wtorek, 17 października 2017

,,Makuszyński" Mariusz Urbanek

W jego książkach było słońce i radość. Przypominał, a może raczej wydobywał ponownie to co tkwiło w każdym człowieku odsunięte i trochę zapomniane - beztroskie dzieciństwo, radość, prostota. Sam też taki był: nikogo nie chciał naprawdę zranić, widział wszędzie dobro, rozdawał humor i uśmiech. Jego życie mogłoby przebiegać prosto, równą, spokojną drogą... Życie jednak takie nie jest. Ucina, odwraca wszystko o 180 stopni i każe się na nowo dostosować. Tylko co jeśli nowa rzeczywistość przerasta i przytłacza?

Biografia Kornela Makuszyńskiego to gotowy scenariusz na bardzo przejmujący film. Film początkowo pełen słońca, ciepłych barw, będących tłem dla drogi usłanej sukcesami oraz społecznym uznaniem. Bo niewielu udaje się tak jak Makuszyńskiemu wyrwać z biedy, zdobyć poparcie Jana Kasprowicza już w momencie debiutu a potem tylko sukcesywnie zdobywać uwielbienie czytelników. Nie ważne co pisał: wiersze, powieści, felietony, opowieści dla dzieci i młodzieży - był czytany i rozpoznawany. Prawdziwy celebryta, pomimo mało spektakularnej fizjonomii. Wszystko to jednak się urywa. Nadciąga II wojna światowa, a po niej Rzeczpospolita Ludowa gdzie nie ma miejsca dla kogoś, kto przynosi ,,tylko" rozrywkę. Obraz zasnuwają ciemne chmury, staje się mroczny, trudny, wręcz bolesny do zaakceptowania. Legendę pochłoną mrok.

Mariusz Urbanek po raz kolejny wykonał kawał dobrej roboty. Stworzył realistyczny, mocno oparty na faktach ale również bardzo bliski obraz Kornela Makuszyńskiego. Pisarz ożył na kartach powieści. Nie tylko śledziliśmy koleje jego życia ale i poznawaliśmy najważniejszych bohaterów jego powieści. Wszystko świetnie zostało wkomponowane w realia historyczno-społeczne. Po równo także rozłożone są akcepty, powoduje to, że biografia nie ma jednak pesymistycznej wymowy. Bije z niej mnóstwo optymizmu tak charakterystycznego dla Makuszyńskiego, który do ostatnich chwil stara się trzymać prosto i nie poddawać przeciwnościom.

piątek, 13 października 2017

,,Król Lear nie żyje" Maria Bojarska


Na zawsze dla mnie pan Wołodyjowski będzie miał twarz Tadeusza Łomnickiego. Jednak Tadeusz Łomnicki to nie Jerzy Michał Wołodyjowski. Tadeusz Łomnicki był perfekcjonistą, mistrzem, wielkim aktorem teatralnym, nauczycielem, rzemieślnikiem ... potworem. A nikt tego lepiej nie wiedział niż jego ostatnia żona, z którą spędził prawie dwadzieścia ostatnich lat życia - Maria Bojarska.

,,Król Lear nie żyje" to wspomnienia Marii Bojarskiej o mężu (lub jak ona mówi byłym narzeczonym) w formie swobodnego strumienia myśli. Obrazy, myśli, wspomnienia, anegdoty wychodzą z jednego wspólnego punktu jakim jest ostatnia rola Łomnickiego - wymarzony, upragniony król Lear. Roli, która miała być zwieńczeniem i ukoronowaniem aktorskiej drogi a stała się finiszem. W trakcie próby, jednej z ostatnich, przed premierą Tadeusz umiera. Bojarska próbuje pokazać, że tak na prawdę aktor całe życie przygotowywał się do roli Leara. Każde, kolejne wydarzenie w jego niejednoznacznie odbieranym życiu przybliżało i coraz bardziej uwiarygodniało go jako tego szekspirowskiego bohatera.

Jednak nie jest to tylko biografia. To też niezwykły, czasem gorzki i pełen goryczy obraz światka aktorskiego. Niejednoznacznego, mściwego, pełnego fałszu i obłudy. Autorka wyciąga na światło dzienne mnóstwo bolesnych, wręcz intymnych szczegółów. Otwarcie mówi o początkach swojego romansu, wtedy jeszcze z urzędującym rektorem PWST, o kłótniach, rozstaniach, o aborcji. Nie ucieka od trudnych i kontrowersyjnych wątków w życiu Łomnickiego - był w końcu członkiem KC PZPR. Jednak próbuje z tego wyciągnąć zalety i pokazać, że jednak nie był on typowym partyjniakiem. Podkreśla, że swoją pozycję chciał wykorzystać dla dobra studentów i sztuki.

Jest jeszcze jeden ważny aspekt tej biografii. Ten, który szczególnie mnie uderzył. Nie jest to wątek historyczny czy biograficzny. Niezwykły i chyba trochę odmienny od współczesnego jest odbiór teatru. Jego znaczenia, wpływu na ludzi. Rozumienia prawdziwej Kultury. Przekładania jej na codzienne życie i współczesne sytuacje. Łomnicki tak żył, był perfekcjonistą w każdym calu i jak nieliczni rozumiał i wcielał w życie prawdziwe powołanie aktora. Miał być lustrem, w którym widz dostrzeże prawdę o sobie samym i swoim życie, dlatego tak wielką wagę przykładał do każdego gestu czy słowa. Jako aktor, rektor, nauczyciel chciał to przekazać innym.

Nie czyta się tego łatwo. Styl pisarstwa: piękny, dojrzały, pełen subtelnych niuansów, anegdot, wielokrotnie przegadanych i przemyślanych prawd znacznie odbiega od tego co obecnie jest popularne. Jednak warto się wgryźć i rozsmakować by później dostrzec jak bardzo jest ona uniwersalna. Bo natura ludzka pozostaje niezmienna.

p.s. Zachęcam do oglądnięcia.


czwartek, 5 października 2017

,,Dziennik z podróży do Rosji" John Steinbeck

 Tytuł oryginału: A Russian Journal

,,Nie mamy żadnych wniosków poza jednym. Rosjanie nie różnią się niczym od reszty populacji świata. Oczywiście, są wśród nich źli ludzie, ale ogromna większość to dobrzy ludzie."

Gdy John Steinbeck wyruszał na wyprawę do Rosji (a raczej Związku Radzieckiego) świat dochodził do siebie po II wojnie światowej. Żelazna Kurtyna dopiero się kształtowała ale było już czuć w powietrzu rodzący się podział na Zachód i Wschód. Ludzie obawiali się tych ,,złych sowietów". Dociekliwy, reporterski instynkt Steinbecka zmusił go do zadania sobie pytania jacy właściwie są ci Rosjanie. Czym się różnią? I dlaczego trzeba się ich obawiać? Zdawał sobie sprawę, że w Stanach nie odnajdzie odpowiedzi na te pytania więc wraz z fotografem Robertem Capą wyrusza na dwumiesięczną wyprawę po Rosji.

Z taką samą dociekliwością z jaką dokumentował Amerykę teraz patrzy na Związek Radziecki. Przemierza kolejne republiki: Ukrainę, Gruzję, podziwia Moskwę, wędruje po zrujnowanym Stalingradzie i wszędzie wychwytuje to co je charakteryzuje i wyróżnia. Wyciąga to co jest inne, nowe, zaskakujące dla przeciętnego Amerykanina. Nie ocenia, nie szkaluje, nie szuka na siłę potknięć ale też nie koloryzuje. Z reporterską rzetelnością notuje pozwalając sobie jedynie na okraszanie obrazu subtelną nutą humoru i ironii. Jego Rosja jest inna, egzotyczna ale przez to fascynująca. Pełna smaków, zapachów,zraniona ale z dumą podnosząca się ze zgliszcz. Pobrzękują nuty panujące komunizmu ale są tak łagodne, że nie są w stanie zakłócić pozytywnego wydźwięku reportażu.

Steinbeck w Związku Radzieckim był turystą, oprowadzanym przez wysłannika urzędującej władzy. Widział to co pozwolono mu zobaczyć, doświadczył to co pozwolono mu doświadczyć. Nie drążył, nie wnikał zbyt głęboko ale wcale tego nie chciał. Chciał zobaczyć przeciętność i pozorną zwyczajność. I to zobaczył oraz uchwycił na kartach tego reportażu. Nie chciał gnębić politycznymi wydźwiękami oczywistych różnic. Rosja wywarła na nim dobre wrażenie. Zapamiętał miejsce pełne normalnych, zwykłych ludzi i to chciał przekazać swoim rodakom 70 lat
temu.

*Steinbeck w reportażu używa nazwy Rosja. Ja ją powtarzam jako odnoszącej się do całego Związku Radzieckiego. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 38,1 cm - 1,6 cm = 36,5  cm                  

wtorek, 3 października 2017

,,W krainie białych obłoków" Sarah Lark

 Tytuł oryginału: Im Land der Weissem Wolke

,,W krainie białych obłoków" to wciągająca powieść rozgrywająca się w Nowej Zelandii na przestrzeni ponad dwudziestu lat.

Dwie młode kobiety spotykają się na statku płynącym z Anglii do Nowej Zelandii. Obie mają tam zawrzeć małżeństwa z mężczyznami, których nigdy wcześniej nie spotkały. Żadna z nich nie zdaje sobie, że wyprawa, która początkowo jawi się jako niezwykła przygoda, stanie się początkiem trudnego i pełnego wyzwań życia. Nowa ojczyzna, pozornie przypominająca raj, staje się miejsce gdzie przyjdzie doświadczyć im bólu, cierpienia, okrucieństwa i osamotnienia. Na szczęście ich wzajemna przyjaźń stanie się opoką, na której zawsze będą mogły się oprzeć by z dumą przeć do przodu i liczyć, że wreszcie przez obłoki przebije się słońce.

Od powieści Sarahy Lark nie można się oderwać. Pasjonująca, interesująca i dobrze opowiedziana historia rodzinna zachwyca. Zarówno tło społeczne i historyczne jak i warstwa obyczajowa są bardzo dobrze zbudowane. Z niecierpliwością obserwuje się kolejne zwroty w życiu bohaterów. Raz ich bardziej nie lubimy, by za chwilę im współczuć. Cieszymy się z małych sukcesów i cierpimy gdy dotyka ich kolejna tragedia. Nie można przejść obok obojętnie. Problemy są zarówno bliskie i znajome ale równocześnie tchną też egzotyką, odległymi podróżami. Sprawiają, że widać co naprawdę stało u podstaw kolonizacji i w jakim trudzie, pocie oraz bólu rodziło się społeczeństwo nowozelandzkie.

Ja jestem zachwycona i z pewnością będę wypatrywać kolejnych tomów.

piątek, 29 września 2017

,,Okupacja od kuchni" Aleksandra Zaprutko-Janicka


Niby to banał ale każdy musi jeść. I nie ważne jak straszne, tragiczne zdarzenia rozgrywają się naokoło. Na pierwszy plan zawsze wyjdzie kwestia jedzenia.

Aleksandra Zaprutko-Janicka w swoje publikacji próbuje opowiedzieć o tym jak wyglądało żywienie i kwestia pożywienia w trakcie II wojny światowej. Skoncentrowała się na klasie średnie i inteligenckiej (czyli ówczesnych odpowiednikach dzisiejszych czytelników tej książki). Pokazuje jak bardzo zmieniło się ich życie i jak wiele wysiłku oraz pomysłowości musiało kosztować panie domu przygotowanie nawet najprostszego posiłku. Sklepy nie działały, reglamentacja pożywienia była kpiną, brakowało wielu składników a ludzie musieli żyć i walczyć. Wtedy do głosu doszła polska pomysłowość. Prawie wszystko można było wykorzystać: obierki, żołędzie, brukiew. Nagle park stał się działką. I, niestety, wiele zwierząt, o których wcześniej nie pomyślano by w kategoriach posiłku, jak konie, koty, gołębie, nagle nimi się stało.

Chyba jednak największymi bohaterami tej książki są tysiące bezimiennych ochotników, który ryzykowali swoje życie wyruszając na szaber i poświęcając się by przeszmuglować jedzenie ze wsi do miasta. Fakt, że nie działali do końca z bezinteresownych pobudek wcale nie umniejsza ich odwagi.

,,Okupacja od kuchni" to kolejny ciekawy i pełen niezwykłej oraz nieoczywistej historii. Zbliża się bardzo mocno do zagadnień, które są bliskie zwykłemu Polakowi i pokazują zupełnie inne, bliższe, bardziej swojskie oblicze Wielkiej Historii. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 40,6 cm - 2,5 cm = 38,1  cm                  

czwartek, 28 września 2017

,,Miłosne szyfry" Tessa Dare


Tytuł oryginału: Do You Want to Start a Scandal

Początkowa to historia nie przypadła mi do gustu. Mimo, że akcja rozgrywa się bardzo szybko. Już na pierwszych stronach panna Charlotte Highwood pakuje się w nie lada kłopoty, które kończą się zaręczynami (na razie nieoficjalnymi) z przystojnym markizem. Brakowało mi jednak klimatu jakim charakteryzują się opowieści z Spindle Cove. Dopiero w miarę rozwoju akcji pojawiają się pewne charakterystyczne nuty.

To ponownie komedia romantyczna z całą gamą pomyłek i wpadek. Rezolutna panna Charlotte, którą obserwowaliśmy jak dorasta w poprzednich tomach teraz znalazła się w centrum wydarzeń. Nauczona doświadczeniami starszych sióstr chce małżeństwa z miłości a nie obowiązku. A właśnie taki proponuje jej Piers. Charlotte nie byłaby sobą gdyby za szybko się poddała. Spryt i inteligencja to jej największe zalety i tego ma zamiar właśnie użyć.

Szkoda mi się żegnać ze Spindle Cove. ,,Miłosne szyfry" to domknięcie opowieści. Dopisanie ostatniego rozdziału do historii specyficznych mieszkanek tego nadmorskiego miasteczka. Dzięki wtrąceniom dowiadujemy się co słychać u bohaterek wcześniejszych tomów i tylko pozostaje nam wierzyć że żyją sobie dalej długo i szczęśliwie.

wtorek, 26 września 2017

,,Sto milionów dolarów" Lee Child

 Tytuł oryginału: Night School

Trochę się rozczarowałam. Bo wiecie, po tak kultowym bohaterze jak Jack Reacher spodziewałam się więcej. Dużo zadymy, szalonej akcji, mnóstwo napięcia, zagadki i przede wszystkim by zagrożenie goniło zagrożenie. Za to tutaj jest bardzo statyczna akcja. Bohater ma znaleźć coś wartego sto milionów dolarów, którą to rzeczą interesują się wrogowie. Pozornie łatwe zadanie? Nic bardziej złudnego. Teoretycznie nie istnieje nic takiego: wszystko jest albo droższe albo tańsze. Ktoś jednak czymś handluje. Informacje krążą po kontynentach a Reacher siedzi i obserwuje rzeczywistość Hamburga. Pląta się tam gdzie nie powinien, chyba bardziej dla zasady wdaje się w jakąś bójkę i genialnie zgaduje o co w tym wszystkim chodzi.

Przynajmniej w tym przypadku, nie po drodze mi z Reacherem. Chciałam więcej dynamicznej akcji, więcej zwrotów akcji, napięcia. Czegoś co skutecznie przykułoby uwagę. I chociaż długo utrzymywała zainteresowanie tajemnicza ,,rzecz" to nie było to, aż na tyle przekonywujące żebym lepiej oceniła powieść. Dużo tam niepotrzebnego dreptania w miejscu i chociaż nie ma specjalnie dużo niepotrzebnych dłużyzn akcji to jednak brakuje dynamizmu.

,,Sto milionów dolarów" trudno nazwać powieścią sensacyjną. Ma pewne cechy sensacji ale i powieści szpiegowskiej oraz thrillera. Trochę jednak tego za mało aby skutecznie wbić w fotel na cały wieczór.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 43,5 cm - 2,9 cm = 40,6  cm                  

poniedziałek, 25 września 2017

,,Miasto cieni" Ransom Riggs

 Tytuł oryginału: Hollow City

Osobliwego domu pani Peregrine już nie ma. Sama opiekunka osobliwych dzieci także nie jest sobą. Uwięziona pod postacią ptaka sama potrzebuje pomocy. Gromada osobliwców pod wodzą Jacoba i Emmy wyrusza w świat poza granice swojej pętli by szukać ratunku. Odwiedzą inne pętle, poznają kolejnych osobliwców i przyjdzie im się zmierzyć po raz kolejny z ukrytym złem.

,,Miasto cieni" to schematycznie napisana kontynuacja. Czasami wręcz razi (przynajmniej mnie, jako osobę już dorosłą) ślepe kierowanie się zasadą problem - genialne a jednocześnie proste rozwiązanie - błyskotliwe dzieci górą. Większa cześć powieści niestety tak wygląda. I nawet tło, na którym rozgrywa się akcja jest jakieś mało wyraźne. Jak dla mnie za mało magii, uroku, tej niezwykłej potrzeby przygody. Dopiero zakończenie łamie schemat, burzy spokój i sprawia, że na wszystko patrzy się zupełnie inaczej. Dużo wyjaśnia i sprawia, że ma się ochotę sięgnąć po kolejną część.

Tutaj także ogromnym plusem są zdjęcia pochodzące z kolekcji autora i jego znajomych. Niecodzienne, intrygujące, idealnie wpisujące się w klimat opowieści oraz podkreślające jej charakter. Są elementem, który jednoznacznie wyróżnia powieść na tle wielu innych powieści przygodowych z nutką fantastyki skierowanych do młodzieży.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 46,3 cm - 2,8 cm = 43,5  cm                  

piątek, 22 września 2017

,,Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan" Dariusz Rosiak


,,Ziarno i krew" to niezwykła wędrówka, która zaczyna się w Sztokholmie by zakończyć się Zachodnim Brzegu w Izraelu. Jednak opisów wędrówki nie ma tutaj prawie wcale, bo nie droga sama w sobie jest ważna ale to gdzie, a właściwie do kogo, prowadzi.

Dariusz Rosiak przemierza Bliski Wschód by spotkać się z zamieszkującymi te tereny chrześcijanami.Przygląda się z bliska ich społecznościom i próbuje pokazać różnice jak i podobieństwa. Współcześnie, czasem zapominamy, że to nie Europa była kolebką chrześcijaństwa. Narodziło się ono na Bliskim Wschodzie, tam zachodziły najważniejsze procesy klarowania się ideologii. Tam rozgrywały się najważniejsze spory teologiczne i tam nadal mieszkają ludzie, którzy wierzą i modlą się jak ich przodkowie. Jednak bycie chrześcijaninem w tym rejonie świata to prawdziwe wyzwanie i szkoła wiary. Z  każdej strony jest się atakowanym, pozbawianym podstawowych praw, traktowanym jak obywatel drugiej kategorii. Normalnym jest życie w stałym zagrożeniu przed utratą życia. Mimo te wspólnoty chrześcijańskie żyją, funkcjonują i potrafią sprawiać, że muzułmanie postanawiają przyjąć chrzest.

,,Ziarno i krew" otworzyło mi oczy na wiele zagadnień, które wcześniej ignorowałam lub nie rozumiałam. Bliski Wschód - Syria, Egipt, Turcja, Irak - to nie tylko Państwo Islamskie i wojujący islam ale także przestrzeń gdzie żyją normalni ludzie. Uchodźcy to nie tylko przenikający do Europy terroryści ale i chrześcijanie, którzy szukają nowego domu. Rosiak pokazał całą złożoność problemu. Wyciągnął na pierwszy plan to co dotychczas kryło się w tle, co zagłuszały doniesienia o zamachach. Pokazał siłę, wiarę i niezwykły hart ducha zwykłych ludzi. Świetny reportaż, który warto przeczytać.


  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 49,4 cm - 3,1 cm = 46,3  cm                  

czwartek, 21 września 2017

,,Biuro Podróży Samotnych Ser: Kierunek Tajlandia" Katy Colins

Tytuł oryginału: Destination: Thailand (The Lonely Hearts Travel Club)

Kto z nas nie marzy o dalekich podróżach, egzotycznych miejscach, szalonych przygodach. Gdy aura za oknem nie sprzyja oddajemy się marzeniom o miejscach gdzie zawsze jest słońce, czas wolniej płynie a deszcz i wiatr są pojęciami obcymi. Jeśli jeszcze dodatkowo coś w życiu się nie układa, pierwszą myślą jest uciec (pardon, wyruszyć) na drugi koniec świata.

Tak właśnie zrobiła Georgia. Tuż przed ślubem narzeczony odszedł, straciła pracę i mieszkanie. Zagubiona postanowiła wyruszyć w swoją podróż życia by doświadczyć czegoś nowego. Oczywiście początkowo wszystko idzie źle, nic się nie układa a ludzie jacy ją otaczają są wyjęci z najgorszych koszmarów. W którym momencie dochodzi do przebudzenia i Georgia postanawia zawalczyć oraz zejść z łatwych utartych ścieżek.

,,Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia" to bardzo schematyczna i stereotypowa powieść. Wyróżnia ją jednak lekkość stylu oraz humor z jakim przedstawione są przygody Georgii. Jej Wielka Podróż nie odbiega zbytnio od tego do czego przyzwyczaił na ten gatunek: najpierw całe pasmo porażek by potem się podnieść. Plusem jest jednak tło jakie prezentuje autorka. Obok Georgii przewija się cała ferajna różnych postaci. W większości są to statystyczni turyści  odwiedzający Tajlandię: bezrefleksyjni, nastawieni na łatwą rozrywkę, głupi, wyrachowani czy wręcz prymitywni. Nie doceniają tego co dane jest im doświadczać czy oglądać.

Przygody Georgii to świetny przerywnik. Przypomina o lecie i egzotycznych miejscach. Pozwala choć przez chwilę poczuć się ja na pełnych przygód wakacjach. Przyjemna, pełna rozrywki książka.

wtorek, 19 września 2017

,,Przesyłka" Sebastian Fitzek

 Tytuł oryginału: Das Paket
 
,,Przesyłka" to thriller prawie idealny. Zwarta konstrukcja, szybkie tempo, nagłe i niespodziewane zwroty akcji. Jest to ogromny plus bo miesza w głowie i budzi niepokój oraz niepewność w czytelniku. Tak jak główna bohaterka ma problemy z rozpoznaniem co jest prawdą a co tylko mirażem.

Tytułowa przesyłka staje się katalizatorem wywołującym całą serię tragicznych i dramatycznych zdarzeń w życiu głównej bohaterki. Skrzywdzona i osamotniona coraz bardziej popada w paranoję. Ma problemy z rozróżnianiem prawdy. Podobnie jest z czytelnikiem. Autor głęboko wchodzi w psychikę swojej bohaterki zmuszając ją do ekstremalnych zachowań, przez to tylko jeszcze bardziej utrudnia dotarcie do rozwiązania. Wokół bohaterki buduje świat złożony z niedomówień, tajemnic, kłamstw, które nie pozwalają dostrzec jej tego co na prawdę wokół niej się dzieje.

Ogromnym plusem ,,Przesyłki" jest to, że idealnie wpisuje się w klasyczne schematy. Skondensowana forma nie pozwala na nudę, wątpliwość goni wątpliwość, nic nie jest pewne, cały czas czujemy niepokój. I mimo, że już w połowie zgadłam właściwe rozwiązanie spędziłam przyjemne popołudnie.

poniedziałek, 18 września 2017

,,Komornicy i opowiadania wybrane" Władysław Orkan



Nie ma już karczmy przy rynku, stary kościółek spłonął w 1992 roku, stare chatynki już dawno rozebrane i zapomniane, cichy cmentarz opiekuje się żoną i córką i tylko drewniany domek przypomina, że był i mieszkał Władysław Orkan. Bacznie obserwował, dumał i zapisywał. To dzięki niemu znowu do głosu dochodzą niewidoczni, zapomniani górale gorczańscy.

,,Komornicy" to zaledwie miniaturowa powieść, która opisuje biedę i cierpienie górali. Nie bazuje na schemacie konfliktu między chłopem a panem ale wchodzi głębiej i naświetla wewnętrzne podziały wśród najuboższych. Bo i tam są lepsi i gorsi. I o ile ten obraz jest ważny ale trochę już nieaktualny to dużo bogatsza jest warstwa charakterologiczna. Wzory zachowań, sposoby myślenia są uniwersalne i stałe. Wychodzą na wierzch małostkowość, zazdrość, głupota, chciwość, brak zrozumienia dla inności. To samo widać w pozostałych opowiadaniach.

Dla mnie jednak najważniejszy był obraz okolic, w których się wychowałam. Obraz sprzed prawie 100 lat. To jak wiele się zmieniło i jak wiele pozostało takie same. Wiele problemów zostało i choć w innej formie nadal są obecne. Władysław Orkan umiał dać temu wyraz. Chociaż ciężko się obecnie go czyta, przede wszystkim na bardzo mocną stylizację gwarową to gdy się już zacznie nie można się oderwać. Wiem, że jest to wybór nieoczywisty i nietypowy ale warty uwagi.


  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 50,8 cm - 1,4 cm = 49,4  cm                  
 

niedziela, 10 września 2017

,,Nowy Jork" Edward Rutherfurd

 Tytuł oryginału: New York

Zakochałam się w tej opowieści. Nie straszne były mi jej rozmiary. Gdy tylko ją otwarłam, pochłonęła i zachwyciła mnie tak bardzo, że nie byłam w stanie zmusić się do przerwania lub odłożenia jej na bok.

Bo ,,Nowy Jork" to nie tylko barwna i ciekawie opowiedziana historia rodzinna sięgająca swoimi korzeniami ponad trzysta lat wstecz. To także historia miasta, pokazująca jego piękne i wzniosłe momenty ale też z dumą i godnością mówiąca o chwilach słabszych, trudniejszych, bolesnych ranach i wstydliwych momentach. To skomplikowana, wielowymiarowa mozaika okrywająca jak zmieniały się poglądy, zapatrywania, przekonania. Obraz pokazujący rasizm, ciasnotę umysłową ale i wielkości oraz wielokulturowość miasta, które stało się symbolem.

Płynna i pozornie lekka narracja niczym kalejdoskop przeprowadza czytelnika przez wszystko co najważniejsze i pokazuje jak rozbudowywał ale przede wszystkim jak kształtował się Nowy Jork. Pokazuje jego korzenie. A w to wszystko umiejętnie wplatani są kolejni bohaterowie: zmieniają się oni tak jak zmienia się miasto. Są jego głosem i wyznacznikiem.

Nie da się przejść obok tej powieści obojętnie. Czaruje i porywa. Zachwyca i wzrusza. Niczym na przyspieszonym filmie widać zmiany ale gdzieś cały czas czuje się ten sam bijący rytm, który narzuca tempo temu nigdy nie zasypiającemu miastu. Teraz ja nie będę mogła spać, bo będę marzyć żeby móc kiedyś tam pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 57,5 cm - 6,7 cm = 50,8  cm                  

piątek, 8 września 2017

,,Szmaragdowa tablica" Carla Montero

 Tytuł oryginału: La Tabla Esmeralda

Od wielu osób słyszałam, że koniecznie muszę sięgnąć i przeczytać ,,Szmaragdową tablicę".  Twierdzili, że z pewnością spodoba mi się. Jest w tym wiele prawdy. Powieść Carli Montero idealnie wpisuje się w schemat jaki najbardziej lubię.

Mamy tutaj splecione w jedną opowieść historie dwóch różnych kobiet - współcześnie, młodej Hiszpanki Any oraz rozgrywającą się podczas II wojny światowej, Francuzki Sarah'y. Łączy je tajemniczy obraz ,,Astrolog". Żadna z nich nie zdaje sobie sprawy jak bardzo obraz zaważy na ich życiu oraz jak wiele trudnych, bolesnych, dramatycznych oraz zaskakująco radosnych momentów będzie z nim związane.

,,Szmaragdową tablicę" rewelacyjnie czytało mi się do momentu aż nawał obowiązków nie zmusił mnie do odłożenia na bok. Wtedy chyba doszedł do głosu schematyzm powieści, miałam podejrzenia jak to wszystko może się zakończyć i wcale nie spieszyło mi się aby osobiście to zweryfikować. Bo niestety jest to świetnie napisana, pełna zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń ale jednak schematyczna powieść. Autorka zmieściła pomiędzy okładkami wszystko to czego szuka się w tego typu powieściach: jest szczypta tajemnicy, garść miłości i namiętności, odrobina zagrożenia, jest niepewność i są wątpliwości. Bohaterowie niczym marionetki czasem miotają się kierowani wyższymi siłami i ulegając zwodniczym intrygom. Wszędzie czai się niebezpieczeństwo a każdy nowy dzień to nowa zagadka do rozwiązania i nowa walka do podjęcia. Brzmi zachęcająco, prawda? I takie też jest bo Montero to całkiem zdolna powieściopisarka ale ja chyba chwilowo czuję przesyt tego schematu i muszę poszukać na półce coś innego.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 61,9 cm - 4,4 cm = 57,5  cm                  

niedziela, 3 września 2017

,,Trzy tygodnie na pożegnanie" C.J.Box

Tytuł oryginału: Three Weeks to Say Goodbye

,,Trzy tygodnie na pożegnanie" to elektryzujący i trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony thriller. Zwarta i dobrze skonstruowana intryga opowiada historię młodego małżeństwa, które z dnia na dzień zostaje postawione w sytuacji bez dobrego wyjścia.

Jack i Melissa są młodym małżeństwem, które zmaga się z problemem bezpłodności. Po wielu niepowodzeniach decydują się na adopcję. Maleńka Angelina szybko podbija ich serca i zdobywa miejsce w ich rodzinie. Rodzinna sielanka trwa do momentu aż pojawia biologiczny ojciec dziewczynki i postanawia ją im odebrać.

Od początku czytelnik ma poczucie, że coś jest nie tak. Biologiczny ojciec trwa przy zabraniu dziecka ale równocześnie nie przejawia żadnych cieplejszych uczuć. Jack i Melissa czują się coraz bardziej osaczeni i zdeterminowani by zatrzymać małą. Rozpoczyna się brutalna i krwawa walka o dziecko, nie obejdzie się bez ofiar a finał będzie szokujący.

Siłą napędową powieści z pewnością jest niepewność i chęć poznania motywu jakim kieruje się biologiczny ojciec wraz ze swoim ojcem, sędzią Morelandem. Już od pierwszych stron nakreślono wyraźną linię dzielącą dobrych od złych i do ostatniej strony konsekwentnie się tego trzymano. Brakuje też jakichś spektakularnych zwrotów akcji ale nie można narzekać. Szybka, dynamiczna i raczej prosto prowadzona narracja z kilkoma bardzo brutalnymi przerywnikami, dopełniona obrazem zdesperowanych rodziców walczących o dziecko. Daje to w sumie mocny, wyrazisty thriller przy którym nie można się nudzić. Szkoda tylko, że narracje jest taka jednostronna i nie dane nam jest bliżej przyjrzeć się tym ,,złym". Taki zabieg zdecydowanie pogłębił by warstwę psychologiczną.

środa, 30 sierpnia 2017

,,Agonia dźwięków" Jaume Cabré

 Tytuł oryginału: Fra Junoy o l'agonia dels sons

Jaume Cabre to pisarz, na temat którego widziałam i czytałam już wiele pozytywnych i pełnych zachwytu opinii. Swoją przygodę z jego prozą postanowiłam zacząć od jednej z krótszych powieści ,,Agonii dźwięków".

Chyba najlepsze w czytaniu tej powieści było to, że zupełnie nie wiedziałam czego powinnam się spodziewać. Spowodowało to, że stopniowo odkrywałam ukryte w opowieści przekazy i wątki. Pozornie prosta historia skandalu jaki wybuch w rapidańskim klasztorze nabierała różnych odcieni. Początkowo czytałam napędzana ciekawością poznania co właściwie się tam stało po to by z każdą kolejną stroną widzieć coraz bardziej uniwersalne prawdy zawarte pod prostą warstwą fabularną.

Historia zakonnika, któremu odebrano to co najbardziej kochał - muzykę i skazano na pobyt w ciszy oraz pomiędzy głupimi, skostniałymi, nieżyciowymi zasadami, porusza. Cabre tak dobiera słowa, że wręcz na własnej skórze można poczuć jego poczucie beznadziei, opuszczenia a nawet gniew, który w pewnym momencie wybucha. Czujemy się osaczeni, przytłoczeni, zgnębieni. Mamy poczucie słuszności działania zakonnika ale równocześnie zdajemy sobie sprawę, że z głupotą, dewotyzmem nie wygra się bez wyrzeczenia samego siebie. Pojawia się tragiczny paradoks: czy wyrzec się siebie i swoich przekonań by spokojnie żyć, czy pozostać wiernym sobą ale ponieść najwyższą karę.

,,Agonia dźwięków" to skomplikowana, wielowarstwowa opowieść. Jeśli, jak wielu twierdzi, jest jedną ze słabszych w dorobku Cabre, to no nie mogę się doczekać aby poznać inne.

niedziela, 27 sierpnia 2017

,,Rachunek obcego sumienia" Mirosław Prandota


Wielka historia, w tym i kroniki II wojny światowej zajmuje wiele miejsca. Znamy głównych sprawców, daty, miejsca... Ale to tylko jedna strona medalu. Jest też druga, zupełnie inna, bliższa, mniej spektakularna ale paradoksalnie bardziej bolesna.

,,Rachunek obcego sumienia" to dwie narracje, początkowo płynące obok siebie. Aleksander D. - jeden z narratorów jako dziecko został adoptowany. Jest dzieckiem II wojny światowej, nie zna prawdziwych rodziców i dopiero jako dorosły człowiek postanawia odnaleźć swoje korzenie. Drugi narrator to bezimienny Stary Człowiek zamieszkujący wieś Czarny Las, gdzieś pod Gdańskiem. Z dużą dozą mądrości, wrażliwości a nawet sarkastycznego humoru obserwuje to jak zmieniała się wieś i jej mieszkańcy, najpierw w trakcie wojny a potem rodzącego się komunizmu.

,,Rachunek..." nie jest tylko wciągającą powieścią opartą na wątkach wojennych. To w dużym stopniu opowieść o wybaczeniu, poszukiwaniu własnej tożsamości. Próbuje się mierzyć z tematem rozrachunków polsko-niemieckich. Budzi świadomość i uświadamia jak łatwo zignorować bolesne i trudne prawdy w imię łatwiejszych kłamstw. Mimo, że dotyka trudnych tematów nie sieje ksenofobii czy nacjonalizmu. Z ogromną wrażliwością pokazuje że dwa wrogie kiedyś narody mogą razem współżyć o ile z odwagą i mądrością podejdą do prawdy.

Powieść Mirosława Prandoty wyróżnia się na tle innych opowieści z wielką historią w tle. Pozwala dojść do głosu świadkom, woła o rachunek sumienia i daje niezwykle mądrą lekcje tolerancji i wybaczania. 

Za możliwość przeczytania e-booka dziękuję wydawnictwu Psychoskok

wtorek, 22 sierpnia 2017

,,Opowieść Podręcznej" Margaret Atwood

 Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale

Przypadek sprawił, że równocześnie z ,,Opowieścią Podręcznej" czytałam Księgę Rodzaju. Trudno nie zauważyć brutalnie dosłownego potraktowania biblijnych opowieści o Sarze i Racheli przeniesionych do bliskiej przyszłości.

Radykalizm religijny, fanatyzm, pragnienie sprawowania nieograniczonej kontroli nad drugim człowiekiem, a przy tym katastrofy ekologiczne i demograficzne zbudowały nową rzeczywistość. Rzeczywistość, w której egzystuje wiele pokrzywdzonych ludzi. Najbardziej zepchniętymi na bok, uciśniętymi oraz pozbawionymi wszelkich praw są kobiety. Wykorzystywane, zmuszane do upokarzającej prokreacji, odarte z poczucia własnego ja i godności. Nie mają nic. Pozbawiono je głosu, indywidualnego stroju a nawet imienia.

Margaret Atwood przeraża. Obraz jaki stworzyła jest straszliwy i niepokojący. Wyciąga na światło dzienne wszystkie grzechy nie myślenia i beztroskiego niezwracania uwagi na niepokojące sygnały. Fanatyzm i radykalizm pojawia się w tym świecie prawie znienacka. Wywraca wszystko do góry nogami. Ale to także mocna powieść feministyczna. O cierpieniu kobiet, poniżeniu, pogwałceniu podstawowych praw ludzkich i reguł w stosunkach międzyludzkich. Pokazuje brutalną prawdę o kondycji społeczeństw i tym jak łatwo można pozwolić do władzy szaleństwo.

,,Opowieść podręcznej" zburzyła mi spokój. Zamieszała w głowie. Otworzyła oczy i zmusiła do zastanowienia. Wywołała we mnie całą masę przemyśleń. Po tym chyba się poznaje dobrą literaturę więc spokojnie mogę polecić.

piątek, 18 sierpnia 2017

,,Sprawa Rembrandta" Daniel Silva

 Tytuł oryginału: The Rembrandt Affair

Ostatnio trzymają się mnie książki gdzie głównym wątkiem jest tajemnica sprzed lat. Właśnie w ten nurt wpisuje się ,,Sprawa Rembrandta" Daniela Silvy.

Podobnie jak w ,,Bractwie Camelotu" punktem wyjścia całej fabuły jest zabójstwo, w tym przypadku specjalisty do renowacji obrazów. Równocześnie ginie obraz, który oficjalnie uchodzi za zaginiony w czasie II wojny światowej. O wyjaśnienie całej sprawy: odnalezienie i konserwację obrazu zostaje poproszony przebywający w stanie spoczynku izraelski szpieg a zarazem konserwator sztuki, Gabriel Allon.

,,Sprawa Rembrandta" to moje pierwsze spotkanie z kryminałami Daniela Silvy. Po przeczytaniu opisu nie spodziewałam się nic ponad to co wpisane jest w ramy gatunku. I rzeczywiście, wszystkie zabiegi i motywy wyczerpane są w maksymalnym stopniu. Zrobione jest to jednak bardzo sensownie> Mamy i zagadkę sprzed lat, która wpływa na współczesność, misternie skonstruowane zagrywki szpiegowskie, są momenty gdzie siedzi się jak na szpilkach oraz trochę faktów historycznych, zgrabnie przemyconych pod płaszczykiem literatury rozrywkowej. Chyba najbardziej zainteresował mnie wątek szwajcarski, który śledziłam z zapartym tchem.

Daniel Silva trafia na listę autorów, do których będę wracać. Z pewnością jego powieści sensacyjne umilą mi jeszcze nie jeden wieczór. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 64,0 cm - 2,1 cm =  61,9 cm                  

wtorek, 15 sierpnia 2017

,,Bractwo Camelotu" Sam Christer

 Tytuł oryginału: The Camelot Code

Pozornie błaha kradzież, która kończy się zabójstwem antykwariusza zwraca uwagę policji. Nic tam nie pasuje do z góry przyjętych schematów, wręcz przeciwnie kradzież wartego kilka set dolarów krzyża pociąga za sobą kolejne śmierci. FBI oddeleguje detektyw Mitzi Fallon do zbadania tej sprawy. Śledcza przypadkowo odkrywa związki z tajną, wielowiekową organizacją oraz dotknie bardzo realnego i bliskiego zagrożenia.

,,Bractwo Camelotu" inteligentnie i logicznie łączy w jedną całość wątki historyczne, religijne i sensacyjne. Bazując na legendach arturiańskich buduje ciekawy i zaskakujący wątek odnoszący się do współczesnych zagrożeń. Sięga po odwieczne przekonanie poszukiwaczy spisków, że wszystko jest zakulisowo sterowane przez tajemne organizacje, do których należą możni tego świata. Do środka właśnie takiej organizacji będzie musiała wedrzeć się detektyw Fallon by rozwiązać swoją sprawę.

Chociaż jest to typowy przykład powieści sensacyjnej spod znaku ,,zabili go i uciekł" ma kilka momentów, które skutecznie przykuwają uwagę. Szybka akcja, niezwykła tajemnica, odwieczna walka dobra ze złem i wyścig z czasem aby odgadnąć oraz uniemożliwić plany wrogów - niby standard i banał ale interesująco podany, tak aby zadowolić nawet największego malkontenta. Idealna pozycja na urlop.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 66,9 cm - 2,9 cm =  64,0 cm                  

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

,,Kobieta z Isla Negra" Maria Fasce

 Tytuł oryginału: La mujer de Isla Negra

,,Kobieta z Isla Negra" to opowieść inspirowana prawdziwymi postaciami: chilijskim poetą Pablo Nerudą, jego żoną Delia i kochanką Mathilde. I chociaż te osoby zajmują ważne miejsce w powieści, nie są najważniejsze. Obserwujemy ich skomplikowaną relację oczami dwunastoletniej Elisy, córki gosposi. Dziewczynka wchodzi do domu, w którym buzują skrywane emocje i namiętności. Sama zaczyna uświadamiać sobie swoje dojrzewanie, zaczyna poznawać co oznacza kobiecość a śledząc otaczające ją kobiety próbuje odnaleźć swoją własną ścieżkę oraz zrozumieć to co z nią i wokół niej się dzieje.

,,Kobieta z Isla Negra" to opowieść ociekająca emocjami. Czasem niedopowiedzianymi, czasem wręcz bezczelnie wyciągniętymi na światło dzienne. Dom w Isla Negra staje się centrum wszechświata, kopułą pod którą schowane są różne odmiany kobiecości. Jądrem tego zdaje się być Pablo Neruda, jedyny pierwiastek męski wokół którego krążą Delia, Mathilde, Elisa a nawet gosposia Rachel. I o ile z zewnątrz wszystko wygląda na spokojną sielankę, trzeba dopiero wedrzeć się do środka by poznać i móc odczuć siłę namiętności i utajonego erotyzmu.

Lubię latynoski klimat opowieści: pełen emocji, dramatyzmu, pasji i namiętności. Gdzieś pomiędzy tym znalazły swoje miejsce ważne pytania o istotę kobiecości, poszukiwanie własnego ja, poświęcenie się dla innych. Ta krótka i bardzo zwięzła powieść idealnie do mnie trafiła, przypominając mi momentami prozę Alice Munro. Jeśli, ktoś dobrze czuje się w takich klimatach może być usatysfakcjonowany z lektury powieści Marii Fasce.

piątek, 11 sierpnia 2017

,,Rozłąka" Dinah Jefferies

 Tytuł oryginału: The Separation

Schyłek kolonializmu brytyjskiego, 1955 rok. Lydia wraca do domu po krótkim okresie pobytu u chorej przyjaciółki i zastaje pustki. Jej mąż i córki zniknęli. Wszyscy do których zwraca się o pomoc nie umieją lub nie chcą jej pomoc. Wkrótce potem dociera do niej wiadomość, że jej najbliżsi nie żyją a ona została sama w kraju gdzie coraz mocniej do głosu dochodzą ruchy niepodległościowe.

Po wcześniejszym, bardzo satysfakcjonującym spotkaniu z autorką w ,,Żonie plantatora herbaty" tutaj też liczyłam na ciekawą historię z egzotycznym tłem. Tło w prawdzie jest ale długo nie mogłam odnaleźć wątku, który stanowiłby o sile napędowej opowieści. Początkowo jest tylko chaos i mnóstwo niewiadomych. Nie wiem, czy był to celowy zabieg czy przypadkowo tak wyszło ale narracja idealnie oddaje klimat tego okresu i miejsca. Sporo się dzieje ale nikt nie wie po co i dlaczego, brakuje sensu, jest tylko nerwowe gonienie za celem. Dopiero z czasem akcja w pewien sposób się stabilizuje, zaczynają wyłaniać się pierwsze odpowiedzi, zaczynamy wraz z główną bohaterką trochę więcej widzieć i trochę więcej rozumieć. Lydia dopiero teraz, po wieloletnim pobycie, zaczyna poznawać Malaje, dostrzega coś więcej niż tylko kolonialne salony. Sporo jednak będzie musiała przeżyć by poznać prawdę.

,,Rozłąka" w moim odczuciu wypada słabiej niż ,,Żona plantatora herbaty". Wszystko jest tutaj bardziej rozmyte: tło, bohaterowie, akcja. Nie jest zła ale może gdybym ją przeczytała przed ,,Żoną..." bardziej przypadła by mi do gustu.

wtorek, 8 sierpnia 2017

,,Córki Graala" Elizabeth Chadwick

 Tytuł oryginału: Daughters of the Grail

Elizabeth Chadwick przenosi czytelnika do XIII-wiecznej Francji. Kraj staje w obliczu krucjaty wymierzonej przez chrześcijański świat w społeczność katarów. Pośród nich mieszka jednak wyjątkowa kobieta - Bridget, która wywodzi się w prostej linii od Dziewicy Maryi i Marii Magdaleny. Dziewczyna posiada także wiele wyjątkowych darów. Jej zadaniem jest zapewnienie ciągłości linii krwi. Na jej drodze staje młody rycerz Raoul. Ich losy nie raz się skrzyżują i wspólnie będą musieli zmierzyć się z potężniejszymi wrogami.

,,Córki Graala" początkowo wydają się być romansem historycznym. Szybko jednak okazuje się, że wątek romansowy zostaje zepchnięty na dalszy plan i poprowadzony zupełnie inaczej niż można by tego oczekiwać. Na pierwszy plan wysuwa się powieść historyczna z mocnymi wątkami magicznymi co sprawia, że opowieść przybiera formę baśni. Zresztą wyraźnie widać mocny baśniowy motyw: walki dobra ze złem, jasności z ciemnością. Bohaterowie zmuszeni są do podjęcia wyzwania, pokonania własnych słabości i zdecydowania o tym ja ma wyglądać ich życie. To powoduje, że cała opowieść robi się ciekawsza, odbiega od schematów i w kilku miejscach może zaskoczyć czytelnika. Minus stanowi powierzchowne i często zbyt szybkie przeskakiwanie między wydarzeniami. Burzy to płynność narracji i rozbija klimat.

,,Córki Graala" to dobry przykład literatury na wakacje. Wciągająca, magiczna historia zbudowana na kanwie prawdziwej historii.

środa, 2 sierpnia 2017

,,Kość z kości" Diana Gabaldon

 Tytuł oryginału: An Echo in the Bone

Chyba do tego można się już przyzwyczaić. Diana Gabaldon jest mistrzynią w usypianiu czujności czytelnika. Większa cześć jej ponad tysiącstronnicowych powieści to drobiazgowy opis wszystkiego by potem w końcówce akcja wystrzeliła jak z procy i nie pozwoliła na odłożenie książki przed dotarciem do ostatniej strony. A tam czeka, niestety, więcej pytań niż odpowiedzi.

Nie inaczej jest i w przypadki siódmego tomu ,,Kość z kości". Claire i Jamie po pożarze wielkiego domu, postanawiają na pewien czas opuścić Fraser Ridge i udać się do Szkocji. Jeśli o nich chodzi, plan jest prosty tylko w teorii. W trakcie swojej podróży spotka ich nie jedna przygoda oraz znajdą się w samym centrum działań wojennych. Oprócz losów Claire i Jamiego obserwujemy także Briannę i Rogera, którzy wrócili do współczesności a teraz próbują ułożyć swoje życie w Szkocji. Pojawia się też nowy, główny bohater - William Ranson, syn Jamiego. Z jego perspektywy obserwujemy angielskie działania wojenne i szpiegowskie.

,,Kość z kości" w dużej mierze koncentruje się na polityce i wojskowości. Autorka chyba w maksymalnym stopniu chce wyeksploatować temat jakim jest amerykańska walka o niepodległość. Mniej niż w poprzednich tomach koncentruje się na życiu zwyczajnych ludzi, nawet Claire ze swoimi medycznymi przypadkami zostaje odsunięta na dalszy plan. Na szczęście, co pewien czas podsuwa wątki i tajemnice na rozwiązanie, których czeka się z niecierpliwością.

