Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Agora SA!
,,Czarny Trójkąt" to powieść niejednoznaczna i trudna w ocenie. Z jednej strony podziwiam autorkę za odwagę z jaką poruszą bardzo trudny i kontrowersyjny temat. A robi to z ogromną empatią i wrażliwością, bez oceniania czy stawiania jednoznacznych wyroków. Z drugiej mam problem z konstrukcją bohaterów i tym jak zostały poprowadzone ich wątki, szczególnie w wątku współczesnym. Niby nie powinno mieć to znaczenia ale cały czas mi coś zgrzyta i nie dam rady obiektywnie przyglądać się temu co się dzieje.
Powieść rozgrywa się na dwóch planach, w trakcie II wojny światowej i współcześnie. Dziś to opowieść o Marcie, która stanęła na rozdrożu swojego życia. Zdała sobie sprawę, że nie kocha męża, musi stanąć z twarzą w twarz ze skomplikowaną sytuacją syna a równocześnie dziwne zdarzenia jakie rozgrywają się wokół niej uświadamiają jej, że nic nie wie o przeszłości swojej rodziny, szczególnie o przeszłości babki Zuzanny. I to właśnie przeszłość Zuzanny stanie się osią, łączącą to co było z tym co jest.
Powieść porusza kilka trudnych, przemilczanych tematów. Jest to w pewnym sensie opowieść o miłości ale trudnej, szokującej i nieakceptowanej przez nikogo. I to właśnie ta miłość stanie się dla bohaterek wyrokiem. Za karę zostanę odarte z człowieczeństwa, ich ciała staną się przedmiotem, wykorzystywanym przez innych, bezczeszczonym, o którym decyduje ktoś inny. Ta historia ma boleć i boli, szokuje i przeraża. Autorka z ogromną wrażliwością snuje opowieść ale i tak ogrom cierpienia bije z każdej strony. Dlatego denerwowało mnie, że ta mocna historia, opowiadająca o przemilczanej stronie II wojny światowej rozmywa się w dziwnym, pokręconym, przepełnionym żydowskim mistycyzmem wątku współczesnym, który w pewnym momentach jest absurdalny. Chyba rozumiem, czemu miało to służyć ale tylko niepotrzebnie odwracało uwagę od tego co jest jądrem powieści i co powinno wybrzmieć mocniej.
Z pewnością nie da się przejść obojętnie obok ,,Czarnego Trójkąta". Szkoda tylko, że wątek Zuzanny i Rity nie został pogłębiony bo to on robi wrażenie. To o ich losach, chciałabym dowiedzieć się więcej i to one są przykładem kobiecej siły i determinacji.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Skarpa Warszawska!
Tytuł oryginału: The Poppy Fields
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
Tytuł oryginału: Vinden fra øst
Wreszcie zaczyna się coś dziać! Wiem, w każdym tomiku dużo się dzieje i perypetie kolejnych członków rodu są zajmujące ale od jakiegoś czasu tło czyli klątwa Tengela Złego utknęła w miejscu. Ciągle powtarza się to samo a rodzina mimo, że zmaga się ze strasznym dziedzictwem wydaje się, że nie ma pomysłu co mogłaby zrobić. Ale wreszcie to się zmienia bo pojawia się coś. A właściwie ktoś - młodziutki Vendel Grip.
Vendel to najmłodszy przedstawiciel tej linii rodu, o której trochę zapomniano i u której nic spektakularnego się dotychczas nie działo. Wnuk Leny Palladin jednak to zmieni. Jako młody chłopak wyrusza z wojskiem króla Karola XII na podbój Rosji. Przegrana kampania prowadzi do uwięzienia szwedzkich oficerów w głębi Syberii, a splot wydarzeń sprawia, że chłopak trafi do osady, gdzie ku swemu zaskoczeniu natrafi na dalekich krewniaków i pozna szokujący sekret.
Losy Vendela podobnie jak jego poprzedników są dramatyczne i pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pozna czym jest samotność, cierpienie, zmierzy się z surowym syberyjskim klimatem ale na początku zostanie boleśnie zraniony w najbardziej czuły punkt. W młodym Gripie jednak skumulowały się wszystkie najbardziej szlachetne cechy rodu, mimo, że nie jest ani dotkniętym ani wybranym, co pozwala mu z podniesioną głową i iskierką optymizmu stawiać czoła kolejnym wyzwaniom.
,,Wiatr od wschodu" różni się od poprzednich tomiku. Jest bardziej surowy, zmienia się tło i zmienia się spojrzenie na rodzinną klątwę.To doskonała zapowiedź tego do dopiero ma nadejść.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prószyńska i ska!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi!
Tytuł oryginału: The Only One Left
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
,,Miłosne tajemnice" czytałam równo dziesięć lat temu. Kto nie wierzy, może sprawdzić - opinia wisi pod wydanie z wydawnictwa Amber (tutaj). Wtedy to był przypadkowy romans historyczny, które czytałam w ilościach hurtowych. Nawet nie do końca uświadamiałam sobie, że to kolejna część większego cyklu. Teraz sięgnęłam ponownie z dwóch powodów: po pierwsze chciałam umiejscowić opowieść o Penelopie i Colinie w kontekście całego cyklu oraz chciałam przeczytać drugi epilog, który, w teorii, miał pokazać życie pary po latach.
Co do drugiego powodu już rozwieję wątpliwości. Ten epilog nie rozgrywa się po latach ale kilka dni po wydarzeniach z ostatniego rozdziału i stanowić wstęp do opowieści o Eloise. Więc trochę czuję się oszukana. Ale przynajmniej wiem, że bohaterowie pojawiają się już wcześniej w drugim epilogu do pierwszego tomu czyli opowieści o Daphne i Simonie.
Wracając do umiejscowienia powieści w kontekście całości to gdy czyta się tomy po kolei świetnie widać jak rozwija się ta opowieść i jak długo ona trwa. Tom czwarty teoretycznie rozgrywa się dziesięć lat po pierwszym. Rodzina się powiększa, jest cała gromada dzieci, wzajemnych powiązań i bohaterowie mimo, że zaangażowani w swoją historię są częścią czegoś większego. Potrzebują czasem pozycji i mocy innych aby poradzić sobie z pojawiającymi się problemami.
A co po latach myślę o głównym wątku? Zdanie nie zmieniam. Historia Colina i Penelope to sympatyczna, romantyczna opowieść ale jednak dosyć przeciętna.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 96,6 cm - 3,3 cm = 93,3 cm
,,Bella Germania" to książka, która mnie zaskoczyła. Piękna, poruszająca saga rodzinna rozgrywająca się na tle zmieniających się Niemiec i Włoch od lat 50tych do współczesności. To opowieść, która ma wiele oblicz i wyzwala nieoczekiwaną gamę emocji.
Lata 50te XX wieku. Koncern BMW nie jest tym, z czym utożsamiamy go współcześnie. Boryka się z ogromnymi problemami i jedyną szansą na przetrwanie jest pozyskanie patentu na ,,tani samochód". Wybór pada na Isettę. Młody inżynier Vincent zostaje wysłany do Mediolanu aby tam w fabryce zdobyć potrzebą wiedzę i zagwarantować pozyskanie patentu. Podróż do Włoch odmieni życie mężczyzny. Nie tylko zdecyduje o rozwoju jego kariery zawodowej ale także wpłynie na jego życie osobiste. Pozna rodzinę Marconich, których losy na zawsze zostaną wpisane w jego.
,,Bella Germania" ma w sobie wszystko by zachwycać. Epicka opowieść o zmianach jakie zachodziły w Europie. Szaleńczy rozwój przemysłowy Niemiec wymusił stworzenie nowej kategorii pracownika : gastarbeitera. Jednymi z pierwszych byli Włosi i to oczami przybyszów z Półwyspu Apenińskiego obserwujemy niemieckie społeczeństwo. Trudne początki, wykluczenie, wyobcowanie, szukanie własnego miejsca i rozerwanie pomiędzy Niemcami i Włochami. Tego wszystkiego doświadczają bohaterowie zawieszeni gdzieś pomiędzy i nie pasujący już do żadnego państwa. Doskonale oddany jest klimat i emocje jakie towarzyszą bohaterom.
Ale powieść to nie tylko misterna kronika trudnego okresu w historii. To przede wszystkim opowieść o miłości. Miłości trudnej, niemożliwej, wymagającej poświęceń ale trwającej na przekór wszystkim. To uczucie okaże się destrukcyjne dla bohaterów. Zburzy ich ustalony porządek, zmusi do podejmowania decyzji i wcale nie obiecuje szczęśliwego zakończenia.
Od początku do końca ,,Bella Germania" kipi emocjami. Czuć gniew jaki targa bohaterami i popycha ich ku szalonym decyzjom, poraża miłość od pierwszego wejrzenia, paraliżuje poczucie odpowiedzialności. Tego nie da się czytać spokojnie. Trzeba dać się porwać opowieści by razem z bohaterami podejmować złe i szalone decyzje, by uczyć się na nowo odpowiedzialności i by finalnie spróbować. To historia pełna zaskoczeń o targanych emocjami ludziach, który najpierw muszą zrozumieć kim są by móc żyć dalej ale także o poszukiwaniu swoich korzeni i miejsca na świecie.
Moja znajomość z Danem Brownem jest raczej krótka. Dwadzieścia lat temu, gdy byłam w liceum oczywiście czytałam ,,Kod Leonarda Da Vinci" ale nic z tego nie pamiętam. Potem na studiach miałam podejście do ,,Aniołów i demonów" ale nic z tego nie wyszło (to pamiętam), że zasypiałam gdy tylko zaczynałam czytać. Ale teraz, po dobrych nastu latach postanowiłam spróbować ponownie, tym razem z najnowszą książką o przygodach Roberta Langdona. Jak wyszło? Średnio.
Lubię w książkach klimat więc na początku zaczarował mnie opis Pragi jako miejsca na stylu nowoczesności i magii. Miasta gdzie nadal żywe są tajemnice, miasta które skrywa sekret czekający na odkrycie i w którym niemożliwe staje się możliwe. Jednak to początkowe zauroczenie dosyć szybko się rozmywa.
,,Tajemnica tajemnic" jest, albo powinna być przygodówką z wielkim sekretem w tle. Ja mam słabość do takich historii. Moim guilty pleasurą są wszystkie książki gdzie skaczą, biegają, giną ale nie do końca a przy okazji rozwiązują zagadki z przeszłości i jeszcze biją złych. Generalnie ta konwencja jest tu zachowana ale jest tak absurdalna, że nawet ja nie mogłam tego wytrzymać. Są tajemnice i nawet niektóre się rozwiązują, źli zostają pokonani albo sami wcześniej odpuszczają i nawet tego biednego Langdona nie ma kto gonić. A on miota się po Pradze w śniegu w mokasynach i udaje herosa o połowę młodszego. Sama tytułowa tajemnica jest ciekawa ale myślę, że każdy kto dotrze do końca będzie zmęczony ilością pseudonaukowych wtrąceń i raczej poczuje ulgę, że to koniec, niż zachwyt nad geniuszem autora.
Cieszę się, że przeczytałam i dotarłam nawet do końca bo dzięki temu utwierdziłam się, w przekonaniu, że Dan Brown to nie dla mnie. Zostanę przy Jamesie Rollinsie i jego Sigma Force bo tam nie przynajmniej zaskoczą, rozbawią a nie będę wzdychać ze zniechęcenia.
Tytuł oryginału: The Bookshop Murder
Ta seria chodziła za mną już od dłuższego czasu ale zawsze coś innego było ciekawsze, ważniejsze. Jednak gdy w końcu zaczęłam czytać ,,Morderstwo w księgarni" przepadłam. To dokładnie to na co od dłuższego czasu czekałam.
Małe angielskie miasteczko. To właśnie tam Flora Steele prowadzi odziedziczoną po ciotce księgarnię. Ruch jest niewielki, klientów jak na lekarstwo bo kraj dopiero dochodzi do siebie bo powojennych ograniczeniach. Jednak młoda kobieta się nie zraża, chociaż prowadzenie księgarni nie było nigdy na jej liście celów. Chciała podróżować i przeżywać przygody. Jednak z pewnością na tej liście nie było znalezienie zwłok w swoim sklepie. Zaskakujące znalezisko nie pomaga w handlu, policja raczej nie widzi w tym nic podejrzanego więc rezolutna panna Steele musi sama zakasać rękawy i przeprowadzić śledztwo. Pomaga jej w tym, chociaż początkowo niechętnie, pisarz kryminałów mieszkający po sąsiedzku.
,,Morderstwo w księgarni" to kryminał bardzo sielski i przyjemny. Rezolutna panienka z darem pakowania się w kłopoty oraz trochę mrukliwy pisarz, przecież to duet idealny by rozwiązać każdą sprawę i dotrzeć do jej sedna. Uroczy małomiasteczkowy klimat potęguje tylko poczucie, że sprawę trzeba szybko rozwiązać aby przywrócić idylliczny widok. Samo śledztwo jest idealnie wyważone. Podejrzewamy od początku kto może kryć się za zasłoną ale i tak z ogromnym zaciekawieniem podążamy za śladami i śledzimy tok myślenia bohaterów. Nie trzeba się wysilać, można po prostu rozsiąść się wygodnie i obserwować.
Mimo, że to jeszcze nie 1 kwietnia to dałam się nabrać. Przyznaję, że spodziewałam się czegoś innego po tej książce. Moje wyobrażenie kierowało się raczej w stronę ,,Prawdziwej historii czekolady" i spodziewałam się kolejnej historii o tym skąd kakao a następnie czekolada wzięły się na naszych stołach. Tylko, że to nie ta opowieść. ,,Dzikie kakao" to zaskakująca, niesamowita, wyrazista opowieść o poszukiwaniach i to bardzo współczesnych.
Ta historia zaczyna się w miejscu, które wydawało mi się, że trochę znam i w żaden sposób nie kojarzyło mi się z kakao - w Boliwii. To właśnie tam po koniec XX wieku pewien Niemiec trochę przypadkiem odkrył wyjątkowe drzewa kakaowca i od tego momentu zaczęła się historia niezwykłych ziaren i niezwykłej czekolady.
Zwykły zjadacz czekolady (jak ja) nie zdaje sobie sprawy jak potężne mechanizmy stoją za jej produkcją i jak wiele go omija gdy sięga po marketową tabliczkę. Bo to nie jest opowieść o zwykłej czekoladzie, to opowieść o ziarnach rosnących w najgłębszych odmętach Amazonii, często samoistnie, o ich pozyskiwaniu oraz o ludziach, którymi kierowała pasja tak potężna, że podjęli się ich zbierania, fermentowania, suszenia i przekształcania w czekoladę najwyższej klasy. Z każdej strony bije prawdziwa pasja i prawdziwa miłość do czekolady. Bo to nie jest działalność nakierowana na masowość. Pozyskiwanie dzikiego kakao to właściwie ruch oddolny, angażujący lokalne społeczności i próbujący w etyczny i ekologiczny sposób wykorzystywać zasoby naturalne. Ma nie tylko zapewnić rozkosz dla podniebienia ale także przynieść korzyści ekonomiczne na obszarach pozbawionych innych perspektyw. Zadziwiające jest jak niepostrzeżenie opowieść o kakao staje się opowieścią o ludziach, ich działalności oraz staje się krokiem ku ratowaniu zarówno lasu tropikalnego jak i małych społeczności.
Autor kreśli tło, które pozwala zrozumieć rolę kakao i czekolady w przeszłości ale co istotniejsze, jest to silna współczesna opowieść. I to taka, która pokazuje ruchy ekologiczne z zupełnie innej perspektywy. Tutaj jest realne, wymierne działanie korzystne dla wszystkich stron. Ale to też uświadomienie laikom, że istnieje wysokogatunkowa czekolada, która jest czymś wyjątkowym i znacznie różniącym od komercyjnej produkcji. To symbol nadziei, szansy i zmiany myślenia. Polecam!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego
bo.wiem!
Czy wyobrażacie sobie jakikolwiek amerykański sensacyjny film lub serial bez teorii spiskowej? Roswell, UFO, zabójstwo Kennedy'ego, 9/11, tajemnice CIA? Przecież to klasyka jednoznacznie kojarząca się z USA. Każde z tych haseł od razu przywołuje konkretne skojarzenia i historie. Tylko czy w ogóle mamy pojęcie z czego to wynika? Co sprawiło, że w ogóle mogło powstać zjawisko określane jako ,,teoria spiskowa" i dlaczego pewne wydarzenia z automatu wpisały się w tę kategorię. I tu wchodzi Piotr Tarczyński, który zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez historię Stanów Zjednoczonych od początku ich państwowości aż po współczesność i w prosty, klarowny, zrozumiały sposób tłumaczy całe zjawisko.
To nie tylko historia Stanów Zjednoczonych w pigułce, absolutnie ciekawej i wciągającej lepiej niż nie jedna powieść kryminalna, szpiegowska czy paranormalna. To też ciekawe spojrzenie na Amerykanów jako społeczeństwo i próba wyjaśnienia dlaczego właśnie tam teorie spiskowe znalazły podatny grunt. Pierwsze amerykańskie społeczności w czasach wojny o niepodległość dopatrywały się wszędzie ingerencji brytyjskiego króla i chociaż szpiedzy i agenci byli, to nie w takich ilościach jak chciano by wierzyć. Potem tajemniczy masoni, iluminaci, agenci obcych państw z najbardziej rozpalającymi wyobraźnię sowieckimi agentami na czele. Amerykanie dopatrywali się spisków bo tak potężny naród można zwyciężyć tylko podstępem. Czy rzeczywiście tak było?
,,Oślizgłe macki, wiadome siły" to świetnie napisana praca, która w sposób przejrzysty przeprowadza od punktu A do Z. Dzięki temu łatwiej zrozumieć to co obecnie dzieje się w Stanach, a w efekcie na świecie. Ogromna polaryzacja społeczeństw czy nieufność wobec obcych nie są nowym zjawiskiem. To wszystko ma za sobą długą drogę radykalizacji i narastającej nieufności. Tak, wpłynęły na to zarówno błędne jak i celowe działania władz. Ale o tym najlepiej opowie Piotr Tarczyński więc gorąco zachęcam do sięgnięcia.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 4,1 cm = 99,0 cm
Rok 1969 może stać się przełomowym dla polskiej architektki Ewy. To właśnie wtedy dostała nieoczekiwaną szansę od losu. Może rozpocząć staż w biurze projektowym w Berlinie Wschodnim. Ale to nie tylko okazja do wyrwania się z siermiężnej Polski, to także jedyna możliwość by bezpośrednio w Niemczech spełnić prośbę przyjaciółki. To właśnie tam, w Biurze Bezpieczeństwa może dowiedzieć się co stało się z bratem przyjaciółki, który jako dziecko zaginął w trakcie II wojny światowej. Ewa nie oczekuje na zbyt wiele, ale z pewnością nie spodziewa się, że zwróci na siebie uwagę Stasi, uwikła się w romans i pozna sięgające w przeszłość tajemnice. Nie do końca wiedziałam czego się mogę spodziewać po powieści Joanny Jax. Nazwisko kojarzę ale nigdy nie sięgałam po jej książki. ,,Zagubieni w mroku" to dla mnie zaskoczenie i to całkiem pozytywne. Fabuła jest dosyć prosta i raczej przewidywalna ale siła opowieści tkwi w czymś innym. Autorka tworzy wyraziste postacie, w które łatwo się wczuć oraz buduje bardzo realistyczne tło. Świetnie oddaje klimat końca lat 60-tych i wszechobecnej obecności Stasi w NRD. To świat pozbawiony zaufania, nieustannie inwigilowany, gdzie donosy są codziennością. Intrygi, tajemnice, podejrzenia egzystują nawet w obrębie rodziny. Nikomu nie można ufać, każdy jest podejrzany i każdy coś ukrywa. W tym świecie musi odnaleźć się bohaterka, początkowo zagubiona i nie rozumiejąca do końca reguł gry.
Ale nie tylko opowieść z czasów NRDowskich jest intrygująca. Wiele emocji wyzwoli także drugi wątek, rozgrywający się w czasach II wojny światowej opowiedziany z perspektywy nagle osieroconych dzieci. Wojna widziana ich oczami jest brutalna, niesprawiedliwa i przerażająca. Szokuje i porusza, z zaskoczenia pozbawiając okruchów nadziei.
Przyznam, że podobała mi się powieść ,,Zagubieni w mroku". Ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć przed skończeniem. Pozornie prosta i przewidywalna, zaskakuje detalami. Niby romans ale opowiadający głębszą historię.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Videograf!
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 105,7 cm - 2,6 cm = 103,1 cm
Tina ma szesnaście lat i jest kimś kogo nie ma. Żyje na ulicy, pośród przestępców by stać się złodziejką i włamywaczką idealną. Potrafi przeniknąć tam gdzie nikomu się nie udało. Teraz jednak cele jej szefów są zbieżne z jej własnymi. Wreszcie ma szansę zemścić się na kimś kogo podejrzewa o zabicie jej matki. Tylko, że włamanie, które ma się stać początkiem końca zamożnego białego przedsiębiorcy nie przebiega tak jak powinno. Zostaje nakryta przez jego syna, Michaela, który kiedyś był przyjacielem Tiny.
Po opisie spodziewałam się, że ,,Miasto świętych i złodziei" będzie mocną, wyrazistą opowieścią o mrocznych stronach Kenii. I trochę takie jest ale brakuje tam najważniejszej informacji, że jest to książka skierowana raczej do młodzieży i dlatego perspektywa jest mocno złagodzona. Pokazany jest bezwzględna rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się dzieci i młodzież, odkrywane są mroczne oblicza pozostałości kolonializmu i ciemne strony przedsiębiorstw funkcjonujących w Afryce, jednak czuć, że nie jest to pełny obraz. Rzeczywistość filtrowana jest przez oczy sprytnych szesnastolatków, którzy pakują się w niebezpieczne sytuacje a potem bez większych obrażeń z nich wychodzą. To co złe i straszne dzieje się komuś innemu lub jest opowieścią opartą na niedopowiedzeniach. Ale nawet to mocne złagodzenie nie ukrywa prawdy o Afryce, jako o kontynencie gdzie akty bestialstwa są bezkarne, gdzie panuje bezprawie a na sprawiedliwość trzeba długo czekać, o ile w ogóle można.
,,Miasto świętych i złodziei" to z pewnością ciekawa książka. Pełna akcji i niebezpieczeństw. Pozornie lekka przygodówka, która chowa w tle znacznie mroczniejszą historię. I właśnie dla tego tła warto sięgnąć by zobaczyć coś więcej.
Joanna ma trzydzieści dziewięć lat i jest pisarką. Od roku mieszka w starym domu a zza okna od pewnego czasu obserwuje starszą sąsiadkę, którą nazywa Kobietą w Różu. Utarty plan dnia zmienia się gdy Kobieta w Różu zostawia list w starej skrzynce na listy. Joanna nie wie jeszcze, że ten drobny gest odmieni jej życie, będzie musiała zmierzyć się z tym co ją przeraża najbardziej, zawalczyć, odkryć tajemnice sięgające daleko w przeszłość ale dzięki temu zdobędzie coś pięknego i ważnego.
Jak łatwo zauważyć na moim profilu ostatnio czytałam ,,Zwierciadło" Nory Roberts i uderzyło mnie jak bardzo podobne są obie bohaterki. Ta Roberts i ta od Anny Bichalskiej. Młode kobiety, stare domy, prowadzące własne firmy z zacisza własnego domostwa. Pozornie sielskie środowisko ale te mury kryją też tajemnice, strachy i lęki, którym to bohaterki muszą stawić czoła. Powieść Roberts mnie drażniła swoim lukrowaniem i przesłodzeniem. Zupełnie inaczej jest w przypadku ,,Nienapisane". Tutaj świat nie jest słodko-różowo-cukierkowy, mimo, że jedna z bohaterek się tak ubiera. Ma odcienie, raz jest bardziej słoneczny, za chwilę wyłania się mrok. W obu powieściach są też strachy: w ,,Zwierciadle" w domu mieszka irytujący duch wiedźmy, który robi więcej hałasu niż efektu. W ,,Nienapisanych" strach mimo, że czai się tylko w głowie jest bardziej realny, ma większą moc i jest sprawczy. To on kieruje działaniami bohaterki, blokuje akcje lub wyolbrzymia zagrożenie.
,,Nienapisane" to powieść, która porusza i która oddziałuje. Napisana z ogromną wrażliwością i empatią. Kilka zwyczajnych historii, które się splatają opowiadając o uczuciach, emocjach, lękach, które czają się w każdym. Opowiada o radzeniu sobie z traumami ale i przyjaźniach rodzących się przypadkiem. Pokazuje też że heroizm to nie walczenie z duchem wiedźmy sprzed dwustu lat ale zrobienie kilku kroków do skrzynki na listy lub odpowiedzenie na wiadomość.
Jeśli mogę coś zasugerować to czytajcie ,,Nienapisane" a ,,Zwierciadło" bez żalu można omijać.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 108,2 cm - 2,5 cm = 105,7 cm.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,7 cm - 3,5 cm = 108,2 cm
W pokoleniu potomków Tengela Dobrego, których przygody obserwowaliśmy od ,,Zimowej zawieruchy pozostała jeszcze jedna osoba. Wydarzenia, od których wszystko się zaczęło odcisnęły straszliwe piętno na wrażliwym Tristanie. Nawet obecnie, jako dorosły mężczyzna, nie umie znaleźć swojego miejsca na świecie. Osamotniony żyje na duńskim dworze. Wszystko zmienia się w dniu gdy poznaje dotkniętą straszliwą chorobą księżnę Hildegardę. Kierując się rycerskim honorem zapewnia ochroną jej i jej córce oraz nieoczekiwanie zostaje wplątany w obronę króla przed spiskiem zagrażającym jego życiu.
Przyznam, że jestem zaskoczona jak bardzo podobał mi się ten tomik. Oczywiście obfituje w tragiczne i dramatyczne wydarzenia, pojawiają się też Villemo, Dominik i Ulvhedin ale to spokojna, wrażliwa osobowość Tristana dominuje. Jest to zaskakujące po tomach gdzie najważniejszy był spryt, gdzie dużo mówiło się o sile i niezwykłych umiejętnościach. Tristan w porównaniu z pozostałymi bohaterami jest zupełnie zwyczajny ale tutaj to właśnie zwyczajność i dobroć okazują się być najpotężniejszą siłą, która może zaleczyć zadawane latami rany. Ten tomik ma w sobie coś kojącego. Pokazuje także zupełnie inne oblicze miłości niż to do czego już zdążyła nas przyzwyczaić saga. Nie ma gwałtownych wybuchów namiętności, szaleńczej fascynacji czy pierwotnych instynktów. Zamiast tego jest bliskość, obecność i spokojne uczucie wyrastające z przyjaźni oraz wzajemnego zrozumienia.
W ,,Ostatnim rycerzu" czuć, że pewna epoka w dziejach rodu dobiegła końca. Niektóre tajemnice zostały wyjaśnione, zapanował względny spokój i można czekać na nadejście kolejnego stulecia a razem z nim na pojawienie się nowych bohaterów.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 113,3 cm - 1,6 cm = 111,7 cm