poniedziałek, 11 maja 2020

,,Mózg władca czasu" Dean Buonomano

Tytuł oryginału: Your Brain Is a Time Machine. The Neuroscience and Physics of Time

Na pewno każdy ma w swoim życiu doświadczenia, w których upływ czasu, szczególnie analizowany z pewnej perspektywy zaskakuje. Najlepszym przykładem z mojego życia jest zestawienie dziewięciu lat jakie stanowił okres szkoły podstawowej i gimnazjum z dziewięcioma laty, które właśnie miną mi w firmie gdzie pracuję. Pierwszy z okresów wydaje się nieskończenie długi, poprzetykany nieskończonością wydarzeń, zmian, decyzji i problemów. Natomiast ten drugi - chociaż też nie działo się mało - to budzi tylko zaskoczenie i zdziwienie, czy to naprawdę tyle lat.

Okazuje się, że na to wszystko jest naukowe wyjaśnienie. I całkiem prosto, bez zbytniego komplikowania sprawy przedstawia Dean Buonomano w swojej publikacji. Zaczynając od najprostszych przykładów pokazuje jak bardzo subiektywnym odczuciem jest upływ czasu i jak wiele w jego odbiorze zależy od mózgu. Jego publikacja to nie tylko ciekawe spojrzenie na samą historię pomiaru czasu, rozwiązywania i analizowania różnorakich kwestii związanych z pomiarem i rozumieniem czasu. To także proste przybliżenie laikowi ważnych zagadnień związanych z neurologicznym czy czysto fizycznym podejściem do tego zagadnienia. Książka także zmusza skupienie i zastanowienie się nad wieloma aspektami, które na co dzień zupełnie ignorujemy a które w znacznej mierze zależą od poprawnie działającego mózgu. Pewnie zupełnym zaskoczeniem będzie jak powiem, że każdy z nas doświadcza prawie codziennie podróży w czasie - wystarczy do tego planowanie przyszłych zdarzeń i przewidywanie konsekwencji działań. Tak proste i tak oczywiste.

Publikację ,,Mózg władca czasu" polecam gorąco. To bardzo przystępnie napisana, pełna ciekawych i prosto wyjaśnionych przykładów praca, którą czyta się z zainteresowaniem godnym najlepszej powieści. To niesamowite jest gdy uświadomimy ile potrafi i do czego jest zdolny ludzki mózg, jak zmienia się spojrzenie na świat gdy zrozumiemy, że w dużej mierze poczuciem czasu, zapamiętywanie pewnych zdarzeń i ich trwania zależy tylko od mózgu i tego jak on pracuje. A najlepsze w tej pracy jest to, że nie jest ona przeznaczona tylko dla specjalistów czy osób posiadających wiedzę z zakresu fizyki i neurologii. Każdy może ją przeczytać i przekonać się, że najlepszy i najbardziej wydajny komputer nosi w głowie.

środa, 6 maja 2020

,,Pani Śmierci" Terry Goodkind

 Tytuł oryginału: Death's Mistress

Jedna przygoda musi się skończyć, żeby mogła zacząć się kolejna! Tak właśnie jest z cyklem ,,Miecz Prawdy". Richard Rahl pokonał każdego kogo miał pononać: Jagang, imperator Sulahan to już przeszłość. Teraz może cieszyć się spokojnym panowaniem nad zjednoczonym Imperium D'Hary. Są jednak miejsca gdzie nikt nie wie o tym, że zapanował pokój a Lord Rahl jest jego opiekunem, dlatego czarodziejka Nicci wraz z Nathanem Rahlem, czarodziejem i ex-prorokiem wyrusza w drogę by być jego ambasadorami. Ich droga w stronę Mrocznych Krain rozpoczyna się u wiedźmy Red, która przepowiada im, że muszą udać się do tajemniczego miejsca zwanego Kol Adair. I jak każda prawdziwa przygoda, wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.

,,Pani Śmierci" rozpoczyna nowy cykl autorstwa Terry'ego Goodkinda ,,Kroniki Nicci". Jest bezpośrednią kontynuacją ,,Miecza Prawdy" i jest silnie zanurzony w tym dobrze znanym świecie. Fan uniwersum odnajdzie wiele odniesień do tego co działo się przez kilkanaście tomów, które stanowią opowieść. Jest to z pewnością ogromne utrudnienie i wyzwanie dla wszystkich osób, które właśnie od ,,Pani Śmierci" chciałby zacząć przygodę. Jednak jeśli pominą niuanse i przymkną trochę oko na tło z pewnością mogą cieszyć się przygodą. Bo tym ta powieść jest. Właściwie od pierwszych stron przygoda goni przygodę. Nicci i Nathan nie próżnują tylko co rusz wpadają w kolejne kłopoty by raz za razem szukać rozwiązań i pokonywać przeciwności losu. Przypomina to trochę zlepek kilku następujących opowiadań, który łączy nadrzędny motyw - wędrówka ku nieznanemu. Wszystko utrzymane jest w dobrze znanym, trochę rozgadanym Goodkindowym stylu.

W przypadku ostatnich tomów serii ,,Miecz Prawdy" narzekałam, że są one jednym wielkim powtórzeniem. Autor bez przerwy przypominał co Richard zrobił, potrafi, co mu przyświeca. Brakowało tam już świeżości i lekkości. ,,Pani Śmierci" wnosi trochę nowości do uniwersum. Nie można mówić o całkowitym zwrocie i totalnym odświeżeniu ale jest lepiej. Goodkind pokazał, że jest autorem, który umie stworzyć wielotomowy, pasjonujący cykl ale słabo mu idzie utrzymanie jednego trzymającego wątku w więcej niż dwóch czy trzech tomach. Zdecydowanie lepiej idzie mu tworzenie luźniejszej serii przygód, tylko w tle powiązanej wspólnym motywem. I tak, i pewnie w kolejnych tomach będzie. Wędrówka a po drodze kolejne przygody i walka ze złem w imię Lorda Rahla.

,,Kroniki Nicci" niestety nie zapierają już dechu w piersi, nie wbijają w fotel, nie kradną czasu, który powinnam poświęcić na coś innego. Ale trudno się dziwić - przygodę z uniwersum zaczynałam ponad dziesięć lat temu. Ja byłam inna i cykl był inny. Teraz pozostał sentyment i nadzieja na rozrywkę. Bo tym będzie ta książka dla każdego fana Richarda Rahla - sentymentalnym powrotem do lubianego świata i chwilą lekkiej rozrywki.

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 124,5 cm - 2,7 cm = 121,8 cm.

środa, 29 kwietnia 2020

,,Inkub" Artur Urbanowicz


Gdzieś na Suwalszczyźnie jest wieś, o której wszyscy zdali się zapomnieć. Kilka domów, blisko park narodowy - pozornie cisza i spokój. Pozornie! Wioską wstrząsa tajemnicza śmierć małżeństwa, które dosłownie obróciło się w popiół, wkrótce samobójstwo popełnia lokalny policjant, który dosyć intensywnie interesował się przeszłością wioski. Te zdarzenie zmuszają młodego policjanta o polsko-litewskich korzeniach do rozpoczęcia własnego śledztwa. Nie wie on jednak, że przyjdzie mu się zmierzyć z czymś odmiennym, przekraczającym rzeczywistość i nie z tego świata.

Wydawało mi się, że o nawiedzonych domach i typowych historiach jakie z tego można stworzyć wiem całkiem sporo. Nie spodziewałam się jednak, że na polskim gruncie może powstać historia, która .. hmm... zahipnotyzuje, przykuje do fotela i sprawi, że nie będę mogła się oderwać. ,,Inkub" to pełnokrwista opowieść, która co rusz zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami akcji, równocześnie cały czas doskonale kontrolując napięcie, które tylko narasta. Akcja jest tak prowadzona, że nie tylko zastanawiamy się co jeszcze nas czeka ale czujemy wręcz ciarki na plecach na myśl co to dokładnie może być. Dwie historie, wzajemnie przeplatające się w książce wzajemnie się uzupełniają dając z każdą stroną coraz bardziej niepokojący obraz. I chociaż historia mocno oparta jest na wątkach fantastycznych i nadprzyrodzonych, mocno sięga w pierwotne wierzenia, ludowe przesądy i skupia się na tym co jest obok a czego nie da się całkowicie i jednoznacznie wyjaśnić.

Każdy, kto lubi się bać, albo przynajmniej nie straszne mu ciarki na plecach powinien sięgnąć po ,,Inkuba". To książka gdzie w świetny sposób mieszają się typowe horrorowe wątki okraszone świeżością spojrzenia z perspektywy Suwalszczyzny. Tylko nie obgryzać paznokci z emocji!! Wiedźma patrzy i wie, że się boisz :D

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 129,8 cm - 5,3 cm = 124,5 cm.

sobota, 25 kwietnia 2020

,,Ja nie mam duszy" Natalia Budzyńska


Wystarczy otworzyć dowolną stronę internetową i przejrzeć tytuły. Wszędzie tam panoszy się sensacja, szokujące, krzykliwe tytuły, wyolbrzymienie i przesada. Wszystko tylko by przykuć uwagę i zmusić czytelnika na kliknięcie na załączony link, szczególnie w okresach gdy nic ciekawego nie dzieje się kulturze, sporcie czy polityce. I chociaż technologia się zmieniła, dokładnie to samo działo się ponad 100 lat temu. Wielkie nagłówki na pierwszych stronach gazet informowały o zamurowanej zakonnicy, którą udało się oswobodzić w Krakowie. Ciekawość ludzka, sprytnie podsycana przez stopniowe dawkowanie kolejnych sensacyjnych i szokujących szczegółu, szalała. Nakłady się wyprzedawały. Wpływało to także na nastroje społeczne w samym mieście ale i całej Europie. Ale co naprawdę wydarzyło się w Krakowie? Kim była zamknięta przez wiele lat zakonnica? Dlaczego musiała spędzić wiele lat w celi klasztora przy ulicy Wesołej?

Natalia Budzyńska w swoim reportażu idzie śladami uwięzionej Barbary Ubryk i próbuje odtworzyć koleje jej losu, tak aby znaleźć rzetelne i prawdziwe odpowiedzi na nurtujące pytania. Prześledzi dokumenty archiwalne i akta sądowe i na tej podstawie nakreśli smutny, poruszający portret kobiety dotkniętej chorobą psychiczną, której wtedy nikt nie umiał pomóc. Ograniczenia ówczesnej medycyny a szczególnie psychiatrii oraz dosłowne traktowanie reguły zakonnej doprowadziło ją do zamknięcia w celi klasztornej. Z perspektywy losów Barbary widać słabości innych ludzi, ich ignorancję i bezsilność w obliczu niezrozumiałej choroby. Brak realnych środków, które mogłyby pomóc chorej skutkował tym, że wybrano rozwiązanie okrutne ale jedyne jakie było dopuszczalne - usunięcie z widoku i udawanie, że problem nie istnieje.

,,Ja nie mam duszy" to także jaskrawy przykład jak funkcjonuje prasa brukowa, jak kształtują się sensacyjne plotki i opowieści, które są w stanie porwać tłumy. I chociaż minęło już ponad półtorej stulecia te same mechanizmy widzimy na co dzień. Sprytne sterowanie tłumem, wykorzystywanie niewinnych ofiar do własnych egoistycznych celów, tak jak Barbara Ubryk w XIX wieku stała się elementem walki z Kościołem i klasztorami.

