piątek, 9 maja 2025

,,Pamiętnik lokatorki" Marcel Moss


 Julia mimo swojego młodego wieku ma za sobą trudną przeszłość i bolesne rozstanie. Nie poddaje się jednak i postanawia zacząć nowe życie w Warszawie. Znajduje pracę kawiarni oraz wynajmuje mieszkanie. Wkrótce w mieszkaniu dołącza do niej druga lokatorka, tajemnicza Vanessa. Dziewczyna sprawia wrażenie wycofanej i nieufnej, dlatego zaskakujące będzie dla Julii gdy pewnego wieczoru postanowi jest wyjawić swoją traumatyczną przeszłość. Wkrótce jednak zostaje zamordowana w swoim łóżku. Już samo to jest dla Julii szokiem, jednak gdy znajdzie w piwnicy pamiętnik Vanessy, postanowi działać by dowiedzieć się co znaczy zdanie umieszczone na końcu notatnika i wyprzedzić mordercę, który teraz może dopaść samą Julię.

,,Pamiętnik lokatorki" to moje pierwsze spotkanie z Marcelem Mossem. Widziałam mnóstwo zachwytów i pozytywnych opinii o innych jego książkach, dlatego podeszłam z dużą otwartością. I zostałam dosyć mocno zaskoczona. Już sam początek jest sporą bombą, po czym akcja się tonuje i dostajemy lekko zagmatwaną historię romantyczno-obyczajową z przeszłości Julii. Przyznam, że dziewczyna miała rozmach i weszła w dorosłość z przytupem. Gdy wydaje się, że uporządkowała swoje życie pojawia się w jej życiu kilka osób, siejących tam zamęt. Jednak dopiero morderstwo Vanessy wyzwala prawdziwe szaleństwo w życiu dziewczyny. Od tego momentu akcja zaczyna też przebiegać dwutorowo bo równocześnie obserwujemy przeszłość Vanessy i teraźniejszość Julii. A czego tam nie ma? Są romanse, jest mafia, są niekontrolowane uczucia jak pragnienie zemsty, nienawiść, namiętność, zazdrość. Wszystko się miesza i kotłuje w ilościach niewyobrażalnych, powodując, że akcja skręca w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach.

Przyznam, że gdy czytałam ,,Pamiętnik lokatorki" w pewnym momencie pojawiła się myśl - jakie to głupie! Bo Moss nie bierze jeńców i nikogo nie oszczędza. Tu fabuła wcale nie musi być logiczna i płynnie przechodząca od punktu A do B. Tu wszystko jest podkręcone na maksa i zapewnia to totalne szaleństwo i prawdziwą jazdę bez trzymanki. Tak, miałam myśl że to jakaś głupota ale równocześnie nie mogłam się oderwać bo chciałam sprawdzić co on jeszcze da radę tutaj wepchnąć i czy jeszcze da się coś z tego wycisnąć. A da się! Do samego końca nie wiadomo o co chodzi a sam finał to spore zaskoczenie.

Nie wiem czy szybko wrócę do powieści Mossa ale z zapisuję sobie go bo jak będę miała ochotę na czyste szaleństwo i całe pokłady absurdu okraszone zagadką kryminalną będę sięgać. 


 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia! 


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 102,5 cm - 2,5 cm = 100,0 cm.    

wtorek, 6 maja 2025

,,Podarunek" Julie Garwood

Tytuł oryginału: The Gift

 Gdy zobaczyłam tę książkę na półce w bibliotece, absolutnie wszystkie dzwonki rozdzwoniły się w mojej głowie. Ta seria, ta autorka, milion wspomnień z okresu nastoletniego, gdy zaczytywałam się w romansach podkradzionych mamie. A gdy jeszcze sprawdziłam opis i byłam prawie pewna, że tego tytułu nigdy nie czytałam wiedziałam, że muszę po niego sięgnąć. Szczególnie, że obecnie romans historyczny to już trochę wymarły gatunek na polskim rynku wydawniczym a wydawnictwo DaCapo dawno temu się znikło i tylko wspomnienia z nim związane zostały.

,,Podarunek" to bardzo prosta opowieść osnuta wokół wątku nienawiści dwóch rywalizujących rodzin. Aby je pogodzić, szalony król postanawia połączyć związkiem małżeńskim najmłodszych przedstawicieli obu rodów. Z tym, że on ma czternaście lat a ona ... cztery. Spotykają się ponownie 14 lat później i od początku pakują się w coraz to większe kłopoty.

Czytając ,,Podarunek" ze współczesnej perspektywy czujemy jego absurdalność. To powieść, w której bardzo dużo elementów jest schematycznych i mocno uproszczonych. Funkcjonuje tu klasyczny podział silny, zamknięty w sobie mężczyzna i trzpiotowata, emocjonalna, irytująca bohaterka. I o ile kiedyś było to całkiem normalne w romansach i wywoływało emocje to dziś jest dość męczące. Jednak to nie znaczy, że powieść jest zła. Raczej jej dzieckiem czasów i konwencji. Ma kilka zabawnych momentów, przy których obśmiałam się jak fretka, jest przewidywalna i raczej nie wywoła ,,gwałtownych porywów serca" ;) ale można się przy niej dobrze bawić, szczególnie, że nie jest zbyt obszerna. Zdecydowanie czytałam lepsze romanse historyczne, nawet od Julie Garwood, tutaj nie ma nic co mogłoby go wyróżnić. Intryga jest poprowadzona w przewidywalny sposób, bez większych zaskoczeń i nawet niecodzienne tło przygód bohaterów nie ratuje sytuacji.

,,Podarunek" czytałam jako nostalgiczny powrót do przeszłości oraz rozrywkę pomiędzy innymi książkami. I jako taki sprawdził się idealnie. Nie czułam w prawdzie tej ekscytacji jaką kilkadziesiąt lat temu gdy zaczytywała się w podobnych książkach ale nadal miło spędziłam czas.

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 104,7 cm - 2,2 cm = 102,5 cm.    

 

niedziela, 4 maja 2025

,,Szepty mroku" Tony Hillerman


Tytuł oryginału:  The Blessing Way

Lata 70te XX wieku, pustynia w Arizonie. Tutaj świat toczy się trochę inaczej. Teren zamieszkały jest przez plemiona Navajo, które łączą współczesność z tradycyjnymi wierzeniami. I to właśnie tutaj dochodzi do tajemniczej zbrodni, młody chłopak zostaje znaleziony martwy. Sprawę bada detektyw wywodzący się z plemienia. Jednak sprawa od początku wydaje się być dziwna i niepokojąca. Szczególnie, że coraz więcej osób przyznaje, że widziało zjawę z pradawnych wierzeń, która ma zapowiadać nieszczęście. To nie będzie zwyczajne śledztwo - to będzie wyprawa w sam środek wierzeń ludów Navajo by zdemaskować zło.


,,Szepty mroku" to surowa, męska proza, która zabiera czytelnika w świat wierzeń pierwotnych ludów Ameryki Północnej. Ta historia jest niepokojąca już od samego początku, bo zaciera się w niej granica pomiędzy tym co realne  a lokalnymi wierzeniami. Jest pozbawiona ozdobników, za którymi można ukryć braki i surowa w odbiorze. To opowieść, w której realne namacalne zagrożenie odbierane jest przez pryzmat mitologii i dopiero gdy zostanie z niej obdarte widać jak bardzo jest groźne. Jest tu sporo szorstkości, ale prawdziwa moc jest ukryta w nie sileniu się na metafory. Gdy już dojdzie do zderzenia, musi być prosty podział na dobro i zło. Bohaterów i złoczyńców. I tak jest. Tutaj czuć prawdziwy pot, prawdziwe zagrożenie wynikające ze spotkania ze złem ale i poczucia wyobcowania i zagubienia na ogromnej przestrzeni, gdzie jest się zdanym na samego siebie. To instynkt przetrwania jest tym najważniejszym i to on dyktuje co się wydarzy.

