piątek, 8 maja 2026

,,Przejścia. Którędy do miłości" Natalia de Barbaro

 


Chyba nie da się nie kojarzyć ,,Czułej przewodniczki". Nawet ja, mimo, że jej nie czytałam byłam świadoma jak wielkim cieszyła się sukcesem. ,,Przejścia", kolejna książka Natalii de Barbaro mają kontynuować nurt bardzo intymnej literatury skierowanej do kobiet. Nie jestem fanką tego typu książek ale lubię wychodzić poza swoją strefę komfortu a dokładnie tym to było.

,,Przejścia. Którędy do miłości" to książka sięgająca głęboko do wnętrza kobiecej psychiki, kobiecy emocji. Stanowi próbę przejścia od przeszłości, od narzuconych i wymuszonych ról do poznania samej siebie i odkrycia miłości, która otacza każdą kobietę. De Barbaro kreśli początkowo schematy, ogólne portrety, w których, co zaskakujące, można się odnaleźć. Jednak nie zawsze są to portrety pozytywne, czasem bywają to sztywne, niepokojące ramy, jakie narzuciło wychowanie. Aby wyjść poza nie, trzeba nauczyć się patrzeć inaczej i dostrzegać to co zostało przytłumione.

Zaskoczyła mnie forma książki. W prawdzie czytałam Annę H. Niemczynow czy ,,Urzekającą" i znam książki, które nie są tyle poradnikiem do rozmową z czytelnikiem ale tutaj widać to lepiej. Autorka chce wywołać wewnętrzny dialog, zmusić do zastanowienia się czy refleksji, do sięgnięcia do głębi by zmierzyć się z emocjami, które zostały przywalone przez codzienność, wychowanie, narzuconą presję czy strach. Ta książka, nie ma na celu być przeczytana i odłożona na półkę, ona ma stać się krokiem w kierunku tytułowego przejścia, oderwania się od wielopokoleniowych traum, naleciałości. Masz stanąć, zastanowić się i zrozumieć że jesteś pierwsza z rodu, która...

Podobała mi się wrażliwość Natalii de Barbaro, jej sposób opowiadania, prowadzenia dialogu z czytelnikiem i delikatne popychanie ku zmianie. Tutaj nic się nie wymusza ale do wielu rzeczy zachęca. Może nie jest to książka bardzo odkrywacza czy przełomowa ale doskonale porządkuje emocje, wprowadza spokój i z pewnością kogoś zachęci do działania. Mnie osobiście, otworzyła na inną wrażliwość, pozwoliła spojrzeć z innej perspektywy na moją historię ale czy zmieniła moje życie? Zdecydowanie nie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 72,4 cm - 2,0 cm = 70,4 cm

wtorek, 5 maja 2026

,,Czarny trójkąt" Bianka Kunicka

 

 ,,Czarny Trójkąt" to powieść niejednoznaczna i trudna w ocenie. Z jednej strony podziwiam autorkę za odwagę z jaką poruszą bardzo trudny i kontrowersyjny temat. A robi to z ogromną empatią i wrażliwością, bez oceniania czy stawiania jednoznacznych wyroków. Z drugiej mam problem z konstrukcją bohaterów i tym jak zostały poprowadzone ich wątki, szczególnie w wątku współczesnym. Niby nie powinno mieć to znaczenia ale cały czas mi coś zgrzyta i nie dam rady obiektywnie przyglądać się temu co się dzieje.

Powieść rozgrywa się na dwóch planach, w trakcie II wojny światowej i współcześnie. Dziś to opowieść o Marcie, która stanęła na rozdrożu swojego życia. Zdała sobie sprawę, że nie kocha męża, musi stanąć z twarzą w twarz ze skomplikowaną sytuacją syna a równocześnie dziwne zdarzenia jakie rozgrywają się wokół niej uświadamiają jej, że nic nie wie o przeszłości swojej rodziny, szczególnie o przeszłości babki Zuzanny. I to właśnie przeszłość Zuzanny stanie się osią, łączącą to co było z tym co jest.

Powieść porusza kilka trudnych, przemilczanych tematów. Jest to w pewnym sensie opowieść o miłości ale trudnej, szokującej i nieakceptowanej przez nikogo. I to właśnie ta miłość stanie się dla bohaterek wyrokiem. Za karę zostanę odarte z człowieczeństwa, ich ciała staną się przedmiotem, wykorzystywanym przez innych, bezczeszczonym, o którym decyduje ktoś inny. Ta historia ma boleć i boli, szokuje i przeraża. Autorka z ogromną wrażliwością snuje opowieść ale i tak ogrom cierpienia bije z każdej strony. Dlatego denerwowało mnie, że ta mocna historia, opowiadająca o przemilczanej stronie II wojny światowej rozmywa się w dziwnym, pokręconym, przepełnionym żydowskim mistycyzmem wątku współczesnym, który w pewnym momentach jest absurdalny. Chyba rozumiem, czemu miało to służyć ale tylko niepotrzebnie odwracało uwagę od tego co jest jądrem powieści i co powinno wybrzmieć mocniej.

Z pewnością nie da się przejść obojętnie obok ,,Czarnego Trójkąta". Szkoda tylko, że wątek Zuzanny i Rity nie został pogłębiony bo to on robi wrażenie. To o ich losach, chciałabym dowiedzieć się więcej i to one są przykładem kobiecej siły i determinacji. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 74,5 cm - 2,1 cm = 72,4 cm



niedziela, 3 maja 2026

,,Pola makowe" Nikki Erlick

Tytuł oryginału: The Poppy Fields


 Gdy przeczytałam opis ,,Pól makowych" wiedziałam, że będzie to coś niezwykłego. Wyobraźcie sobie miejsce gdzie w łatwy sposób można poradzić sobie z żałobą. Pod opieką specjalistów zapasz na miesiąc lub dwa w sen, a gdy się budzisz zamiast bólu i żalu pojawia się spokój. Kuszące prawda? To właśnie sprawia, że klinika budzi zainteresowanie i wiele osób chce się tam dostać. To tam też zmierzają bohaterowie powieści, przypadkowa zbieranina osób, którym tornado uniemożliwiło podróż samolotem. Wynajmują samochód i wspólnie przemierzają kolejne stany w drodze do Kalifornii. Każdym z nich kieruje inny motyw ale i każde coś ukrywa.

,,Pola makowe" to powieść poruszająca i zaskakująca, momentami przypominająca ,,Rów mariański". Powieść drogi, w której szybko okaże się, że to nie cel jest najważniejszy ale też co się w jej trakcie wydarzy. To w jej trakcie bohaterowie zmierzą się ze swoimi lękami i wyrzutami sumienia, staną oko w oko z żałobą, którą wypierają, nauczą się, że strata nie przekreśla przeszłości i miłości oraz zaczną stawiać pierwsze kroki w przyszłość. Podróż do kliniki ,,Pola makowe" będzie pełna niespodzianek i wyzwań, na które bohaterowie niekoniecznie byli przygotowani.

Powieść stawia też przed czytelnikiem bardzo ważne pytanie: Czy da się łatwo obejść żałobę i czy naprawdę warto to robić? Mimo, że jest to główny wątek powieści to autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, zamiast tego zostawia szerokie pole do samodzielnej interpretacji i refleksji.

,,Pola Makowe" poruszają trudny i kontrowersyjny temat ale mimo to nie jest to powieść przygnębiająca czy depresyjna. Wręcz przeciwnie, to afirmacja życia wraz z jego odcieniami. Pokazuje, że nie ma prostych odpowiedzi, uczy zrozumienia innych, wrażliwości, odkrywa życie w całej jego najbardziej zaskakującej formie. Jest pełna ciepła, radości, które zaczynają się od prostych rzeczy, oswaja ból poprzez przypominanie że strata nie przekreśla wspomnień. To też powieść o zrozumieniu decyzji innych i przebaczaniu samemu sobie oraz co zaskakujące, łapaniu okazji i życiu pełną piersią póki się da. To powieść otulająca, poruszająca, wywołująca wzruszenia ale i zarażająca chęcią życia.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 77,3  cm - 2,8 cm = 74,5 cm

 

środa, 29 kwietnia 2026

,,Wiatr od wschodu" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Vinden fra øst

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Wiem, w każdym tomiku dużo się dzieje i perypetie kolejnych członków rodu są zajmujące ale od jakiegoś czasu tło czyli klątwa Tengela Złego utknęła w miejscu. Ciągle powtarza się to samo a rodzina mimo, że zmaga się ze strasznym dziedzictwem wydaje się, że nie ma pomysłu co mogłaby zrobić. Ale wreszcie to się zmienia bo pojawia się coś. A właściwie ktoś - młodziutki Vendel Grip.

Vendel to najmłodszy przedstawiciel tej linii rodu, o której trochę zapomniano i u której nic spektakularnego się dotychczas nie działo. Wnuk Leny Palladin jednak to zmieni. Jako młody chłopak wyrusza z wojskiem króla Karola XII na podbój Rosji. Przegrana kampania prowadzi do uwięzienia szwedzkich oficerów w głębi Syberii, a splot wydarzeń sprawia, że chłopak trafi do osady, gdzie ku swemu zaskoczeniu natrafi na dalekich krewniaków i pozna szokujący sekret.

Losy Vendela podobnie jak jego poprzedników są dramatyczne i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pozna czym jest samotność, cierpienie, zmierzy się z surowym syberyjskim klimatem ale na początku zostanie boleśnie zraniony w najbardziej czuły punkt. W młodym Gripie jednak skumulowały się wszystkie najbardziej szlachetne cechy rodu, mimo, że nie jest ani dotkniętym ani wybranym, co pozwala mu z podniesioną głową i iskierką optymizmu stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.

,,Wiatr od wschodu" różni się od poprzednich tomiku. Jest bardziej surowy, zmienia się tło i zmienia się spojrzenie na rodzinną klątwę.To doskonała zapowiedź tego do dopiero ma nadejść. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,9 cm - 1,6 cm = 77,3 cm

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" Zuzanna Cichocka

 


Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że ta seria od wydawnictwa Poznańskiego jest niezwykła. Wyróżnia się detalami oraz odkrywa miejsca może nie tak odległe, ale z pewnością mało znane. Po Słowenię sięgnęłam z ogromną ciekawością bo nie ukrywam, że jedyne z czym kojarzy mi się ten kraj to skoki narciarskie i rodzeństwo Prevców. A chociaż niewielki, to z pewnością jest to kraj, który ma coś więcej do zaoferowania.

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" to bardzo subiektywne spojrzenie. Autorka, z wykształcenia slawistka postanowiła go przybliżyć i opowiedzieć co nie co o jego problemach oraz o swoich doświadczeniach. Słowenia to kolejny kraj powstały po rozpadzie byłej Jugosławii, o którym czytam i kolejny raz widać jak bardzo to wpłynęło na tożsamość i kształtowanie się poczucia narodowości. Bo to nie jest kraj jednolity, to mieszanina języków,narodów, kultur i religii, próbujących obok siebie istnieć. Szokująca jest z pewnością opowieść o wykreślonych - ludziach, którzy z dnia na dzień zniknęli z rejestrów i zostali pozbawieni przede wszystkim szansy. Dużo miejsca poświęca się w książce właśnie tej społecznej stronie Słowenii przywołując indywidualne doświadczenia różnych osób i poprzez które najlepiej widać z jakimi wyzwaniami musiał mierzyć się ten kraj.

Ale nie tylko o ludziach jest tutaj, także o krajobrazach - zarówno tych miejskich jaki i naturalnych. Ciekawa jest historia najważniejszego słoweńskiego architekta ale i anegdota wyjaśniająca dlaczego zdobycie Triglavu jest tak istotne dla Słoweńców. Jednak piękno krajobrazów najlepiej widać na wszystkich zamieszczonych wewnątrz zdjęciach. To one najlepiej oddają zachwyt autorki i jej fascynację tym państwem.

Jedyne co mnie rozczarowało to to, że ta książka tak szybko się kończy i kolejne rozdziały zaledwie muskają tematów. Mam poczucie, że to zaledwie wstęp, zachęta zmuszająca do dalszych poszukiwań. Rozbudziła ciekawość i porzuciła zanim usatysfakcjonowała czytelnika. Jedno czego się dowiedziałam to, że warto odwiedzić Słowenię i poznać ją lepiej.

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,1  cm - 2,2 cm = 78,9 cm

piątek, 24 kwietnia 2026

,,Mamuna" Krystian Stolarz


 Na komisariacie w Nawidowie pojawia się nowy komendant. Tajemniczy, skupiony ale przede wszystkim zdeterminowany by działać. Ma coś do udowodnienia a nie ma lepszego miejsca niż to. Od lat wiadomo, że coś się dzieje w okolicy, znikają dzieci ale nigdy nikt nie podjął działań. Wiejska społeczność jest mocno zamknięta i spowita dziwną zmową milczenia. Nawet i miejscowi policjanci temu ulegli. Teraz jednak musi się to zmienić. Tylko, że nie wszyscy są tym kim się wydają. Każdy skrywa jakieś tajemnice i ma własny plan działania a gdzieś obok nich czai się Mamuna.

,,Mamuna" to moja pierwsza książka Krystiana Stolarza i to taka, która intrygowała długo przed premierą. Wydawnictwo rozkręciło świetną akcję promocyjną i po czymś takim oczekiwania były ogromne. Czy się sprawdziły? Trzeba przyznać, że powieść ma coś co skupia uwagę już od pierwszych stron. Świetnie nakreślony klimat niedopowiedzeń i tajemnic, podwójnych tożsamości i sekretów, które najlepiej by nigdy nie wyszły na jaw. Przez to wszystko musi przedrzeć się komisarz Bożydar Sokół, który też nie do końca z własnej woli znalazł się na ,,Komisariacie Wyrzutków". Śledztwo rusza bardzo szybko i agresywnie,brnąc przez narosłą zmowę milczenia pomieszaną ze słowiańskimi gusłami.

Lubię kryminały z motywem zamkniętej społeczności. Zawsze pozwala to na zdzieranie warstw i powolne dochodzenie do prawdy. Tutaj jest to wszystko a dodatkowo szybka akcja, wyraziści bohaterowie i nieoczekiwane zwroty fabularne, które tylko podkręcają, już i tak kipiącą adrenalinę. Nie spodziewałam się, że właściwie pochłonę ,,Mamunę"  na raz. Tego nie da się inaczej czytać.
 
 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyńska i ska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 84,3  cm - 3,2 cm = 81,1 cm

wtorek, 21 kwietnia 2026

,,Nawiało nam burzę" Jarosław Abramow-Newerly


 Są książki, które są zaskoczeniem. Porywające, barwne opowieści o walecznych bohaterach i dzielnych bohaterkach. Są opowieści, w których fantazja autora puszczona zostaje swobodnie by płynąć i tworzyć powieść, od której nie da się oderwać. Ale są i takie książki, gdzie rola autora sprowadza się do roli skrupulatnego kronikarza, bo właściwie nic nie musi więcej robić oprócz tego, że rozsiądzie się wygodnie i słucha. I dokładnie taką opowieścią jest ,,Nawiało nam burzę."

Powieść, a raczej kronika, opowiada dzieje rodziny Wawrów na przestrzeni całego XX wieku. Zaczyna się w dzisiejszej Ukrainie, w miejscu gdzie obok siebie żyli Polacy i Ukraińcy a przynależność narodowa była sprawą płynną. Zanim nadeszła wojna wszyscy żyli wspólnie i wspólnie dzielili trudy codzienności. Było miejsce na radości, smutki, sukcesy i zaskoczenia. Wyjeżdżano w daleki świat za pieniądzem oraz mierzona się z trudami na jakie napotykano. Świat prosty ale mający swój koloryt, swój honor i wartości. Wszystko zmieniła II wojna światowa. Pojawiły się podziały i niebezpieczeństwo z nich wynikające. Nagle Polak stał się wrogiem Ukraińca.

Powieść ,,Nawiało nam burzę" to pełna autentyzmu, żywa i oddziałująca na emocje opowieść o polsko-ukraińskiej rodzinie. Jej trudach, troskach i codzienności na tle burzliwych wydarzeń XX wieku. W bardzo prosty ale przez to mocniej rezonujący sposób, opowiada o tragediach i zawirowaniach. Jest o UPA i Banderze, o wysiedleniach, o podziałach, o momentach gdy sąsiad stawał przeciw sąsiadowi, o śmierci i życiu na emigracji. Szczerze, prawdziwie, z zachowaniem dbałości o detale ale także poszanowaniem bohaterów. To powieść na jakie rzadko się trafia a prawie wcale obecnie, pisze. Stanowi zapis dziejów i pokazuje je od środka, z perspektywy uczestników, szczególnie kobiet. Autor bardzo dba o zachowanie też wierności stylowi wypowiedzi swoich bohaterów dzięki czemu zachowuje realizm i stara się uchwycić nastrój świata, którego już nie ma.

Nie spodziewałam się, że ta powieść tak mnie poruszy. Zachwycił mnie jej realizm, ogromna wrażliwość w opisywaniu nawet najtrudniejszych wydarzeń i szacunek do postaci i czasów. To zapis zupełnie innego etosu, innych postaw i wartości. Zachowany obraz świata, który brutalnie został zniszczony. Nie sposób też nie patrzeć z podziwem na rodzinę Wawrów. Nie poddali się, walczyli z przeciwnościami, stawali z podniesionym czołem i zawsze trzymali się razem by nawet na obczyźnie zachować cząstkę rodzinnych Hadyńkowiec. To piękna opowieść, w której najbardziej zaskakujące jest to, że jest autentyczna.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 87,4  cm - 3,1 cm = 84,3 cm

niedziela, 19 kwietnia 2026

,,Tylko ona została" Riley Sager

Tytuł oryginału: The Only One Left


Niby już trochę znam Rileya Sagera. Niby już trochę wiem czego mogę się spodziewać. Ale i tak dałam się wystrychnąć na dudka. Bo kolejny raz udowodnił mi, że wszystko może być od początku do końca widoczne a i tak zakończenie zaskoczy. I to jeszcze jak!

Lata 80te XX wieku. Kit nie ma przed sobą zbyt wielu perspektyw zawodowych więc zrezygnowana zostaje opiekunką Lenory Hope. Tak, tej otoczonej złą sławą Lenory Hope. Pięćdziesiąt lat wcześniej w rezydencji na klifach rozegrał się dramat. Cała rodzina Hope'ów została zginęła w tragicznych okolicznościach i chociaż Lenora była główną podejrzaną, nigdy nie postawiono jej zarzutów a ona niczym upiór przez ponad pół wieku trwała w opustoszałej, podupadającej rezydencji. Przybycie nowej opiekunki zaburza ustalony porządek. Prawda zaczyna przebijać się przez narosłą przez lata skorupę. A Lenora ma historię do opowiedzenia.

,,Tylko ona została" to genialna zabawa motywem powieści gotyckiej. Mroczna, przechylająca się posiadłość, resztka starych służących snujących się po domostwie niczym upiory, jeszcze lekko unoszący się zatęchły klimat epoki, która dawno przeminęła i pomiędzy tym wszystkim, ,,nowi" który ukrywają też swoje własne cele. Jaki sekret skrywa rezydencja, co wydarzyło się przed pięćdziesięciu laty? I czemu ten sekret jest nadal niebezpieczny? Tutaj wszystko może się zdarzyć. Nikt nie jest do końca tym za kogo się podaje a sekrety są tak nawarstwione, że odkrycie jednego uruchamia całą lawinę. Rezydencja trzeszczy w posadach, tak jak i kłamstwa i niedopowiedzenia. Tylko patrzeć kiedy runie i co z wyłoni się z chaosu.

,,Tylko ona została" to powieść nieodkładalna. Pełna nieoczekiwanych twistów fabularnych, hipnotyzująca mrocznym klimatem i z tak spektakularnym zakończeniem, że trzeba to przeczytać na raz. Sager bawi się formą i robi to genialnie. Naciąga motywy do granic możliwości by na koniec wywrócić wszystko do góry nogami i udowodnić czytelnikowi, że przecież cały czas na to patrzył ale i tak nic nie widział. Bawiłam się świetnie i dałam się zaskoczyć!
 
 
 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 90,6  cm - 3,2 cm = 87,4 cm

piątek, 17 kwietnia 2026

,,Oszast" Grzegorz Mirosław

 


Co mają wspólnego Josef Karika, Michał Śmielak i teraz jeszcze Grzegorz Mirosław? Skutecznie przekonują mnie, że lepiej do lasu nie wchodzić. A najlepiej od razu uciekać. Gdy już wiedziałam, że lasy Trybeczu i Bieszczady to nie jest dobry pomysł, to teraz jeszcze się przekonałam, że do tej listy muszę dopisać Beskid Żywiecki.

Pusta droga prowadząca przez las. Nagle znikąd pojawia się zakrwawiony mężczyzna. Pamięta, że jechał z żoną i córką na urlop i mieli wypadek. Gdy służby docierają do rozbitego samochodu po kobietach nie ma żadnego śladu. Ba, nie ma nawet bagażu, który potwierdzałby plany urlopowe. Za to w bagażniku znalezione zostają zwłoki tajemniczego mężczyzny. Coś co miało być zwykłym wypadkiem drogowym staje się skomplikowanym śledztwem, które odkryje tajemnice skrywane od prawie dwustu lat.

,,Oszast" zaczyna się mocno i właściwie ani na sekundę nie zwalnia. Mroczne tło, przytłaczająca nieprzeniknioność krajobrazu oraz niedostępne, niebezpieczne rejony pasma Oszastu stają się idealną przestrzenią w której może kryć się niebezpieczeństwo, którego nikt nie dostrzega. Miejscowi ostrzegają ale brzmi to niczym bajania z dawnych czasów. Jednak w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy a tutaj to ziarno okaże się wyjątkowo zabójcze.

Nie tylko sama zagadka i tło są intrygujące. Zdecydowanie na plus wypadają też bohaterowie. Chyba nie pamiętam tak zestawionej pary śledczych. On - doświadczony komisarz, trochę uprzedzony i szybciej działający niż myślący. Ona - młoda dzielnicowa, wkurzona, że się ją ignoruje oraz zdeterminowana aby pokazać, że jednak coś potrafi. Ma tą przewagę, że zna miejscowych ludzi a oni jej ufają i mówią to, czego nie powiedzieliby nikomu innemu. To zestawienie doświadczenia, brawury, determinacji i wkurzenia prowadzi śledczych do szokujących odkryć. To już nie będzie zwykłe śledztwo, to będzie stanięcie oko w oko z horrorem.

,,Oszast" to dokładnie to na co czekałam po ,,Szczelinie" Kariki czy ,,Ucichły ptaki, przyszła śmierć" Śmielaka. Solidne policyjne śledztwo połączone z wyjątkowym, niepodrabialnym klimatem i budzące emocje od pierwszej strony. Trzeba zmierzyć się nie tylko z niegościnnym terenem ale i tym co znalazło tam swój dom. To wyzwanie, pokaz determinacji i finalny szok. Ciarki na plecach gwarantowane.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 93,3  cm - 2,7 cm = 90,6 cm

 


poniedziałek, 13 kwietnia 2026

,,Miłosne tajemnice" Julia Quinn

Tytuł oryginału: Romancing Mister Bridgerton

 ,,Miłosne tajemnice" czytałam równo dziesięć lat temu. Kto nie wierzy, może sprawdzić - opinia wisi pod wydanie z wydawnictwa Amber (tutaj). Wtedy to był przypadkowy romans historyczny, które czytałam w ilościach hurtowych. Nawet nie do końca uświadamiałam sobie, że to kolejna część większego cyklu. Teraz sięgnęłam ponownie z dwóch powodów: po pierwsze chciałam umiejscowić opowieść o Penelopie i Colinie w kontekście całego cyklu oraz chciałam przeczytać drugi epilog, który, w teorii, miał pokazać życie pary po latach.

Co do drugiego powodu już rozwieję wątpliwości. Ten epilog nie rozgrywa się po latach ale kilka dni po wydarzeniach z ostatniego rozdziału i stanowić wstęp do opowieści o Eloise. Więc trochę czuję się oszukana. Ale przynajmniej wiem, że bohaterowie pojawiają się już wcześniej w drugim epilogu do pierwszego tomu czyli opowieści o Daphne i Simonie.

Wracając do umiejscowienia powieści w kontekście całości to gdy czyta się tomy po kolei świetnie widać jak rozwija się ta opowieść i jak długo ona trwa. Tom czwarty teoretycznie rozgrywa się dziesięć lat po pierwszym. Rodzina się powiększa, jest cała gromada dzieci, wzajemnych powiązań i bohaterowie mimo, że zaangażowani w swoją historię są częścią czegoś większego. Potrzebują czasem pozycji i mocy innych aby poradzić sobie z pojawiającymi się problemami.

A co po latach myślę o głównym wątku? Zdanie nie zmieniam. Historia Colina i Penelope to sympatyczna, romantyczna opowieść ale jednak dosyć przeciętna. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 96,6  cm - 3,3 cm = 93,3 cm

sobota, 11 kwietnia 2026

,,Bella Germania" Daniel Speck

Tytuł oryginału: Bella Germania

 ,,Bella Germania" to książka, która mnie zaskoczyła. Piękna, poruszająca saga rodzinna rozgrywająca się na tle zmieniających się Niemiec i Włoch od lat 50tych do współczesności. To opowieść, która ma wiele oblicz i wyzwala nieoczekiwaną gamę emocji.

Lata 50te XX wieku. Koncern BMW nie jest tym, z czym utożsamiamy go współcześnie. Boryka się z ogromnymi problemami i jedyną szansą na przetrwanie jest pozyskanie patentu na ,,tani samochód". Wybór pada na Isettę. Młody inżynier Vincent zostaje wysłany do Mediolanu aby tam w fabryce zdobyć potrzebą wiedzę i zagwarantować pozyskanie patentu. Podróż do Włoch odmieni życie mężczyzny. Nie tylko zdecyduje o rozwoju jego kariery zawodowej ale także wpłynie na jego życie osobiste. Pozna rodzinę Marconich, których losy na zawsze zostaną wpisane w jego.

,,Bella Germania" ma w sobie wszystko by zachwycać. Epicka opowieść o zmianach jakie zachodziły w Europie. Szaleńczy rozwój przemysłowy Niemiec wymusił stworzenie nowej kategorii pracownika : gastarbeitera. Jednymi z pierwszych byli Włosi i to oczami przybyszów z Półwyspu Apenińskiego obserwujemy niemieckie społeczeństwo. Trudne początki, wykluczenie, wyobcowanie, szukanie własnego miejsca i rozerwanie pomiędzy Niemcami i Włochami. Tego wszystkiego doświadczają bohaterowie zawieszeni gdzieś pomiędzy i nie pasujący już do żadnego państwa. Doskonale oddany jest klimat i emocje jakie towarzyszą bohaterom.

Ale powieść to nie tylko misterna kronika trudnego okresu w historii. To przede wszystkim opowieść o miłości. Miłości trudnej, niemożliwej, wymagającej poświęceń ale trwającej na przekór wszystkim. To uczucie okaże się destrukcyjne dla bohaterów. Zburzy ich ustalony porządek, zmusi do podejmowania decyzji i wcale nie obiecuje szczęśliwego zakończenia.

Od początku do końca ,,Bella Germania" kipi emocjami. Czuć gniew jaki targa bohaterami i popycha ich ku szalonym decyzjom, poraża miłość od pierwszego wejrzenia, paraliżuje poczucie odpowiedzialności. Tego nie da się czytać spokojnie. Trzeba dać się porwać opowieści by razem z bohaterami podejmować złe i szalone decyzje, by uczyć się na nowo odpowiedzialności i by finalnie spróbować. To historia pełna zaskoczeń o targanych emocjami ludziach, który najpierw muszą zrozumieć kim są by móc żyć dalej ale także o poszukiwaniu swoich korzeni i miejsca na świecie.

czwartek, 9 kwietnia 2026

,,Tajemnica tajemnic" Dan Brown

Tytuł oryginału: The Secret of Secrets

 Moja znajomość z Danem Brownem jest raczej krótka. Dwadzieścia lat temu, gdy byłam w liceum oczywiście czytałam ,,Kod Leonarda Da Vinci" ale nic z tego nie pamiętam. Potem na studiach miałam podejście do ,,Aniołów i demonów" ale nic z tego nie wyszło (to pamiętam), że zasypiałam gdy tylko zaczynałam czytać. Ale teraz, po dobrych nastu latach postanowiłam spróbować ponownie, tym razem z najnowszą książką o przygodach Roberta Langdona. Jak wyszło? Średnio.

Lubię w książkach klimat więc na początku zaczarował mnie opis Pragi jako miejsca na stylu nowoczesności i magii. Miasta gdzie nadal żywe są tajemnice, miasta które skrywa sekret czekający na odkrycie i w którym niemożliwe staje się możliwe. Jednak to początkowe zauroczenie dosyć szybko się rozmywa.

 ,,Tajemnica tajemnic" jest, albo powinna być przygodówką z wielkim sekretem w tle. Ja mam słabość do takich historii. Moim guilty pleasurą są wszystkie książki gdzie skaczą, biegają, giną ale nie do końca a przy okazji rozwiązują zagadki z przeszłości i jeszcze biją złych. Generalnie ta konwencja jest tu zachowana ale jest tak absurdalna, że nawet ja nie mogłam tego wytrzymać. Są tajemnice i nawet niektóre się rozwiązują, źli zostają pokonani albo sami wcześniej odpuszczają i nawet tego biednego Langdona nie ma kto gonić. A on miota się po Pradze w śniegu w mokasynach i udaje herosa o połowę młodszego. Sama tytułowa tajemnica jest ciekawa ale myślę, że każdy kto dotrze do końca będzie zmęczony ilością pseudonaukowych wtrąceń i raczej poczuje ulgę, że to koniec, niż zachwyt nad geniuszem autora.

Cieszę się, że przeczytałam i dotarłam nawet do końca bo dzięki temu utwierdziłam się, w przekonaniu, że Dan Brown to nie dla mnie. Zostanę przy Jamesie Rollinsie i jego Sigma Force bo tam nie przynajmniej zaskoczą, rozbawią a nie będę wzdychać ze zniechęcenia.

wtorek, 7 kwietnia 2026

,,Morderstwo w księgarni" Merryn Allingham

 

Tytuł oryginału: The Bookshop Murder

Ta seria chodziła za mną już od dłuższego czasu ale zawsze coś innego było ciekawsze, ważniejsze. Jednak gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Morderstwo w księgarni" przepadłam. To dokładnie to na co od dłuższego czasu czekałam.

Małe angielskie miasteczko. To właśnie tam Flora Steele prowadzi odziedziczoną po ciotce księgarnię. Ruch jest niewielki, klientów jak na lekarstwo bo kraj dopiero dochodzi do siebie bo powojennych ograniczeniach. Jednak młoda kobieta się nie zraża, chociaż prowadzenie księgarni nie było nigdy na jej liście celów. Chciała podróżować i przeżywać przygody. Jednak z pewnością na tej liście nie było znalezienie zwłok w swoim sklepie. Zaskakujące znalezisko nie pomaga w handlu, policja raczej nie widzi w tym nic podejrzanego więc rezolutna panna Steele musi sama zakasać rękawy i przeprowadzić śledztwo. Pomaga jej w tym, chociaż początkowo niechętnie, pisarz kryminałów mieszkający po sąsiedzku.

,,Morderstwo w księgarni" to kryminał bardzo sielski i przyjemny. Rezolutna panienka z darem pakowania się w kłopoty oraz trochę mrukliwy pisarz, przecież to duet idealny by rozwiązać każdą sprawę i dotrzeć do jej sedna. Uroczy małomiasteczkowy klimat potęguje tylko poczucie, że sprawę trzeba szybko rozwiązać aby przywrócić idylliczny widok. Samo śledztwo jest idealnie wyważone. Podejrzewamy od początku kto może kryć się za zasłoną ale i tak z ogromnym zaciekawieniem podążamy za śladami i śledzimy tok myślenia bohaterów. Nie trzeba się wysilać, można po prostu rozsiąść się wygodnie i obserwować.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

,,Dzikie kakao" Rowan Jacobsen


Tytuł oryginału:  Wild Chocolate: Across the Americas in Search of Cacao's Soul

Mimo, że to jeszcze nie 1 kwietnia to dałam się nabrać. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Moje wyobrażenie kierowało się raczej w stronę ,,Prawdziwej historii czekolady" i spodziewałam się kolejnej historii o tym skąd kakao a następnie czekolada wzięły się na naszych stołach. Tylko, że to nie ta opowieść. ,,Dzikie kakao" to zaskakująca, niesamowita, wyrazista opowieść o poszukiwaniach i to bardzo współczesnych.


Ta historia zaczyna się w miejscu, które wydawało mi się, że trochę znam i w żaden sposób nie kojarzyło mi się z kakao - w Boliwii. To właśnie tam po koniec XX wieku pewien Niemiec trochę przypadkiem odkrył wyjątkowe drzewa kakaowca i od tego momentu zaczęła się historia niezwykłych ziaren i niezwykłej czekolady.

Zwykły zjadacz czekolady (jak ja) nie zdaje sobie sprawy jak potężne mechanizmy stoją za jej produkcją i jak wiele go omija gdy sięga po marketową tabliczkę. Bo to nie jest opowieść o zwykłej czekoladzie, to opowieść o ziarnach rosnących w najgłębszych odmętach Amazonii, często samoistnie, o ich pozyskiwaniu oraz o ludziach, którymi kierowała pasja tak potężna, że podjęli się ich zbierania, fermentowania, suszenia i przekształcania w czekoladę najwyższej klasy. Z każdej strony bije prawdziwa pasja i prawdziwa miłość do czekolady. Bo to nie jest działalność nakierowana na masowość. Pozyskiwanie dzikiego kakao to właściwie ruch oddolny, angażujący lokalne społeczności i próbujący w etyczny i ekologiczny sposób wykorzystywać zasoby naturalne. Ma nie tylko zapewnić rozkosz dla podniebienia ale także przynieść korzyści ekonomiczne na obszarach pozbawionych innych perspektyw. Zadziwiające jest jak niepostrzeżenie opowieść o kakao staje się opowieścią o ludziach, ich działalności oraz staje się krokiem ku ratowaniu zarówno lasu tropikalnego jak i małych społeczności.

Autor kreśli tło, które pozwala zrozumieć rolę kakao i czekolady w przeszłości ale co istotniejsze, jest to silna współczesna opowieść. I to taka, która pokazuje ruchy ekologiczne z zupełnie innej perspektywy. Tutaj jest realne, wymierne działanie korzystne dla wszystkich stron. Ale to też uświadomienie laikom, że istnieje wysokogatunkowa czekolada, która jest czymś wyjątkowym i znacznie różniącym od komercyjnej produkcji. To symbol nadziei, szansy i zmiany myślenia. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego 

bo.wiem!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 99,0  cm - 2,4 cm = 96,6 cm

 

środa, 1 kwietnia 2026

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" Piotr Tarczyński

 


Czy wyobrażacie sobie jakikolwiek amerykański sensacyjny film lub serial bez teorii spiskowej? Roswell, UFO, zabójstwo Kennedy'ego, 9/11, tajemnice CIA? Przecież to klasyka jednoznacznie kojarząca się z USA. Każde z tych haseł od razu przywołuje konkretne skojarzenia i historie. Tylko czy w ogóle mamy pojęcie z czego to wynika? Co sprawiło, że w ogóle mogło powstać zjawisko określane jako ,,teoria spiskowa" i dlaczego pewne wydarzenia z automatu wpisały się w tę kategorię. I tu wchodzi Piotr Tarczyński, który zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez historię Stanów Zjednoczonych od początku ich państwowości aż po współczesność i w prosty, klarowny, zrozumiały sposób tłumaczy całe zjawisko.

To nie tylko historia Stanów Zjednoczonych w pigułce, absolutnie ciekawej i wciągającej lepiej niż nie jedna powieść kryminalna, szpiegowska czy paranormalna. To też ciekawe spojrzenie na Amerykanów jako społeczeństwo i próba wyjaśnienia dlaczego właśnie tam teorie spiskowe znalazły podatny grunt. Pierwsze amerykańskie społeczności w czasach wojny o niepodległość dopatrywały się wszędzie ingerencji brytyjskiego króla i chociaż szpiedzy i agenci byli, to nie w takich ilościach jak chciano by wierzyć. Potem tajemniczy masoni, iluminaci, agenci obcych państw z najbardziej rozpalającymi wyobraźnię sowieckimi agentami na czele. Amerykanie dopatrywali się spisków bo tak potężny naród można zwyciężyć tylko podstępem. Czy rzeczywiście tak było?

,,Oślizgłe macki, wiadome siły" to świetnie napisana praca, która w sposób przejrzysty przeprowadza od punktu A do Z. Dzięki temu łatwiej zrozumieć to co obecnie dzieje się w Stanach, a w efekcie na świecie. Ogromna polaryzacja społeczeństw czy nieufność wobec obcych nie są nowym zjawiskiem. To wszystko ma za sobą długą drogę radykalizacji i narastającej nieufności. Tak, wpłynęły na to zarówno błędne jak i celowe działania władz. Ale o tym najlepiej opowie Piotr Tarczyński więc gorąco zachęcam do sięgnięcia. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 4,1 cm = 99,0 cm

niedziela, 29 marca 2026

,,Zagubieni w mroku" Joanna Jax


Rok 1969 może stać się przełomowym dla polskiej architektki Ewy. To właśnie wtedy dostała nieoczekiwaną szansę od losu. Może rozpocząć staż w biurze projektowym w Berlinie Wschodnim. Ale to nie tylko okazja do wyrwania się z siermiężnej Polski, to także jedyna możliwość by bezpośrednio w Niemczech spełnić prośbę przyjaciółki. To właśnie tam, w Biurze Bezpieczeństwa może dowiedzieć się co stało się z bratem przyjaciółki, który jako dziecko zaginął w trakcie II wojny światowej. Ewa nie oczekuje na zbyt wiele, ale z pewnością nie spodziewa się, że zwróci na siebie uwagę Stasi, uwikła się w romans i pozna sięgające w przeszłość tajemnice.  
 

Nie do końca wiedziałam czego się mogę spodziewać po powieści Joanny Jax. Nazwisko kojarzę ale nigdy nie sięgałam po jej książki. ,,Zagubieni w mroku" to dla mnie zaskoczenie i to całkiem pozytywne. Fabuła jest dosyć prosta i raczej przewidywalna ale siła opowieści tkwi w czymś innym. Autorka tworzy wyraziste postacie, w które łatwo się wczuć oraz buduje bardzo realistyczne tło. Świetnie oddaje klimat końca lat 60-tych i wszechobecnej obecności Stasi w NRD. To świat pozbawiony zaufania, nieustannie inwigilowany, gdzie donosy są codziennością. Intrygi, tajemnice, podejrzenia egzystują nawet w obrębie rodziny. Nikomu nie można ufać, każdy jest podejrzany i każdy coś ukrywa. W tym świecie musi odnaleźć się bohaterka, początkowo zagubiona i nie rozumiejąca do końca reguł gry.

Ale nie tylko opowieść z czasów NRDowskich jest intrygująca. Wiele emocji wyzwoli także drugi wątek, rozgrywający się w czasach II wojny światowej opowiedziany z perspektywy nagle osieroconych dzieci. Wojna widziana ich oczami jest brutalna, niesprawiedliwa i przerażająca. Szokuje i porusza, z zaskoczenia pozbawiając okruchów nadziei.


Przyznam, że podobała mi się powieść ,,Zagubieni w mroku". Ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć przed skończeniem. Pozornie prosta i przewidywalna, zaskakuje detalami. Niby romans ale opowiadający głębszą historię.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Videograf!

 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 105,7 cm - 2,6 cm = 103,1 cm



czwartek, 26 marca 2026

,,Miasto świętych i złodziei" Natalie C. Anderson

Tytuł oryginału: City of Saints & Thieves

 Tina ma szesnaście lat i jest kimś kogo nie ma. Żyje na ulicy, pośród przestępców by stać się złodziejką i włamywaczką idealną. Potrafi przeniknąć tam gdzie nikomu się nie udało. Teraz jednak cele jej szefów są zbieżne z jej własnymi. Wreszcie ma szansę zemścić się na kimś kogo podejrzewa o zabicie jej matki. Tylko, że włamanie, które ma się stać początkiem końca zamożnego białego przedsiębiorcy nie przebiega tak jak powinno. Zostaje nakryta przez jego syna, Michaela, który kiedyś był przyjacielem Tiny.

Po opisie spodziewałam się, że ,,Miasto świętych i złodziei" będzie mocną, wyrazistą opowieścią o mrocznych stronach Kenii. I trochę takie jest ale brakuje tam najważniejszej informacji, że jest to książka skierowana raczej do młodzieży i dlatego perspektywa jest mocno złagodzona. Pokazany jest bezwzględna rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się dzieci i młodzież, odkrywane są mroczne oblicza pozostałości kolonializmu i ciemne strony przedsiębiorstw funkcjonujących w Afryce, jednak czuć, że nie jest to pełny obraz. Rzeczywistość filtrowana jest przez oczy sprytnych szesnastolatków, którzy pakują się w niebezpieczne sytuacje a potem bez większych obrażeń z nich wychodzą. To co złe i straszne dzieje się komuś innemu lub jest opowieścią opartą na niedopowiedzeniach. Ale nawet to mocne złagodzenie nie ukrywa prawdy o Afryce, jako o kontynencie gdzie akty bestialstwa są bezkarne, gdzie panuje bezprawie a na sprawiedliwość trzeba długo czekać, o ile w ogóle można.

,,Miasto świętych i złodziei" to z pewnością ciekawa książka. Pełna akcji i niebezpieczeństw. Pozornie lekka przygodówka, która chowa w tle znacznie mroczniejszą historię. I właśnie dla tego tła warto sięgnąć by zobaczyć coś więcej.

poniedziałek, 23 marca 2026

,,Nienapisane" Anna Bichalska


 Joanna ma trzydzieści dziewięć lat i jest pisarką. Od roku mieszka w starym domu a zza okna od pewnego czasu obserwuje starszą sąsiadkę, którą nazywa Kobietą w Różu. Utarty plan dnia zmienia się gdy Kobieta w Różu zostawia list w starej skrzynce na listy. Joanna nie wie jeszcze, że ten drobny gest odmieni jej życie, będzie musiała zmierzyć się z tym co ją przeraża najbardziej, zawalczyć, odkryć tajemnice sięgające daleko w przeszłość ale dzięki temu zdobędzie coś pięknego i ważnego.

Jak łatwo zauważyć na moim profilu ostatnio czytałam ,,Zwierciadło" Nory Roberts i uderzyło mnie jak bardzo podobne są obie bohaterki. Ta Roberts i ta od Anny Bichalskiej. Młode kobiety, stare domy, prowadzące własne firmy z zacisza własnego domostwa. Pozornie sielskie środowisko ale te mury kryją też tajemnice, strachy i lęki, którym to bohaterki muszą stawić czoła. Powieść Roberts mnie drażniła swoim lukrowaniem i przesłodzeniem. Zupełnie inaczej jest w przypadku ,,Nienapisane". Tutaj świat nie jest słodko-różowo-cukierkowy, mimo, że jedna z bohaterek się tak ubiera. Ma odcienie, raz jest bardziej słoneczny, za chwilę wyłania się mrok. W obu powieściach są też strachy: w ,,Zwierciadle" w domu mieszka irytujący duch wiedźmy, który robi więcej hałasu niż efektu. W ,,Nienapisanych" strach mimo, że czai się tylko w głowie jest bardziej realny, ma większą moc i jest sprawczy. To on kieruje działaniami bohaterki, blokuje akcje lub wyolbrzymia zagrożenie.

