czwartek, 8 sierpnia 2019

,,Życie w średniowiecznej wsi" Joseph Gies, Frances Gies

 Tytuł oryginału: Life in a Medieval Village

 Po zamku naturalną koleją rzeczy przyszła pora na wieś. To ona była naturalnym otoczeniem dworu, tam mieszkali ci, którzy pracowali dla pana. Czym się wyróżniali? Co ich opisywało? Jak właściwie wyglądała i funkcjonowała średniowieczna wieś?

Zasiadłam do lektury ,,Życia w średniowiecznej wsi" z ogromnym entuzjazmem. Nikogo chyba po raz setny nie muszę przekonywać, że lubię i pochłaniam wszelkiego rodzaju książki historyczne, a szczególnie te napisane przez sprawdzonych autorów, a małżeństwo Gies to takich już zaliczam. Tym razem za modelowy przykład średniowiecznej wsi wybrali angielską wioskę Elton. Na jej temat zachowało się mnóstwo źródeł historycznych na podstawie, których można wiele powiedzieć o mieszkańcach wsi i tym czym się zajmowali.

Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, z których dwa pierwsze są bardzo ogólne i wprowadzające w temat. Kolejne analizują dosyć dokładnie następujące zagadnienia: pana, chłopów, ich życie, zagadnienia związane z małżeństwem i rodziną, pracę, rolę parafii, zagadnienia związana z wymierzaniem sprawiedliwości aż do ostatniego rozdziału, który próbuje nakreślić granicę istnienia stereotypowej średniowiecznej wsi.

O ile lektura ,,Życia w średniowiecznym zamku" mnie pochłonęła i dostarczyła mi wielu nowych, ciekawych informacji to ,,Wieś" mnie zmęczyła. Nie ma tu za wiele nowych, świeżych czy skupiających uwagę wiadomości, jest sporo powielania dobrze znanych faktów, pomieszane z cytowaniem zachowanych rejestrów księgowych czy karnych. W moim odczuciu prezentowane dane są suche i nudne, brakuje w tym wszystkim życia jakie mimo biedniejszych i trudniejszych warunków tętniło na wsi. Dużo miejsca poświęca się ekonomi, finansom, na margines spychając kulturę, folklor, mentalność - czyli to co najbardziej fascynujące. Domyślam się, że taka struktura książki wynikła z dostępności materiału do badań. Trudno oczekiwać zapisków kulturalnych, jeśli weźmie się pod uwagę, że średniowieczna wieś była niepiśmienna.

Ciężko mi się czytało tym razem pracę małżeństwa Gies, chociaż oni robili co mogli by swoją narracją uatrakcyjnić taką ilość suchych, statystycznych danych. Z pewnością oczekiwałam czegoś bardziej wciągającego. Mimo to jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych średniowieczem.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,7 cm - 3,0 cm = 70,7 cm.

wtorek, 6 sierpnia 2019

,,Kochanka księcia" Geneva Lee

 Tytuł oryginału: Command Me

Chwilowo nie mam totalnie weny na czytanie czegokolwiek co wymaga ode mnie choć trochę myślenia. Cóż, najlepszym się zdarza :) Dlatego czytam coś co nie wymaga za dużo myślenia i wybór padł na ,,Kochankę księcia". Chyba największym plusem tej książki jest to, że jest stosunkowo krótka i napisana prostym językiem. Bo fabuła to pół na pół sceny erotyczne przeplatane dramami (nie mylić z dramatami).

Fakt nie spodziewałam się wiele i literatura erotyczna to raczej nie moja działka, jeśli już to wolę romanse, ale umiem dostrzec pozytywy w takiej prozie a tutaj niestety nie ma ich za wiele. Bohaterowie są jacyś męczący - oboje nastawienie bardzo na siebie, oprócz tego, że rzucają się na siebie za każdym razem gdy się widzą to nie ma między nimi żadnej chemii czy odczuwalnego napięcia. Także ich sekrety z przeszłości są jakieś mało przekonywujące i w sumie do końca nie wiem po co wprowadzane bo jakoś za wiele nie zmieniają. W ogóle nie czuć tła czyli otoczenie dworu królewskiego - równie dobrze mogłaby to być snobistyczna rodzina, klan, społeczność. Ani tam potęgi, ani zdecydowania, ani królewskości.

,,Kochanka księcia" to, jak ktoś już wcześniej zauważył, kolejny Grey tylko w otoczce baśniowego brytyjskiego dworu. Lekka, naiwna, głupiutka historyjka, którą pochłonie się szybko ale która mnie do siebie nie przekonała. Może jeśli ktoś lubi dużo scen łóżkowych? Cóż, ja jestem nudna - wolę humor, dobrą historię i istry skaczące między bohaterami.

niedziela, 4 sierpnia 2019

,,Krucyfiks" Chris Carter

 Tytuł oryginału: The Crucifix Killer

Chrisa Cartera i jego bohaterów Roberta Huntera i Carlosa Garcia znam i lubię choć swoją przygodę z nimi prowadzę absolutnie nie po kolei. W końcu jednak przyszedł ten moment, że postanowiłam zmierzyć się z ich pierwszą sprawą, tą od której wszystko się zaczęło i która rozpoczęła tę szaloną podróż.

W chacie zostaje znalezione ciało brutalnie okaleczonej kobiety. Przed śmiercią została torturowana. Sprawca nie zostawił po sobie żadnych śladów oprócz swoistego podpisu na jej karku - podwójnego krzyża. Przydzielonemu do sprawy detektywowi Robertowi Hunterowi od razu nasuwa się skojarzenie ze starą sprawą, tylko że tam sprawca został ujęty i stracony. Szybko okazuje się, że ,,Krucyfiks" bo tak nazwały go media powrócił i znów zabija. Hunter wraz z nowym partnerem Garcia rozpoczynają wyścig z czasem by ująć bezwzględnego i przebiegłego mordercę.

Już w rozpoczęciu cyklu widać to co potem stanie się znakiem charakterystycznym dla Cartera: szybkie tempo akcji, nieoczekiwane zwroty akcji, makabrę pomieszaną z brutalnością oraz wyciągnięte na światło dzienne całe zło jakie kryje się pod powierzchnią świata. Autor tak prowadzi fabułę, że początkowo ma się wrażenie, że wszyscy - śledczy oraz ofiary są tylko marionetkami w rękach przebiegłego zbrodniarza, który za nic ma istniejące reguły i wszystko dostosowuje do siebie, w najbardziej brutalny i okrutny sposób niszcząc życie. Długo nie da się przewidzieć biegu zdarzeń, co potęguje tylko napięcie i nie pozwala się oderwać od lektury. Wręcz do ostatnich stron sprawa zdaje się nie mieć rozwiązanie a potem jeden szczegół, jedno zdanie i wszystko staje się jasne.

Dla mnie dodatkowym atutem było zobaczenie początków współpracy Huntera i Garcia. Znam ich jako zgrany duet ale tutaj mogłam poznać szczegóły ich życia, które będą ich kształtować i definiować na kolejne części serii. Dowiedziałem się sporo, przede wszystkim o samym Hunterze, z czego wynika jego chroniczna bezsenność i to dlaczego działa w  taki a nie inny sposób. Z pewnością potrzebował przeciwwagi a Carlos Garcia jest jego idealnym dopasowaniem.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,8 cm - 2,1 cm = 73,7 cm.

środa, 31 lipca 2019

,,The Cowboy's Return" Carolyne Aarsen

Lukas wrócił po kilku latach nieobecności do rodzinnej miejscowości Rockyview by przejąć dom i farmę po zmarłym dziadku ze strony ojca. Dopiero co, po wypadku w piach obróciła się jego kariera wojskowa i na nowo musi szukać swojego miejsca w życiu. Powrót do domu nie jest łatwy. Wraca do miejsca, które nigdy nie było jego miejscem i do babki, która po śmierci jego rodziców oddała go na wychowanie obcym ludziom. Teraz to ona dochodzi do siebie po operacji i nieoczekiwanie jej pielęgniarką jest Summer, dawna dziewczyna Lukasa, obecnie będąca w zaawansowanej ciąży. Spotkanie całej trójki w jednym domu oraz śnieżyca staną się momentem przełomowym dla wszystkich bohaterów. Zostaną skonfrontowani ze swoją przeszłością, problemami i zobaczą, że wszystko ma swoją drugą, mniej oczywistą i bardziej bolesną stronę.

,,The Cowboy's Return" to opowieść wpisująca się w kanony romansu chrześcijańskiego. To nie tylko subtelnie opowiedziana historia o uczuciu, które nigdy nie wygasło ale zostało przytłoczone przez niezrozumienie i problemy codzienności ale także bardzo poruszająca opowieść o wybaczeniu i otwieraniu się na innych ludzi. Cała trójka głównych bohaterów: Lukas, Summer i Glenda najpierw sami zostali boleśnie zranieni - przeżyli śmierć bliskich im osób i nie umieli sobie z tym poradzić. Zamknęli się na innych i oddalili od tych, którzy powinni być ich oparciem, uparcie trwali w swoim własnym zranieniu nie zauważając, że sami też ranią swoja postawą innych. Nauczyli się uciekać zamiast stawać twarzą w twarz ze swoimi problemami. Dopiero wymuszona przez okoliczności konfrontacja pozwoli im znaleźć upragniony spokój duszy i zdobyć się na najtrudniejszy krok - wybaczenie.

,,The Cowboy's Return" nie jest może spektakularną powieścią, nie ma w niej wielu zaskoczeń ale niesie w sobie ogromne pokłady ciekła i pozytywnych uczuć. Skupia się na małych życiowych gestach, prostych elementach każdego dnia, spokojnym budowaniu relacji międzyludzkich. Koncentruje się na tych wszystkich prostych rzeczach, które traktujemy za tak duży pewnik, że wręcz nie zauważamy a przecież to one decydują o szczęściu i budują spokojne, normalne życie.

Ja książkę Carolyne Aarsen czytałam w ramach swojego corocznego postanowienia, by doskonalić znajomość angielskiego i przyznam, że po raz pierwszy był to tak idealny strzał w dziesiątkę. Ciekawa, wciągająca fabuła oraz prosty i łatwo trafiający do odbiorcy język sprawiły, że czytałam w ekspresowym tempie, prawie w ogóle nie zauważając, że czytam w innym języku niż polski. Dlatego polecam zarówno tym, którzy szukają książki by rozwijać angielki jak i tym, co chcą po prostu poczytać lekką ale mądrą opowieść.

wtorek, 30 lipca 2019

,,Mason. CIA, narkotyki, mroczne tajemnice Hollywood" - I Rozdział

Książka wydana nakładem wydawnictwa Akurat - Premiera 17 lipca 2019




Wkrótce, na początku sierpnia, minie dokładnie 50 lat od chwili gdy wyznawcy sekty założonej przez Charlesa Mansona dokonali serii brutalnych zbrodni, z których niewątpliwie najgłośniejszą i najbardziej makabryczną była ta popełniona w willi Romana Polańskiego przy Cielo Drive. Została wtedy wraz z grupą przyjaciół zamordowana ciężarna żona Polańskiego, Sharon Tate. I chociaż minęło tyle lat, powiedziano na ten temat tak wiele, ta zbrodnia oraz sama postać Mansona nadal elektryzuje społeczeństwo, budzi ciekawość, nadal wywołuje dreszcze. Bo chociaż tak wiele powiedziano, ma się cały czas poczucie, że równie dużo pozostało niedopowiedziane i to nie tylko w sferze samego morderstwa ale także jeśli chodzi o szerszy konspekt wydarzeń jakie rozegrały się latem 1969.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat miałam możliwość z zapoznaniem się z fragmentem najnowszej publikacji poświęconej Mansonowi i tamtym wydarzeniom. Mimo, że prolog i pierwszy rozdział to zaledwie przedsmak całej książki można już wyczuć wyraźny klimat w jakim autor, Tom O'Neil podążą. Prolog sporo wyjaśnia, dlaczego w ogóle powstała kolejna publikacja na ten sam temat, temat do którego nikt już nie chce wracać i który zdaje się być dla wielu bardzo niewygodny. O'Neil chce sięgnąć głębiej, odkopać to co przykryto i wydobyć na światło dzienne wszystkie przekłamania i niedopowiedzenia.  Chce skonfrontować oficjalną prawdę głoszoną przez byłego prokuratora Vincenta Bugliosi z własnymi odkryciami i własnym dziennikarskim śledztwem. Takie wyraźne postawienie sprawy nadaje książce cel i kierunek, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na stawiane sobie pytania.