Siódmy tom jest zdecydowanie ciekawszy niż dwa poprzednie. Wreszcie coś zaczyna się dziać. Mamy co obserwować a zakończenie to prawdziwa petarda, złośliwy cliff hanger, który zaostrza apetyt na kolejną cześć. Ja na pewno sięgnę by poznać rozwiązania.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,0 cm - 6,1 cm =  66,9 cm                  
 

wtorek, 1 sierpnia 2017

,,Rzeźbiarz śmierci" Chris Carter

 Tytuł oryginału: The Death Sculptor

Śmiertelnie chory mężczyzna zostaje brutalnie zamordowany, okaleczony i poćwiartowany a z części jego ciała morderca tworzy makabryczną rzeźbę. Wszystko w tej zbrodni wydaje się być bez sensu. Lecz gdy zaczynają ginąć kolejne osoby śledczy Hunter i Garcia wpadają na trop osoby, która wydaje się być idealnym podejrzanym. Zaczyna się polowanie na mordercę i próba zdążenia zanim zdecyduje się wykonań on kolejny ruch.

Chris Carter potrafi skutecznie wbić w fotel i przykuć uwagę od pierwszych stron. Jak nikt tworzy atmosferę zbrodni, stopniowo buduje napięcie i plącze wątki. Przy okazji fabuła nie traci nic na intensywności, szybka, pełna dynamizmu i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Gdy już wydaje się, że rozwiązanie jest tuż tuż pojawia się coś nowego. Na tym tle dobrze wypadają główni bohaterowie: w prawdzie heroiczni i oddani swojej pracy ale jednocześnie balansujący na linii prawa.

,,Rzeźbiarz śmierci" to jak odcinek ulubionego serialu kryminalnego. Jeśli tam wiemy że rozwiązanie zamknie się w 45 minutach zapewniając mam wiele zmiennych emocji, tak i tutaj będziemy głowić się przez 400 stron a potem spokojnie odłożymy na półkę. Idealna lektura na wakacje.

poniedziałek, 31 lipca 2017

,,Dublin, moja miłość" Rhys Bowen

 Tytuł oryginału: In Dublin’s Fair City

 Po tym jak udało się Molly wyciągnąć z więzienia kapitana Daniela Sullivana, nie umie do końca określić swoich uczuć w stosunku do niego. Niby zależy jej na nim ale, właśnie, zawsze pojawia się jakieś ale. Wydaje jej się, że nowe zlecenie może być dla niej wybawienie. Ma udać się do Irlandii i odnaleźć dawno zaginioną siostrę Tommy'ego Burke. Pozornie łatwe zadanie, komplikuje się już na początku podróży. Molly musi udawać kogoś innego w trakcie rejsu, na statku dochodzi do zabójstwa. Ale to dopiero początek przygód. Nie zdaje sobie sprawy, że została wplątana w poważniejszą aferę z walką o niepodległość Irlandii w tle.

Szósty tom przygód Molly Murphy w moim odczuciu jest najlepszy z dotychczasowych. Bardzo skondensowany, pełen akcji, niespodziewanych zwrotów oraz tajemnic, które bohaterka musi rozwikłać. Nie ma tutaj niepotrzebnych przestojów czy miejsca na wzniosłe rozważania. Zdarzenie goni zdarzenie, prowadząc Molly od jednego zawirowania do pełnego dramaturgii i emocji finału. Jak zawsze w tej serii ważne jest tutaj także tło historyczne. Tym razem autorka postanowiła pokazać jak wyglądała sytuacja polityczna w Irlandii na początku XX wieku. Daje nam poczuć ducha niepodległościowego oraz ogrom walki jaką musieli podjąć Irlandczycy by wyprzeć Anglików ze swojej ojczyzny.

,,Dublin, moja miłość" zaostrzył mi apetyt na kontynuowanie cyklu. Szkoda tylko, że tomiki w polskim tłumaczeniu pojawiają się tylko raz do roku. Cóż, pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać bo naprawdę warto.

niedziela, 30 lipca 2017

,,Czarny księżyc" Winston Graham

Tytuł oryginału: The Black Moon

Po dramatycznej walce o przetrwanie i zapewnienie bytu rodzinie, u Poldarków zaczyna panować względny spokój. Ross staje się szanowanym i cenionym ziemianinem. Kopalnia przynosi pewne zyski co przekłada się także na pomoc okolicznym mieszkańcom. Także życie rodzinne tchnie optymizmem - narodziny córeczki Clowance są radosnym wydarzeniem. Cieniem jednak na życiu Rossa i Demelzy kładzie się jednak bliskie sąsiedztwo rodziny Warlegganów oraz niepewność losu zaginionego we Francji doktora Enysa. Nowym punktem zapalnym okaże się też znajomość brata Demelzy, Drake'a z kuzynką Elizabeth, Morwenną.

Akcja ,,Czarnego księżyca" rozwija się trochę wolniej niż w poprzednich  tomach. Dopiero pod koniec mamy kilka dramatycznych zwrotów akcji, które mocno przykuwają uwagę i zachęcają do sięgnięcia po kolejny tom. Przez większość tomu jest to spokojna, trochę leniwa opowieść do jakich zostaliśmy już przyzwyczajeni. Małe szczęścia, drobne sukcesy, porażki i trudne kompromisy a gdzieś w tle pobrzmiewa wielka historia. Z pewnością najmocniejszym i najlepiej zarysowanym wątkiem jest opis rodzącego się uczucia między Morwenną i Drake'iem. Pełen niewinności, wrażliwości i romantyczności, tak idealny, że ma się poczucie, że to nie może się udać.

Mimo, że w tym tomie brakuje czegoś co jednoznacznie go wyróżniało jest to całkiem udane przejście. Uspokaja akcję, nakreśla nowe kierunki, wprowadza nowych bohaterów. Daje przedsmak tego co jeszcze może zdarzyć się na wybrzeżu Kornwalii. Chyba nie muszę więcej nic mówić, warto sięgnąć i przekonać się do będzie dalej.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,9 cm - 2,9 cm =  73,0 cm                  

czwartek, 27 lipca 2017

,,Kamień" Małgorzata i Michał Kuźmińscy

Białe, martwe dziecko. Romska osada, która jest solą w oku okolicznej społeczności. Sąsiedzka nienawiść, małomiasteczkowe przesądy, uprzedzenia i nieufność. Z tym przyjdzie się zmierzyć Ance Serafin i Sebastianowi Strzygoniowi w trzecim tomie.

Anka i Bastian obecnie funkcjonują na zupełnie różnych orbitach. Ona mozolnie układa swój związek z Gertem i próbuje utrzymać pozycję na uniwersytecie. On - już nie bloger szukający sensacji ale redaktor z Warszawy, chwilowo cierpiący na brak weny. Tajemnicza sprawa śmierci dziecka na Sądecczyźnie znów sprawi, że znajdą się w samym centrum działań, uwikłani w każdy możliwy rodzaj konfliktu. Będą musieli zweryfikować swoje poglądy, zmierzyć się ze stereotypami i w gąszczu niedomówień odkryć prawdę.

,,Kamień" to doskonały przykład powieści, którą można odbierać na kilku poziomach. To nie tylko zgrabnie skonstruowany i trzymający w napięciu do ostatniej strony kryminał. To także powieść, która wyciąga na światło dzienne małomiasteczkowe uprzedzenia, nienawiść do obcy, innych, mierzy się z utartymi zabobonami i przesądami. Doskonale także uchwycona jest regionalna mentalność, specyfika regionu, cały jego koloryt wraz z problemami. Autorzy umiejętnie sięgają po każdy z tych składników, pozornie lekko poruszając wiele ważnych problemów społecznych. Przy tym nie moralizują, nie popadają w patos. W ,,Ślebodzie" głębiej sięgnęli do lokalnego środowiska, tutaj obserwują je trochę z boku co jeszcze podkreśla wyobcowanie i odgrodzenie się od siebie środowisk polskiego i romskiego. Na pewno dużym dodatkowym plusem jest to, że Kuźmińscy unikają jasnych podziałów na dobrych i złych przez co do końca czytelnik może gubić się w domysłach i sam wyciągać wnioski.

Warstwa obyczajowa także nie zawodzi. Anka i Gert to skomplikowana para, która musi zmierzyć się ze swoimi problemami a Sebastian... On na pewnych płaszczyznach się nie zmienia, ale na innych może imponować jego przemiana.

Ostatnio w pracy polecałam Kuźmińskich jako przykład dobrej, polskiej literatury. ,,Kamień" mnie tylko w tym jeszcze bardziej utwierdza.

środa, 26 lipca 2017

,,Spacer z białym Buszmenem" Laurens van der Post


 Tytuł oryginału: A Walk With A White Bushman

Trafiłam jak kulą w płot. Ostatnio czytałam trochę reportaży o Afryce - był i Arkady Paweł Fiedler i Paul Theroux oraz Ryszard Kapuściński. Okładka i tytuł sugerowała, że ,,Spacer z białym Buszmenem" wpisuje się w ten nurt. Chciałam poznać kolejne spojrzenie na Czarny Ląd. Ale spudłowałam!

,,Spacer.." to wywiad rzeka przeprowadzona z angielskim podróżnikiem, pisarzem, filmowcem, wojskowym Laurensem van der Postem (1906-1996) w 1986 roku. Urodzony w Afryce, spędził swoje życie wędrując po świecie, doświadczył II wojny światowej, był więźniem japońskiego obozu jenieckiego, przyglądał się zmianą jakie zachodziły na świecie w połowie XX wieku. Do jego znajomych należeli Carl Gustaw Jung, poeta T.S. Eliot. Znał Winstona Churchilla i lorda Mounbattena. Był zawsze tam gdzie coś się działo, obserwując, działając, pomagając. To jego ogromne doświadczenie jest właśnie przedmiotem rozmowy.

