Chyba jednym z najbardziej niezwykłych i zaskakujących epizodów w historii końca II wojny światowej, jest historia Łodzi. W przeciwieństwie do Warszawy, miasto to nie zostało zniszczone w trakcie wojennej zawieruchy. Miasto kominów jak o nim się mówiło, przemysłowa stolica Polski, która właśnie w 1945 roku trafiła na swój moment i go w zaskakujący sposób wykorzystała.
Po upadku Powstania Warszawskiego, Warszawa obróciła się w proch a razem z nią wielu ludzi straciło swojej domy a instytucje miejsca działalności. Koniec wojny magicznie nie zmienił tego stanu, a życie zaczynało wracać do normy i potrzebowało swoich siedzib. Nie inaczej było z odradzającym się życiem kulturalnym. Nagle okazało się, że ta pogardzana, proletariacka Łódź jest doskonałym miejscem gdzie może znowu zacząć odradzać się kultura oraz gdzie mogą zakwaterować się wracający z wojennej tułaczki różni twórcy.
,,Pisz do mnie na Łódź" to lekko, anegdotycznie napisana opowieść o mieście i kulturze. Zaskakujące jest to, że krótki epizod bycia polską stolicą kultury dał tak wiele - miasto zyskało uniwersytet (którego nie miało nawet przed wojną), w kamienicach zamieszkali wybitni twórcy, przez chwilę miało tu siedzibę wydawnictwo ,,Czytelnik" a dyrektorem teatru był Leon Schiller. To tutaj mieszkały Pola Gojawiczyńska czy Zofia Nałkowska. To tutaj zaczął odradzać się powojenny przemysł filmowy. Trochę ponad dwa lata a ilość energii jaka została skumulowana w jednym miejscu - przeogromna.
To nie jest praca naukowa. To zbiór, który ma upamiętnić wyjątkowy czas i zaskakującą kumulację wydarzeń. Autorka w anegdotycznym stylu opowiada o czasach powojennych koncentrując się przede wszystkim na niewyobrażalnym entuzjazmie i chęci by przywrócić do życia kulturę i sztukę. Doskonale udało jej się uchwycić niecierpliwość jaka panowała, zapał, energię i pragnienie rozwoju. Bo właśnie to zdecydowało, że nie czekano aż Warszawa zostanie odbudowana by ruszyć z teatrem czy wydawnictwem ale działano tu i teraz. Dzięki temu zyskiwała Łódź, która zmieniała swój wizerunek, szlachetniała, nabierała kulturalnego sznytu oraz obok przemysłu pojawiały się nowe obszary rozwoju, które do dziś będą się z nią kojarzyć.
Lubię takie książki. Lubię patrzeć na epizody historii, które coś zmieniają, podglądać ludzi, znanych z podręczników. A tutaj najbardziej mi się podobało, że autorka uchwyciła emocje, jakie towarzyszyły zakończeniu wojny. Czuć ten pośpiech by tworzyć ale i powiem nadchodzących zmian wraz z pojawieniem się nowego ustroju. Z jednej strony radość, a obok niepokój i niepewność. Świetna opowieść, który szybko minął i dla wielu jest zupełnie zapomnianym epizodem.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Marginesy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz