Tytuł oryginału: The Mirror
Nie będę kłamać. Norę Roberts czytam chyba już z dwadzieścia lat. Najpierw podbierałam mamie, potem sama dla siebie pożyczałam z biblioteki. Znamy się z Norą jak łyse konie i wiem, że ma lepsze i gorsze historie ale ostatni cykl bije wszystko na głowę. I nie, nie w pozytywnym sensie. Jeszcze łudziłam się, że ,,Spuścizna" to wypadek przy pracy ale im dalej tym gorzej.
,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.
Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki. Nie będę kłamać. Norę Roberts czytam chyba już z dwadzieścia lat. Najpierw podbierałam mamie, potem sama dla siebie pożyczałam z biblioteki. Znamy się z Norą jak łyse konie i wiem, że ma lepsze i gorsze historie ale ostatni cykl bije wszystko na głowę. I nie, nie w pozytywnym sensie. Jeszcze łudziłam się, że ,,Spuścizna" to wypadek przy pracy ale im dalej tym gorzej.
,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.
Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki.
,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.
Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki. Nie będę kłamać. Norę Roberts czytam chyba już z dwadzieścia lat. Najpierw podbierałam mamie, potem sama dla siebie pożyczałam z biblioteki. Znamy się z Norą jak łyse konie i wiem, że ma lepsze i gorsze historie ale ostatni cykl bije wszystko na głowę. I nie, nie w pozytywnym sensie. Jeszcze łudziłam się, że ,,Spuścizna" to wypadek przy pracy ale im dalej tym gorzej.
,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.
Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,7 cm - 3,5 cm = 108,2 cm

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz