Filipiny to nie jest państwo, które rozpala naszą ciekawość, no chyba, że jako cel taniego podróżowania. Kraj, który znamy tylko z nazwy i nie specjalnie wiele potrafimy o nim powiedzieć. Dlatego sięgnięcie po powieść ,,Insurrecto" jest zaskoczeniem, zmierzeniem się z nieznanym i spojrzeniem na zupełnie nieznane i zapomniane epizody historii.
,,Insurrecto" już na wstępie zaskakuje formą. To nie jest powieść linearna, biegnąca od punktu A do punktu Z, po kolei odhaczająca wszystkie niezbędne elementy. To powieść o kobietach, opowiedziana przez kobiety ale w której przeszłość przenika się z teraźniejszością. Współczesne zderzenie się dwóch kobiet - tłumaczki i scenarzystki, staje się punktem wyjścia do zmierzenia się z przeszłością i pokazania innych kobiet - fotografki relacjonującej wojnę filipińsko-amerykańską oraz rewolucjonistki.
,,Insurrecto" to powieść intymna ale bardzo wymagająca. Jest próbą rozrachunku z historią, zarówno tą Wielką jak i osobistą. Próbuje rozliczyć wojnę filipińsko-amerykańską z 1901, nie pozwolić zapomnieć o jej ofiarach, wyciąga na światło dzienne bestialstwo i okrucieństwo. Pokazuje perspektywę kobiet, które zostają w to wplątane i muszą się z mierzyć z rewolucją, same stając się jej częścią. Ale ta powieść nie kończy się na historii, która została zamieciona pod dywan. To także bardzo personalny, intymny obraz rodziny, opowieść o stracie, o poszukiwaniu swojej tożsamości. Z tego wszystkiego wyłania się obraz Filipin jako kraju rozdartego. Zawieszonego między kulturami, gdzie lokalna tradycja miesza się z amerykańską popkulturą. Gdzie Elvis i Muhammad Ali nadal mają swoje miejsce.
,,Insurrecto" nie jest powieścią łatwą a jej konstrukcja nie ułatwia lektury. Jednak jest powieścią oddającą głos zapomnianym, rozliczającą przeszłość, pokazującą świat na nowo. Na w sobie wiele emocji, przeplatają się tożsamości. Historia nadal jest żywa i daje o sobie znać. To opowieść, która jest trochę wyrzutem sumienia a trochę próbą odnalezienia spokoju. To opowieść po którą warto sięgnąć ale pewnie nie do każdego przemówi. Polecam!
poniedziałek, 11 listopada 2024
,,Insurrecto" Gina Apostol
sobota, 9 listopada 2024
,,Budząc lwy" Ayelet Gundar-Goshen
Neurochirurg Ejtan Grin wracał z długiego dyżuru. Ciężki dzień, nowe miejsce, samotny powrót w środku nocy. To wszystko zmieniło jego życie. Potrącił człowieka idącego poboczem, a gdy zorientował się że stan poszkodowanego jest krytyczny i nic nie może mu pomóc, a on sam jest nielegalnym imigrantem - decyduje się na uciec z miejsca wypadku. Jakież jest jego zaskoczenie, gdy następnego ranka na progu jego domu staje żona potrąconego i szantażem zmusza Ejtana do podjęcia się pomocy imigrantom.
,,Budząc lwy" to interesująca, nieoczywista opowieść. Porusza wiele tematów, które burzą przyjęty status quo. Świat to nie tylko wygodne wille izraelskiej klasy średniej, nagle zaczyna być widać obrzeża tego tego świata, które są zapełnione ludźmi nie istniejącymi. Nielegalni imigranci z Erytrei, Beduini prowadzący nielegalne interesy, całe mnóstwo osób chowających się poza oficjalnymi rejestrami. Eljat wchodzi w ten świat pod wpływem szantażu, kierowany wyrzutami sumienia, świadomy swojej winy i napędzany strachem ale potem też fascynacją i pożądaniem.
,,Budząc lwy" to powieść melancholijna, płynąca własnym nurtem ale podszyta całą gamą emocji. Jest przepełniona strachem, nienawiścią, wyobcowaniem. Niejednoznaczne moralnie zachowanie bohaterów jeszcze to tylko potęguje. Emocje się kumulują, pęcznieją a gdy dodamy jeszcze wątek kryminalny pewne jest, że musi dojść do wybuchu. Ta historia cały czas boli, jest jednym wielkim wyrzutem sumienia. Pokazuje jak jedno zdarzenie może uruchomić lawinę zdarzeń, które wpłyną na innych, zmieniając ich życie - rujnując ich życie albo wpychając je na nowe tory.
Z pewnością ogromnym atutem powieści jest jej nie-eurocentryczność. Inna rzeczywistość, inne miejsce, jednak problemy, emocje, uczucia te same. Strach, poczucie winy, zagubienie, nienawiść kipiące w bohaterach odbiera się tak samo. To tylko przypadek sprawił, że ktoś urodził się w Erytrei i jest skazany na tułaczkę i niewidzialność, a ktoś inny miał szansę na dostatnie życie bo jest przedstawicielem izraelskiej klasy średniej. To historia bolesnych kontrastów i tragicznych zetknięć obu grup, w których jedna ze stron jest zawsze bez szans. Polecam!
środa, 6 listopada 2024
,,Dziewczyna w mundurze" Agata Sawicka
Dwie kobiety, które założyły mundur aby udowodnić sobie i innym, że prawdziwa siła to nie mięśnie. Prawdziwa siła to coś więcej i często można ją przeoczyć lub zlekceważyć.
Sonia jest przedszkolanką. Młoda, ładna, delikatna. Te cechy zupełnie nie pasują do tego co właśnie planuje zrobić czyli wstąpić do wojska. I dokładnie tak samo myśli większość osób zaczynających razem z nią szkolenie. Są pewni, że szybko zrezygnuje. Dziewczyna już na samym początku ma momenty kryzysu jednak obok niej jest pewien przystojny porucznik, który w nią wierzy i motywuje.
Równocześnie z współczesnymi perypetiami Sonii poznajemy jej prababcię, Laurę. Młoda zakochana dziewczyna staje twarzą w twarz z dramatem II wojny światowej, która rozdziela ją z ukochanym oraz odbiera jej bezpieczeństwo domu rodzinnego. Rzucona w centrum wydarzeń, do Warszawy, mierzy się z osobistym dramatem. Jednak nie pozostaje bierna i podejmuje działalność konspiracyjną.
Dwie kobiety, dwie historie o odwadze, sile i zdecydowaniu. Opowiadają o trudnych i bolesnych doświadczeniach, w obliczu których siła mięśni staje się nic nie znacząca. Bo prawdziwa odwaga objawia się zupełnie inaczej. Jest ukryta we wrażliwości, w oddaniu drugiemu człowiekowi, w codziennym pokonywaniu trudności. ,,Dziewczyna w mundurze" przybliża wojskowe doświadczenia z perspektywy kobiet. Pokazuje to twarde, surowe środowisko z kobiecej perspektywy, zapełniając je emocjami i uczuciami. Udowadnia, że za surową ścianą dyscypliny i musztry kryją się emocje zarówno te trudne jak i te zupełnie zwyczajne jak wspólny śmiech, miłość, przyjaźń. Na tym gruncie można budować prawdziwe związki zarówno te romantyczne jak i zawodowe, szczególnie gdy potrzebne jest bezwarunkowe zaufanie.
Ale nie jest to tylko opowieść o sile czy walce. To także opowieść o miłości rodzącej się na trudnym gruncie. Pełna niedomówień, niepewności ale cały czas obecna. Bardzo romantyczna, jednak nie naiwna. Opowieść o tym, że prawdziwa miłość to coś więcej niż zauroczenie, coś więcej niż zakochanie.
,,Dziewczyna w mundurze" to opowieść pełna emocji na każdym poziomie. Mądra, poruszająca ale jednocześnie z prostotą mówiąca o tym co najważniejsze. To też ciekawe zerknięcie by zobaczyć jak wygląda szkolenie wojskowe i że każdy, przy odpowiedniej motywacji, jest w stanie sobie z tym poradzić. Pięknie opowiada o rodzących się przyjaźniach, miłości, o pokonywaniu słabości i przeszkód, o radzeniu sobie z dramatami. Historia Sonii i Laury wzajemnie się uzupełniają, razem tworząc coś co zapada w pamięć. Polecam!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Dragon!
czwartek, 31 października 2024
,,BUM! Chemia dla zabieganych" Wojciech Orliński
Uczciwie przyznaję, że o chemii wiem niewiele. Jasne, skończyłam liceum i to nawet w klasie matematyczno-fizycznej, przetrwałam na studiach ale czy coś z tego wyniosłam? Średnio! Pamiętam podstawowe pojęcia i chyba nic poza tym. Dlatego z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po książkę ,,BUM! Chemia dla zabieganych" Wojciecha Orlińskiego. Autora znam jako twórcę biografii Lema czy kilku innych reportaży odnoszących się do szeroko pojętego społeczeństwa więc ogromnym zaskoczeniem było, że jest on nauczycielem ... chemii. W zamiarze ,,BUM!" ma być połączeniem tych dwóch obszarów jego działalności. Z jednej strony trochę anegdot, z drugiej gawędziarskim stylem przekazana wiedza, którą powinno wynieść się ze szkoły.
Początkowo było ciężko. Chemia to dziedzina, o której żeby opowiadać, i którą żeby zrozumieć, trzeba poznać podstawowe pojęcia. I wiele z nich nie da się zaprezentować za pomocą obrazka. I oczywiście Orliński też tego nie chce banalizować czy upraszczać. Dlatego pierwsze rozdziały to wysyp pojęć, które przywodzą na myśl podręczniki chemii. Właściwie niewiele się od nich różnią, szczególnie, że co chwilę przypomina się nam, że ramy książki ogranicza ,,podstawa programowa" (słowo klucz, zapamiętać!). Niby Orliński próbuje nadać temu lekkość i czasem nawet rzucić żarcikiem (tak, tu pojawia się ten Tinder) ale ilość informacji przytłacza, szczególnie jak ostatni raz z chemią teoretyczną miało się do czynienia 15 lat temu.
Jednak po przebrnięciu przez początek zaczyna być trochę ciekawiej. Zaczynają się przykłady, anegdoty, realne odniesienia do codzienności. Dowiemy się ile balonów z helem potrzeba by podnieść człowieka albo chociaż narzędzie zbrodni, zrozumiemy o co chodzi ze skalą pH. Ciekawie opowiada chemiczne historie o tym skąd wzięło się wiele nazw związków czy pierwiastków, które wcale nie są tak intuicyjne jakby można chcieć. Jest coś o kodzie dna, o alkoholach i innych związkach organicznych. Dużo wiedzy upchniętej w stosunkowo krótkiej książce.
,,BUM! Chemia dla zabieganych" nie jest z pewnością kierowana do osób takich jak ja. Czyli takich, które kierują się ciekawością. Bliżej jej do podręcznika czy skryptu, który ma podsumowywać wiedzę szkolną. Co zresztą autor podkreśla milion razy podkreślając, że kierował się podstawą programową. I właściwie poza zakres tej podstawy nie wychodzi. Dorzuca kilka anegdot ale to cały czas pozostaje wiedza szkolna - skumulowana, wyselekcjonowana i podana w turbo szybkiej wersji. Tak, próbuje się ją przekazywać w lżejszej formie, w połączeniu z popkulturą ale nadal to za mało. To nadal wygląda jak podręcznik, na szczęście bez części zadaniowej i z ograniczoną liczbą wzorów .
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak!
poniedziałek, 28 października 2024
,,Ten, kogo kochasz, nie umiera" Anna Platt
Tytuł oryginału: INGEN DU ÄLSKAR KAN DÖ
Ostatnio sporo czytałam thrillerów i kryminałów, których akcja pokazana była z perspektywy policjanta czy śledczego. W trakcie lektury ostatniego zaczęło chodzić mi po głowie, że dawno nie miałam do czynienia z odwrotną sytuacją. Zaczęło mi brakować historii, gdzie to przypadkowi, zwyczajni ludzie zostają wplątani w kryminalną intrygę i muszą sobie z tym poradzić. Dlatego gdy tylko ,,Ten, kogo kochasz, nie umiera" wpadł w moje ręce, wiedziałam, że to może być to czego ostatnio mi brakowało.
Trzy historie, troje ludzi, trzy miejsca. Shane w małej wiosce w Irlandii właśnie dowiedział się, że człowiek, którego całe życie uważał za ojca, nie jest nim. A przynajmniej nie jest nim w sensie biologicznym. Bianca w Sztokholmie wplątuje się w szalony, namiętny romans z przełożonym. A Lena na Majorce próbuje zacząć nowe życie. To tam ma założyć mały pensjonat ale już na wstępie jej plany stają pod znakiem zapytania, gdy w wykopie na jej nowej posesji, zostają znalezione zwłoki.
Trzy historie, troje ludzi, trzy miejsca. Początkowo z dystansu ich obserwujemy. Możemy domyślać się, że gdzieś, kiedyś ich losy się przetną ale bardzo długo nie widać punktu przecięcia. Zamiast tego są ludzkie dramaty, niepewności, zwyczajne rozterki, które mogą stać się punktem przełomowym w życiu. Każdy z bohaterów obciążony jest bagażem doświadczeń, który może zarówno zmienić na zawsze życie nie tylko ich samych ale także ludzi wokół. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem obserwuje się akcję, która się nie spieszy, nie próbuje być na siłę szokująca. Jest pozornie spokojna ale cały czas czuć podszyte w niej emocje, które czekają tylko na uwolnienie.
,,Ten, kogo kochasz, nie umiera" to thriller bardzo nietypowy. Jest zbrodnia, jest ciało, jest śledztwo. Ale to nie one są najważniejsze. Najważniejsze są emocje, które do tego doprowadziły oraz to co z nimi, później można zrobić. To też opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, własnego miejsca na świecie i zrozumieniu, że nie wszystko jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Czego najlepszym przykładem jest finalny punkt przecięcia. Zdecydowanie nie było to, to co podejrzewałam gdy otwarłam powieść. Polecam, bo to idealna powieść na jesienne długie wieczory.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska!
sobota, 26 października 2024
,,Wilczyca" Mieczysław Gorzka
PREMIERA 27 Listopada 2024!
Laura Wilk to nieustępliwa policjantka. Twarda, nieufna, wywalczyła sobie pozycję w męskim świecie a teraz musi dalej ciągnąć śledztwo w sprawie nieuchwytnego mordercy Poltergeista. Śledztwo, które właściwie utknęło w miejscu. Do jej zespołu zostaje przydzielony młodszy aspirant Bielczyk. Wilk, po niefortunnym początku znajomości, nie ma do niego zaufania. A i szybko wychodzi na jaw, że Bielczykiem kierującą nie tylko zawodowe aspiracje. Równocześnie gdzieś obok toczy się życie Ariela Lesieckiego, który aby uporządkować teraźniejszość, musi odkryć co wydarzyło się w przeszłości. Dlatego po latach wraca do rodzinnej miejscowości i przeżywa szok. Wątlica, mała wioska gdzieś na Śląsku stanie się areną gdzie wszystkie wątki się połączą ale czy znajdą rozwiązanie? Czy może zapętlą się jeszcze bardziej?
Może komuś wydać się dziwnym, ale to dopiero moje pierwsze spotkanie z prozą Mieczysława Gorzki. Od dawna zbierałam się bo czytałam dużo dobrych opinii ale zdecydowanie nie było nam po drodze. Aż do teraz. I jedno już na wstępie mogę potwierdzić. Te opinie nie były wcale przesadzone. Gorzka ma talent do tworzenia mocnych, wciągających, zaskakujących historii policyjnych, które robią co chcą z czytelnikiem. Tu nie ma pewniaków. Każdy ma coś na sumieniu i każdy próbuje tak grać aby jego część nie wyszła na jaw. Policjanci, nie tacy do końca kryształowi, tajne układy, tajemnice z przeszłości kontra morderca napędzany przez dziwne instynkty, nie mający nic do stracenia, a przez to będący krok do przodu.
Fabuła jest tak skonstruowana, że nawet nie znając pierwszego domu, szybko się z niej zanurzamy i pędzimy na łeb na szyję. Sama sprawa też jest nietypowa. Śledztwo właściwie bez morderstwa. Zbrodnie już się kiedyś dokonały i nie ma potrzeby do nich wracać, za to jest gra. Gra pełnia niuansów, balansowania na granicy, pełna tajemnic, niedopowiedzeń i zaskoczeń. Przeszłość dochodzi do głosu i grzechy młodości wracają z pełną mocą. A dodatkowo pełnokrwiści, skomplikowani, wielowymiarowi bohaterowie, którzy nie zawsze kierują się rozsądkiem a znacznie częściej impulsem lub emocjami. Jedyni nieuchwytny Poltergeist zdaje się kalkulować z zimną krwią i rozgrywać wszystko niczym partię szachów. Jest mrocznie i intensywnie. To prawdziwie rasowy policyjny thriller, od którego ciężko się oderwać.
Nie spodziewałam się, że aż tak dam się wciągnąć w intrygę. Czytałam jak zahipnotyzowana i teraz pozostało mi nadrobić ,,Poszukiwacza zwłok" a potem w sięgać po kolejne książki pana Gorzki. To naprawdę thrillery, które chce się czytać. Polecam!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!
poniedziałek, 21 października 2024
,,Świat sprzed #MeToo" Agnès Grossmann
Gdzieś mignęła mi ta książka na relacjach na Instagramie i od razu rozbudziła moją ciekawość. Znalazłam ją na Legimi (przynajmniej 15.10.2024 była) i stwierdziłam, że muszę ją przeczytać. Przyznam, że temat zaskakujący, gorący, szokujący i wręcz proszący się o wyczerpującą analizę. Książka obiecuje spojrzenie na kinematografię z współczesnej, feministycznej perspektywy i pokazanie tych scen, które najlepiej ilustrują sposób w jaki traktowano kobiety i rolę do jakiej je sprowadzano.
No cóż, nie trzeba być znawcą kina czy wybitnym kulturoznawcą, żeby zauważyć przedmiotowy sposób obchodzenia się z kobietami. Często są tylko tłem, obiektem seksualnym (jak na przykład w serii o Jamsie Bondzie), ładnym dodatkiem czy sprowadza się je do roli służebnej. To wszystko wiemy i to wcale nie szokuje. Dostrzegliśmy to i zmieniamy.
I dlatego trochę nie rozumiem idei całej książki. Czuć wyraźnie, że jest pisana na gorąco tuż po wybuchu afery z Harveyem Weinsteinem i na początku ruchu #meToo. Znajdziemy sporo odniesień do tych wydarzeń i to one są motorem napędowym. Czuć emocje z tym związane i na szybko gromadzone przykłady. I chyba pośpiech pisania i chęć wydanie książki gdy jeszcze temat jest gorący i na językach wszystkich zabił cały temat. Bo w tej książce właściwie nic nie ma oprócz zlepku przykładów bez głębszego kontekstu czy refleksji. To mogłaby być prezentacja, bo na pewno nie zebrano materiału na całą książkę. Kilka filmów (westerny z Johnem Waynem, seria o markizie Angelice czy Bondy), parę reklam z różnych lat i jedno odniesienie do baśni o Czerwonym Kapturku. Tyle plus kilka zdań komentarza to zdecydowanie za mało. Szkoda, bo temat z pewnością jest ciekawy i odpowiednio potraktowany może szokować, otwierać oczy i zmuszać do refleksji. Tutaj widać tylko pośpiech i kucie żelaza na gorąco co niczemu nie służy. Szczególnie, że całość można spokojnie przekartkować i już poznaje się treść, bo AŻ tyle jej jest.






