środa, 1 stycznia 2020

,,Jak oni pracują 2" Agata Napiórkowska

Przyznam, że chyba jestem jedną z może nielicznych osób, którą twórca nie interesuje. Cenię jego trud, kupuję książki, płyty, bilety na koncert, ba staram się nawet wytrzymać reklamy na profilach po to by w ten sposób twórcy mogli zarabiać. Jednak niewielki procent uwagi poświęcam procesowi powstawania książek, płyt, obrazów. Nigdy nie zastanawiałam się skąd tak właściwie bierze się pomysł, jak przebiega proces twórczy, co stanowi jego otoczkę, jak wygląda całe zaplecze. Poprzez zbiór wywiadów ,,Jak oni pracują 2" miałam możliwość zajrzeć za przysłowiową kurtynę i zobaczyć szerszy obraz oraz zrozumieć, że za gotowym produktem stoi bardzo wiele działań, zachowań, rzeczy małych i wielkich.

Agata Napiórkowska wybrała do swojego zbioru całe spectrum twórców i artystów z różnych dziedzin sztuki. To nie tylko pisarze, felietoniści ale także malarze, graficy, rękodzielnicy, tłumacze, muzycy. Łączy ich to, że wykonują wolny zawód, którym samodzielnie (do pewnego stopnia) zarządzać. Wielu w wywiadach pokazuje zupełnie inne oblicze bycia freelancerem od tego, które pokutuje w społeczeństwie. Bycie panem/panią swojego czasu to zadanie trudne, czasem wręcz karkołomne, radykalnie wchodzące w przestrzeń życia prywatnego, zmuszające samodzielnej organizacji czasu i zarządzania finansami. Przyznam, że dla mnie - osoby pracującej na etacie - czasem wręcz niemożliwe do wyobrażenia. Ja lubię pewną stabilność i poczucie bezpieczeństwa dlatego z zainteresowaniem czytałam o zupełnie innych postawach, które często cechują się niepewnością ale i mają w sobie sporo spontaniczności, zmuszają do kreatywności, czy wyjścia poza własne bariery i narzucone ograniczenia.

Ważną częścią każdej rozmowy jest spojrzenie na sprawy finansowe. Temat ważny aby uświadomić innym, że artysta to nie dobry duch, który dzieli się tym co stworzy altruistycznie z innymi. On dzieli się ale także chce być godziwie wynagradzany a w polskich realiach często jest to kwestią sporną. Nie każdemu twórcy od razu miliony spadają na głowę a każdy musi żyć i często utrzymać rodzinę. U niektórych widać nadal, że poczucie misji i wrażliwość artystyczna wygrywają ale są i tacy, którzy próbują w tym wszystkim znaleźć złoty środek tak aby pogodzić własne przekonania z działaniami czysto komercyjnymi.

Przyznam się, że nie spodziewałam się, że ten zbiór wywiadów tak mnie przykuje. Czytałam powoli, długo bo wiele rozmów wywarło na mnie spory wpływ. W niektórych rozmowach znalazłam swoje odbicie, niektóre otworzyły mi oczy na pewne sprawy, niektóre zainspirowały. Ale przede wszystkim dobitnie uświadomiły (tak wiem to truizm) że książka, płyta nie powstaje w takim tempie jak jak odbieram. W procesie twórczym trzeba wysiłku, często kompromisów, czasem wyrzeczeń i poświęceń. I za to trzeba twórców doceniać i cenić bo zmieniają nasze spojrzenie na świat, upiększają go albo przynajmniej sprawiają, że żyje nam się lepiej.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 26,3 cm - 3,2 cm = 23,1 cm.,

,,Mara" Małgorzata i Michał Kuźmińscy


Długo przyszło mi czekać na kolejny tom etnokryminałów małżeństwa Kuźmińskich. Ponad dwa lata to szmat czasu ale teraz po skończeniu ,,Mary" jestem pewna, że warto było. Kuźmińscy po raz kolejny udowodnili starą prawdę, że na to co dobre trzeba poczekać.

Autorzy kolejny raz na warsztat biorą trudne tematy związane z trudną, skomplikowaną historią Małopolski. Tym razem ich celem staje się Dąbrowa Tarnowska i jej żydowskie oblicze.

