. Jego opowieść jest żywa, bardzo realna i bliska bo jednak nadal walczymy z wieloma zachowaniami i dopiero stosunkowo niedawno zaczęło znikać społeczne przyzwolenie. Poraża ogrom wszechobecności alkoholu i to jak bardzo kształtował on politykę, kulturę, sztukę, relacje międzyludzkie. Był i nadal jest niszczycielską siłą, którą ostatnio, trochę próbuje się okiełznać. W czasach PRL-u było zupełnie inaczej.

Oprócz szokującej wymowy, w książce poraża też szczegółowość i ogrom pracy jaka została włożona aby dokładnie, konkretnie i rzetelnie zaprezentować historię Polski z perspektywy alkoholu. Autor zebrał potężną ilość materiału źródłowego, relacji i wspomnień z pierwszej ręki, tak że jego praca jest bardzo autentyczna i przekonująca. Bije z niej autentyzm. Dzięki temu mocniej oddziałuje na czytelnika - zarówno zaciekawiając jak i przerażając. Jest kompendium wiedzy, które pokazuje najnowszą historię Polski z dużo mniej grzecznej, dostojnej perspektywy. Odkrywa zgniliznę, brud, problemy, które inni przemilczają lub przy których odwraca się wzrok. Nie, historia Polski nie jest tylko dostojna i heroiczna - jest także zamroczona alkoholem, otumaniona i zdegenerowana i taką właśnie pokazuje Besala. Polecam!

czwartek, 19 maja 2022

,,Rumunia. Albastru, ciorba i wino" Agnieszka Krawczyk

 

Chyba ze wstydem muszę przyznać, że jak wiele osób w Polsce miałam o Rumunii kiepskie, żeby nie powiedzieć złe zdanie. Był to kraj, który kojarzył mi się z brudem, biedą, kradzieżami i zdecydowanie powiedziałabym, że właśnie tam kończy się świat. Wszystko zmieniło się kilka lat temu, gdy jedna ze znajomych zdecydowała się rzucić krakowski korpoświat i przenieść się do Bukaresztu. Najpierw były jej opowieści, potem odwiedziny w Buka. I to miasto i ten kraj nabrały dla mnie zupełnie innego wymiaru.

I dokładnie tak samo jest w tej książce. Agnieszka Krawczyk idealnie odczarowuje mit Rumunii jako kraju trzeciego świata. Pokazuje to co ciekawe, nietuzinkowe, barwne i fascynujące. Jej opowieść o Rumunii nie da się streścić czy sprowadzić do jednej wspólnej tezy. Unika banału i stereotypów, bardzo mało miejsca poświęca np. Drakuli, zamiast tego przybliżając to co chowa się gdzieś w tle, a jest nie mniej interesująca. A każdej strony bije fascynacja i zachwyt jaki ma autorka do tego kraju. I chyba dzięki temu jeszcze lepiej się ten reportaż odbiera. Nagle Rumunia przestaje być synonimem czegoś gorszego, staje się miejsce, które koniecznie całe chce się zobaczyć. Od gór po morze, od Bukaresztu po maleńkie wioski. Od wielkich zamków i pałaców po małe chatki. To opowieść o niezwykłej, zupełnie pomijanej w europejskiej świadomości, kulturze, barwnych tradycjach i niezwykłych zwyczajach.

Ale oczywiście jak każda historia, ta także nie byłaby pełna bez wspomnienia o trudnościach z jakimi obecnie i w przeszłości mierzyła się Rumunia. Są przybliżone w bardzo przystępnej formie czasy dyktatury Ceausescu. Przebudowa stolicy kraju, która zniszczyła i zmieniła na zawsze obraz miasta. I jest chyba najbardziej poruszający i zapadający w pamięć list, odwołujący się do czasów gdy aborcja była zakazana a w Rumunii prowadziło się bardzo intensywną politykę mającą na celu zwiększenie liczby ludności. Nie wiem, czy będzie w stanie ktoś przeczytać to absolutnie bez emocji. Jest to coś przerażającego i destrukcyjnego.

Obraz Rumunii jaka  wyłania się z kart książki jest fascynujący i jedyny w swoim rodzaju. To kraj, który gdy się pokocha, gdy raz zauroczy, nic już tego nie zmieni. Nie raz zaskoczy, nie raz zirytuje swoim specyficznym podejściem do czasu, pracy, obowiązków ale w tym wszystkim jest niepodrabialny urok i czar. Jest nieprzewidywalnie, szalenie i cudownie. I właśnie taka też jest ta książka. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  94,3 cm - 2,4  cm =  91,9 cm.     