Wywiad-rzeka nie ma ram. Płynnie i naturalnie przechodzi od jednego tematu do drugiego. Jest i o religii, wojnie, poezji, sztuce, ludziach, świecie: Afryce, Azji, Anglii. Wszędzie jednak przebija wyjątkowe i bogate doświadczenie van der Posta. Z perspektywy swojego wieku celnie i dosadnie podsumowuje zachodzące zmiany wysnuwając uniwersalne i nadal aktualne wnioski. Mimo, że sam deklaruje, że nie przynależy do żadnego kościoła widzi potrzebę odnowy Europy w duchu jej chrześcijańskich korzeni. To co mówi o reformach Margaret Thatcher równie dobrze można przenieść na współczesny grunt polityczny. Dobitnie podsumowuje kondycję ludzkości i smutną wizję jej przyszłości zagubionej w dobie technologii. Jest też wrażliwym estetą doceniającym piękno poezji, Szekspira czy antycznych dramatów. Tak wiele w tak skondensowanej formie.

,,Spacer z białym Buszmenem" to dzieło kompletne, zwarte i bardzo uniwersalne. Wiele myśli, wniosków w nim sformułowanych nadal jest aktualnych i ważnych. Umiejętnie wyraża plątaninę myśli, które każdy ma w głowie. To jak rozmowa z mędrcem, który rozjaśnia obraz problemów i zmusza do poszukiwania własnych rozwiązań. Daje wskazówki, dzieli się wiedzą i doświadczeniem, przeskakując z tematu na temat.

,,Kiedy słychać było grzmot - pierwotny wyraz Słowa, przemawiający z chmur - Hotentoci mówili: Heitse. Bracia, cisza. Oto przemawia Stary Mistrz."

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 77,9 cm - 2,0 cm =  75,9 cm                  

czwartek, 13 lipca 2017

,,Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor

 Tytuł oryginału:  Traveling with Pomegranates: A Mother and Daughter Journey to the Sacred Places of Greece, Turkey, and France

Moje nastroje i odczucia w trakcie czytania tej książki przypominały sinusoidę. Miałam momenty zachwytu gdy nie mogłam się oderwać i pospiesznie przewracałam strony ale równie często były też momenty zniechęcenia, które sprawiały, że odkładałam ją na bok.

,,Podróże z owocem granatu" to zapis podróży do Grecji i Francji. Pisarka Sue Monk Kidd wraz ze swoją córką Ann Kidd Taylor dzielą się swoimi przeżyciami oraz doświadczeniami z wędrówek. Nie jest to jednak typowy dziennik, gdzie zapisuje się wrażenie z odwiedzanych miejsc i podziwia widoki. Miejsca i związane z nimi wizerunki kobiet: Demeter, Ateny, Marii, Joanny D'Arc - stają się dla autorek przyczynkiem do rozważania własnych doświadczeń, myśli, pragnień. Pomagają im zmierzyć się z różnymi aspektami kobiecości (dojrzałością ale i młodością), odkrywają przed nimi ich własne pragnienia, pomagają określić cele na przyszłość. Każda z nich wyrusza w drogę z bagażem własnych trosk, problemów, lęków. Wizerunki kobiet oraz ich rozmowy są wskazówkami, stanowią swoistą psychoanalizę.

Tak jak wielu innych czytelników, nie lubię podziału na literaturę kobiecą i ,,nie-kobiecą". Ale wyjątkowo w tym przypadku muszę stwierdzić, że jest to idealny przykład tego typu literatury. ,,Podróże..." sięgają głęboko do istoty kobiecości, drążą podstawy relacji matki i córki, obnażają sekrety przynależne tej płci. Robią to z dużą wrażliwością ale i tak były momenty, kiedy miałam już dość tej pogłębionej psychoanalizy oraz oglądania każdego problemy z wszelkich możliwych stron. Zachwyciła mnie jednak wędrówka śladami kobiet: patrzenie na świat przez ich pryzmat i odnajdywanie drogowskazów, podejmowanie wyzwań oraz odwaga do otwartego mówienia o problemach. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w tym bardzo kobiecym świecie.

Autorki ubrały w słowa rzeczy bliskie wielu kobietom, dały im do ręki kompas ale bez mapy. Tą, każdy musi znaleźć sam by odnaleźć miejsce, które pozwoli lepiej poznać samego siebie. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,5 cm - 1,6 cm =  77,9 cm                  

,,Kłamca" Nora Roberts

 Tytuł oryginału: The Liar

Rok bez Nory Roberts jest rokiem straconym. Przynajmniej dla mnie. Ten (jak ją pięknie określają) ,,tytan pracy" co rusz serwuje czytelnikom nową książkę. Tym razem w polskim przekładzie ukazała się powieść ,,Kłamca" z 2015.

Shelby Pomeroy zawalił się pozornie ułożony świat. Tragiczna śmierć męża burzy kruszą fasadę za, którą skrywała się prawda. Wystawne życie, drogie ubrania, egzotyczne podróże były tylko pozorami. Jej zmarły mąż okazał się kłamcą, złodziejem i oszustem, który żonie i maleńkiej córeczce zostawił w spadku tylko długi i wstyd. Młoda kobieta zmuszona jest wrócić do rodzinnej miejscowości i na nowo poukładać sobie życie, odnaleźć cel oraz spróbować na nowo zaufać innym. Gdy zaczyna wychodzić na prostą pojawiają się kolejne mroczne fakty z przeszłości, a były mąż wydaje się być osobą zupełnie nieznajomą.

Po ,,Kłamcy" nie warto spodziewać się niczego wyjątkowe i zaskakującego. Roberts kopiuje na potęgę schematy, motywy oraz zachowania. Znowu mamy kobietę po przejściach, czułego, cierpliwego i idealnego mężczyznę, to kolejna powieść z remontami w tle, oprócz tego cała ferajna mam, babć i przyjaciółek, które służą radą i wsparciem na każdym kroku. Niby inne miejsce, inne zdarzenia i inne postacie ale wszystko takie same. Ciepłe, bliskie, paradoksalnie bezpieczne i znajome. Czytelnik trafia do świata dobrze mu znanego, dzięki czemu świetnie się tam odnajduje i z przyjemnością obserwuje rozwój zdarzeń. Wie, że przeciwności zostaną pokonane, nieporozumienia wyjaśnione a wszędzie zapanuje szczęście i radość. Świat powieści Nory Roberts to sielskość, nad którą tylko na chwilę zebrały się czarne chmury. Zawsze tam można mieć pewność, że na koniec znów pojawi się słońce.

,,Kłamca" to idealna pozycja na urlop. Polecam!

poniedziałek, 10 lipca 2017

,,Obrońcy miłości" Sandi Lynn

Tytuł oryginału:Defense
 
W swojej naiwności, tak raz do roku, próbuję zrozumieć niezrozumiały dla mnie fenomen literatury erotycznej. W tym celu sięgam po książeczkę typu ,,Obrońcy miłości". Za każdym razem mam nadzieję, że trafię na coś co zmieni radykalnie moje zdanie na temat tego typu literatury.

,,Obrońcy miłości" Sandi Lynn to opowieść o dwójce młodych prawników. Ona - młodziutka absolwentka prawa, uciekła z rodzinnego Bostonu do Nowego Jorku to tym jak przypadkowo odkryła prawdę o swojej rodzinie. On - cyniczny, właściciel odnoszącej sukcesy kancelarii, nosi w sobie mroczne tajemnice, które nie pozwalają mu z nikim się związać głębiej. Ich pierwsze spotkanie to komedia pomyłek, niedomówień i błędnie odczytanych wydarzeń. Jednak siła przyciągania i wzajemnej fascynacji jest silniejsza i mimo, że oboje walczą z całych sił muszą poddać się pożądaniu. Potem na zmianę jest seks i rozstania aż do momentu gdy Luke zostaje oskarżony o zabójstwo a Ariana podejmuje się obrony.

Powieść Sandi Lynn to historyjka na trzy godziny (z przerwami na herbatę). Prościutka, naiwna i bardzo przewidywalna. Nie mogę nawet powiedzieć żeby wywołała we mnie jakieś ,,gwałtowniejsze uczucia". Choć z dziką przyjemnością obserwowałam jak autorka garściami czerpała z motywów ala Suits lub powieści Johna Grishama spłycając je i uproszczając do granic możliwości. Grisham i Remigiusz Mróz łapią się pewnie za głowę, że proces rozstrzyga się niczym w sędzi Annie Marii Wesołowskiej - pół godziny (wybaczcie 5 stron) i wszystko jasne. A i bohaterowie mnie nie przekonali - oboje zbyt idealni, cukierkowi i nierealni.

Lubię romantyczne, bajkowe opowieści ale takie, które bawią mnie i wzruszają. W tym przypadku może pierwszy warunek został spełniony bo podśmiewałam się z naiwności i banalności historii ale oprócz tego nic we mnie nie wywołała. Za tydzień nie będę już o niej pamiętać.

,,Syn" Philipp Meyer


     Tytuł oryginału: The Son

Wszystkie opinie jakie czytałam na temat ,,Syna" wręcz rozpływają się w zachwytach nad nim :że epicka, że epopeja teksańska, że to opowieść o ludziach targanych namiętnościami i pokazująca jak rodził się teksański mit. To wszystko prawda. Każdy kto sięgnie po tę powieść znajdzie tam to wszystko. Rozmach, monumentalność, epickie opisy i pełnokrwistych bohaterów.

Philipp Meyer odwalił kawał dobrej roboty tworząc wciągającą sagę rodzinną na tle zmian politycznych i społecznych jakie zachodziły w Teksasie od połowy XIX wieku. Drobiazgowo i bardzo realistycznie, momentami wręcz z brutalną szczegółowością opowiadał o ludziach, którzy wręcz krwią wypalali swoje prawa do tej ziemi. Pisze o konfliktach, zatargach, krwawych odwetach, które nie oszczędzają nikogo. Pokazuje świat gdzie nie ma miejsca na wrażliwość, litość czy jakiekolwiek wzniosłe uczucia. Słabi, wrażliwi muszą przegrać by zrobić miejsce dla twardych i bezwzględnych.