Jak udało się mi sprawdzić ,,Szepty mroku" to bestsellerowa seria, która ukazuje się od lat 70tych. I trudno się dziwić. Już pierwszy tom jest kwintesencją siły, sprytu, starcia dobrych ze złymi, zanurzeniem się w pierwotnych wierzeniach. Manifestuje surową siłę i determinację, opartą na instynktach. To nie jest powieść przygodowa z mnóstwem akcji i zaskoczeń. To walka, śledztwo prące uparcie do przodu, mimo, że nie ustrzegło się błędów. To siła i determinacja by zaryzykować i nie poddawać się. Szorstkość i surowość stylu doskonale wpisują się w styl westernowy, jaki panował w kulturze przed pół wiekiem.

,,Szepty mroku" hipnotyzują. Ta pozornie banalna opowieść kryminalna ma drugie dno i wnika w świat, który dla większości jest zupełnie nieznany. Jest mroczna i niepokojąca, osadzona w pustynnym krajobrazie, który już sam w sobie budzi respekt. Warto sięgnąć, warto przeczytać bo tutaj wszystko jest inne i ma zupełnie nowe znaczenie. Polecam!
 

 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Oddechy!


p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,8 cm - 2,1 cm = 104,7 cm.    

 

środa, 30 kwietnia 2025

,,Pokrzyk" Katarzyna Puzyńska

 


Poprzedni tom ,,Rodzanice" zostawił czytelnika z jednym bardzo ważnym pytaniem. Co dokładnie łączy Klementynę z zamordowaną dziennikarką? Daniel Podgórski nie wierzy w winę koleżanki ale wydaje się być jedynym o tym przekonanym. Szczególnie, że w okolicach Lipowa znowu dochodzi do morderstwa i kolejny raz w tajemniczy sposób obok pojawia się Klementyna. Podgórski mimo oficjalnego braku zgody przełożonych zaczyna prowadzić swoje własne śledztwo i przy okazji wchodzi w sam środek rodzinnego dramatu. Równocześnie jego żona też nie próżnuje. Przypadkiem trafia do cieszącego się złą sławą dworku we wsi Wnyki. Przeprowadza dziwną rozmowę z jego właścicielem, którego wkrótce znajduje martwego. Mnożą się pytania tak i jak i ofiary. A wszystko dziwnym trafem kieruje się w stronę Klementyny Kopp.

,,Pokrzyk" trochę stylistycznie i kompozycyjnie odbiega od innych tomów serii. Dotychczas Puzyńska przyzwyczaiła nas do dwóch planów czasowych. Akcji rozgrywającej się w przeszłości mieszającej się ze współczesnością. Tutaj, mimo, że wydarzenia są skutkiem tego co stało się przed laty, całość akcji rozgrywa się współcześnie i dodatkowo na dwóch bardzo wąskich planach w ciągu trochę ponad doby. W porównaniu do innych tomów tutaj też jest dosyć oszczędnie jeśli chodzi o wątki - mamy główną sprawę kryminalną, która rozwidla się na kilka odnóg oraz wątek trójkąta Weronika-Daniel-Emilia.

Sprawa kryminalna sama w sobie jest dosyć dziwna. Początkowo ciężko połapać się w podstawowych zależnościach i właściwie wszystkie postacie wydają się być podejrzane bo każdy z nich coś ukrywa i udaje kogoś zupełnie innego. Początkowo budują wspólnym mur milczenia jednak z czasem wzajemne animozje dają o sobie znać i odsłaniają to co od wielu lat miało być dobrze ukryte.

Dużo dziwniejszy i bardziej dramatyczny jest wątek personalny dotyczący głównych postaci. Autorka chciała dołożyć dramaturgii i na maksa skomplikowało i zamieszała w życiu bohaterów. Tutaj nie ma łatwych decyzji i prostych rozwiązań. Każda podjęta decyzja może okazać się tą najgorszą i zniszczy komuś życie. Jednak tego co stało się w finale z pewnością nikt się nie spodziewał.