Rozdział 1 to reporterskie odtworzenie zdarzeń z 9 sierpnia 1969, prezentacja najważniejszych osób biorących w nich udział oraz pobieżne zapoznanie z śledztwem a w finale procesem sądowym. Na tym etapie przywoływane są tylko suche, ogólnodostępne fakty. Jednak nie da się ukryć, że jest to bardzo mocne podłoże by móc zacząć zadawać pytania i wyciągać wnioski. Wyraźnie czuć, że autor nie będzie koncentrował się na tym co widać na pierwszy rzut oka ale chce drążyć głębiej i zrozumieć dlaczego w ogóle doszło do zbrodni, co kierowało sprawcami i jakie, w dalszej perspektywie, miało to przełożenie na całe społeczeństwo.

Fragment, który czytałam, nie dał odpowiedzi, nic nie wyjaśnił, wręcz przeciwnie sprawił, że zaczęłam szukać i wiem na pewno, że chcę przeczytać całość. Raczej nie spodziewam się radykalnej i jednoznacznej odpowiedzi na wątpliwości, które mnie nurtują. Ale jeśli całość poprowadzona jest w duchu tej samej konkretności, dociekliwości i rzeczowego podejścia do tematu to z pewnością może dostarczyć wielu zaskoczeń i rzucić zupełnie nowe światło na tę zbrodnię. Mam nadzieję, że wyjaśni także dlaczego akurat Manson, zbrodniarz siedzący przez pół wieku za kratkami, tak mocno zapisał się na kartach popkultury.

niedziela, 28 lipca 2019

,,Zabójstwo Pitagorasa" Marcos Chicot

 Tytuł oryginału: El asesinato de Pitágoras

Pitagorasa z pewnością, każdy kojarzy, bo któż nie musiał uczyć się na pamięć jednego z najważniejszych matematycznych twierdzeń. Z pewnością wtedy też każdy się zastanawiał po co jest mu potrzebna wiedza, że suma kwadratów boków przy kącie prostym jest równa kwadratowi przeciwprostokątnej (tak, nadal to pamiętam :). Dlatego pomysł Marcosa Chicota, żeby wykorzystać wiedzę matematyczną i na jej podstawie zbudować wątek sensacyjny jest trochę ryzykowna ale i rozbudza ciekawość.

V w. p.n.e. Wspólnota założona przez Pitagorasa wyrosła na swego rodzaju potęgę. Wartości wyznawane przez wielkiego filozofa są podstawą funkcjonowania całej społeczności a wyznacznikiem pozycji jest stopień wtajemniczenia i ilość posiadanej wiedzy naukowej. Sam Pitagoras zaczyna myśleć nad wyznaczeniem swojego następcy, gdy całą społecznością wstrząsają kolejno brutalne zabójstwa uczniów, którzy są brani pod uwagę jako jego potencjalni następcy. Tajemniczy wróg zdaje się wyprzedzać o krok wszystkie działania jakie podejmuje Pitagoras wraz ze swoją córką Ariadną i przyjacielem Akeonem.

,,Zabójstwo Pitagorasa" nie jest książką naukową, chociaż przemyca sporo wiedzy matematycznej ani historyczną, chociaż autor twierdzi, że wiele zdarzeń jest autentycznych i opartych na źródłach historycznych. To tak naprawdę powieść sensacyjno-przygodowa ubrana w ładny choć trochę naiwny płaszczyk historyczny. Ma swoje plusy: trzyma w napięciu, zaskakuje, łączy wiele wątków w jedną ciekawą opowieść ale równocześnie nie sposób nie uśmiechać się czytając o zachowaniach i metodach, które nierozłącznie kojarzą się z czasami współczesnymi. Ale wiecie co, to nie ważne. Bo tak książka to powieść czysto rozrywkowa i w taki sposób najlepiej ją traktować. Obserwowanie rozgrywki Pitagorasa z jego arcywrogiem dostarcza wiele emocji, niepewności i zaskoczeń. Jest sporo makabry, która ma chyba na celu podkreślenie jak bardzo zły jest ten, kto chowa się w cieniu. Szkoda tylko, że w finale autor poszedł po najmniejszej linii oporu i zniszczył to co udało mu się wcześniej zbudować.

Jak ktoś zastanawia się co zabrać ze sobą na urlop to ,,Zabójstwo Pitagorasa" będzie idealne. Przykuje uwagę ale zbytnio nie zmęczy, zaciekawi ale potem bez żalu odłożymy na półkę, sprawi, że dowiemy się czegoś nowego ale tak nie za dużo i w lekki sposób. Chyba dzięki tej książce wyszedł mi idealny przepis na wakacyjną lekturę :) 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 80,20 cm - 4,4 cm = 75,8 cm.

piątek, 26 lipca 2019

,,Książę zmienia wszystko" Christy Carlyle

 Tytuł oryginału: A Duke Changes Everything

,,Książę zmienia wszystko" to książka rozpoczynająca serię ,,Klub książąt" nowej na polskim rynku Christy Carlyle. Opowieść całkiem sympatyczna choć trudno ją nazwać oryginalną. Już pierwsze kilka stron nasunęło mi dosyć wyraźne skojarzenia z książkami Grace Burrows  (,,Miłość barona") czy Sarah McLean (cykl ,,Zasady łajdaków"). Tak, wiem, romans historyczny to taki rodzaj literatury gdzie ciężko wymyślić coś zupełnie nowego ale dobra autorka może wnieść w niego trochę świeżości i wyraźnie zaznaczyć swój styl.

Opowieść o Nicku i Minie jest już od początku naznaczona schematami. On - bogaty, zły, owiany mroczną przeszłością zjawia się w posiadłości, którą odziedziczył i której chce się jak najszybciej pozbyć. Ona - piękna córka zarządcy, po ojcu przejęła stery nas posiadłością i zrobi wszystko by przekonać nowego księcia, że jest to miejsce, o które warto się troszczyć i które warto pokochać. Zanim książę dostrzeże piękno posiadłości, zauważa piękno dziewczyny i traci dla niej głowę. I szczerze, tu mógłby być koniec opowieści, bo chociaż jeszcze przez chwilę się broni to jednak dosyć szybko podporządkowuje się Minie i jakoś tak słabo pokazuje swój charakter. Potem jest tylko różowo, cukierkowo i ...dosyć nudno. Przyznam, że brakło mi humoru, napięcia, emocji, wzruszeń. I wcale nie mam na myśli scen erotycznych (ta, oczywiście jest) ale wszystkich tych elementów, które decydują o wyjątkowości opowieści. Przecież nie musi być dramatycznie żeby było wzruszająco, nie musi być komicznie żeby się uśmiechnąć przy lekturze, mogą istry strzelać w trakcie wymiany zdań a charakter to nie mówienie, że wszyscy się kogoś boją.

,,Książę zmienia wszystko" miało potencjał ale jakoś tak się on rozmył. Została poprawna historia, którą się przeczyta i o niej zapomni. A szkoda!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 82,0 cm - 1,8 cm = 80,2 cm.