Natalia Budzyńska stworzyła reportaż od którego ciężko się oderwać. Przykuwa swoim pozornie lekkim, gawędziarskim stylem po to by potem szokować, zmuszać do refleksji i dać odczuć, że świat i ludzkość tak naprawdę zawsze są tacy sami. Tragedia i dramat na chwilę przykuwa uwagę, wyciąga krzywdę na światło dzienna po to by za chwilę zapomnieć i skierować swój wzrok na coś zupełnie nowego. Polecam!

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

,,Yūrei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej" Zack Davisson

 Tytuł oryginału: Yūrei: The Japanese Ghost

Japonia to miejsce magiczne, charakteryzujące się specyficznym folklorem i zupełnie odmienną od europejskiej kulturą. Już pobieżne spojrzenie na świat wierzeń Japończyków wystarczy by się przekonać, że oprócz świata ludzi istnieje także drugi, nie mniej ważny świat - świat duchów. I o ile duchy w świadomości Europejczyka to baśń, legenda, historie, które opowiada się dla wywołania dreszczyka emocji to dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni stały i bardzo realny element rzeczywistości.

Zack Davisson w swojej pracy podjął się próby zebrania i pokazania najbardziej charakterystycznych i najbardziej typowych przykładów duchów pojawiających się w japońskiej kulturze i folklorze. Próbuje prześledzić ich genealogię, pokazać kulturowe odniesienia oraz wskazać gdzie także obecnie można je odnaleźć - zarówno jeśli chodzi o teatr, grafikę, kino czy literaturę. Jego praca to nie tylko zbiór ciekawostek to przede wszystkim solidne i rzetelne spojrzenie na historię i kulturę Japonii na przestrzeni wieków z perspektywy duchów. Bo duchy są bardzo ważnym elementem kształtującym codzienność Japonii. Nie są ciekawostką ale spoiwem łączącym przeszłość z teraźniejszością, szarą codzienność ze światem duchowym, nadprzyrodzonym, przekraczającym ziemską egzystencję.

Davisson próbuje nakreślić szerszy kontekst w swojej pracy odnosząc się mocno do kultury i historii Japonii ale jeśli chodzi o konkretne przykłady skupia się na kilku najbardziej charakterystycznych, taki jak: duchy miłości, zazdrości czy przywiązane do miejsca lub przedmiotu. Ta książka to nie tylko teoretyczna rozprawa o duchach ale także ciekawy zbiór kilku opowieści o duchach typowych dla Japonii. Autor wybrał zaledwie kilka przykładów odpowiadających rozdziałom teoretyczny i doskonale ilustrujących to co próbuje uwypuklić.

Jedno jest pewne ,,Yurei" zabiera czytelnika w fascynujący świat duchów. Daje posmakować niesamowitego świata gdzie zacierają się granice pomiędzy tym co realne a tym co nadprzyrodzone. Ale to także kompendium, które rzetelnie i konkretnie, z dbałością o szczegóły i z szacunkiem opisuje to co jest ważne dla Japończyków. Dla każdego, kto jest zafascynowany Krajem Kwitnącej Wiśni pozycja obowiązkowa. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 131,6 cm - 1,8 cm = 129,8 cm.

sobota, 18 kwietnia 2020

,,Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji" Piotr Milewski

Od miliona lat (nie przesadzam) pracuje w polskim korpo. Mam też znajomych w różnych korporacjach poza granicami i wydawało mi się, że nic co korpoludzkie nie jest mi obce i nic nie jest mnie w tym systemie zadziwić. Cóż, myliłam się. Jakiekolwiek korpo europejskie w porównaniu w korporacją japońską musi i wypada słabo. Wręcz jaki się jako spokojna, prawie idealna praca. Co jest takiego wyjątkowego w japońskiej odmianie tego systemu? Najlepiej oddać głoś Piotrowi Milewskiemu, który spędził w jednej z firm - określanej jako K. pięć lat.