 

środa, 11 maja 2022

,,Kryminalny Wrocław" Iza Michalewicz


 Sześć zbrodni, jedno miasto.

Przyzwyczailiśmy się chyba trochę do zbrodni. Jest wszechobecna. Dominuje w telewizji, literaturze, prasie, internecie. Chyba nie ma dnia, żeby nie dało się odnaleźć informacji, że ktoś, gdzieś został zamordowany. Często towarzyszy informacja o zatrzymaniu podejrzanego. I właściwie na tym kończy się uwaga opinii publicznej. Jednak są sprawy, które na dłużej rozbudzają społeczność. Sprawy szokujące, zaskakujące, porażające swoją bezwzględnością i trochę bezczelnością. Jednak i one po jakimś czasie przygasają i lądują na półce w jakimś archiwum.

Iza Michalewicz właśnie z takiej półki wyciągnęła i postanowiła przypomnieć o sześciu brutalnych, porażających sprawach, których osią jest Wrocław. Otwiera sprawa zabójstwa ciężarnej dziennikarki, potem jest sprawa byłej Miss Polski, zakochana lekarka, seria Skorpiona, pisarz, który opisał swoje zbrodnie, a kończy gwałt i zabójstwo studentki. Już tak enigmatyczne podsumowanie jest szokujące. Pokazuje jak wiele może się zdarzyć i do jak szokujących okrucieństw zdolni są ludzie. Michalewicz jest konsekwentna i systematyczna i takie są jej opisy. Próbuje wniknąć możliwie jak najgłębiej i pokazać zarówno ofiary jak i zbrodniarzy. Pokazuje wszystkie środki, metody, uniki próbowali oni stosować aby odwrócić od siebie podejrzenia i co trzeba przyznać, w prawie każdym przypadku, do pewnego stopnia im się to udaje. Jednak tryby organów śledczych działają i w końcu prawda wychodzi na jaw. Nie zawsze jest jednoznaczna, nie zawsze dostaje się odpowiedzi na wszystkie pytania, nie zawsze jest logiczne wyjaśnienie motywów. To nie powieść - tu nie zawsze wszystkie nitki muszą znaleźć swój koniec.

Chyba tak jak zawsze w przypadku takich reportaży, najbardziej szokujące i porażające jest, że wydarzenia te miały miejsce. Nie jest to podrasowana fikcja literacka, rozbuchana wyobraźnia autora - to samo życie. Nieprawdopodobne, przerażające, okrutne i brutalne. Dodatkowo bardzo mocno uderzyła mnie myśl, że wszystkie opisane sprawy bardzo mocno zakorzenione są w emocjach, uczuciach, nietrafionych związkach. Jest to szokująca konkluzja, że budujące uczucia jak miłość i pożądanie tak łatwo może obrócić się w coś destrukcyjnego i zabójczego.

,,Kryminalny Wrocław" to publikacja, po która zdecydowanie warto sięgnąć. Przypomnieć sobie albo na nowo poznać sprawy sprzed lat i nie pozwolić ofiarą popaść w zapomnienie a oprawcą cieszyć się wolnością. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  97,1 cm - 2,8  cm =  94,3 cm.     

 

niedziela, 20 lutego 2022

,,On" Zośka Papużanka

 

,,On" to książka dziwna, niepokojąca, niewygodna ale bliska. Opowiada o świecie tuż obok, o epoce, która minęła zaledwie chwilę.

Kraków, prawdopodobnie Nowa Huta,  lata 80-te i wczesne 90-te. Rodzi się Śpik. Chłopiec nieprzystosowany, inny, oderwany od szarej rzeczywistości, wręcz w niej się rozpływający i przez nią się prześlizgujący. Nie jest bystry, inteligentny, przebojowy. Nie rozumie do dookoła niego się dzieje. Szkolne, klasowe popychadło, wieczny kozioł ofiarny, ktoś kogo większość za wszelką cenę stara się unikać. Taki jest i taki musi funkcjonować w zmieniającej się rzeczywistości.

,,On" to nie tylko opowieść o niedostosowaniu i wyalienowaniu. To także opowieść o samotności i niezrozumieniu. Śpik nie jest bohaterem, którego się lubi, którym się inspiruje. On jest wyrzutem sumienia. Bolesną świadomością, że obok są ludzie, których z premedytacją ignorujemy, wypieramy ich ze swojej świadomości, nie pozwalamy aby weszli w naszą codzienność. Oni jednak cały czas są obok.

Ale ,,On" to każde trochę smutna, trochę nostalgiczna podróż w czasie do lat 80-tych i 90-tych. Na karku znowu czuć oddech szkoły tamtego okresu. Surowość nauczycieli, ich wymagania ale przede wszystkim wewnętrzne międzyuczniowskie podziały i na stałe przypisane role. Ktoś musi być przywódcą, klasowym błaznem, kujonem, klasową pięknością. W tej przypadkowej grupie każdy dostał raz na zawsze swoje miejsce, z którego nie ma ucieczki. Każdy działa w ramach, w których został umieszczony. Śpik jest na końcu tego łańcucha, podąża za innymi, ponosi za nich ofiary, jest wykorzystywany. Właśnie z jego perspektywy najlepiej widać jak bezwzględne i okrutne są to podziały.

Powieści Zośki Papużanki nie da się przeczytać lekko i szybko o niej zapomnieć. Jest bolesna, burzy spokój, wywołuje niechciane uczucie dyskomfortu. Ale paradoksalnie przez to też uwrażliwia, uczy empatii, otwiera oczy na tych, których już perfekcyjnie nauczyliśmy się ignorować. Jest powieściowym wyrzutem sumienia i nawet jeśli nie czujemy sympatii to bohaterów, to nie umiemy wobec nich przejść obojętnie. 

  p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  138,8  cm - 2,3  cm =  136,5 cm.

sobota, 15 stycznia 2022

,,Cafe Museum" Robert Makłowicz

 

Roberta Makłowicza chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Kucharz, gawędziarz, podróżnik, znawca historii Austro-Węgier, smakosz, hedonista, wielbiciel Bałkanów, osobowość telewizyjna i internetowa. Cokolwiek by o nim nie powiedzieć to zawsze będzie za mało. Jego programy cieszą się taką popularnością a on taką sympatią prawie wszystkich, że inni celebryci mogą tylko zazdrościć. Z pewnością ogromną rolę odgrywa w tym styl w jakim Makłowicz dzieli się swoją wiedzą i pasją. Sprawia wrażenie człowieka trochę nie pasującego do współczesności ale jednocześnie idealnie z nią zintegrowanego. Jego opowieści nawet o najbardziej prozaicznych czynnościach to mistrzostwo w kategorii opowiadania anegdot. Ma ono w sobie barokową formę, klasyczny styl oraz sarmacką rubaszność. Taki zestaw powinien razić ale chyba Makłowicz jest jedynym któremu to idealnie wychodzi.

,,Cafe Museum" to zbiór anegdot z życia prywatnego i zawodowego Roberta Makłowicza. Przeplatają się w nich te elementy, które nieodłącznie się z nim łączą jedzenie i picie oraz podróże. Chyba nikt tak jak on nie potrafi za pomocą słów przekazać smak wina, zapach potraw, ich aromat, konsystencję, kolor i smak. Po mistrzowsku opowiada o kolejnych kulinarnych uniesieniach prowadząc czytelnika od knajpy do restauracji, od gospody do prywatnej kuchni. To on najlepiej wyciąga i prezentuje lokalne, mało znane specjały, zachwyca się pozorną prostotą ale i wielbi wyrafinowane smaki. Dla niego jedzenie i picie jest sztuką, wysoką kulturą, maestrią i właśnie w taki sposób o tym opowiada. Jednocześnie wplata ogrom wiedzy historycznej o cesarstwie Austro-Węgierskim, o Bałkanach. Z jego opowieści wyłania się też kontrast pomiędzy trochę siermiężnym okresem polskich lat 90-tych a tym czego poszukiwał i do czego dążył Makłowicz poprzez swoje podróże .

,,Cafe Museum" po zbiór anegdot napisanych w dokładnie w tym samym stylu jaki znamy z programów. Ten sam styl wypowiedzi, rozbudowane metafory, barokowe porównania, rozmach i przesada. Jak dla mnie świetnie się tego słucha, trochę gorzej czyta ale i tak w głowie miałam cały czas głos pana Roberta i miałam wrażenie, że to on sam opowiada o swoich przygodach. Chyba nieosiągalne w przypadku żadnego, innego autora. To zbiór anegdot lekkich, łatwych i przyjemnych. Pokazuje zupełnie inny, bogatszy, bardziej intensywny świat smaków i aromatów. Rozbudzający tęsknotę za czymś nieuchwytnym ale przy odrobinie wysiłku znajdującym się w zasięgu ręki. To opowieści przepełnione pasją ale także takie zwyczajne, znane każdemu z rodzinnych spotkań. To tutaj miesza się w jedno jedzenie, podróże i historia i staje się czymś co pochłonie każdego. Polecam!