Uproszczenie fabuły i rezygnacja z dziwnych skoków w czasie to jeden z największych atutów tego tomu. Dzięki temu czytało się płynnie i coraz mocniej zanurzało się w akcję, próbując rozgryźć co dokładnie stało się we Wnykach. Do samego końca nie można przewidzieć rozwiązania, przez co cały czas trzyma czytelnika w napięciu. Jest może kilka absurdalnych i zupełnie nikomu niepotrzebnych szczegółów ale gdy przymknie się na nie oko to mamy całkiem niezły kryminał powiązany z opowieścią o zemście i przeznaczeniu. Zupełnie inaczej jest z wątkiem personalnym, którego zupełnie nie rozumiem i który jest według mnie przesadzony i zbyt dramatyczny. Końcówka zapowiada mocne wejście w następny ale mimo to mam sporo wątpliwości i zupełnie tego nie rozumiem.

,,Pokrzykowi" brakuje sporo do najlepszych tomów z serii ale nie jest zły. Jest sprawnie przeprowadzonym kryminałem i pokazuje, że ta seria może jeszcze zaskoczyć. Pojawiają się nowi bohaterowie, który robią trochę zamieszania, chociaż starzy też doskonale umieją zamieszać w swoim i tak już skomplikowanych relacjach. Czytelnicy, którzy znają serię po tym tomie pewnie będą kontynuować, ale nie wiem czy nowych on przekona.  

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 110,1 cm - 3,3 cm = 106,8 cm.    

niedziela, 27 kwietnia 2025

,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" Morten Vittrup

Tytuł oryginału: Argentineren der kom sejlende på en cedertæsplanke

 Jestem absolutnie mało oryginalna ale uwielbiam książki takie jak ta - monumentalne sagi rodzinne, pozornie toczące się leniwie ale skrywające wewnątrz całe mnóstwo tajemnic i niuansów. ,,Argentyńczyk, który przypłynął na cedrowej desce" tu już sam tytuł intryguje i rozbudza ciekawość oraz ma to coś, co przykuwa uwagę. I taka jest też cała historia. Momentami absurdalna, momentami poruszająca i zaskakująca.

,,Argentyńczyk.." to opowieść, która rozgrywa się na przestrzeni 50 lat i opowiada o skomplikowanych relacjach rodzinnych. Rozpoczyna się (mało zaskakujące) gdy Victor de la Vega zostaje znaleziony na brzegu morza i odmieni na zawsze życie młodziutkiej Sofii. Nie zostanie ona zakonnicą a zamiast tego pozna historię, która zadecyduje o losie kolejnych pokoleń. To właśnie wtedy zacznie się historia rodziny naznaczona tajemnicami, bolesnymi pomyłkami, zaskakującymi przypadkami i tragediami, których konsekwencje będą ciągnąć się przez lata. Ta wielowątkowa opowieść z lekkością i wyczuciem opowiada o najtragiczniejszych epizodach zarówno z dziejów Argentyny jak i Hiszpanii i pokazuje jak mniej lub bardziej świadomie odciska się ona piętnem na zwykłych ludziach. Muszą się oni mierzyć z konsekwencjami, wpływając na innych i prowadząc do kolejnych mniejszych lub większych dramatów.

Początkowo nie mogłam przekonać się do tej książki ale gdy już się w niej zanurzyłam znalazłam tam humor, pasję, nonszalanckie latynoskie spojrzenie na świat oraz ogrom emocji. I to właśnie one stanowią podstawę, na której opiera się cała historia. Ta książka to właściwie opowieść w opowieści opowiedziana z pełną dramaturgią, malowniczością i rozmachem. Pełna niedopowiedzeń i tajemnic do samego końca trzyma w napięciu i podświadomie determinuje zachowanie bohaterów, którzy próbują uciec od tego co nieuniknione, nieświadomie powtarzając błędy poprzedników. ,,Argentyńczyk.." to książka nieoczywista ale przepełniona ciepłem, którą czyta się z zapartym tchem. Polecam!

piątek, 25 kwietnia 2025

,,Baśnie koreańskie" William Elliot Griffis

Tytuł oryginału: Korean Fairy Tales

 Współcześnie na Koreę patrzymy przez pryzmat polityki oraz techniki. Zupełnie umyka nam fakt, że nie jest to ,,nowe" państwo. To kraj, który ma tysiące lat tradycji oraz bogatą kulturę. Może zaskoczyć, zaczarować i odsłonić swoje zupełnie inne oblicze. A chyba najprostszym krokiem by zacząć go poznawać jest sięgnięcie po ,,Baśnie koreańskie".

To zbiór prawie trzydziestu opowiadań, które sięgają prawie do początków dziejów Korei albo jeśli by używać nazwy tradycyjnej Kraju Porannego Spokoju. To historie o ważnych postaciach z koreańskiej mitologi ale także takie wyjaśniające różne zjawiska zarówno przyrodnicze jak i społeczne. W prosty i przystępny, wręcz baśniowy sposób wyjaśniają najważniejsze zależności społeczne i pokazują najważniejsze cechy jakie powinien posiadać typowy Koreańczyk. Można tutaj znaleźć dużo odwołań do motywów zwierzęcych, okraszonych zarówno humorem jak i będących alegorycznym przekazaniem pewnych uniwersalnych nauk czy przestróg. Baśnie te również sporo wyjaśniają jeśli chodzi o relacje z innymi azjatyckimi sąsiadami, szczególnie Japonią i Chinami. Z tej perspektywy to dumna Korea była dla nich nauczycielką i odgrywała rolę podobną do Grecji na kontynencie europejskim.

,,Baśnie koreańskie" to fascynująca wyprawa na Daleki Wschód. Mądre, uniwersalne opowieści są nie tylko pretekstem by poznać kulturę koreańską ale mogą być też równie czytelne i zrozumiałe dla współczesnego, europejskiego czytelnika. Zaskakującym może być uświadomienie sobie, jak niektóre motywy są silne. Przykładowo znajdziemy tu opowieść przypominającą dobrze znanego Kopciuszka czy historie mogące konkurować z bajkami ezopowymi. Jednak nawet jeśli motywy są znane to przebija przez nie orientalny klimat oraz trochę inna dynamika. Wszystko jest bardziej wyważone, mocno wyczuwalna jest kultura spokoju, szacunku oraz tradycji. Ta książka to świetny wstęp by zanurzyć się w bogatym, fascynującym koreańskim folklorze. 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 112,2 cm - 2,1 cm = 110,1 cm.    

 

środa, 23 kwietnia 2025

,,Kraina cienia" Meg Cabot

Tytuł oryginału: Shadowland

 Nastoletnia Suze nie ma lekko. Nie dość, że jej mama ponownie wyszła za mąż i przeprowadziła się na drugi koniec kraju zabierając córkę ze sobą, to jeszcze dziewczyna nie jest typową nastolatką. Ona jest pośredniczką, czyli kimś kto widzi duchy i może pomóc im dokończyć nierozwiązane sprawy z czasów ich ziemskiego życia. Brzmi ciekawie? Dla Suze zdecydowanie nie. Szczególnie gdy okazuje się, że nowy dom ma długą historię i już pierwszego dnia spotyka w swoje sypialni ducha i to całkiem przystojnego. Jednak zdecydowanym wyzwaniem będzie pierwszy dzień w nowej szkole.

Chyba się starzeję bo ostatnio czuję potrzebę do czytelniczych powrotów. A książki Meg Cabot (albo Jenny Carroll) to jedno z lepszych czytelniczych wspomnień z okresu gimnazjum. I nawet po latach czyta się to mega przyjemnie. Fakt, mocno czuć klimat milenialsów bez telefonu komórkowego przyklejonego do ręki i bez social mediów, jednak ma to swój urok. Sama książka tez ma milenialskie poczucie humoru i spojrzenie na rzeczywistość. Dla mnie był to nostalgiczny powrót w przeszłość ale nie przysłonił clue powieści czyli pogoni za duchami. Jest może pełno uproszczeń, pełno schematów ale dokładnie o tu chodziło. Kreacje postaci nasuwają skojarzenia z ,,Buffy - postrach wampirów" i pewnie w obecnym natłoku romantasy już nie robią wrażenia ale nadal jest to przyjemna książeczka na jeden wieczór. Ja bawiłam się rewelacyjnie i wręcz szkoda, że Meg Cabot zniknęła z polskiego rynku wydawniczego. Pozostaje jednak szukać po bibliotekach kolejnych tomików. 

p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 113,4 cm - 1,2 cm = 112,2 cm.