O ile we wcześniejszych tomach to Anka Serafin była wyraźnie na pierwszym planie, to teraz zdecydowanie aktywniejszy i ważniejszy jest Sebastian Strzygoń. To na podwórku byłego domu jego dziadków zostaje znaleziony szkielet. Początkowa sensacja szybko się rozwiewa gdy okazuje się, że szkielet jest stary, a sprawa szybko zostaje umorzona przez prokuraturę. Bastianowi zagadka nie daje spokoju, zaczyna wraz z pomocą Anki prywatne śledztwo, które odsłania inne, trudniejsze, bardziej skomplikowane oblicze spokojnej Dąbrowy. Przywołuje dawne demony. Gdy w niewielkim odstępie czasu dochodzi do zabójstwa a na dawnej synagodze pojawiają się dziwne zapisy, Strzygoń zaczyna podejrzewać, że wszystkie te sprawy są powiązane i komuś bardzo mocno zależy aby prawda nie została odkryta.

,,Mara" to kolejny etnokryminał, który pochłania, zachwyca i zmusza do myślenia, odsłaniając niewygodne historie i burząc zmowy milczenia. Tym razem tym o czym chciałoby się zapomnieć są Żydzi jako sąsiedzi, współmieszkańcy miast, miasteczek, wiosek. Kiedyś byli, potem przyszedł Hitler i znikli. A razem z ich zniknięciem zapanowała cisza. Nikt nie zadawał pytań, nikt nie wspominał, nikt nie mówił. Jakby ich nie było. Powieść próbuje zburzyć ten mur. To nie tylko świetnie zbudowana powieść kryminalna, ale to także głos zza światów przypominający o tym co było, a co nawet wyparte oddziałuje na współczesnych. ,,Mara" to powieść o odkrywaniu własnych korzeni, próbie poradzenia sobie z przeszłością.

Dla mnie etnokryminały Kuźmińskich to pewniak. Wyróżniają się świetnie budowanym tłem historyczno-antropologiczno-społecznym, bardzo wyrazistymi, skomplikowany bohaterami oraz akcją, która wciąga i zapada w pamięć. Ale także pomagają zrozumieć skomplikowane relacje małomiasteczkowe - odsłaniają ich drugie dno. Są tak prawdziwie realistyczne, że ma się wrażenie, że rozgrywają się gdzieś obok, tu i teraz. I to jest w tym najlepsze!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 29,1 cm - 2,8 cm = 26,3 cm.,

wtorek, 3 grudnia 2019

,,Kult" Łukasz Orbitowski


Był przełom XX i XXI wieku, miałam kilkanaście lat i z tego okresu pamiętam serię artykułów w czasopismach, nawet tych kolorowych, skierowanych głównie do kobiet, poświęconych Kazimierzowi Domańskiemu i wydarzeniom jakie rozgrywały się od początku lat 80-tych w Oławie. Byłam wtedy nastolatką, niespecjalnie wnikającą w szczegóły ale kwestia objawień i rozdźwięk pomiędzy Domańskim a Kościołem katolickim na wiele lat utkwiła mi w pamięci. Teraz, wiele lat później sięgnęłam po powieść Łukasza Orbitowskiego ,,Kult" luźno nawiązującą do wydarzeń jakie rozegrały się w Oławie.

,,Kult" ma formę spowiedzi. Rolę narratora przejmuje brat fikcyjnego Hanryka Hausnera, który twierdzi, że na działkach objawia mu się Matka Boska. Zbyszek Hausner jest fryzjerem, w starodawnym tego słowa znaczeniu. Uprawia fach, pozwalający na ciągłą obecność z i pomiędzy ludźmi. Dzięki temu może z bliska, wręcz namacalnie obserwować to co jego brat wywołał w tysiącach ludzi. Zbyszek, chociaż najbliżej wydarzeń, pozostaje sceptyczny ale dzięki temu jego opowieść jest bardziej rzeczowa, konkretna, momentami trochę cyniczna. Jego ciągłą troska o brata, pośrednie zaangażowanie w jego działalność,nie przysłania obrazu, z którego wyłania się obraz smutnych, szarych lat osiemdziesiątych, w które nagle wkracza coś innego, niezwykłego, coś co burzy schematy, wykracza poza ramy i daje ludziom coś ponad rządowe normy, partyjną propagandę - daje nadzieję.

,,Kult" to przede wszystkim portret ludzi. Orbitowski kontrastuje swoich bohaterów. Naprzeciw wierzącego, natchnionego Henryka stają niedowierzający brat Zbyszek, próbujący jak najwięcej ugrać pan Bolo,  podporządkowany i słaby ksiądz Romek, partyjniak Waldek, ubek Longin. Różne postawy, różne ścieżki ale pokazują wiele uniwersalnych prawd. Same objawienia schodzą na drugi plan przesłonięte przez zupełnie ludzkie zachowania. Czasem heroiczne i natchnione ale głównie małostkowe, skupione na sobie, podporządkowane egoistycznym celom. Ale to także opowieść o szarych, smutnych czasach, które zostały zakłócone przez nagły wybuch religijności burzący świat jaki chciała zbudować partia rządząca.

Orbitowski nie próbuje udowadniać tezy czy objawienia były prawdziwe czy nie. Pokazuje całe spektrum ludzkich zachowań, motywów. Osłania wnętrze człowieka, wybebesza emocje i zmusza do zastanowienia, co jest ważne, ile siły i determinacji tkwi w ludziach ale i jak łatwo ich porwać i pociągnąć za sobą. Siłą jego powieści jest właśnie człowiek i dzięki temu ta powieść staje się tak uniwersalna w swej wymowie.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 32,4 cm - 3,3 cm = 29,1 cm.,

piątek, 22 listopada 2019

,,Skandal z Modiglianim" Ken Follett

 Tytuł oryginału: The Modigliani Scandal

Ken Follett, którego znam ma dwa oblicza: albo pisze monumentalne powieści historyczne, które mnie trochę przerażają i do których nadal się zbieram albo świetne, dynamiczne powieści sensacyjno-przygodowe, z wątkami szpiegowskimi. Z zasady ,,Skandal z Modiglianim" ma wpisywać się w ten drugi schemat. Ma to być powieść sensacyjna, której tłem jest sztuka a przede wszystkim artystyczny i marszandowski światek. Autor chciał trochę obśmiać hipokryzję jaka rządzi tym środowiskiem i pokazać, że horrendalne ceny są tylko skutkiem pychy, snobizmu i megalomanii. Temu celowi miała posłużyć opowieść spleciona z kilku wątków, które krzyżują się wokół zaginionego i nieznanego wcześniej obrazu Modiglianiego.

Powieść Folleta to w zamiarze książka trochę prześmiewcza, trochę łamiąca schematy, trochę naginająca ustalone reguły gatunku. Łączy w sobie wiele wątków, porusza wiele tematów i chociaż znajdują one swoje (prawie) logiczne uzasadnienie w finale to trudno nie mieć wrażenia, że to chaotyczna mieszanina wszystkiego. Są i zdrady, i pościgi, napady, oszustwa. Na tak krótką powieść ilość przewijających się postaci jest zastraszająca. Wszystko to budzi tylko w czytelniku poczucie zagubienia i bezsensu. Przypomina to głupie skecze komediowe, w których ktoś chodzi, potyka się, przewraca, wstaje ale totalnie nie wiadomo dlaczego i po co. Jedyny wniosek jaki można wyciągnąć to, taki, że świat ,,wielkiej" sztuki jest bezsensowny i stworzony tylko po to by zarabiali na nim handlarze a nie artyści.

,,Skandal z Modiglianim" mnie rozczarował. Oczekiwałam przygody, napięcia, zaskoczenia, zagadek. A tutaj nic takiego nie ma. Cały suspens powieści rozwiązuje się całkowicie poza czytelnikiem a zamiast tego na pierwszy plan wysuwa się niepotrzebny i całkowicie oderwany od głównego pomysłu wątek. Jedyny plus, że szybko się to czyta i jest stosunkowo krótkie bo w przeciwnym przypadku byłaby to absolutna strata czasu.

sobota, 16 listopada 2019

,,Rytuały wody" Eva García Sáenz de Urturi

 Tytuł oryginału: Los ritos del agua

Są powroty i kontynuacje, na które czeka się z niecierpliwością. Jednym z takich powrotów była dla mnie kontynuacja ,,Ciszy Białego Miasta", która zachwyciła mnie na początku tego roku. ,,Rytuały Wody" to druga cześć trylogii kryminalnej rozgrywającej się w Vitorii, w kraju Basków.

Kraken dochodzi do siebie po dramatycznym starciu z mordercą do jakiego doszło w finale pierwszej części. Stracił głos, jest odsunięty od pracy w policji a dodatkowo jego życie osobiste dosyć mocno się skomplikowało - ukochana Alba informuje go o ciąży, nie wie jednak, kto jest ojcem dziecka: on czy jej były mąż. Marazm w jaki wpadł Unai burzy wiadomość o dziwnym morderstwie. W górach zostaje odkryte powieszone ciało ciężarnej kobiety. Ofiara okazuje się być dawną znajomą Unaia. Śledztwo, które się rozpocznie sugeruje, że ofiar może być więcej oraz w jakiś sposób wszystko będzie łączyć się z przeszłością i życiem osobistym Krakena.

,,Rytuały wody" mają swój klimat, który idealnie wpasował się w moje oczekiwania. Uwielbiam gdy sprawa nie toczy się tylko tu i teraz ale sięga głębiej i odkrywa znacznie więcej. A dokładnie tak jest w tym przypadku. To sprawa, która łączy w sobie mnóstwo kulturalnych i historycznych odniesień, odsłaniając nowe oblicze kraju Basków ale przede wszystkim głęboko sięga w życie bohaterów. Unai i jego przyjaciele zostają pokazani od zupełnie nowej strony. To co się wydarzyło pogłębia ich portret psychologiczny, pokazuje ich motywy oraz dużo mówi o ich emocjach, wartościach, celach. Te wszystkie elementy jeszcze wyraźniej podkreśla nieuchwytne zagrożenie jakie wkrada się w sam środek ustalonych relacji. Zaczynają się podejrzenia, wychodzą na jaw sekrety i zmienia się cała dynamika. Ma się wrażenie, że zabójca jest gdzieś obok, trzeba tylko połączyć wątki, których jest tak wiele, że zadanie wydaje się wręcz karkołomne.

,,Rytuały wody" to także powieść, która porusza dosyć mocno temat rodziny i rodzicielstwa. Poza swoją warstwą czysto kryminalną, zwraca uwagę na drobne szczegóły, pozwalające odróżnić dobrą rodzinę od tej ze skłonnościami do patologii. Jest swoistą przestrogą i ostrzeżeniem.

Drugi tom nie ustępuje w niczym ,,Ciszy Białego Miasta". Nadal mamy to co najlepsze klimat, akcję, zagadkę oraz wyrazistych, nieszablonowych bohaterów. Teraz pozostaje tylko czekać na finalny, trzeci tom wieńczący trylogię. Ja już nie mogę się doczekać.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MUZA!
 
p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 35,9 cm - 3,5 cm = 32,4 cm.
 

wtorek, 5 listopada 2019

,,Szczelina" Jozef Karika

 Tytuł oryginału: Trhlina

Do pisarza Jozefa Kariki zgłasza się młody mężczyzna Igor M. Chłopak skończył niedawno studia ale problemy ze znalezieniem stałej pracy w wyuczonym zawodzie zmuszają go podjęcia zajęcia jako pomoc na budowie. Jednym z zadań jakiego się podjął było uprzątnięcie starej willi, która niegdyś była szpitalem psychiatrycznym. Tam jego ciekawość budzi sejm, w którym znajduje akta Waltera Fischera. Człowiek ten pod koniec lat 30-tych XX wieku zaginął na ponad trzy miesiące w paśmie gór Trybeczu. Chłopak zaintrygowany przesłuchaniem Fischera zaczyna własne śledztwo internetowe i odkrywa, że do podobnych zdarzeń dochodziło już wcześniej. Nie wie jednak, że już wkrótce on sam wraz ze znajomymi da się wplątać w coś znacznie większego i mroczniejszego.

Nie należę do osób, które się boją gdy czytają. Tak czasem pojawia się dreszczyk emocji, czasem czuje narastające napięcie, czasem się przestraszę ale się nie boję. Grozę i strach budzi we mnie to gdzie nie umiem znaleźć racjonalnej i logicznej granicy między tym co jest na kartach powieści a tym co znam i odnajduje w rzeczywistości mnie otaczającej. Jozef Karika zdaje się o tym doskonale wiedzieć bo w swoje powieści doskonale zaciera granicę między fikcją a realnym światem. Sięga po prawdziwe, udokumentowane wydarzenia, które bardzo łatwo znaleźć i zweryfikować i na ich podstawie buduje nową, groźną, przerażającą rzeczywistość. Łamie granicę między tym co jest doskonale znane a tym, czego sobie nie uświadamiamy. To już nie jest zwykłe, bezpieczne otoczenie, to nie jest środowisko, które zapewnia nam relaks i odpoczynek - teraz nabiera nowego, niebezpiecznego wydźwięku i staje się zagrożeniem. Budzi niepokojące pytania, tworzy dyskomfort, budzi i strach i niepewność, burzy ustalony ład.

,,Szczelina" przeraża bo nie jest łatwo i bez wahania powiedzieć, że jest to tylko fikcja literacka. Tak, racjonalnie, wiemy że wyobraźnia autora zadziałała. Użył doskonałych środków stylistycznych i literackich oraz dzięki zastosowanej formie zbudował bardzo realistyczny przekaz. Pseudo reporterska narracja sprawdza się wręcz po mistrzowsku. Ale to tylko powieść. A potem pojawiają się myśli, że są realnie odnotowane przypadki, że są wiarygodni świadkowie, że przecież świat nadal skrywa wiele tajemnic... I to rozmycie granic budzi strach i najbardziej przeraża. Bo może naprawdę cisza ma oczy?

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 38,6 cm - 2,7 cm = 35,9 cm.

niedziela, 3 listopada 2019

,,Laponia. Wszystkie imiona śniegu" Marta i Adam Biernat


Oczywiście, że pierwszym skojarzeniem, z pojęciem ,,Laponia" jest Święty Mikołaj i jego renifery. Wiem, to bardzo stereotypowe i zupełnie nieprawdziwe wyobrażenie. Bo chociaż Mikołaj zamieszkał w Laponii to zrobił to w latach 70-tych XX wieku jako wyrób marketingowy ale przynajmniej renifery były tam od zawsze. Laponia to nie maleńki kawałek Finlandii, Laponia to potężne terany rozciągające się pomiędzy czterema państwami skandynawskimi. To terany, które od wieków zamieszkiwały właśnie renifery i ich właściciele - Saamowie.

Reportaż Marty i Adama Biernatów trudno nazwać relacją z podróży. Dużo lepiej pasuje kompendium wiedzy o Laponii i Lapończykach. Właściwie nie czuć tam obecności autorów zamiast tego dostajemy zebrany i wyselekcjonowany zbiór ciekawostek, wierzeń, legend oraz relacji opisujących ten region i jego mieszkańców. Autorzy zebrali w jedną całość wszystkie najważniejsze i najbardziej charakterystyczne informacje z różnych źródeł i spakowali wszystko w jedną całość. Jest trochę o języku, tradycji, pochodzeniu Saamów. O tym jak budują więzi społeczne, czym się zajmują i zajmowali przez wieku, jest o ich podejściu do pór roku, jest sporo legend i wierzeń. I chociaż samo w sobie to wszystko jest ciekawe i odsłania zupełnie nowe oblicze tego fascynującego regionu to czegoś zabrakło mi w tej relacji. Chyba brakło mi takiego prawdziwego zachwytu i zainteresowania. Wszystko jest tak  poprawne i idealne, że brakuje tam miejsca na własne odkrycia, własne spojrzenie, brakuje trochę świeżości - w zasadzie wszystko to powtórzenie czegoś co już wcześniej ktoś powiedział, co ktoś inny zebrał.

,,Laponia. Wszystkie imiona śniegu" to interesująca książka ale skierowana do kogoś kto szuka tylko podstawowych informacji o regionie.  Nie wychodzi ona zbytnio ogólne informacje, które każdy prawdziwie ciekawy znajdzie w internecie. Jej największym plusem jest to, że zbiera wszystkie te wiadomości w jedną, spójną całość. Z pewnością warto od tej książki zacząć a potem samemu dalej kontynuować poszukiwania wiedzy o tym fascynującym regionie i zamieszkujących go plemionach. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,8 cm - 2,2 cm = 38,6 cm.