Elisabet Paladin, prawnuczka Ulvhedina, to niezwykła dziewczyna, zupełnie nie pasująca do epoki, w której przyszło jej żyć. Zdecydowana, samodzielna, nie podporządkowuje się konwenansom. Wszystko zmienia się gdy na jej drodze staje Vemund Tark. Budzi jej zainteresowanie i wydaje się idealnie do niej pasować. Jednak mężczyzna skrywa swoje tajemnice, zmuszające go do zaskakujących zachowań.
Z ,,Domem upiorów" saga wraca na stare, przewidywalne tory. Tengel Zły został odłożony na bok. Co miało się stać, już się stało. Póki co rodzina czeka na kogoś, kto dopiero ma się pojawić. Dlatego ten tom jest powrotem do klimatu gotycko-romantycznego. Ponownie, kolejny przedstawiciel Ludzi Lodu trafia do tajemniczej posiadłości i robi wszystko aby odkryć jej sekrety. Właściwie nic ciekawego, czy przełomowego się tutaj nie dzieje. A i sami Elisabet i Vemund są trochę nudni. Brakuje im tej wyrazistości, którą mieli choćby Cecylia i Alexander czy Villemo i Dominik. Ich problemy są wypadkową niedopowiedzeń i niepotrzebnych, wyolbrzymionych wyrzutów sumienia. Vemund ma ogromną wrażliwość ale źle ukierunkowaną. A Elisabet wydaje się kopiować zachowania swoich przodkiń ale brakuje jej charyzmy i zdecydowania. Jej wrażliwa i empatyczna, zdecydowanie delikatniejsza niż jej babki, które bez wahania sięgały po to co chciały. Dziewczyna bardziej poddaje się wydarzeniom i gdyby nie zaskakująca pomoc, wszystko mogłoby się inaczej skończyć.
,,Dom upiorów" uspokaja akcję. Przypomina, że to przede wszystkim romantyczna opowieść, z nutką gotyckiej magii oraz szerokim tłem społecznym. Ten tomik to potrzebny przeskok pokoleniowy i mam nadzieję, zapowiedź czegoś większego w kolejnym.
poniedziałek, 28 września 2026
,,Dom upiorów" Margit Sandemo
Tytuł oryginału: Bakom fasaden
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz