czwartek, 18 kwietnia 2024

,,Nic się nie działo" Tomasz S. Markiewka


 ,,Nic się nie działo" to historia bardzo intymna ale równocześnie mocno uniwersalna. Opowieść o jednej osobie, babce autora, ale osadzona w rzeczywistości ostatnich osiemdziesięciu lat. Nic się nie dzieje a równocześnie dzieje się wszystko. Jest wojna, przychodzą i odchodzą kolejne ustroje, zmieniają się miejsca, zmienia się rzeczywistość. Anna jest naszą przewodniczką po XX wieku i to dzięki losom jednej kobiety możemy zobaczyć jak wiele się zmienia i jak wiele może powiedzieć jedno zwyczajne życie.

Tomasz Markiewka ubrał w słowa historię, która mogłaby odpowiadać wielu ludziom. Pokazuje nie tylko jak Wielka Historia wpływa na ludzi ale przede wszystkim bardzo prosto i bez niepotrzebnych ozdobników opowiada o zwyczajnych, wiejskich realiach i jak się zmieniły. Podczas lektury sama, ze zdziwieniem, odnajdywałam wiele elementów, które znałam z opowieści moich dziadków i rodziców. To stwierdzenie ,,nic się nie działo" nie mówi, że na wsi panowała stagnacja czy marazm. Wręcz przeciwnie ono opisuje spokój i naturalnie następujące zmiany. Elektryfikacja, nowy dom, pierwszy telewizor, traktor, montaż linii telefonicznej, internet. Wszystko to się działo i następowało w trakcie życia naszych dziadków szybko i intensywnie ale równocześnie oszczędzono im wojen, zamachów, bezpośrednich wstrząsów czy zagrożeń. Pokolenie rozpoczęło życie od wojny doceniało ten spokój i to on był dla nich wyznacznikiem.

Ta króciutka książka mówi bardzo dużo o XX wieku i wsi. Jest pięknym pomnikiem pamięci i docenieniem zwykłego, prostego życia. To poruszająca opowieść o niezauważalnych zmianach i ludziach, który na to ciężko pracowali. To droga, którą przeszli po cichu, bez splendorów czy uznań nasi dziadkowie abyśmy my mogli znaleźć się w tym miejscu, w którym obecnie jesteśmy. Wreszcie na pierwszy plan zostaje wyciągnięte ,,to nic", które się działo przez tyle lat i kosztowało tak wiele wyrzeczeń. To bardzo prosta ale bardzo poruszająca opowieść, mówiąca po prostu ,,dziękuję". 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 104,8 cm - 1,6 cm = 103,2 cm. 

wtorek, 16 kwietnia 2024

,,Mroczne wody" Philippa Gregory

Tytuł oryginału: Dark Tides

 ,,Mroczne wody" to drugi tom sagi o kobietach, którą rozpoczęły ,,Mokradła". Akcja przesuwa się w czasie o ponad dwadzieścia lat. Bohaterki pierwszego tomu Alinor i jej córka Alys po dramatycznych wydarzeniach wieńczących poprzedni tom znalazły spokojną przystań na obrzeżach Londynu. Prowadzą małą rodzinną firmę a w ich życiu zapanował spokój. Wszystko się zmienia pewnego letniego dnia gdy do ich drzwi zawita dwójka gości. Po ponad 20 latach James, teraz angielski lord, chce odzyskać Alinor oraz syna, którego porzucił. Drugim gościem jest tajemnicza Włoszka, która podaje się za żonę Roba. Ich pojawienie zburzy tam długo budowany spokój i wprowadzi do domostwa sieć intryg, kłamstw i niepokojów. Jednak to nie jedyny wątek. Po drugiej stronie świata, w Nowym Świecie, Ned próbuje zbudować swoje życie i nieoczekiwanie znajdzie się pośrodku, pomiędzy Indianami a osadnikami.

,,Mroczne wody" są opowieścią dużo bardziej dynamiczną i intrygującą. Mają w sobie elementy thrillera psychologicznego, kryminału i powieści historycznej. Autorka przykłada ogromną wagę do detali i budowania tła, na którym jej bohaterowie stają się bardziej wyraziści oraz niejednoznaczni. Na pierwszy plan wysuwają się kobiety a każda z nich jest inna. Silne, odważne, zdeterminowane, tajemnicze, przekonane o własnych racjach i potrafiące zawalczyć o to co dla nich ważne, nawet jeśli kierują się uczuciami to te uczucia są silne i niszczycielskie. Z zapartym tchem obserwuje się intrygi jakie zawiązują oraz działania jakie podejmują by zdemaskować kłamstwo.

Obok kobiet z rodziny Reekie ciekawym wątkiem jest obraz Nowego Świata, który obserwujemy oczami Neda Ferrymana. Ten wątek jest dużo spokojniejszy ale nie mniej intrygujący. Nowy Świat znalazł się na rozdrożu. Sprzeczne interesy i zamiary pomiędzy Indianami i osadnikami zaczynają dawać o sobie znać. Coraz wyraźniejszy staje się podział, który nie pozwoli pokojowo współistnieć. To też obraz świata, który był obcy, wrogi i inny dla osadników. Czuć ich zagubienie i niezrozumienie rzeczywistości w jakiej się znaleźli.

,,Mroczne wody" wciągają. To wielowątkowa, intrygująca powieść o pełnokrwistych kobietach, nakreślona na wielowymiarowym tle historycznym, które kryje wiele zagadek. Niejednoznaczne postacie i zaskakujące zwroty akcji nie pozwolą się oderwać. To powieść, którą po prostu chce się czytać. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 104,8 cm - 3,3 cm = 101,5 cm. 

 

poniedziałek, 15 kwietnia 2024

,,Sen o Jerozolimie" Éric-Emmanuel Schmitt

Tytuł oryginału: Le Défi de Jérusalem

 Ostatnią książką Schmitta, którą przeczytałam,  prawie równo rok temu, była ,,Noc ognia". Wtedy opowiadał on o początkach swojej wiary. O momencie gdy z agnostyka, wręcz ateisty, stał się człowiekiem wierzącym a przynajmniej poszukującym. Dziś skończyłam czytać ,,Sen o Jerozolimie", książkę która jest zapisem pielgrzymki po Ziemi Świętej odbytej w 2022 roku. I dopiero teraz widać jak bardzo te dwie książki się dopełniają. ,,Noc ognia" rozpoczyna coś, co dopiero w ,,Śnie o Jerozolimie" znajdzie swoje dopełnienie.

Schmitt wyrusza na pielgrzymkę po Ziemi Świętej jako zwykły uczestnik. Dołącza do grupy by odwiedzić najważniejsze miejsca, związane z religią chrześcijańską. Fizycznie odwiedza Nazaret, Kafarnaum, Betlejem by finalnie dotrzeć do Jerozolimy. Razem z nim odwiedzamy miejsca na mapie. Jednak jest też drugie, ważniejsze oblicze też pielgrzymki - wędrówka duchowa. Schmitt wchodzi głębiej i dla niego kolejne punkty na mapie są przyczynkiem do rozważań na temat wiary i odkrywania jej roli w jego życiu. Cały czas odwołuje się do swoich wcześniejszych utworów, w tym najmocniej do ,,Nocy ognia", by podkreślić jak długą i ważną drogę przeszedł.

,,Sen o Jerozolimie" to poruszająca wędrówka. Medytacyjna, bardzo intymna, pełna rozważań i przemyśleń, które zanurzone są w filozofii i Biblii. Zmusza do refleksji na temat obrazów z Pisma Świętego, które mamy zakorzenione, wobec których już zobojętnieliśmy. Schmitt patrzy na to z nowej perspektywy. Fizyczna droga, realne obrazy i miejsca są dla niego wyzwalającym doświadczeniem, które nasuwa mu nowe wnioski, otwiera drogę do nowej interpretacji symboli oraz co najważniejsze - zbliżenia się do Tajemnicy. Ta książka to wskazówka i zachęta do poszukiwań, do nowego spojrzenia, do bycia otwartym na chrześcijańskie życie.

,,Sen o Jerozolimie" dopełnia ,,Noc ognia" i pokazuje dwa odmienne punkty na drodze wiary, bez których nie da się odkrywać Boga. Jest punkt przełomu i punkt dopełnienia. Tylko poprzez osiągnięcie ich obu można zbliżyć się do Tajemnicy. One otwierają, zmuszają do poszukiwań, wyciągają poza sferę komfortu. A nikt, tak jak Schmitt, nie umie tego ubrać w słowa i zmusić do głębszego spojrzenia. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,9 cm - 2,1 cm = 104,8 cm. 

 

środa, 10 kwietnia 2024

,,Genesis" Chris Carter

 

 Tytuł oryginału: Genesis

Wydawało mi się, że z Chrisem Carterem już trochę miałam do czynienia i jestem przygotowana oraz uodporniona. No cóż... Tym razem wiedział jak przykuć uwagę i sparaliżować od pierwszej strony. Bo wyobraźcie sobie sytuację. Młoda dziewczyna wraca lekko pijana z imprezy. Wychodzi z taksówki, otwiera drzwi domu, idzie pod prysznic, trochę się kręci, po czym idzie do łóżka. I wtedy przychodzi sms. Ma nadzieję, że to facet, którego poznała chwilę wcześniej. Zamiast tego ktoś pisze: ,,nie zamknęłaś drzwi, ale nie martw się już są zamknięte". I może to zabrzmi śmiesznie bo zaczęłam czytać do poduszki ale poszłam sprawdzić czy mam zamknięte drzwi. Serio!

,,Genesis" to powieść gdzie Carter łączy nie tylko niewyobrażalne okrucieństwo ale i przemoc psychiczną, która rezonuje także na czytelnika. Każda kolejna zbrodnia jest bardziej okrutna, bardziej makabryczna a poprzedza ją strach ofiar, które zdają sobie sprawę z tego co może za chwilę się wydarzyć. Ale to nie wszystko, sprawca nie poprzestaje na ofierze, on rozciąga swoją zbrodnię na rodzinę i najbliższych ofiar. Dla Huntera i Garcii zaczyna się śledztwo po omacku bo pozornie ofiar nic nie łączy. Co rusz morderca zmienia modus operandi i uderza nim ciało poprzedniej ofiary zdąży okrzepną. Wiadomo, że jest cierpliwy, zdyscyplinowany i zaplanował kilka kroków do przodu. Jednak nawet tacy geniusze zbrodni popełniają błędy a Hunter i Garcia na pewno je wyłapią i wykorzystają.

,,Genesis" to thriller mroczny i mocno działający na psychikę. Autor nie poprzestał na czystej jatce ale poszedł o krok dalej i zbudował narrację sięgającą głębiej. Przepełniona strachem, desperacją, niespodziewanym zagrożeniem, które przekracza granice psychicznego bezpieczeństwa. Czuć, że zagrożenie czai się tuż obok i uderza z miejsc, które powinny być oazą. Ale z drugiej strony to nadal Carter, który sprowadził zbrodnię  do poziomu rozrywkowego. Po mocnym początku, zaczynają się pojawiać typowe motywy i już się wie, że nawet po najbardziej skomplikowanym śledztwie znajdzie się zaskakujące rozwiązanie i nie zostawi czytelnika bez odpowiedzi. Bardzo dobre, mocne, przesycone grozą momenty mieszają się z schematami, powtórzeniami i banałami dzięki czemu całość zostaje złagodzona i bardziej przystępna. Typowy Carter -czy trzeba dodawać coś więcej?

wtorek, 9 kwietnia 2024

,,Lizbona. Miasto, które przytula" Marta Stacewicz-Paixão, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak


 Lubię serię podróżniczą wydawnictwa Wielka Litera ,,Podróż nieoczywista" bo otwiera drzwi do zupełnie nowego spojrzenia na wiele miejsc. Najczęściej jest to obraz bardzo subiektywny, indywidualny, wręcz intymny. Patrzymy na znane miejsca z perspektywy innej osoby, współodczuwając wszystko to co zdecydowało, że dana lokacja jest właśnie TĄ. Jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, jednak w przypadku ,,Lizbona. Miasto, które przytula" czegoś zabrakło, żebym mogła z całą mocą powiedzieć, że tak rozumiem ten zachwyt.

Nie byłam nigdy w Lizbonie więc podziwiałam ją tylko poprzez fenomenalne zamieszczone w książce zdjęcia. To one są intymnym portretem miasta. Raczej nie znajdziemy tam monumentów czy popularnych atrakcji turystycznych, jest zamiast tego miasto samo w sobie. Cudowne detale i wizerunki miejsc oraz ludzi hipnotyzują. Są tym, dlaczego przede wszystkim warto sięgnąć po tę książkę. Sama treść to krótkie felietony i rozmowy - autorek pomiędzy sobą oraz z różnymi gośćmi m.in Polakami mieszkającymi w Portugalii. Można dowiedzieć się sporo o historii miasta oraz o jego zupełnie nieoczywistej stronie. Lizbona doskonale podkreślana charakter mieszkańców i w naturalny sposób jest ich odbiciem. To miasto małych knajpek, otwartych ludzi zmagające się z popularnością turystyczną, na którą nie jest przygotowane. To opowieść o życiu w zupełnie innej dynamice niż to co znamy z Polski. Brak pośpiechu, brak presji. Każdy z rozmówców prezentuje swoją wizję Lizbony jako miejsca, które stało się tym właściwym do (nawet czasowego) zamieszkania.

Obraz Lizbony jaki wyłania się z rozdziałów ma w sobie to coś, jednak wiele też brakuje. Autorki chciały wyjść poza ramy przewodnika i stworzyć bardziej intelektualny-kulturalny obraz Lizbony. W wielu miejscach znajdziemy mnóstwo odniesień do literatury, sztuki, kultury. Opowieść nabiera innego wymiary ale gdzieś gubi się istota. Nie czułam tych emocji, tego personalnego spojrzenia, którego oczekiwałam po kolejnej książce z serii. Lizbona jaka pojawia się na kartach książki jest piękna ale nie skierowana do mnie. I w pewien sposób jest clue - każdy z rozmówców podkreślał, że to miasto trzeba odkryć po swojemu, na własną rękę, a nie podążać śladami innych czy za przewodnikiem. Może w nieoczywisty sposób ta książka mówi, że muszę sama się tam udać i odkryć swoją Lizbonę bo ta na kartach książki z pewnością moją nie jest. Zachęcam!

 

p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,3 cm - 2,4 cm = 106,9 cm. 

 

niedziela, 7 kwietnia 2024

,,Black Bird Academy. Zabij mrok" Stella Tack

Tytuł oryginału: Blackbird Academy. Töte die Dunkelheit

 Czy życie może być bardziej podle? Młoda nowojorska kelnerka dochodzi do siebie po rozstaniu z długoletnim chłopakiem. Współlokatorki postanawiają ją wyrwać z marazmu i namawiają na wspólny wypad do klubu. Pomysł ten mógłby skończyć się nawet dobrze, bo w klubie Leaf wpada w oko przystojniakowi, z którym decyduje się na one night stand tylko, że ... No właśnie przystojniak jest demonem, oczekującym od niej czegoś zdecydowanie innego niż szybki numerek. Jednak nic nie idzie tak jak powinno i gdy Leaf się budzi, okazuje się, że jest w lochu i w wyniku nieudanego opętania dzieli ciało z demonem. Wtedy też poznaje zupełnie nowe oblicze świata - nie jest on taki jednowymiarowy i kryje w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest istnienie egzorcystów i ich Black Bird Akademy zlokalizowanej na jednej z nowojorskich wysp. Leaf nie jest już człowiekiem ale nie jest też demonem -  jest zagadką i czymś co nie wszystkim pasuje. Jej obecność w murach akademii wywołuje poruszenie i niechęć, jednak szkolenie się zaczęło i jej opiekunem zostaje Falco, w którym dziewczyna budzi wiele sprzecznych emocji.

Z pewnością, sama nigdy bym nie sięgnęła po książkę ,,Black Bird Academy. Zabij Mrok". Miałam, w swojej czytelniczej przeszłości, epizody z podobnymi książkami ale zdecydowanie nie jest to moja stylistyka. Traktuję je z przymrużeniem oka raczej jako odskocznię od tego co normalnie czytam oraz okazję do sprawdzenia co w piszczy w innych kręgach niż moje. Dlatego gdy dostałam tę do recenzji podeszłam do niej na luzie i bez oczekiwań. I to chyba zdecydowało o tym, że bawiłam się świetnie w trakcie lektury.

Powieść mocno oparta jest na schematach. Młoda, niewinna dziewczyna, która trafia nie tam gdzie powinna i musi zawalczyć o siebie. Mroczna, gotycka, tajemnicza akademia zarządzana przez ludzi sterujących światem. Świat, który nie jest taki jakby się wydawało i skrywa swoje drugie oblicze pełne monstrum i zła. Tajemniczy, niechętny, gburowaty bohater, skrywający swoje cieplejsze oblicze. Nie mówcie, że to wszystko nie brzmi znajomo. Jednak to wcale nie jest krytyka bo książka ma świetne tempo, świetne wyczucie postaci, całe pokłady ironicznego humoru oraz w całkiem niezły sposób buduje poczucie niepokoju i zagrożenia co sprawia, że czyta się to jednym tchem. Autorka wykorzystała wiele znanych i popularnych motywów w zaskakujący sposób tworząc coś świeżego i interesującego. Ani przez chwilę nie czuć nudy. Jest mrocznie, intensywnie, niebezpiecznie, emocjonująco i seksownie a zarazem wszystko podszyte jest ironią.

Nie umiem podejść to tej książki na poważnie ale to nie znaczy, że ją źle oceniam. Może po prostu mam więcej lat niż grupa docelowa ale i tak bawiłam się świetnie. Jak dla mnie jest to przykład dobrze napisanej literatury rozrywkowej, które garściami korzysta ze schematów popkulturalnych jednak w zupełnie nowy sposób. Szybka, pełna zwrotów akcja, bardzo dobrze wykreowane postacie i mroczne tło - czy trzeba czegoś więcej? Mimo, że nadal nie uważam się za fana motywu ,,dark academy" czy ,,romantasy" to chyba za jakiś czas sprawdzę co dalej z bohaterami bo czuję się zaintrygowana zakończeniem. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Jaguar


p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 113,1 cm - 3,8 cm = 109,3 cm. 

wtorek, 2 kwietnia 2024

,,Wodospad" Carla Neggers

Tytuł oryginału: Waterfall

 Lucy Swift to młoda wdowa po synu prominentnego i cenionego senatora. Zostawiła za sobą Waszyngton i zaczęła nowe, spokojne życie w Vermoncie. Prowadzi firmę zajmującą się organizacją wycieczek i wychowuje dwójkę dzieci. Jej życie wydaje się uporządkowane i szczęśliwe i takie jest do momentu aż ktoś postanawia zburzyć jej spokój. W otoczeniu Lucy zaczyna dochodzić do dziwnych zdarzeń a ona sama postanawia zgłosić się po pomoc do dawnego przyjaciela męża.

Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta te czasy gdy w telewizji można było znaleźć takie pseudothrillery z wątkiem romantycznym. Szczególnie kojarzą mi się z przełomem wieków. Sama pamiętam, że jako nastolatka uwielbiałam je oglądać. Udawały, że są straszne, udawały, że jest tam jakaś fabuła a wszystko miało na celu doprowadzenie do tego żeby w finałowej scenie bohaterowie wyznali sobie miłość. I dokładnie taka jest ta książka. Czuć w niej mocny klimat filmów telewizyjnych z lat 90tych, jest naiwna, przerysowana i chaotyczna. Czarni bohaterowie są albo totalnie niewidoczni i właściwie trudno zrozumieć, dlaczego wzbudzają taki strach albo przerysowani i wręcz groteskowi. A ci pozytywni? No cóż, wystarczy powiedzieć, że to macho i wszystko jasno, tylko że po fabule tego nie widać. Właściwie najwięcej charakteru mają postacie drugoplanowe dzieciaków i to dzięki nim moje skojarzenie z latami 90tymi.

,,Wodospad" to powieść naiwna i próbująca udawać thriller ale i romans. Właściwie z żadnej z tych prób niewiele wyszło. Na thriller za mało emocji i zupełnie zero napięcia,  i dokładnie to samo jest jeśli chodzi o romans. Właściwie nic z niczego nie wynika i motywacje bohaterów są zupełnie irracjonalne. Jeśli ktoś chce poczuć lekki vibe lat 90tych i przekonać się jak nie powinno się pisać książek, ewentualnie potrzebuje książki, z której i tak nic nie zostanie to polecam. Cała reszta spokojnie może omijać.