,,Nienapisane" to powieść, która porusza i która oddziałuje. Napisana z ogromną wrażliwością i empatią. Kilka zwyczajnych historii, które się splatają opowiadając o uczuciach, emocjach, lękach, które czają się w każdym. Opowiada o radzeniu sobie z traumami ale i przyjaźniach rodzących się przypadkiem. Pokazuje też że heroizm to nie walczenie z duchem wiedźmy sprzed dwustu lat ale zrobienie kilku kroków do skrzynki na listy lub odpowiedzenie na wiadomość.

Jeśli mogę coś zasugerować to czytajcie ,,Nienapisane" a ,,Zwierciadło" bez żalu można omijać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!

 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 108,2 cm - 2,5 cm = 105,7 cm.

sobota, 21 marca 2026

,,Zwierciadło" Nora Roberts

Tytuł oryginału: The Mirror

 Nie będę kłamać. Norę Roberts czytam chyba już z dwadzieścia lat. Najpierw podbierałam mamie, potem sama dla siebie pożyczałam z biblioteki. Znamy się z Norą jak łyse konie i wiem, że ma lepsze i gorsze historie ale ostatni cykl bije wszystko na głowę. I nie, nie w pozytywnym sensie. Jeszcze łudziłam się, że ,,Spuścizna" to wypadek przy pracy ale im dalej tym gorzej.

,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.

Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki. Nie będę kłamać. Norę Roberts czytam chyba już z dwadzieścia lat. Najpierw podbierałam mamie, potem sama dla siebie pożyczałam z biblioteki. Znamy się z Norą jak łyse konie i wiem, że ma lepsze i gorsze historie ale ostatni cykl bije wszystko na głowę. I nie, nie w pozytywnym sensie. Jeszcze łudziłam się, że ,,Spuścizna" to wypadek przy pracy ale im dalej tym gorzej.

,,Zwierciadło" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń jaki rozegrały się w pierwszym tomie. Zaczyna się dokładnie w tym samym momencie. Sonya razem z Owenem przeszła przez lustro by zobaczyć śmierć jednej z panien młodych i stanąć oko w oko z wiedźmą. Potem szybko wracają do współczesności i zaczyna się w kółko jedno i to samo. Kolacje, zachwyty nad swoją pracą, wiedźma się buntuje, wypuszczanie psa do ogrodu, zachwyty nad swoją pracą, wspólne gotowanie i po pięć razy omawianie jednego i tego samego. Serio! Ta książka ma ponad 500 stron a można ją streścić w 5 zdaniach. Roberts przeszła samą siebie w budowaniu takiego bardzo słodkiego, różowego, przytulnego życia, które jest irytujące.

Ta historia nie jest ani romansem. Standardowo powinien się tu wydarzyć romans drugiej pary czyli Cleo i Owena ale to jak ich potraktowano woła o pomstę do nieba. Po prostu nagle zostali parą. Zero chemii, zero uczuć. Nagle mamy parę, która zachowuje się jakby byli razem dwadzieścia lat. Nie jest to też powieść gotycka chociaż mamy nawiedzony dom i sięgającą w przeszłość tajemnicę. Właściwie nie mam pojęcia czym jest ta książka oprócz idealnego usypiacza. Sprawia wrażenie pisanej na siłę, byle by ilość stron się zgadzała. Ma może dwa momenty kiedy do mnie trafiła i tylko dlatego sprawdzę jak się zakończy ta historia ale jeśli trzeci tom będzie tak samo rozwleczony to tylko przekartkuje zakończenie bo to, że rozprawią się z wiedźmia jestem pewna raczej ciekawi mnie gdzie są obrączki. 

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,7 cm - 3,5 cm = 108,2 cm

środa, 18 marca 2026

,,Ostatni rycerz" Margit Sandemo

Tytuł oryginału: Den siste ridder

 W pokoleniu potomków Tengela Dobrego, których przygody obserwowaliśmy od ,,Zimowej zawieruchy pozostała jeszcze jedna osoba. Wydarzenia, od których wszystko się zaczęło odcisnęły straszliwe piętno na wrażliwym Tristanie. Nawet obecnie, jako dorosły mężczyzna, nie umie znaleźć swojego miejsca na świecie. Osamotniony żyje na duńskim dworze. Wszystko zmienia się w dniu gdy poznaje dotkniętą straszliwą chorobą księżnę Hildegardę. Kierując się rycerskim honorem zapewnia ochroną jej i jej córce oraz nieoczekiwanie zostaje wplątany w obronę króla przed spiskiem zagrażającym jego życiu.

Przyznam, że jestem zaskoczona jak bardzo podobał mi się ten tomik. Oczywiście obfituje w tragiczne i dramatyczne wydarzenia, pojawiają się też Villemo, Dominik i Ulvhedin ale to spokojna, wrażliwa osobowość  Tristana dominuje. Jest to zaskakujące po tomach gdzie najważniejszy był spryt, gdzie dużo mówiło się o sile i niezwykłych umiejętnościach. Tristan w porównaniu z pozostałymi bohaterami jest zupełnie zwyczajny ale tutaj to właśnie zwyczajność i dobroć okazują się być najpotężniejszą siłą, która może zaleczyć zadawane latami rany. Ten tomik ma w sobie coś kojącego. Pokazuje także zupełnie inne oblicze miłości niż to do czego już zdążyła nas przyzwyczaić saga. Nie ma gwałtownych wybuchów namiętności, szaleńczej fascynacji czy pierwotnych instynktów. Zamiast tego jest bliskość, obecność i spokojne uczucie wyrastające z przyjaźni oraz wzajemnego zrozumienia.

W ,,Ostatnim rycerzu" czuć, że pewna epoka w dziejach rodu dobiegła końca. Niektóre tajemnice zostały wyjaśnione, zapanował względny spokój i można czekać na nadejście kolejnego stulecia a razem z nim na pojawienie się nowych bohaterów. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 113,3 cm - 1,6 cm = 111,7 cm