poniedziałek, 21 października 2024

,,Świat sprzed #MeToo" Agnès Grossmann

Tytuł oryginału: Le Monde avant #MeToo

 Gdzieś mignęła mi ta książka na relacjach na Instagramie i od razu rozbudziła moją ciekawość. Znalazłam ją na Legimi (przynajmniej 15.10.2024 była) i stwierdziłam, że muszę ją przeczytać. Przyznam, że temat zaskakujący, gorący, szokujący i wręcz proszący się o wyczerpującą analizę. Książka obiecuje spojrzenie na kinematografię z współczesnej, feministycznej perspektywy i pokazanie tych scen, które najlepiej ilustrują sposób w jaki traktowano kobiety i rolę do jakiej je sprowadzano.

No cóż, nie trzeba być znawcą kina czy wybitnym kulturoznawcą, żeby zauważyć przedmiotowy sposób obchodzenia się z kobietami. Często są tylko tłem, obiektem seksualnym (jak na przykład w serii o Jamsie Bondzie), ładnym dodatkiem czy sprowadza się je do roli służebnej. To wszystko wiemy i to wcale nie szokuje. Dostrzegliśmy to i zmieniamy.

I dlatego trochę nie rozumiem idei całej książki. Czuć wyraźnie, że jest pisana na gorąco tuż po wybuchu afery z Harveyem Weinsteinem i na początku ruchu #meToo. Znajdziemy sporo odniesień do tych wydarzeń i to one są motorem napędowym. Czuć emocje z tym związane i na szybko gromadzone przykłady. I chyba pośpiech pisania i chęć wydanie książki gdy jeszcze temat jest gorący i na językach wszystkich zabił cały temat. Bo w tej książce właściwie nic nie ma oprócz zlepku przykładów bez głębszego kontekstu czy refleksji. To mogłaby być prezentacja, bo na pewno nie zebrano materiału na całą książkę. Kilka filmów (westerny z Johnem Waynem, seria o markizie Angelice czy Bondy), parę reklam z różnych lat i jedno odniesienie do baśni o Czerwonym Kapturku. Tyle plus kilka zdań komentarza to zdecydowanie za mało. Szkoda, bo temat z pewnością jest ciekawy i odpowiednio potraktowany może szokować, otwierać oczy i zmuszać do refleksji. Tutaj widać tylko pośpiech i kucie żelaza na gorąco co niczemu nie służy. Szczególnie, że całość można spokojnie przekartkować i już poznaje się treść, bo AŻ tyle jej jest.

sobota, 19 października 2024

,,Spuścizna" Nora Roberts

Tytuł oryginału: Inheritance

 Przyznam, że po książki Nory Roberts sięgam w ciemno. Mam swoje ulubione trylogie takie jak Kwartet weselny czy cykl o braciach Quinn. Więc chyba oczywistym jest, że gdy tylko dowiedziałam się, że pojawia się nowa trylogia i to jeszcze mieszcząca w sobie elementy powieści gotyckiej wiedziałam, że MUSZĘ ją przeczytać. Jednak ,,Spuścizna" to zaledwie cień tego co znam z innych powieści autorki.

Na Sonyę ostatnio wiele się zwaliło: zdrada narzeczonego, utrata pracy a na koniec dowiaduje się, że wuj, o którego istnieniu nie wiedziała, zostawił jej w spadku ogromną wiktoriańską posiadłość na wybrzeżu Maine. Jako, że w Bostonie nic już jej nie trzyma, postanawia przyjąć spadek i zamieszkać w domu po przodkach. Jakież jest jej zaskoczenie, gdy na progu wita ją przystojny prawnik Trey, który z pełną powagą informuje ją, że dom jest nawiedzony a nad jej rodziną ciąży klątwa: w każdym pokoleniu umiera jedna panna młoda. Młoda kobieta nic sobie z tego nie robi, jednak wkrótce okazuje się, że nie jest sama pomiędzy wiekowymi murami.

,,Spuścizna" jest przede wszystkim nudna i przegadana. Główny motyw byłyby ciekawy i nawet rozbudza emocje ale zostaje całkowicie przytłoczony przez miliony bzdur. Każde wydarzenie jest powtarzane i analizowane po kilka razy, dodatkowo zasypiamy czytając o kolejnym projekcie zawodowym bohaterki, właściwie każdy szczegół jej zwyczajnego życia urasta do rangi wydarzenia co tylko sprawia, że klątwa, tajemnicze zdarzenia, gotycka aura schodzą na bardzo daleki plan. To nawet nie jest romans, bo tego tu jak na lekarstwo. Popatrzyli na siebie i chwilę później mają dorosły związek. Jakby faza zauroczenia, iskrzących emocji, niepewności, romantyzmu w ogóle nie istniała. Ta powieść jest też bardzo wtórna. Podobne motywy już widziałam w innych trylogiach Roberts, żeby tylko przywołać ,,Znak siedmiu".

Jedynym plusem tej historii jest klimat. Bo co jak co, ale Roberts umie budować klimat swojskości, ciepła, zwyczajności, taki otulający i kojący. I trochę miałam wrażenie, że widać już, że Roberts nie pisze dla kobiet w wieku 25-40 lat, tylko raczej swoich równolatek czyli dojrzałych pań. Bo nawet jeśli bohaterowie są około  30tki to brak im energii, pazura, ognia. Zachowują się zdecydowanie ostrożniej, są bardziej przesyceni dziwną mistyką i ezoteryką. Roberts ma wypracowany solidny warsztat pisarski jednak brak już w nim świeżości. I dokładnie taka jest ,,Spuścizna". Bardzo poprawna a przy tym nudna. Idealnie nada się na lekturę przed snem. Ja po rozdziale zasypiałam bez problemu.

środa, 16 października 2024

,,Dobranoc, Tokio" Atsuhiro Yoshida

Tytuł oryginału: Oyasumi, Tokyo

 ,,Była już pierwsza w nocy.
O której chodzisz spać, o której wstajesz? Gdzie zaczyna się dzień, a gdzie kończy
?"

Miastem, które kojarzy się z tym, że nigdy nie zasypia, z całą pewnością jest Nowy Jork. Jednak okazuje się, że po przeciwnej stronie świata jest Tokio, gdzie również życie toczy się nocą. Życie pozornie bardzo zwyczajne. Ktoś wychodzi do pracy, ktoś wsiada do taksówki, ktoś otwiera dopiero sklep, ktoś idzie do nocnego kina, a ktoś inny siada przy biurku i podnosi słuchawkę telefonu. Zwyczajność. Jednak to tylko pozory bo życie toczące się nocą nabiera zupełnie innego wymiaru. Rozmywają się kontury, zacierają granice, nieprawdopodobne staje się możliwe, a sen miesza się z jawą.

I właśnie wewnątrz tego świata funkcjonują bohaterowie. Pozornie wydaje się, że jest to zbiór opowiadań, którzy koncentruje się na grupie obcych sobie osób. Ich jedynym wspólnym czynnikiem jest to wyszli z mieszkań i zanurzyli się w noc. Jednak szybko okazuje się, że są ze sobą powiązani i wspólnie tworzą niezwykłą sieć. Wzajemne współzależności otwierają im drzwi do czegoś nowego, pozwalają inaczej spojrzeć na samych siebie, odkrywają złożoność emocji, pomagają rozprawić się z przeszłością.

,,Dobranoc, Tokio" to powieść magiczna, oniryczna, przepełniona spokojem ale także opowiadająca dużo o ludziach i ich wyborach, ich zależnościach. Nocne tło nie jest czymś strasznym, jest ciepłe, przyjemne, otulające. Stanowi przeciwwagę do zagonionego dnia. To właśnie noc pozwala widzieć wyraźniej i nadaje znaczenie, temu co w dziennym świetle jest ignorowane. To też piękna, wzruszająca opowieść o odnajdywaniu się - zarówno tej drugiej połówki jak i siebie samego. Nocne Tokio to miejsce, które można pokochać, gdzie każdy znajdzie swoje miejsce.

,,Dobranoc, Tokio" z pewnością wpisuje się w nurt azjatyckich ,,cozy books". Jest historią nienachalnie mądrą, ciepłą i otulającą. Wnosi spokój, delikatność a przy tym relaksuje. Jest też zaskakująca i nieoczywista czyli ma dokładnie to wszystko to, co sprawia, że można w niej bez reszty zatonąć. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu KIRIN!

 

czwartek, 10 października 2024

,,Wszyscy zakochani nocą" Mieko Kawakami

Tytuł oryginału:  すべて真夜中の恋人たち

 W tym roku całkiem sporo czytam książek azjatyckich i za każdym razem zaskakuje mnie jak nie wiele trzeba by przekazać emocje. Nie potrzebne są wielkie czyny, spektakularne rozdrapywanie ran czy skomplikowane słowa. Wystarczy cisza, minimalizm, skupienie i wtedy wszystko widać jak na dłoni,. ,,Wszyscy zakochani nocą" to właśnie taka opowieść.

Fuyuko jest korektorką. Kiedyś pracowała w wydawnictwie ale od kilka lat temu, za namową przebojowej Hijiri, przeszła na freelancerstwo. To sprawia, że nie prawie nie wychodzi z mieszkania oraz unika kontaktu z ludźmi. Przypadek stawia na jej drodze mężczyznę. Rozpoczyna się ich nietypowa relacja, która jest mieszaniną milczenia oraz rozmów o świetle i muzyce klasycznej.

Można by powiedzieć, że jest to powieść bardzo statyczna. Kilka zdań i mamy całe streszczenie. Pozornie nic się nie dzieje. Jest tylko trójka osób uwikłana w skomplikowaną, nie do końca wypowiedzianą sieć zależności. W centrum znajduje się introwertyczna, wycofana Fuyuko, która sama siebie uwięziła w wewnątrz. Została oszukana przez wszystkich już na samym początku swojej drogi życiowej a potem tylko poddała się nurtowi. Ona nie żyje, ona egzystuje gdzieś pomiędzy, sprowadzona do roli użytecznego narzędzia. Jej historia tylko z wierzchu jest spokojna i monotonna - pod powierzchnią kipi od uczuć i emocji, które szukają ujścia. Bije z niej straszliwa samotność, poszukiwanie kontaktu z drugim człowiekiem wymieszane z strachem, nie tyle przed odrzuceniem, co strachem wyjściem i pokazaniem się, strachem przed światem.

,,Wszyscy zakochani nocą" to piękna ale i bolesna proza. Precyzyjnie i dosadnie punktuje współczesny świat i rozpad więzi międzyludzkich. To także społeczna diagnoza japońskiego społeczeństwa, gdzie kobieta bez mężczyzny nie istnieje, jest pusta, zastygła w nicości, czekająca na zmiany, które nie nadchodzą. Pięknie ale i gorzko opisuje najmroczniejsze emocje, wyciąga na wierzch lęki oraz niewypowiedziane traumy, poraża kontrastem. Burzy przyjęte wyobrażenie o domu, bo mieszkanie nie jest przytulną otulającą przestrzenią, jest więzieniem, sztywną klatką, która oddziela od świata i więzi wewnątrz strachu oraz własnych traum. Chłód i spokój narracji są tylko pozorne, ona kipi, ona rezonuje, ją się czuje i dlatego nie da się przejść obojętnie. Jest porażająca w swoim minimalizmie. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MOVA!

 

poniedziałek, 7 października 2024

,,Kolor magii" Terry Pratchett

Tytuł oryginału: The Colour Of Magic

 ,,Kolor magii" to pierwszy tom kultowej serii fantasy Terry'ego Pratchetta rozgrywającej się w Świecie Dysku. Wcześniej czytałam tylko ,,Straż! Straż!" i bawiłam się świetnie. Czytałam opinie, że ,,Kolor magii" jest jednym ze słabszych tomów i raczej może bardziej zniechęcić do kontynuowania niż zachęcić. Ja zaryzykowałam i ... było różnie.

Cały tomik to właściwie kilka opowiadań, które łączą bohaterowie: nieudany mag Rincewind oraz turysta z innego świata Dwukwiat. Rincewind dostaje zadanie czuwania nad turystą w trakcie jego odwiedzić w Świecie Dysku i jak mu to idzie można zobaczyć w kolejnych opowiadaniach. Powiem tylko nie ma nudy, jest absurdalnie, chaotycznie, śmiesznie, wszystko co nieprawdopodobne na pewno się zdarzy a bohaterowie wędrują od jednej wpadki do kolejnej. Oprócz tego czuć specyficzny humor, który jest satyrycznym i ironicznym rozprawieniem się z współczesnością.

Jednak to wcale nie oznacza, że całość jest jednorodna i taka sama od początku do końca. Najlepiej czytało mi się pierwsze (najdłuższe) opowiadanie. Pochłonęłam go na raz i śmiałam się jak norka. Absurd, szaleństwo, czarny humor i cudowna ironia. Fakt, na początku można czuć się zagubionym bo Pratchett nie wprowadza powoli czytelnika w swój szalony świat. On go wrzuca na główkę i radź sobie. Co tylko dodaje klimatu. Jednak po świetnym pierwszym opowiadaniu nadchodzą kolejne przy których już można poczuć znużenie i zniechęcenie. Nadal jest śmiesznie, nadal rządzi przypadek ale brakuje czegoś co by to równoważyło. Ja czułam się już mocno przytłoczona i trochę na siłę skończyłam, z nadzieją, że coś mnie tam jeszcze zainteresuje.

Mimo słabości tego tomiku warto go przeczytać, żeby poznać tę historię i zobaczyć punkt wyjścia dla całego universum. I mimo, że książka jest króciutka to może lepiej czytać ją na raty a nie próbować przeczytać na raz bo tylko zmęczy i przytłoczy.  Ja jednak będą ją dobrze wspominać dzięki początkowi, na którym bawiłam się rewelacyjnie. I dlatego polecam!

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 1,0 cm - 1,3 cm = 0,0 cm

piątek, 4 października 2024

,,Magiczny świat Słowian" Kamil Gołdowski


 W ostatnich latach możemy zaobserwować zwrot zainteresowania tematami związanymi z mitologią słowiańską. Popularnością cieszą się wznowienia klasycznych prac Bohdana Baranowskiego czy Leonarda Pełki jak i literatura inspirowana tymi tematami. Sama chętnie sięgam po te książki bo jestem ciekawa. Dlatego chyba nie dziwi fakt, że bez wahania sięgnęłam po ,,Magiczny świat Słowian" licząc na trochę świeższe spojrzenie niż to które znałam z prac wcześniej wspomnianych badaczy.

,,Magiczny świat Słowian" to nie do końca to co sugeruje tytuł. Ja liczyłam trochę na słowiańską mitologię natomiast dostałam pracę, która łączy w sobie wiele różnych tematów, i wcale nie odnosi się tylko do okresu przedchrześcijańskiego. Właściwie autor zaczyna od zderzenia świata Słowian z religią chrześcijańską. Jego opowieść to cały czas konfrontacja dwóch światów, które cały czas się przenikają i uzupełniają. Moment zaprowadzenia chrześcijaństwa paradoksalnie najwięcej mówi o kulturze, która była już obecna na ziemiach polskich. Wtedy też pojawiali się na tych terenach kupcy, podróżnicy, zakonnicy, który dokumentując równocześnie ,,pogaństwo".

Ale praca Gołdowskiego to nie tylko historia. To przede wszystkim fascynująca opowieść o zwyczajach i tradycjach. I wcale nie o tych dawnych ale także tych obecnie kultywowanych będących łącznością z przodkami. Zaskakująca jest geneza wielu zwyczajów, ale także zaskakujące jest spojrzenie na rok i jego przebieg z zupełnie innej perspektywy. To nie mitologia, chociaż odniesienia do wierzeń także znajdziemy, ale głębokie spojrzenie na codzienność i rytuały. To wędrówka przez uśpiony, niewidoczny ale cały czas obecny świat. Świat, który przetrwał mimo skrupulatnych prób wyrugowania i zniszczenia.

,,Magiczny świat Słowian" to zaskakująca praca, która opowiada o znanej rzeczywistości ale robi z nowej perspektywy. To nie jest kopia klasycznych prac antropologicznych ani przypadkowa zbieranina ciekawostek. To wnikliwe spojrzenie na słowiańską, magiczną rzeczywistość. Słowo ,,magia" może nie odnosi się do czarów czy zaklęć - bardziej jest to odpowiedź na to jak Słowianie patrzyli na świat i jak się z nim identyfikowali, co dla nich oznaczały kolejne pory roku, i jak sami siebie umiejscawiali w czasie. Pokazany jest obraz rzeczywistości pełnej znaczeń i rytuałów. Czytałam to z ogromnym zaciekawieniem nawet jeśli początkowo byłam zaskoczona formą i obranym zakresem tematycznym. Z pewnością nie znajdziemy tu wszystkich odpowiedzi ani pełnej analizy dawnych Słowian ale jest idealnym wstępem i punktem wyjścia do dalszych poszukiwań. Polecam!

 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu RM!

 

 

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 2,5 cm - 1,5 cm = 1,0 cm

 

wtorek, 1 października 2024

,,Śmiertelnie ciche miasto" Murong Xuecun

Tytuł oryginału: Deadly Quiet City: True Stories from Wuhan

 Pamiętacie marzec 2020 roku? Moment gdy cały nasz świat został wywrócony do góry nogami? Moment gdy cały świat nagle doświadczył lockdownu i nagle okazało się, że wszystko da się zrobić zdalnie? Z perspektywy dzisiaj (jesieni 2024) wydaje się to już nieprawdopodobne. Jednak się wydarzyło i to przeżyliśmy. Jednak zanim Europa i cały świat zostały objęte globalną kwarantanną, pierwszy akt dramatu rozegrał się w Wuhan, w Chinach. I właśnie o tym opowiada zbiór reportaży ,,Śmiertelnie ciche miasto".

Reportaż koncentruje się na samym początku pandemii czyli przełomie 2019 i 2020 roku. To właśnie wtedy w Wuhan zostają zaobserwowane nasilone przypadki ostrego zapalenia płuc, które nie pasowało do typowych objawów. ,,Śmiertelnie ciche miasto" to zapis osobistych historii kilku osób, które jako pierwsze zderzyły się z pandemią i doświadczyły pierwszego, najważniejszego chińskiego lockdownu. Lekarz, sprzątaczka w szpitalu, nielegalny przewoźnik, działaczka społeczna, kilku przedstawicieli chińskiej klasy średniej. Każda z tych osób inaczej przeżyła początek pandemii i każda to inny element dramatu, który całościowo buduje obraz niewydolności, niekompetencji chińskich rządów oraz prezentuje ogrom chaosu, zafałszowania, biurokracji, która finalnie przekłada się na cierpienie najsłabszych jednostek systemu.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że w Europie panował wtedy chaos i dezinformacja, jednak to nic w porównaniu z tym co działo się w Wuhan. Przeciążenie systemu szpitalnego zestawiony z rygorystycznym, totalitarnym systemem pokazuje świat, w którym najsłabsze jednostki nie mają żadnych szans. Są wystawieni na straty, usunięci z rejestru po to tylko by system, partia, państwo mogło obwieścić sukces i zwycięstwo nad śmiercionośnym wirusem.

Historie przytoczone w reportażu są bardzo osobiste jednak więcej mówią o Chinach niż o danych jednostkach. Są tylko przykładami, pewnie jednymi z tysięcy podobnych, jednak widać przez nie szaleństwo i strach, które ogarnęło cały świat. Widać ogrom braku wiedzy, strachu, paraliżu społecznego ale także przebijają się elementy chińskiej mentalności, która tylko potęgowała tragedię. Z pewnością jest to ważny zapis, który pokazuje genezę wszystkiego co wydarzyło się na całym świecie wiosną 2020. Pomaga zrozumieć, dlaczego cały świat zareagował tak a nie inaczej. Stanowią genezę i punkt wyjścia i dlatego warto się z nimi zapoznać a przy okazji są cennym źródłem wiedzy pokazującej Państwo Środka od wewnątrz i obnażającymi wszystko to co chciano ukryć przed opinią publiczną. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2024 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 4,6 cm - 2,1 cm = 2,5 cm