środa, 7 grudnia 2022

,,Misery" Stephen King

Tytuł oryginału: Misery

 ,,Misery" to chyba jedna z bardziej znanych powieści Stephena Kinga. Na pewno ogromną rolę w jej rozpowszechnieniu miała ekranizacja z Kathy Bates. Ja już kilka lat zbierałam się do przeczytania i teraz, gdy w końcu mi się to udało, jestem trochę zaskoczona.

,,Misery" nie jest typowym horrorem. Straszy, przeraża, wywołuje ciarki na plecach ale robi to w bardzo specyficzny sposób. King mocno ograniczył scenę, na której rozgrywa się akcja. Jedno pomieszczenie, dwie postacie i właściwie to w nich ogniskuje się całość. To nie tylko walka na linii Annie Wilkes-Paul Sheldon, to także walka Paul Sheldon- uzależnienia. King nie próbuje straszyć korzystając po elementy z zewnątrz. Nie, on sięga mocno do wnętrza człowieka i wywleka z niego wszystko co to najgorsze i najbardziej przerażające. Demoniczna, była pielęgniarka Annie jest tylko katalizatorem, dzięki któremu w Paulu przełamuje się pewna granica i sięga on tam gdzie nigdy by nie podejrzewał. To bardzo dobrze skonstruowany thriller wyciągający na światło dzienne to co najgorsze, najmroczniejsze, najbardziej zdegenerowane.

,,Misery" jest oszczędna w środki i chyba to najbardziej działa na jej korzyść. Przeraża świadomością, że dokładnie to samo może drzemać w każdym człowieku i tylko czekać na sygnał by się uwolnić. Mówi o pierwotnym czystym złu które wcale nie jest czymś nadprzyrodzonym. To opowieść o brutalności, walce i czystej psychozie. Skontrastowana i uwypuklona dodatkowo przez powieść, którą pisze Sheldon w niewoli. Naiwny i ckliwy ,,Powrót Misery" tylko podkreśla szaleństwo i okrucieństwo rzeczywistości, w której jest pisany.

Zdecydowanie wolę Kinga w takiej wersji. Nie sili się na szokowanie formą, wystarczy, że szokuje i straszy przekazem. Powoli się rozkręca by zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Łączy sprzeczności i wyciąga na wierzch to co chciałoby się ukryć. Wywołuje ciarki na plecach, praktycznie z niczego. Jak dla mniej, jest bardzo dobrze. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 0,6 cm - 1,9 cm = 0 cm.     

wtorek, 6 grudnia 2022

,,Jego krwawe zamiary" Graeme Macrae Burnet

 Tytuł oryginału: His Bloody Project

Ta książka zaskakuje już od pierwszych stron. We wstępie autor sugeruje, że są to autentyczne zapiski oskarżonego o morderstwo kilkunastoletniego wiejskiego chłopaka prowadzone w więzieniu, przez autora tylko zebrane i opracowane. I aż do ostatniej strony autor trzyma się tej konwencji. We wstępie, także zdradza finał. Czytelnik nie czeka na zaskakujące rozwiązanie, nie spodziewa się cudu. Wie, że oskarżony został skazany i poniósł karę. Czytelnik w tej powieści ma inne zadanie. Ma obserwować narastające emocje, które finalnie doprowadzają do zbrodni.

Główny bohater to zwykły wiejskich chłopak, syn małorolnego farmera. Inteligentniejszy i bardziej wrażliwy niż sąsiedzi gorzej znosi upokorzenia i dręczenie, którego ofiarami pada cała jego rodzina. Dodatkowe niepowodzenia na gruncie uczuciowym powodują, że narasta w nim gniew, frustracja i nienawiść. Krok po kroku obserwujemy ciąg zdarzeń, mniejszych i większych ataków, upadków, upokorzeń, które zbierają się w większy i znacznie bardziej tragiczny obraz szkockiej wsi w XIX wieku. Obserwujemy bezradność ofiar. Bezradność w obliczu siły, prawa, niezrozumienia, wyobcowania. To wszystko prowadzi do kumulacji emocji, które muszą wybuchnąć.

Druga część powieści to proces sądowy. Prowadzony tendencyjnie, traktujący oskarżonego jak bezmózgie, bezwolne zwierze. Pozbawiony jakiejkolwiek analizy psychologicznej i próby rzeczywistego dotarcia do źródła prawdy. Szokuje w zestawieniu w pierwszą częścią. Jest odarciem bohatera z godności, uczuć i finalnie także z człowieczeństwa. Zostaje mu odebrane każde prawo a on został sprowadzony do roli kukły. Morderczej, krwawej namiastki człowieka.

,,Jego krwawe zamiary" to interesujące studium człowieka zdesperowanego, okradzionego z praw, upodlonego i dręczonego, który zostaje doprowadzony do momentu, w którym nie obowiązują żadne zasady moralne a gniew zasłania wszelki rozsądek. To smutny, bardzo realistyczny, wręcz naturalistyczny obraz nędzy i rozpaczy. Szokują niektóre sceny, poraża brutalność i bezpośredniość. Ale równocześnie rodzi się litość i smutek. Mimo, że wszystko okazuje się fikcją literacką ma w sobie siłę, która wywołuje cały szereg emocji, przemyśleń i refleksji o istocie zła, jego konsekwencjach i gdzie przebiega granica pomiędzy ofiarą a katem. I z pewnością przez dłuższy czas nie da się wyrzucić jej z pamięci.

piątek, 2 grudnia 2022

,,Niedoręczony list" Sarah Blake

Tytuł oryginału: The Postmistress

 II wojna światowa widziana z zupełnie innej perspektywy. Trzy kobiety rozdzielone oceanem i jeden list, który nigdy nie znalazł swojej adresatki. 1940. Frankie jest młodą, ambitną, amerykańską dziennikarką, której głos miliony rodaków słyszą w domach gdy opowiada o sytuacji w wojennym Londynie. To ona pokazuje im świat tak drastycznie różny od tego co znają. Iris - zostaje naczelniczką poczty w małej nadmorskiej miejscowości. To w jej ręce składa list Will - miejscowy lekarz, który po dramatycznych przeżyciach decyduje się zostawić młodą żonę i wyruszyć do Europy by nieść tam pomoc. I wreszcie Emma - żona, przyszła matka, która czeka na powrót męża. Trzy kobiety, trzy różne spojrzenia i wojna, która zmienia bieg wydarzeń.

,,Niedoręczony list" to taka opowieść bez morału i bez składu. Autorka ma pomysł, całkiem niezły ale za dużo próbuje przekazać i w ten sposób wszystko staje się powierzchowne i miałkie. Jest i bombardowany Londyn, ludzie, którzy giną w bezsensowny sposób, wypędzenia i eksodus przez ogarniętą wojnę Europę, tragedie i ,,głosy cieni". I wszystkie te dramaty zestawione są z zwyczajnym, spokojnym życiem gdzieś po drugiej stronie Atlantyku. Tak myśl o zbrodniach nazistów, ich napadzie jest brana za fantazję i szaleństwo.

Lubię powieści gdzie zarysowane są silne postaci kobiece albo chociaż takie, które niosą z sobą jakich ładunek emocji. Tutaj właściwie oprócz Frankie pozostałe bohaterki są bierne, podporządkowane narzuconym z góry rolom, nie umiejące przełamać impasu, który same sobie stworzyły. Mimo,że Frankie najbardziej się wyróżnia, ona też nie jest idealna. Miota się, szuka czegoś nieuchwytnego, popełnia błędy i jest przepełniona niepewnościami. Dzięki temu można z pewną ciekawością podążać jej śladem. Na początku zupełnie nie rozumie świata, w który chce wejść. Bombardowany Londyn jest straszny ale to zaledwie namiastka okrucieństwa i tragedii, z którymi się zderzy gdy wyruszy na kontynent.

Niestety ,,Niedoręczony list" jest tylko czytadłem na wieczór. Chaotycznym, momentami niespójnym, powierzchownie traktującym wiele tematów i próbującym w najbardziej melodramatyczny sposób grać na emocjach. Ma kilka naprawdę niezłych wątków i gdyby to na nich skupiła się autorka i je pogłębiła mogłaby z tego być opowieść, która wbiła by w fotel i zapadła w pamięć. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,4 m - 1,8 cm = 0,6 cm.     

środa, 30 listopada 2022

,,Wymarzony narzeczony" Tessa Dare

Tytuł oryginału: When a Scot Ties the Knot

 Każdej dziewczynie chyba zdarzyło się trochę naciągnąć rzeczywistość opowiadając o adoratorach, chłopakach, sympatiach. Jednak Maddie Gracechurch zdecydowania wysuwa się na prowadzenie. Nieśmiała dziewczyna aby uniknąć sezonu w Londynie opowiada wszystkim o narzeczonym, którego poznała w Bath. Staje się on idealnym pretekstem aby pozostać w domu. Narzeczony jest przystojny, męski, jest żołnierzem i został wysłany na kontynent. ,,Zakochana" dziewczyna przez lata pisze do niego listy i wszystko byłoby idealne gdyby nie fakt ... że jest on tylko jej wymysłem zrodzonym pod wpływem strachu. Jakież jest zaskoczenie gdy kilka lat później narzeczony staje na progu jej domu i oświadcza, że przybył się z nią ożenić.

Lubię romanse Tessy Dare chyba najbardziej za to, że nawet nie próbuje udawać jakiejkolwiek prawdy historycznej. Tło historyczne jest tylko sceną, na której toczy się bardzo współczesna komedia romantyczna ubrana w pewne baśniowe elementy. Jest zabawnie, irracjonalnie i lekko. Humor przeplata się z problemami, które nie są aż tak wielkie, łatwo da się jej przezwyciężyć a na koniec miłość wszystko załatwia. To idealna baśń dla dorosłych czytelniczek, taka przy której można się zrelaksować a potem bez wyrzutów sumienia o niej zapomnieć.

Czytałam zdecydowanie lepsze romanse historyczne. Tego nie ratują nawet bohaterowie, który momentami są trochę .. dziwni i czasem mamy ochotę walnąć się w czoło z zażenowania ale mimo wszystko składa się to wszystko na absurdalny humor. Jeśli ktoś tak jak ja, od czasu do czasu ma ochotę na odrealnione, słodkie opowieści ubrane w kostium historyczny, to jest to pozycja obowiązkowa. Wszyscy pozostali mogą sobie odpuścić :)

poniedziałek, 28 listopada 2022

,,Miłość i wojna" Max Czornyj

 

Franciszek Brilke wchodzi w dorosłość w trudnym momencie historii. Jest 1938 rok, w Łodzi nadal panuje spokój. Interesy się kręcą, bogaci nadal są bogaci a sztuką, którą handluje Brilke i jego ojciec nadal jest w cenie. Mimo pozorów normalności, w powietrzu czuć, że coś wkrótce musi się zmienić. Póki co zmienia się życie chłopaka gdy w drzwiach ich galerii sztuki staje tajemnicza kobieta, przedstawiająca się jako Ewa. Pojawienie się Ewy to dopiero pierwsza z szeregu zmian, które dokonają się w życiu Franciszka. Zobaczy zupełnie inny świat, będzie musiał dokonać ważnych decyzji i nawet nie zauważy kiedy rzeczywistość, w której się wychował przejdzie do historii.

,,Miłość i wojna" Maxa Czornyja to opowieść, której nie umiem sklasyfikować, ocenić ani nawet streścić. Z jednej strony przegadana, rozwleczona i właściwie o niczym ale równocześnie nie można powiedzieć, że nudna bo ponad 500 stron tekstu znika w oka mgnieniu. Musiałam ją przetrawić i przemyśleć nie dlatego, że jest szokująca czy poruszająca ale głównie dlatego, że jest nijaka i bezsensowna. I może to jest najlepsze podsumowanie zarówno wojny jak i powieści Czornyja. Pokazuje, że II wojna światowa to nie zawsze bohaterskie działania, poświęcenie czy zuchwałe czyny. Czasem bo przypadkowe spotkania, niezrozumienie i szare, nijakie życie, które pozwala przetrwać. To co się dzieje nie ma żadnego sensu i trzeba sobie z tym poradzić. Franz właściwie przemyka przez II wojnę światową nie angażując się w nic, nie rozumie dramatyzmu świata w którym przyszło mu żyć, jest nijakim pionkiem, który poddaje się działaniom innych. Jest bezwolną marionetką, która nic nie odczuwa i nic nie robi.

