wtorek, 23 czerwca 2026

,,Róża" Anna Rybakiewicz


Wcale nie wykluczam, że ostatnie kilka lat żyłam pod kamieniem bo totalnie nie zdawałam sobie sprawy, że mamy taką pisarkę jak Anna Rybakiewicz. A to błąd, mój błąd do którego się przyznaję i postanawiam go poprawić. A że pani Anna wydała już kilkanaście książek to mam co robić przynajmniej do emerytury.

,,Róża" to powieść rozgrywająca się w trakcie II wojny światowej ale opowiedziana z zupełnie nowej dla mnie perspektywy. Nie ma drastycznych walk czy bezpośredniego zagrożenia życia. Mimo to czuć niepokój i niepewność jutra. Niebezpieczeństwo wisi w powietrzu i nikt nie może sam decydować o sobie. W tryby wojennej maszyny wpada młodziutki Tadeusz, który zamiast brata, zgłasza się na ochotnika aby wyjechać na przymusowe roboty do Niemiec. Tam trafia w nieoczywiste miejsce, bo nie na farmę u bauera, ale do hotelu otoczonego plantacją róż. Początkowo czuje wrogość i nienawiść do pracodawców, jednak jedna noc, jedno nieostrożne zachowanie sprawia, że zaczyna patrzeć na otoczenie zupełnie inaczej. Zaczyna dostrzegać niecodzienność sytuacji w jakiej się znalazł a przede wszystkim zaczyna dostrzegać córkę właściciela.

,,Róża" jest powieścią bardzo prostą ale też bardzo nieoczywistą. Subtelna, delikatna ale nasycona emocjami, opowiada o miłości, która była skazana na przegraną ale mimo to nie poddała się. O ludziach, których los postawił po przeciwnych stronach barykady ale oni zamiast patrzeć na to co dzieli, widzieli to co ich łączy. Jednak nie jest to cukierkowa, romantyczna opowieść. Wydaje się, że nawet największe uczucie musi przegrać z poczuciem odpowiedzialności i społecznymi podziałami. Tylko czy na pewno?

Spodobał mi się styl pisarstwa Anny Rybakiewicz. Ma w sobie coś kojącego i rodzącego spokój. Opowiada o trudnej rzeczywistości zarówno wojennej jak i powojennej ale robi to z wrażliwością i wyczuciem. Dramaty muszą się wydarzyć aby mogło dojść do pojednania i aby nie zapomnieć, że nawet w najtragiczniejszych momentach może pojawić się iskierka dobra. To poruszająca, mądra  opowieść, którą warto poznać. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Filia!

piątek, 19 czerwca 2026

,,Kołysanka" Maciej Siembieda

 


Czy w słowniku Jakuba Kani istnieje pojęcie ,,nudna sprawa"? Zdecydowanie nie. Oczywistym jest więc, gdy dostaje do sprawdzenia co wybitny kompozytor Aram Chaczaturian, robił po wojnie na Śląsku, nie poprzestanie na ogólnikach. Początkowo mieszkańcy śląskiego Grodkowa nie znają, nie pamiętają. Jednak to Kani nie przekonuje. On wie, że gdzieś tam ukryta jest fascynująca historia, która tylko czeka aby ją poznać i opowiedzieć. Tak, krok po kroku, nitka po nitce, albo raczej nutka po nutce odsłania fascynującą opowieść o Karolu Goduli, śląskim Kopciuszku i tajemnicach jakie skrywa pałac w Kopica. Jakub Kania nie byłby sobą, gdyby nie nadepnął przy okazji komuś na odcisk i wkroczył w sam środek regionalnej polityki.

,,Kołysanka" to już piąty tom przygód prokuratora IPN Jakuba Kanii. Jak zawsze mocno oparta o prawdziwe wydarzenia i tym razem raczej za daleko nie odbiega od przekazów  historycznych. Nie znałam dziejów Karola Goduli i przysposobionej przez niego Joanny więc równolegle z lekturą powieści zaczytywałam się w stronach internetowych im poświęconych. Bo już sama ta opowieść to gotowy materiał na genialną powieść a jeśli jeszcze do niej doda się cień tajemnicy, to bestseller gwarantowany. I dokładnie tak jest w tym przypadku. Siembieda kolejny raz dał nam opowieść o przeszłości i teraźniejszości. Ta z przeszłości choć prawdziwa jest nieprawdopodobna, przesycona romantycznością, nostalgią i tajemniczością. Natomiast ta współczesna dużo mówi o podziałach jakie istnieją, o obłudzie, cwaniactwie i szybkim wykorzystywaniu szans jakie się pojawiają, chociaż nie zawsze legalnie. Kania wkroczy w sam środek zadawnionych uraz i podziałów więc nic dziwnego, że sam też oberwie rykoszetem.

Co mogę jeszcze dodać? Jak nie znacie serii  to sięgajcie bo z pewnością nie odłożycie jej po jednym tomie. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 46,6 cm - 2,6 cm = 44,0 cm

wtorek, 16 czerwca 2026

,,Kwiat wisielców" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Galgdockan

Akcja ,,Kwiatu wisielców" rozgrywa się równolegle do ,,Wiatru ze wschodu". W poprzednim tomie los rzucił bohaterów na syberyjskie pustkowia by tam dokonać przełomowego odkrycia. Teraz jest bardziej znajomo. Wracamy w znajome rejony Norwegii i parafii Grastensholm, gdzie dorośli już przedstawiciele kolejnego pokolenia. Okazuje się, że obok siebie żyją teraz dwie osoby dotknięte złym dziedzictwem Ludzi Lodu - demoniczny Ulvhedin oraz śliczna Ingrid. Pozornie panuje spokój, który zakłóca pojawienie się ciekawskiego Dana. Potomek szwedzkiej linii rodu ma zadatki na badacza i za swój cel wyznacza sobie wyprawę do legendarnej Doliny Ludzi Lodu. To rozpali ciekawość i żądzę w dotkniętych, którzy postanowią mu towarzyszyć.

,,Kwiat wisielców" to nie tylko kolejne zawirowania w obrębie rodu, które będą znaczące w przyszłości, to przede wszystkim kolejne zaskakujące odkrycia. Coś się zmienia, wyraźnie widać, że zaczynają pojawiać się osoby, które nie chcą czekać aż przekleństwo znów uderzy. One, kierowane ciekawością ale i chcące kontynuować dziedzictwo Tengela Dobrego, szukają, drążą i dokonują zaskakujących odkryć. Tengel Zły przestaje być tylko cieniem i legendą, zaczyna nabierać kształtu a jego ślady nie są już niewidoczne. To dobra i zła wiadomość, bo można wreszcie zacząć myśleć o walce ale trzeba też mieć świadomość, że trzeba dużo siły i determinacji. Końcówka tomu sugeruje, że istotne wydarzenia rozegrają się już wkrótce.