Od razu trzeba zaznaczyć, że ścieżka kariery Milewskiego odbiegała od typowej drogi zwykłego japońskiego pracownika. Nie musiał on startować od samego dołu, nie przeszedł przez wszystkie działy. Zaczynał jako specjalista i jedyny obcokrajowiec w firmie, która wydawała się stanowić jeden organizm pracowniczy. Życie wielu mieszkańców okolic, gdzie była zlokalizowana było jej podporządkowane i to firma decydowała jak wygląda nawet czas wolny pracowników. Generalnie sam obraz pracy i relacji firma - pracownik jest zaskakujący i radykalnie odbiegający od tego co znamy z Europy. Z pewnością już na wstępie zaskakuje długoterminowa perspektywa. Tam panuje przekonanie, że praca jest na zawsze a nie na chwilę oraz pracownik wstępujący w progi zakładu pracy automatycznie staje się klockiem budującym całość, traci swoją indywidualność, stając się takim jak inni. Wpływają na to jednakowe stroje, wyćwiczone zachowania, wręcz codzienne pranie mózgu nakierowane na to by firma mogła osiągać jak największe zyski i w ten sposób rozwijać się.

Milewski opisuje korporacyjną rzeczywistość z lekkością i humorem. Opowiada o swojej codzienności przemycając wiele danych o Japonii i Japończykach. Jego świat choć trudny, pełen wysiłku i dostosowywania się do reguł narzuconych przez firmę jest jednak pełen swoistego szaleństwa, egzotyki i ukazuje zupełnie inne oblicze korpoświata. Sama czytając wiele razy wybuchałam śmiechem by za chwilę dojść do wniosku, że moje korpo ze swoimi absurdami nie jest aż takie złe. Może informacje, które przekazuje autor są spłycone i mocno przefiltrowane przez sito jego subiektywizmu ale dają poczuć pewną namiastkę japońskiej rzeczywistości i problemów jakie targają to społeczeństwo. Polecam!

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

,,Szczęściarz" Nicholas Sparks

 Tytuł oryginału: The Lucky One

Chyba nie raz powtarzałam, że książki Nicholasa Sparksa sprawiają mi problem. Z jednej strony, gdy zaczynam je czytać denerwuje mnie infantylny styl, trochę moralizatorski, trochę na siłę próbujący budować emocje. Potem jednak, sama nie wiem, w którym momencie daję się wciągnąć w historię, zaczynają mnie interesować bohaterowie, chcę poznać ich historię i tak, cały czas mam nadzieję, że chociaż tym razem, Sparks wredny mistrz wzruszania, pozwoli bohaterom cieszyć się szczęśliwym zakończeniem.

Nie powiem Wam jak jest w tym przypadku ale opowieść o Loganie, weteranie wojny w Iraku, i Beth, dziewczynie ze zdjęcia, która stała się jego talizmanem jest dokładnie taka jak wszystko co lubimy i nienawidzimy w powieściach Sparksa. Zwyczajna, prosta, pełna skomplikowanych emocji i nieoczekiwanych zawirowań losu. Spokojnie ale w przepełniony uczuciami sposób pokazuje rodzące się uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy mają trudną przeszłość za sobą. Ich pełne mroku życie, które wydawało się, że będzie taki same już do śmierci nagle zostaje przerwane przez spotkanie a potem miłość. Będą musieli wykazać się siłą i odwagą by zrobić krok, który może zapewnić im szczęście.

Sparksa czytam raz do roku i wydaje mi się, że taka ilość jest optymalna. Jak (prawie) każda kobieta lubię czasem proste, wzruszające opowieści ale cukierkowatość, idealność i pewne spłaszczenie fabuły jakie są znakiem rozpoznawczym opowieści tego autora w dużych ilościach przestają być przyswajalne. ,,Szczęściarza" warto zostawić na moment, gdy po prostu szukamy lekkiej, sympatycznej, emocjonalnej historii bo taką ona właśnie jest.

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 134,4 cm - 2,8 cm = 131,6 cm.