Przyzwyczailiśmy się do heroizmu w opowieściach o II wojnie światowej. A jeśli już nie heroizm to chociaż czyste zło. W każdym razie oczekujemy silnych emocji, silnych przeżyć, możliwości opowiedzenia się, po którejś ze stron. Pokochania lub znienawidzenia kogoś. Tutaj nie ma nic. Jest nijakość, letniość, byle jakie przetrwania. I to szokuje ale przecież takie oblicze też miała wojna. I to też trzeba zaakceptować.

sobota, 26 listopada 2022

,,Rowerem po Amazonce" Piotr Chmieliński


Książki podróżnicze, szczególnie te dotyczące Ameryki Południowej, zajmują szczególne miejsce w moim czytelniczym serduchu. Uwielbiam wszystko co łączy się z pasją, pomysłem i nieszablonowym podejściem do wędrówki. W tym roku czytelniczo wędrowałam już po Boliwii, Peru i Brazylii razem z dwoma innymi Polakami, który wyruszyli w szalone podróże przez ten kontynent.(tutaj 1 oraz tutaj 2). Wydawałoby się, że ta trzecia, obecna podróż, będzie najbardziej ekscytująca i rozbudzająca wyobraźnie. Sam pomysł już jest szalony - podróżowanie od źródeł Amazonki do jej ujścia na rowerze. Pomysł szalony, wykonanie jeszcze bardziej wariackie a jednak po odłożeniu książki pozostaje ogromny niedosyt.

Dwóch braci, dwa rowery i jedna potężna, wręcz mistyczna rzeka - Amazonka. Czy w tej opowieści, w tej przygodzie może być coś nie tak? Chyba wiele Nawet najlepiej przygotowana, zaplanowana i przeprowadzona wyprawa może zderzyć się z problemami, które nadadzą jej charakteru, wyróżnią i zapadną w pamięć. Bo Amazonki nie da się przepłynąć czy przejechać ot tak. Nie na darmo nazywana jest królową. I jak królowa stawia wyzwania i sprawdza śmiałków. Dwóch braci w 2015 podjęło rękawice i z ułańską fantazją zdecydowali się pokonać trasę od źródła do ujście na rowerach. Początkowo klasycznie a potem już na rzecze na specjalnie przez siebie zaprojektowanych i zbudowanych ,,rowerach amazońskich". I jak każda wyprawa, także i ta była pełna wyzwań, wzlotów, upadków, niebezpiecznych sytuacji czy zaskakujących spotkań. Dla chłopaków była to także okazja do poznania samych siebie i próba uporządkowania swoich prywatnych spraw.

,,Rowerem  po Amazonce" byłoby reportażem idealnym. Fascynującym, rozbudzającym wyobraźnię, budzącym żądzę przygód gdyby opowiadali to sami bracia. Przymykam oko na niedostatki językowe czy prostotę przekazu jeśli z treści bije autentyczność i prawdziwe emocje. Tutaj tak nie ma. jest suche podsumowanie przygotowane i napisane przez Piotra Chmielińskiego, który był koordynatorem i opiekunem wyprawy. Siedząc spokojnie i bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych czuwał na bohaterami reportażu przedzierającymi przez amazońską dżunglę. I to niestety jego myśli, spostrzeżenia i emocje widać w reportażu. Adrenalina, która musiała buzować w chłopakach, energia, która ich napędzała, wszystko to trafia do czytelnika przez filtr Chmielińskiego już zaledwie letnie. Rozmywają się emocje, gubi autentyczność przeżyć. Wszystko jest tak bardzo z drugiej ręki. Ucieka poczucie, że to właśnie im towarzyszymy w wyprawie.

Nie chcę oceniać wyprawy. Z pewnością była jedyna, wyjątkowa i niezapomniana oraz zmieniła ogrom w życiu chłopaków. Przeszkadzała mi forma książki, która spychała ich na drugi plan, filtrowała im przeżycia i tłumiła to co powinno być największym atutem - autentyczność. Dlatego tylko 5/10. 

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  4,6 m - 2,2 cm = 2,4 cm.     

czwartek, 24 listopada 2022

,,Wymazana granica" Tomasz Grzywaczewski


Nie ukrywam tego, że okres Dwudziestolecia Międzywojennego i II Rzeczpospolitej mnie fascynuje. Lubię czytać o tym okresie i często takie właśnie książki wybieram. Jednak dopiero ta uświadomiła mi coś ważnego. Zazwyczaj to po co sięgam koncentruje się wokół centrów takich jak Kraków, Warszawa, Lwów. I w przypadków tych dwóch pierwszych raczej zmiana granic nie wiele zmieniła w społeczeństwie oprócz pewnych społecznych przesunięć. O Lwowie raczej pisze się w duchu nostalgii i poczucia oderwania czegoś co było ważne. Jednak wybuch II wojny światowej a potem radykalne zmiany granic nie były tylko korektą na mapie. Przyniosły ogromne zmiany, o których obecnie zapominamy, szczególnie gdy na Polskę patrzy się z perspektywy miejsc, które ,,zawsze" były polskie, jak np. ja z perspektywy Krakowa i okolic.

Tomasz Grzywaczewski zabiera nas w fascynująca, nostalgiczną i bardzo poruszającą podróż wzdłuż granic II Rzeczpospolitej. Zaczyna na Zachodzie, nad morzem w Dąbkach by posuwać się w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara i poszukiwać śladów świata, który znika w drastycznym tempie. Ostatni świadkowie odchodzą a razem z nimi wspomnienia o zupełnie innej rzeczywistości. Wystarczyło osiemdziesiąt lat by zatrzeć ślady materialne ale podskórne animozje, różnice nadal trwają.

Chyba pierwszym skojarzeniem o granicy i II Rzeczpospolitej są Kresy. Odebrane, odcięte, utracone. Jednak autor nie idzie tylko tym tropem. On pokazuje też tereny dodane do Polski. Pokazuje ludzi, którzy tam żyli. Pokazuje także tych co przyszli i tych co odeszli. Jego opowieść to nie tylko Ukraina, Białoruś i Litwa ale także Śląsk, Czechy i Rumunia. Miejsca gdzie przenikały się społeczności, kultury, religie. Miejsca, gdzie ludzie nie byli Polakami, Czechami, Niemcami ale byli ,,stąd". Nowy ład po wojnie nagle ich rozdzielił, dorobił etykiety, kazał się przeprowadzać, emigrować. To opowieść o ranach w społeczeństwach i miejscach, które dopiero teraz powoli się zabliźniają. Jednak to nie jest opowieść smutna czy depresyjna. Ma też momenty gdy z uśmiechem patrzy się na fantazję i kreatywność tych, którzy próbowali jak najlepiej wykorzystać moment dziejowej zawieruchy np. powołując do życia efemeryczne państwo.

,,Wymazana granica" to fascynujący reportaż. Pełen nostalgii i szacunku dla świata, który zniknął. Poszukuje odpowiedzi i wskazówek aby zachować pamięć o ludziach, miejscach, zdarzeniach. Pokazuje świat, który się zmieniał, dostosowywał i nadal próbuje dopasować się do współczesności. To świat gdzie niekoniecznie da się prosto określić przynależność narodową. I chyba, najbardziej poruszające i chwytające za serce są głosy tych, który widzieli, doświadczyli, pamiętają a których może już osobiście nie ma a ta publikacja zachowała ich pamięć na zawsze. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu:  7,5 m - 2,9 cm =4,6 cm.