Oprócz przełomów w losach całego rodu, ten tom to też pożegnania. Odejdą bohaterowie, których losy śledziliśmy, przez kilka poprzednich tomów ale na ich miejsce pojawią się kolejne wyraziste postacie, o nie mniej skomplikowanej historii. W ręce rodu wraca też zagubiona przez dziesięciolecia alrauna i z pewnością odciśnie swoje piętno. Jednym słowem, dużo się dzieje i obiecuje, że to wcale nie koniec. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 48,2 cm - 1,6 cm = 46,6 cm

piątek, 12 czerwca 2026

,,Łowcy Cieni" Piotr Halicki


 Przyznam, że o Łowcach Cieni przed sięgnięciem po książkę nie wiedziałam nic. Chyba mignęło mi to hasło w kontekście głośnej sprawy Kajetana P, ale było to już dosyć dawno i wtedy nie zastanawiałam się kim dokładnie są ci, który go ujęli. A to błąd bo Łowcy Cieni to jednostka o tyle ciekawa co tajemnicza. Stosunkowo młoda bo powstała w 2011, jednak złożona w wybranych, najlepszych policjantów. Ma działać szybko, sprawnie a jej celami są albo ukrywający się przestępny albo ofiary porwań dla okupów.

Piotr Halicki dotarł do źródła i przeprowadził wywiady z funkcjonariuszami pracującymi w Wydziale Operacji Pościgowych, bo taka jest oficjalna nazwa. Jednak potoczna, Łowcy Cieni, zdecydowanie bardziej rozpala wyobraźnię. Pracujący tam funkcjonariusze nie pokazują swoich twarzy, nie rozmawiają o swojej pracy, nawet z najbliższymi, muszą być przygotowani na wszystko i najczęściej nie widzą wcześniej gdzie i na ile jadą. Doskonale wyszkoleni, doskonale zintegrowani, posiadający wyjątkową umiejętność współpracy z lokalnymi jednostkami. Nie będzie chyba więc zaskoczeniem, że odnoszą sukcesy i potrafią namierzyć przestępców ukrywających się wiele lat. I po części o tym jest ta książka. Opowiada o ich medialnych sukcesach: ujęciu Kajetana P., szefowej krakowskich kiboli Magdaleny K. czy szefów gangów.

O ile poszukiwania bandytów mogą być ciekawe to zdecydowanie dużo więcej emocji wywołuje drugi filar działalności Łowców - pomoc w rozwiązaniu spraw związanych z porwaniami dla okupy. O ile poszukiwania gangsterów nie mają sztywnych ram czasowych, to w tym przypadku czuć tykający zegar i ogromną presję aby porwany wyszedł cały. Nie zdawałam sobie sprawy jak wielką i ważna rolę na stworzeniu procedur i metod działania w takich przypadkach miała sprawa Krzysztofa Olewnika. To właśnie to porwanie było kluczowe. Błędy tam popełnione nakreśliły sposób postępowania i stworzyły jasny, efektowny sposób działania, który działa i przynosi rezultaty.

,,Łowcy cieni" pozwalają zajrzeć za kulisy i zobaczyć coś więcej niż chwytliwe medialne nagłówki. Oczywiście, reportaż jest ocenzurowany i praca oddziału pokazana jest tylko w zarysach ale nawet bez detali widać ogrom pracy, determinacji i pasji oraz droga jaka musiała być pokonana aby w ogóle taka formacja mogła powstać.Tu nie ma miejsca na błędy, chaos czy realizację indywidualnych celów. To oddział powstały do pracy zespołowej na najwyższym poziomie. Może i niewidoczny ale z pewnością odczuwalne są efekty ich pracy. Ja jestem pełna podziwu i szacunku. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 50,2 cm - 2,0 cm = 48,2 cm

wtorek, 9 czerwca 2026

,,Władza, pieniądze, nauka" Tomasz Rożek

 

 

Dla nikogo chyba nie jest zaskoczeniem, że nauka nie jest obiektywną, kryształowo przejrzystą i szlachetną dziedziną. Za wielkimi odkryciami stają najczęściej wielkie pieniądze, a tam gdzie są wielkie pieniądze pojawia się chciwość, żądza władzy, już nie chcę wspominać o brutalności czy innych zbrodniach. Chciało by się wierzyć, że każde odkrycie ma posuwać rozwój społeczeństw do przodu i jest nacechowane tylko altruistycznymi motywacjami, że gdy widzi się błędy to się je koryguje albo otwarcie o nich mówi. O słodka naiwności. Ta książka udowadnia, że wcale tak nie jest. Fałszowanie badań, negowanie oczywistych faktów, produkowanie szkodliwych produktów - to codzienność, przed którą nie uciekły nawet najbardziej szanowane i znaczące marki.

,,Władza, pieniądze, nauka" to zbiór krótkich reportaży podzielonych na trzy bloki tematyczne: Chciwość, Ideologia i Pycha. Niektóre z przytoczonych przykładów znałam z wcześniejszych lektur (o social mediach sporo można poczytać w ,,Nexusie" a o kryzysie opioidowych i roli Sacklerów w ,,Imperium bólu") lub doniesień medialnych (jak afera z silnikami diesla w Volkswagenie). Wiele z poruszanych tematów nie było dla mnie nowością ale dobrze było przypomnieć sobie i uporządkować fakty. A Tomasz Rożek robi to dobrze. Stawia główną tezę a potem krótko, zwięźle, za pomocą infografik i prostego języka prezentuje kluczowe informacje. Dlatego nawet dla osoby nie zorientowanej w tematach oczywistym będzie co stoi za pojęciem eugeniki czy na czym opiera się manipulacja dotycząca szczepień.

Czy mnie zszokowała ta publikacja? Raczej nie! Uporządkowała mi wiedzę w niektórych tematach, zainteresowała innymi. Przybliżyła konkretne, żywe przykłady jak bezwzględne są koncerny i jak łatwo można manipulować badaniami czy informacjami aby osiągnąć cel. Opiera się głównie na przykładach z ostatnich kilkunastu-kilkudziesięciu lat, których echa nadal są obecne w społeczeństwie. Pokazuje, że nawet wskazanie ewidentnego kłamstwa, fałszerstwa czy manipulacji nie jest jednoznaczne z ukaraniem kogokolwiek. Ale także pokazuje, że błędy i tragedie mogą prowadzić do pozytywów - katastrofa Challengera zmusiła do zaostrzenia kontroli i postawienia bezpieczeństwa na pierwszym miejscu.

,,Władza, pieniądze, nauka" to ciekawa publikacja popularnonaukowa, która może trafić do każdego. Mi zabrakło w niej tylko bibliografii, bo o niektórych tematach czytałam, ale są i takie o których chciałabym dowiedzieć się więcej. I z pewnością wzrosłaby jej wartość merytoryczna, gdyby autor wylistował publikacje na jakich się opierał przy pisaniu kolejnych rozdziałów. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nauka To Lubię!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 52,3 cm - 2,1 cm = 50,2 cm

sobota, 6 czerwca 2026

,,Diabły i święci" Jean-Baptiste Andrea

Tytuł oryginału: Des diables et des saints

 Na dworcach i lotniskach starszy mężczyzna korzystając z publicznych fortepianów gra Beethovena. Gra przejmująca, z pasją, jakby to było skierowane do konkretnej osoby. Tylko, że ludzie go mijają a on nadal zostaje. Za jego grą stoi historia sięgająca prawie pół wieku wstecz.

Joseph miał niespełna szesnaście lat gdy z dnia na dzień został sierotą i trafił do sierocińca. Tam, zgodnie z nazwą ośrodka, na kresach Francji trafia do miejsca zapomnianego przez świat. Spotyka chłopców podobnych do siebie i razem spróbują zmierzyć się z bolesną, traumatyczną rzeczywistością ośrodka prowadzonego przez surowego opata Senaca, którego wspiera brutalny Żaba. Joseph ma tę przewagę, że potrafi grać na pianinie a to stanie się dla niego okazją by wyjść poza mury sierocińca.

,,Diabły i święci" łączy w sobie wiele sprzeczności. Zachwyca wrażliwością, nadal dziecięcą naiwnością ale równocześnie poraża bezwzględnością i brutalnością świata, w którym znaleźli się bohaterowie. Pięknie mówi o sieroctwie i stracie, po to by za chwilę pokazać obłudę i hipokryzję, maskowaną przez religijność. Zachwyca obraz rodzącej się przyjaźni i udzielanego wsparcia na przekór wszystkiemu, by za chwilę zranić w najmniej spodziewanym momencie. A wszystko to spaja miłość do muzyki, która choć przez chwilę może stać się ucieczką z piekła.

Tej powieści się nie czyta, ją się czuje. Czuje każdym nerwem, każdą synapsą. Napisana emocjami, pokazuje jak dobrze może zło się kamuflować i jak wiele ma twarzy. Etykiety i tytuły nie mają znaczenia w rzeczywistości gdzie liczą się tylko czyny i to czyny udowadniają wartość człowieka. To piękna powieść o dorastaniu, harcie ducha i cenie wolności. Ale i nadziei, tak mocnej że nic jej nie pokona. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 55,0 cm - 2,7 cm = 52,3 cm

czwartek, 4 czerwca 2026

,,Kataklizm Dusz" David Baldacci

Tytuł oryginału: Calamity of Souls

 Koniec lat 60tych XX wieku, południe Stanów Zjednoczonych. W prowincjonalnym miasteczku zostaje zamordowana para emerytów, białych emerytów. Na miejscu zostaje ujęty czarnoskóry mężczyzna, Jerome, pracujący tam jako pomoc. Zanim jeszcze zapadł wyrok - sprawa jest przesądzona. Jerome jest winny. Nie ważne jest śledztwo, nie ważne są dowody. Obrony oskarżonego podejmuje się biały prawnik Jack Lee. Mężczyzna nie ma doświadczenia kryminalnego i nie wie na co się pisze. Bo chociaż ustawowy rasizm został zniesiony to żyje on w społeczeństwie i jest widoczny na każdym kroku.

Uwielbiam Johna Grishama a szczególnie jego trylogię z Jakiem Brigance'm a ,,Kataklizm dusz" od pierwszych stron przypominał mi kultowy ,,Czas zabijania". Dokładnie tak samo jak tam stajemy oko w oko z prawdziwym obliczem amerykańskiego społeczeństwa, pełnym hipokryzji, rasizmu i systemowego podziału na lepszych i gorszych. Wyroki zapadają zanim zebrane zostaną dowody, a winnym jest zawsze czarnoskóry. To nie tyle thriller prawniczy, chociaż sala sądowa jest obecna, co szokujący obraz społeczeństwa, pokazujący jak łatwo manipulować rzeczywistością, jak głęboko zakorzenione są uprzedzenia, że nawet najbardziej oczywistej prawdzie trudno się przebić. To obraz szaleńczej, beznadziejnej i pozbawionej złudzeń walki o podstawowe minimum, które powinno być dostępne dla wszystkich bez wyjątku. Bohaterowie, para prawników, wykazują się zadziwiającą odwagą i graniczącym z  głupotą uporem by walczyć o to w co wierzą. Jednak nie będzie to łatwe bo ich walka wychodzi poza ramy sali sądowej i boleśnie rani innych.

,,Kataklizm dusz" to genialna powieść. Chyba nie da się prościej pokazać jak bardzo mocno zakorzeniony był rasizm i do jak szokujących działań prowadził. Ale nie tylko tło jest ważne. Tutaj broni się też sama fabuła. Od pierwszych stron trzymająca w napięciu. To gra nerwów, niepewności i nieustanny wyścig z czasem oraz widowiskowe starcie Dawida z Goliatem. Gdy cały system: policja, prokuratura, społeczeństwo podjęło decyzję wręcz niewykonalne jest obrócić bieg zdarzeń. Dlatego tym bardziej emocjonujące jest obserwowanie tych co się nie poddają. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 58,0 cm - 3,0 cm = 55,0 cm

poniedziałek, 1 czerwca 2026

,,Miłość pod przykrywką" Felicia Kingsley

Tytuł oryginału: Una conquista fuori menù

 Znajomość Romea i Julii zdecydowanie nie zaczęła się jak w dramacie Szekspira. On ochlapał ją wodą z kałuży gdy jechał na motorze. A że dziewczyna jest pamiętliwa to zdecydowanie nie była zachwycona, gdy okazało się, że ma pracować w restauracji jej rodziny. Za cel wzięła sobie maksymalnie uprzykrzyć mu życie, a że przy okazji ma szansę udowodnić coś ojcu, to dla niej sytuacja idealna. Nie wie tylko, że Romeo nie jest zwykłym kucharze. To agent specjalny  mający za zadanie zinfiltrować restaurację rodziny Villa. Pozornie proste zadanie zaczyna się komplikować, w sposób jaki Romeo czyli Dwight nie przewidział.

,,Miłość pod przykrywką" już od dłuższego czasu przewijała mi się przez media społecznościowe. A że potrzebowałam odmóżdzenia i resetu to zaryzykowałam i dostałam śmieszną, lekką, zadziorną opowieść. Niby rozgrywa się według schematu od wrogów do kochanków ale zrobione jest to z ogromną lekkością wypełnioną zaskakującymi zwrotami akcji i mimo od początku wyczuwalnego erotycznego napięcia to nadal z ogromem romantyczności. To nie tylko zgrabnie napisany romans z nutką powieści szpiegowskiej (minimalną) ale także zwrócenie uwagi na osoby żyjące ze stomią. Przyznam, że ja należę do tych czytelników, dla których ten temat jest nowością i nie miałam zupełnie świadomości z jakimi wyzwaniami i trudnościami mierzą się takie osoby. Dlatego tym bardziej doceniam, że ktoś przemycił ten temat do popkultury i zrobił to z ogromnym wyczuciem i wrażliwością.

Myślę, że ,,Miłość pod przykrywką" nikogo nie zaskoczy ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli szukamy czegoś lekkiego, zabawnego, z wyrazistymi, zaczepnymi bohaterami. Jest śmiesznie, jest intensywnie, są emocje i od czasu do czasu można po wzdychać. Idealna urlopowa lektura :)

piątek, 29 maja 2026

,,Kiedy nadejdą chmury" Elizabeth Camden

Tytuł oryginału: Beyond the Clouds 


 Finn i Delia poznali się jako dzieci w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice. Najpierw się zaprzyjaźnili a z czasem zakochali. Gdy upuścili mury sierocińca snuli plany na wspólną przyszłość ale pokrzyżowała je młodzieńcza brawura i wzajemne niezrozumienie. Spotykają się po latach. Finn wraca do Stanów jako ranny weteran, walczący w Wielkiej Wojnie i uznany za bohatera. Delia natomiast prowadzi spokojne, uporządkowane życie, po cichu wzdychając do swojego przełożonego i całkiem otwarcie sprzeciwia się udziałowi w wojnie. Los jednak sprawia, że ich losy się skrzyżują. Wspólnie zostaną zaangażowani do zbierania środków na pomoc humanitarną dla doświadczonej działaniami wojennymi Belgii. Wspólna praca zbliża ponownie parę ale dopiero gdy oboje trafią do okupowanej Belgii zrozumieją co kierowało tym drugim.

,,Kiedy nadejdą chmury" to piękna, nostalgiczna i poruszająca opowieść nie tyle o I wojnie światowej ale o drodze do zrozumienia i wybaczenia. Delię i Finna dużo różni. Ona jest poważna, kierująca się rozsądkiem i raczej ostrożna w podejmowaniu działań. On to jej przeciwieństwo. Kieruje się instynktem, ulega emocją i z szaleńczą odwagą idzie do przodu. Kiedyś te różnice ich rozdzieliły, oboje byli przekonani, że na zawsze. Jednak los dał im drugą szansę i pozwolił odkryć nowe, inne oblicze każdego z nich. To nie jest powieść napędzana emocjami czy szaleństwem. Pokazuje dojrzałość, mądrość połączoną z pokonywaniem własnego strachu oraz odwagą by dać sobie drugą szansę.

Ciekawe jest też tło historyczne. Koncentruje się wokół trochę już zapomnianego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w pomoc humanitarną. Pokazuje determinację, przyszłego prezydenta Herbeta Hoovera by zbierać środki i przekazywać je tam gdzie są potrzebne. Z tła wyłania się też obraz rodzącego się nowego świata - świata przemysłu i finansów, który za chwilę zdominuje rzeczywistość. Czuć oddech nowoczesności, szybko zachodzących zmian, które odcisną na stałe piętno na społeczeństwie.

Czułam ogromną przyjemność czytając powieść Elizabeth Camden. Ma nie tylko barwne, ciekawe tło ale też bije z niej spokój, mądrość i nadzieja. Bohaterowie nie poddają się przeciwnością, walczą, uczą się i dojrzewają. Pokazują, że prawdziwe uczucie musi mieć solidne podwaliny i opierać się na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu. To po prostu piękna powieść, którą chce się czytać. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dreams!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 60,7 cm - 2,7 cm = 58,0 cm

poniedziałek, 25 maja 2026

,,Antonina" Katarzyna Ryrych

 


,,Antonina" to pierwszy tom serii Katarzyny Ryrych opowiadających o wychowankach zamożnej ziemianki Marii Wilczyńskiej. Kobieta właśnie wróciła z zesłania na Sybir, dokąd udała się w ślad za skazanym synem. Tam zderzyła się z zupełnie innym sposobem myślenia i próbuje go kontynuować w rodzinnym majątku. Jej pierwszym celem jest polepszenie warunków życia wiejskich dziewcząt. Wybiera pięć, którym chce zapewnić edukację i wychowanie. Z tej gromadki od początku wyróżnia się Antosia, Tonia. Dziewczyna obdarzona jest wyjątkową inteligencją i wdziękiem, co będzie dla niej szansą jak i ogromnym zagrożeniem.

,,Antonina" to powieść rozgrywająca się na przełomie XIX i XX wieku ale obdarzona iście baśniowym klimatem. Historia Tonii przypomina baśń. Wyrwana z biednej chaty, dostaje szansę jedną na milion by stać się kimś więcej niż tylko prostą służącą. Wrażliwa dziewczyna jednak zderzy się z ogromną niesprawiedliwością co zburzy jej szansę na miłość i obróci w proch nadzieje na przyszłość. Los rzuci jak w tak zaskakujące kierunki aby mogła udowodnić swoją lojalność, oddanie i wewnętrzną siłę.

,,Antonina" to prosta, klimatyczna opowieść o kobietach, mierzących się z rzeczywistością. Zbudowana z pojedynczych scen i powracających wspomnień, w bardzo przystępny, gawędziarski sposób opowiada o trudnej rzeczywistości. To nie tylko mało romantyczny obraz wsi ale także opowieść o walce z depresją, która odciska piętno na całej rodzinie. Tutaj siłę na której opiera się cały świat stanowią kobiety, dzięki swojej cichej determinacji, oddaniu, wierności i poświęceniu. W powieści jest kilka różnych portretów kobiet, nie wszystkie są idealne ale każde z nich musi mierzyć się z własnym brzemieniem, mimo, że nie każda walka jest wygrana.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 62,4 cm - 1,7 cm = 60,7 cm

piątek, 22 maja 2026

,,Nocny Łowca" Jarosław Szczyżowski


 Jarosław Szczyżowski kojarzy mi się z ,,Obserwatorium", powieścią, która zdecydowanie wykraczała poza granice gatunku i była horrorem, thrillerem, powieścią sci-fi i na dodatek rozgrywała się na Śnieżce. Więc chyba nie jest zaskoczeniem, jak powiem, że gdy sięgałam po ,,Nocnego Łowcę" byłam przygotowana na wszystko. Od początku wierzyłam autorowi i czekałam kiedy mnie zaskoczy. No i zaskoczył tym, że to thriller mocno osadzony w przeszłości i sięgający garściami po sudeckie legendy ale opowiadający historię, która mogła wydarzyć się wszędzie.

Dwadzieścia lat temu grupa przyjaciół zorganizowała ognisko, z którego  nie wróciła jedna osoba. Ania, następnego ranka została znaleziona martwa a obok niej wianek z czarnego bzu. Sprawcy nigdy nie ujęto a sama tragedia obudziła legendę o Nocnym Łowcy - mglistej postaci, która przemierza sudeckie szlaki. Przez lata, drogi młodych ludzi się rozeszły, więc zaskoczeniem jest gdy nagle po dwudziestu latach się spotykają. Równocześnie wokół nich zaczyna dochodzić do dziwnych zdarzeń a postronne osoby ponoszą śmierć. Wszystko łączy się z tajemnicą sprzed lat i legendą o Łowcy.

,,Nocny Łowca" to przede wszystkim solidny, wciągający thriller. Mroczne tło, surowy krajobraz, wąski krąg znajomych i wyczuwalne niedomówienia oraz tajemnice potęgują klimat zagrożenia i niepewności. Od pierwsze stron czuć, że to właśnie ktoś z grupy ponosi odpowiedzialność za to co zdarzyło się w przeszłości, jak i współcześnie. Jednak autor skutecznie przerzuca podejrzenia z jednej postaci na kolejną, tak że nikomu nie można wierzyć i w każdym widzi się sprawcę. Ale nie tylko zagadka kryminalna trzyma w napięciu. Równie elektryzujące jest tło, połączenie konkretnego miejsca z rozmytą tożsamością. Tu zacierają się granice pomiędzy państwami ale i światami. Bohaterowie trwają zawieszeni pomiędzy realizmem miasta a onirycznym, mglistym światem gór, wyjętych żywcem z mrocznego świata legend i baśni. Wszystko się tu może zdarzyć. Można się ukryć ale w końcu musi czas rozrachunku.

Chyba jedyne ale mam do tego, że Szczyżowski za wcześnie zdradził nam rozwiązanie. Nie miałabym nic przeciwko gdyby jeszcze przez chwilę wodził na nos i pozwalał nam się gubić wśród mgieł Gór Suchych. Tak poza tym to świetny thriller, który trzyma w napięciu od pierwszych stron. Klimatyczny, mroczny, elektryzujący. Czy trzeba dodawać coś jeszcze?

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 65,3 cm -2,9 cm = 62,4 cm

wtorek, 19 maja 2026

,,Pisz do mnie na Łódź" Małgorzata Czyńska

 


Chyba jednym z najbardziej niezwykłych i zaskakujących epizodów w historii końca II wojny światowej, jest historia Łodzi. W przeciwieństwie do Warszawy, miasto to nie zostało zniszczone w trakcie wojennej zawieruchy. Miasto kominów jak o nim się mówiło, przemysłowa stolica Polski, która właśnie w 1945 roku trafiła na swój moment i go w zaskakujący sposób wykorzystała.

Po upadku Powstania Warszawskiego, Warszawa obróciła się w proch a razem z nią wielu ludzi straciło swojej domy a instytucje miejsca działalności. Koniec wojny magicznie nie zmienił tego stanu, a życie zaczynało wracać do normy i potrzebowało swoich siedzib. Nie inaczej było z odradzającym się życiem kulturalnym. Nagle okazało się, że ta pogardzana, proletariacka Łódź jest doskonałym miejscem gdzie może znowu zacząć odradzać się kultura oraz gdzie mogą zakwaterować się wracający z wojennej tułaczki różni twórcy.

,,Pisz do mnie na Łódź" to lekko, anegdotycznie napisana opowieść o mieście i kulturze. Zaskakujące jest to, że krótki epizod bycia polską stolicą kultury dał tak wiele - miasto zyskało uniwersytet (którego nie miało nawet przed wojną), w kamienicach zamieszkali wybitni twórcy, przez chwilę miało tu siedzibę wydawnictwo ,,Czytelnik" a dyrektorem teatru był Leon Schiller. To tutaj mieszkały Pola Gojawiczyńska czy Zofia Nałkowska. To tutaj zaczął odradzać się powojenny przemysł filmowy. Trochę ponad dwa lata a ilość energii jaka została skumulowana w jednym miejscu - przeogromna.

To nie jest praca naukowa. To zbiór, który ma upamiętnić wyjątkowy czas i zaskakującą kumulację wydarzeń. Autorka w anegdotycznym stylu opowiada o czasach powojennych koncentrując się przede wszystkim na niewyobrażalnym entuzjazmie i chęci by przywrócić do życia kulturę i sztukę. Doskonale udało jej się uchwycić niecierpliwość jaka panowała, zapał, energię i pragnienie rozwoju. Bo właśnie to zdecydowało, że nie czekano aż Warszawa zostanie odbudowana by ruszyć z teatrem czy wydawnictwem ale działano tu i teraz. Dzięki temu zyskiwała Łódź, która zmieniała swój wizerunek, szlachetniała, nabierała kulturalnego sznytu oraz obok przemysłu pojawiały się nowe obszary rozwoju, które do dziś będą się z nią kojarzyć.

Lubię takie książki. Lubię patrzeć na epizody historii, które coś zmieniają, podglądać ludzi, znanych z podręczników. A tutaj najbardziej mi się podobało, że autorka uchwyciła emocje, jakie towarzyszyły zakończeniu wojny. Czuć ten pośpiech by tworzyć ale i powiem nadchodzących zmian wraz z pojawieniem się nowego ustroju. Z jednej strony radość, a obok niepokój i niepewność. Świetna opowieść, który szybko minął i dla wielu jest zupełnie zapomnianym epizodem.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Marginesy!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 67,0 cm -1,7 cm = 65,3 cm

sobota, 16 maja 2026

,,Strzępy" Izabela Grabda


 Ta książka zaczyna się banalnie, że byłam pewna co stanie się za chwilę. Pozornie przypadkowe spotkanie w Bieszczadach. Zwyczajna rozmowa dwóch osób, która stanie się wstępem do dużo bardziej zaawansowanej znajomości. Tylko od początku wiadomo, że jedna ze stron nie jest szczera i jej zainteresowanie jest wykalkulowanym, wyrachowanym działaniem. Marcelina wcale nie czuje nic do Karola, ona go chce wykorzystać materialnie, oszukać i zostawić. Karol też nie jest krystaliczny. Prostolinijny, genialny wynalazca ma za sobą trudną przeszłość, która nawet obecnie cały czas daje o sobie znać.

Dałam się nabrać. Obserwując jak rozwija się historia znajomości Marceliny i Karola raczej spodziewałam się prostego, przyjemnego kryminału osnutego wokół wątku oszustwa. Fakt, misternie skonstruowanego ale oszustwa. Podejrzewałam i z dużą dokładnością przewidywałam co się wydarzy, jedyną niewiadomą był finał i to dlaczego mężczyzna biegnie przez las - ten wątek pojawia się co pewien czas we współczesnych przebitkach. Podzieliłam sobie bohaterów na dobrych i złych i raczej nie spodziewałam się tam niczego spektakularnego. I to był błąd. Bo w pewnym momencie pojawia się wątek śledztwa kryminalnego, który wywraca całą akcje do góry nogami. Nagle bohaterowie odsłaniają swoją prawdziwą twarz. Okazuje się, że sporo zostało przemilczane i to zmienia całą postać rzeczy. Jest szok, jest zaskoczenie. W przyjemnym kryminale z wątkiem górskim pojawiają się wątki psychologiczne, do głosu dochodzą tłumione emocje i traumy, które wcale nie zniknęły.

,,Strzępy" to pozytywne zaskoczenie. Naprawdę nie spodziewałam się tutaj niczego spektakularnego a finalnie zbierałam szczękę z podłogi. Autorka skutecznie uśpiła czujność, snując momentami bardzo ciepłą opowieść, podszytą fałszem ale fałszem widocznym od pierwszych stron. Wiemy, że ta miłość jest naiwna i za to ktoś musi zapłacić. Jednak finał i tak będzie mocniejszy niż można się spodziewać. Jako stary, kryminalny wyjadacz chylę czoła, że ktoś mnie tak nabrał.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu PulpBooks!

środa, 13 maja 2026

,,Kundel" Krzysztof Papiernik


 Gdy tylko zaczęłam czytać ,,Kundla" poczułam, że znam ten klimat. Moje pierwsze skojarzenie było z Zygą Maciejewskim, głównym bohaterem serii Marcina Wrońskiego. Bo tutaj też mamy dawnego polskiego policjanta, Alberta Dannera, który teraz, w okupowanej Łodzi służy III rzeszy i musi rozwiązać sprawę tajemniczego zabójstwa niemieckiego przedsiębiorczy. Zbrodnia od początku jest podejrzana ale szybko zostaje wytypowany podejrzany i pozornie sprawa zostaje zakończona. Tylko, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Od tego zacznie się dostrzeganie niuansów kryjących się w cieniu.

Danner to nie jest wzór bohatera, nawet daleko mu do niego. Uzależniony od leków, tkwi gdzieś pomiędzy światami, samemu będąc mieszanką taką jak miasto, w którym mieszka. Dla Niemców jest podejrzany bo kiedyś służył w polskiej policji, dla Polaków jest przeklętym Niemcem i nazistą, dla Żydów jest zagrożeniem. On sam nie wie kim jest i co powinien robić. Żyje otumaniony lekami, tworząc swoją wizję świata by uciec od tego co jest jego rzeczywistością. Lawiruje, udaje, i próbuje nie brać odpowiedzialności za horror jaki rozgrywa się na ulicach. Obserwujemy grozę 1942 jego oczami: oczami lekomana, na głodzie, mieszańca zawieszonego gdzieś pomiędzy światami i nie pasującego do żadnego z nich.

Świat przedstawiony w ,,Kundlu" to taki obraz II wojny światowej jakiego nie chcemy znać. Pozbawiony heroizmu, rozmyty, pełen cieni, gdzie nie do końca widać kto jest dobry a kto zły. Zbrodnia jest tak wielka, że szuka się każdego sposoby aby wyprzeć się odpowiedzialności, by złagodzić swoją winę i udawać, że nie przykładało się ręki to horroru.

 ,,Kundel" to nie prosty kryminał, to szokująca powieść o stopniowym pozbywaniu się człowieczeństwa, o świecie gdzie nie ma szans na rozgrzeszenie i gdzie zdrada jest wszechobecna. Miasto Łódź staje się symbolem - tyglem w którym wszystko się miesza, kotłuje i finalnie musi wybuchnąć. Debiut Papiernika jest świetnym połączeniem tego co znamy z serii Marcina Wrońskiego z ,,Morfiną" Twardocha, więc gdy ktoś tak debiutuje to liczę tylko na więcej. 


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MUZA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 70,4 cm -3,4 cm = 67,0 cm

poniedziałek, 11 maja 2026

,,Imperium bólu" Patrick Radden Keefe

Tytuł oryginału: Empire of Pain: The Secret History of the Sackler Dynasty

 Wszystko zaczyna się nad wyraz niewinnie. Na początku XX wieku trzech braci postanawia zostać lekarzami. Jeden z nich posiada też nadzwyczajny talent do marketingu i biznesu, który stanie się podwaliną przyszłego bajecznego majątku rodziny. Od początku też Sacklerowie, bo o nich mowa, nie do końca chcą przyznawać skąd pochodzi ich majątek, zamiast tego kreują się na mecenasów sztuki i hojnych filantropów. Tylko, że to co zaczęło się niewinnie stanie się wstępem do jednego z największych kryzysów społecznych z jakim muszą zmierzyć się współczesne Stany Zjednoczone.

,,Imperium bólu" to przerażająca powieść nonfiction. Zaczyna się bardzo delikatnie, początek to opowieść o determinacji, trochę krętactwie, trochę wykorzystywaniu pojawiających się szans, czyli można by powiedzieć, że typowa banalna historia. Tylko, że ta opowieść w pewnym momencie zmienia się w horror o bezwzględnej, żądnej pieniędzy rodzinie, która nie zawaha się przed niczym aby podnieść sprzedaż swojego produktu. Agresywny marketing, przekupywanie urzędników państwowych, manipulacyjna reklama niby to znane zachowania ale tutaj chodzi o OxyContin - lek pomagający uśmierzyć ból, który skrywa przerażającą tajemnicę. Slogan, który go reklamował mówił ,,Od niego zaczynasz i jego się trzymasz". Tak, bo OxyContinu nie da się odstawić. To silnie uzależniający opioid, który doprowadzić do uzależnienia i śmieci tysiące ludzi w Stanach.

Jeśli ktoś czytał ,,Demona Copperheada" to pamięta przytłaczającą, straszną rzeczywistość Appalachów na początku XXI wieku. ,,Imperium bólu" dodaje do tego kontekst. Bo to nie był przypadek, to nie wina ludzi tam mieszkających. To było celowe działanie rodziny Sacklerów by coraz to bardziej podnosić sprzedaż poprzez uzależnianie kolejnych osób. Gdy dodamy to tego szokującą butę, arogancję, bezczelność czy oderwanie od rzeczywistości to mamy do czynienia z przerażającym obrazem. To po prostu jest niewyobrażalne, że mogło się wydarzyć i wydarzyło się zaledwie kilkanaście lat temu.

,,Imperium bólu" to przykład doskonałej pracy reporterskiej. Widać ogrom pracy, ogrom zgromadzonego materiału, który pozwolił zbudować tło a potem porazić wyciągnięciem prawdy na światło dzienne. Mimo potężnej dawki faktów, narracja nie przytłacza, wręcz przeciwnie trzyma w napięciu niczym doskonały thriller. W thrillerze można by narzekać, że autora fantazja zaprowadziła trochę za daleko. Jednak tutaj to wszystko wydarzyło się naprawdę i co najgorsze, nikt realnie nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Szok i niedowierzanie gdy obserwuje się łatwo można manipulować ludźmi i jak łatwo przechodzi się obojętnie obok cierpienia, które samemu się wygenerowało. To reportaż, który trzeba przeczytać.

piątek, 8 maja 2026

,,Przejścia. Którędy do miłości" Natalia de Barbaro

 


Chyba nie da się nie kojarzyć ,,Czułej przewodniczki". Nawet ja, mimo, że jej nie czytałam byłam świadoma jak wielkim cieszyła się sukcesem. ,,Przejścia", kolejna książka Natalii de Barbaro mają kontynuować nurt bardzo intymnej literatury skierowanej do kobiet. Nie jestem fanką tego typu książek ale lubię wychodzić poza swoją strefę komfortu a dokładnie tym to było.

,,Przejścia. Którędy do miłości" to książka sięgająca głęboko do wnętrza kobiecej psychiki, kobiecy emocji. Stanowi próbę przejścia od przeszłości, od narzuconych i wymuszonych ról do poznania samej siebie i odkrycia miłości, która otacza każdą kobietę. De Barbaro kreśli początkowo schematy, ogólne portrety, w których, co zaskakujące, można się odnaleźć. Jednak nie zawsze są to portrety pozytywne, czasem bywają to sztywne, niepokojące ramy, jakie narzuciło wychowanie. Aby wyjść poza nie, trzeba nauczyć się patrzeć inaczej i dostrzegać to co zostało przytłumione.

Zaskoczyła mnie forma książki. W prawdzie czytałam Annę H. Niemczynow czy ,,Urzekającą" i znam książki, które nie są tyle poradnikiem do rozmową z czytelnikiem ale tutaj widać to lepiej. Autorka chce wywołać wewnętrzny dialog, zmusić do zastanowienia się czy refleksji, do sięgnięcia do głębi by zmierzyć się z emocjami, które zostały przywalone przez codzienność, wychowanie, narzuconą presję czy strach. Ta książka, nie ma na celu być przeczytana i odłożona na półkę, ona ma stać się krokiem w kierunku tytułowego przejścia, oderwania się od wielopokoleniowych traum, naleciałości. Masz stanąć, zastanowić się i zrozumieć że jesteś pierwsza z rodu, która...

Podobała mi się wrażliwość Natalii de Barbaro, jej sposób opowiadania, prowadzenia dialogu z czytelnikiem i delikatne popychanie ku zmianie. Tutaj nic się nie wymusza ale do wielu rzeczy zachęca. Może nie jest to książka bardzo odkrywacza czy przełomowa ale doskonale porządkuje emocje, wprowadza spokój i z pewnością kogoś zachęci do działania. Mnie osobiście, otworzyła na inną wrażliwość, pozwoliła spojrzeć z innej perspektywy na moją historię ale czy zmieniła moje życie? Zdecydowanie nie.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 72,4 cm - 2,0 cm = 70,4 cm

wtorek, 5 maja 2026

,,Czarny trójkąt" Bianka Kunicka

 

 ,,Czarny Trójkąt" to powieść niejednoznaczna i trudna w ocenie. Z jednej strony podziwiam autorkę za odwagę z jaką poruszą bardzo trudny i kontrowersyjny temat. A robi to z ogromną empatią i wrażliwością, bez oceniania czy stawiania jednoznacznych wyroków. Z drugiej mam problem z konstrukcją bohaterów i tym jak zostały poprowadzone ich wątki, szczególnie w wątku współczesnym. Niby nie powinno mieć to znaczenia ale cały czas mi coś zgrzyta i nie dam rady obiektywnie przyglądać się temu co się dzieje.

Powieść rozgrywa się na dwóch planach, w trakcie II wojny światowej i współcześnie. Dziś to opowieść o Marcie, która stanęła na rozdrożu swojego życia. Zdała sobie sprawę, że nie kocha męża, musi stanąć z twarzą w twarz ze skomplikowaną sytuacją syna a równocześnie dziwne zdarzenia jakie rozgrywają się wokół niej uświadamiają jej, że nic nie wie o przeszłości swojej rodziny, szczególnie o przeszłości babki Zuzanny. I to właśnie przeszłość Zuzanny stanie się osią, łączącą to co było z tym co jest.

Powieść porusza kilka trudnych, przemilczanych tematów. Jest to w pewnym sensie opowieść o miłości ale trudnej, szokującej i nieakceptowanej przez nikogo. I to właśnie ta miłość stanie się dla bohaterek wyrokiem. Za karę zostanę odarte z człowieczeństwa, ich ciała staną się przedmiotem, wykorzystywanym przez innych, bezczeszczonym, o którym decyduje ktoś inny. Ta historia ma boleć i boli, szokuje i przeraża. Autorka z ogromną wrażliwością snuje opowieść ale i tak ogrom cierpienia bije z każdej strony. Dlatego denerwowało mnie, że ta mocna historia, opowiadająca o przemilczanej stronie II wojny światowej rozmywa się w dziwnym, pokręconym, przepełnionym żydowskim mistycyzmem wątku współczesnym, który w pewnym momentach jest absurdalny. Chyba rozumiem, czemu miało to służyć ale tylko niepotrzebnie odwracało uwagę od tego co jest jądrem powieści i co powinno wybrzmieć mocniej.

Z pewnością nie da się przejść obojętnie obok ,,Czarnego Trójkąta". Szkoda tylko, że wątek Zuzanny i Rity nie został pogłębiony bo to on robi wrażenie. To o ich losach, chciałabym dowiedzieć się więcej i to one są przykładem kobiecej siły i determinacji. 

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 74,5 cm - 2,1 cm = 72,4 cm



niedziela, 3 maja 2026

,,Pola makowe" Nikki Erlick

Tytuł oryginału: The Poppy Fields


 Gdy przeczytałam opis ,,Pól makowych" wiedziałam, że będzie to coś niezwykłego. Wyobraźcie sobie miejsce gdzie w łatwy sposób można poradzić sobie z żałobą. Pod opieką specjalistów zapasz na miesiąc lub dwa w sen, a gdy się budzisz zamiast bólu i żalu pojawia się spokój. Kuszące prawda? To właśnie sprawia, że klinika budzi zainteresowanie i wiele osób chce się tam dostać. To tam też zmierzają bohaterowie powieści, przypadkowa zbieranina osób, którym tornado uniemożliwiło podróż samolotem. Wynajmują samochód i wspólnie przemierzają kolejne stany w drodze do Kalifornii. Każdym z nich kieruje inny motyw ale i każde coś ukrywa.

,,Pola makowe" to powieść poruszająca i zaskakująca, momentami przypominająca ,,Rów mariański". Powieść drogi, w której szybko okaże się, że to nie cel jest najważniejszy ale też co się w jej trakcie wydarzy. To w jej trakcie bohaterowie zmierzą się ze swoimi lękami i wyrzutami sumienia, staną oko w oko z żałobą, którą wypierają, nauczą się, że strata nie przekreśla przeszłości i miłości oraz zaczną stawiać pierwsze kroki w przyszłość. Podróż do kliniki ,,Pola makowe" będzie pełna niespodzianek i wyzwań, na które bohaterowie niekoniecznie byli przygotowani.

Powieść stawia też przed czytelnikiem bardzo ważne pytanie: Czy da się łatwo obejść żałobę i czy naprawdę warto to robić? Mimo, że jest to główny wątek powieści to autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, zamiast tego zostawia szerokie pole do samodzielnej interpretacji i refleksji.

,,Pola Makowe" poruszają trudny i kontrowersyjny temat ale mimo to nie jest to powieść przygnębiająca czy depresyjna. Wręcz przeciwnie, to afirmacja życia wraz z jego odcieniami. Pokazuje, że nie ma prostych odpowiedzi, uczy zrozumienia innych, wrażliwości, odkrywa życie w całej jego najbardziej zaskakującej formie. Jest pełna ciepła, radości, które zaczynają się od prostych rzeczy, oswaja ból poprzez przypominanie że strata nie przekreśla wspomnień. To też powieść o zrozumieniu decyzji innych i przebaczaniu samemu sobie oraz co zaskakujące, łapaniu okazji i życiu pełną piersią póki się da. To powieść otulająca, poruszająca, wywołująca wzruszenia ale i zarażająca chęcią życia.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 77,3  cm - 2,8 cm = 74,5 cm

 

środa, 29 kwietnia 2026

,,Wiatr od wschodu" Margit Sandemo

 

Tytuł oryginału: Vinden fra øst

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Wiem, w każdym tomiku dużo się dzieje i perypetie kolejnych członków rodu są zajmujące ale od jakiegoś czasu tło czyli klątwa Tengela Złego utknęła w miejscu. Ciągle powtarza się to samo a rodzina mimo, że zmaga się ze strasznym dziedzictwem wydaje się, że nie ma pomysłu co mogłaby zrobić. Ale wreszcie to się zmienia bo pojawia się coś. A właściwie ktoś - młodziutki Vendel Grip.

Vendel to najmłodszy przedstawiciel tej linii rodu, o której trochę zapomniano i u której nic spektakularnego się dotychczas nie działo. Wnuk Leny Palladin jednak to zmieni. Jako młody chłopak wyrusza z wojskiem króla Karola XII na podbój Rosji. Przegrana kampania prowadzi do uwięzienia szwedzkich oficerów w głębi Syberii, a splot wydarzeń sprawia, że chłopak trafi do osady, gdzie ku swemu zaskoczeniu natrafi na dalekich krewniaków i pozna szokujący sekret.

Losy Vendela podobnie jak jego poprzedników są dramatyczne i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pozna czym jest samotność, cierpienie, zmierzy się z surowym syberyjskim klimatem ale na początku zostanie boleśnie zraniony w najbardziej czuły punkt. W młodym Gripie jednak skumulowały się wszystkie najbardziej szlachetne cechy rodu, mimo, że nie jest ani dotkniętym ani wybranym, co pozwala mu z podniesioną głową i iskierką optymizmu stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.

,,Wiatr od wschodu" różni się od poprzednich tomiku. Jest bardziej surowy, zmienia się tło i zmienia się spojrzenie na rodzinną klątwę.To doskonała zapowiedź tego do dopiero ma nadejść. 


 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 78,9 cm - 1,6 cm = 77,3 cm

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" Zuzanna Cichocka

 


Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że ta seria od wydawnictwa Poznańskiego jest niezwykła. Wyróżnia się detalami oraz odkrywa miejsca może nie tak odległe, ale z pewnością mało znane. Po Słowenię sięgnęłam z ogromną ciekawością bo nie ukrywam, że jedyne z czym kojarzy mi się ten kraj to skoki narciarskie i rodzeństwo Prevców. A chociaż niewielki, to z pewnością jest to kraj, który ma coś więcej do zaoferowania.

,,Słowenia. Mały kraj wielkich odległości" to bardzo subiektywne spojrzenie. Autorka, z wykształcenia slawistka postanowiła go przybliżyć i opowiedzieć co nie co o jego problemach oraz o swoich doświadczeniach. Słowenia to kolejny kraj powstały po rozpadzie byłej Jugosławii, o którym czytam i kolejny raz widać jak bardzo to wpłynęło na tożsamość i kształtowanie się poczucia narodowości. Bo to nie jest kraj jednolity, to mieszanina języków,narodów, kultur i religii, próbujących obok siebie istnieć. Szokująca jest z pewnością opowieść o wykreślonych - ludziach, którzy z dnia na dzień zniknęli z rejestrów i zostali pozbawieni przede wszystkim szansy. Dużo miejsca poświęca się w książce właśnie tej społecznej stronie Słowenii przywołując indywidualne doświadczenia różnych osób i poprzez które najlepiej widać z jakimi wyzwaniami musiał mierzyć się ten kraj.

Ale nie tylko o ludziach jest tutaj, także o krajobrazach - zarówno tych miejskich jaki i naturalnych. Ciekawa jest historia najważniejszego słoweńskiego architekta ale i anegdota wyjaśniająca dlaczego zdobycie Triglavu jest tak istotne dla Słoweńców. Jednak piękno krajobrazów najlepiej widać na wszystkich zamieszczonych wewnątrz zdjęciach. To one najlepiej oddają zachwyt autorki i jej fascynację tym państwem.

Jedyne co mnie rozczarowało to to, że ta książka tak szybko się kończy i kolejne rozdziały zaledwie muskają tematów. Mam poczucie, że to zaledwie wstęp, zachęta zmuszająca do dalszych poszukiwań. Rozbudziła ciekawość i porzuciła zanim usatysfakcjonowała czytelnika. Jedno czego się dowiedziałam to, że warto odwiedzić Słowenię i poznać ją lepiej.

 p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 81,1  cm - 2,2 cm = 78,9 cm