O ile pierwsza połowa powieści wciągnęła mnie bez reszty o tyle później zanotowałam znaczny spadek. Coraz mocniej uświadamiałam sobie, że wszystko co się dzieje nie może skończyć się dobrze i czekałam na finalne rozwiązanie ale równocześnie nie chciałam go poznać. Coraz bardziej odrzucali mnie bohaterowie. A i forma nie ułatwiała lektury. Podzielona na trzy głosy: Eliego, Petera i Jeannie sprawiła, że im dalej tym słabiej czułam ducha ,,wielkich amerykańskich powieści". Za to mocniej czuło się tragizm postaci i wagę ich czynów. Przez ich pryzmat obserwujemy kamienie milowa historii Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Łatwiej zrozumień targające tym regionem zadawnione urazy i nierozwiązane konflikty.

Doceniam wiele aspektów ,,Syna" ale dla mnie czegoś jednak zabrakło bym w pełni mogła się nim zachwycać. Mimo to zachęcam do sięgnięcia.

wtorek, 4 lipca 2017

,,Charlotte Street" Danny Wallace

Tytuł oryginału: Charlotte Street

,,Charlotte Street" to jedna z powieści, które mogą być odbierane jako nudne, mdłe i nic nie wnoszące jeśli nie trafią na swój moment. U mnie chyba trafiła w samo sedno. Nie chciałam jej polubić. Wydawało mi się na początku, że to taka sztuka dla sztuki, przegadana, schematyczna opowieść jakich wiele. Bo o czym jest? O chłopaku, który szuka przypadkowo spotkanej na ulicy dziewczyny. Sam jest życiowym nieudacznikiem, utrzymuje się z przypadkowych zleceń, mieszka kątem u kumpla i szpieguje na Facebooku byłą dziewczynę. Jego życie utknęło w martwym punkcie a on nawet nie zdaje sobie z tego sprawę. Dopiero przypadkowo otrzymany jednorazowy aparat wywołuje w lawinę zdarzeń, które pozwolą mu wreszcie dorosnąć.

,,Charlotte Street" to przykład typowej angielskiej komedii obyczajowej z bardzo delikatnym wątkiem romantycznym. Bo chociaż Jason przez całą książkę szuka swojej idealnej dziewczyny to jednak to głównie opowieść o dorastaniu, wychodzeniu z własnej skorupy i ruszeniu wreszcie dalej. Cały czas uśmiech wywołany nieporadnością bohaterów miesza się z gorzką refleksją nad życiem współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków, u których lęk przed podjęciem ważnych decyzji blokuje normalne życie. Są uwięzieni w skorupie dużych dzieci. Na ślepo szukają miejsca we współczesnym świecie, marząc zamiast zacząć działać. Ale nie byłaby to dobra komedia, gdyby nie przebijała z tego nuta optymizmu i nadziei. Bo kiedyś w końcu bohater musi zaryzykować i wziąć sprawy we własne ręce.

Mimowolnie polubiłam bohaterów i specyficzny angielski klimat jaki ich otaczał. Zupełnie nieświadomie zaczęłam trzymać kciuki za Jasona aby poukładał sobie w końcu życie i gdy przyszło do finału byłam rozczarowana, że nastąpiło to tak szybko. To w prawdzie taka prosta opowieść ale może skłonić do myślenia. Zachęcam!

poniedziałek, 3 lipca 2017

,,Santa Muerte. Święta Śmierć" R.Andrew Chesnut

Tytuł oryginału: Devoted To Death: Santa Muerte, The Skeleton Saint

Kult Santa Muerte czyli Świętej Śmierci należy do stosunkowo młodych. Naradził się albo lepiej wyszedł z ukrycia około roku 2001 w Meksyku. Śledztwo religioznawcze jakie przeprowadził autor sugeruje jednak, że jego korzenie sięgają czasów kolonialnych.

Święta Śmierć to lokalna meksykańska patronka, antyteza Madonny z Guadalupe, która z roku na rok zyskuje coraz większe grono wiernych. Do jej wyznawców należą prości ludzie: sprzedawcy, robotnicy, gospodynie domowe, policjanci ale i prominenci: bossowie narkotykowi, politycy czy jak to jest sugerowane księża katoliccy. Oficjalnie kult zwalczany jest przez Kościół Katolicki i rząd meksykański. Przeprowadzane są akcje i naloty policyjne aby zlikwidować kaplice i świątynie poświęcone ,,Białej Dziewczynie" (jedno z określeń Santa Muerte). Nie przeszkadza to jednak aby kult się rozwijał.

Autor w swojej publikacji bada źródła i fenomen wzrostu popularności Świętej Śmierci. Swoje rozważania podzielił na siedem rozdziałów stosownie do siedmiu kolorowych świec oznaczających poszczególne atrybuty przypisywane Santa Muerta. Jest ona niejednoznaczna i może w tym tkwi jej siła: może być opiekunką ale i niszczycielką, może przynosić uzdrowienie ale i potrafi szkodzić, pomaga w kwestiach miłosnych ale równocześnie nie patrzy na moralne aspekty związków. Polecają się jej przemytnicy narkotykowi i ... policjanci, którzy ich ścigają. Wyznawcy twierdzą, że ich święta jest najlepsza bo wszystkich traktuje jednakowo, nie czyniąc rozróżnienia na biednych czy bogatych, dobrych czy złych, mądrych czy głupich.

Książka stanowi ciekawe i wnikliwe studiów tego kultu. Na poły pierwotny w dużej mierze bazuje na tradycji katolickiej czerpiąc z niej garściami modlitwy, obrzędy, msze i różańce. Przez to łatwiej trafia do prostych odbiorców. Autor próbuje dotrzeć do centrum, rozmawia z matką chrzestną kultu Enriquettą Romero, z ,,ojcem" Davidem Romo ale także przywołuje wiele przykładów z życia zwykłych ludzi, którzy twierdzą,, że doświadczyli działania Świętej Śmierci.

Publikacja dostarcza ogromnej ilości wiedzy i jest przykładem wnikliwego, choć momentami obiektywnego badania religioznawczego. Chyba jej największy minus to brak zdjęć, które lepiej zilustrowały by to co jest omawiane. Wszystkim zainteresowanym gorąco polecam!

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 80,7 cm - 1,2 cm =  79,5 cm                  


piątek, 30 czerwca 2017

,,Łąki kwtnące purpurą" Edyta Świętek


Los nadal nie oszczędza rodzeństwa Szymczaków. Do Bronka i Julki zamieszkujących prężnie rozwijającą się Nową Hutę kolejno dołączają Andrzej, Krystyna i Leszek. Najmłodsza dzielnica Krakowa staje się dla nich domem i miejscem gdzie rodzącą się i umierają ich plany i nadzieje. Każde z rodzeństwa musi mierzyć się z własnymi problemami. Bronek utknął w nieszczęśliwym małżeństwie z barmanką Haliną. Julka próbuje odnaleźć się w pracy zawodowej. Andrzej przygnieciony rozpaczą po śmierci ukochanej Agaty zaczyna szukać swojej drogi. Krystyna marzy o wyrwaniu się z marazmu kołchozowej rzeczywistości. Leszek porzuca wojskową karierę. Nawet pozostała w domu Dorota zaczyna otwierać się na ludzi i znajduje miejsce dla siebie. Ich los to pasmo trudności i kłopotów przeplatane chwilami szczęścia. Uparcie brną do przodu, nie poddają się, szukając szczęścia, miłości i przede wszystkim upragnionej normalności. O to ostatnie najtrudniej. Rzeczywistość lat 50-tych jest trudna i niepewna. Trwa prześladowanie Kościoła przez władze komunistyczne, zaczyna brakować towarów, nadal uparcie realizowane są kolejne plany wieloletnie, ludzie boją się donosów i nieustannej inwigilacji.

Drugi tom cyklu ,,Spacer Aleją Róż" w niczym nie ustępuje pierwszemu. Autorka umiejętnie snuje ciekawą opowieść o Szymczakach na tle prawdziwych zdarzeń historycznych. Równocześnie, cały czas kreśli fascynujący obraz jeszcze jednego bohatera - Nowej Huty. Łatwo sobie wyobrazić jak rosną tam mury i jak bardzo zmienia się życie jej mieszkańców. W tego połączenia wyłania się pasjonująca historia, od której trudno się oderwać. Nieustanne zawirowania w życiu bohaterów, zagmatwane relacje w jakie się wplątują skutecznie przyciągają uwagę. A finałowa volta jaką zaserwowała nam autorka sprawia, że nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Polecam!

,,Czerwona zaraza" Dariusz Kaliński


Wyzwoliciele. Bratnia Armia. Oczekiwana pomoc ze Wschodu. Tak PRL-owska propaganda chciała aby widziana i odbierana Armia Czerwona wkraczająca w 1944 roku do Polski. Mieli pomóc nam odeprzeć niemieckiego okupanta. I mimo, że w tym pomogli ilość zbrodni jakich dopuścili się na ludności polskiej przeraża.

Książka ,,Czerwona zaraza" próbuje zebrać i usystematyzować wszystkie zbrodnie jakie dokonali czerwonoarmiści w trakcie swojego przemarszu przez tereny Polski. Nie jest to łatwe zadanie bo wiele czynów: kradzieży, gwałtów, zabójstw nie zostało nigdy udokumentowane. Władze komunistyczne tuszowały lub bagatelizowały ich wymiar. Ale nawet to co udało się zgromadzić poraża. Autor nie upiększa, nie koloryzuje. Przedstawia suche fakty o kradzieżach mienia, cierpieniu bestialsko gwałconych kobiet, zniszczeniach zakładów przemysłowych, torów kolejowych, o aresztowaniach i zabójstwach żołnierzy Armii Krajowej. Nie czyta się tego łatwo. Każda kolejna strona wywołuje multum emocji: gniew, niedowierzanie, oburzenie jak w ogóle mogło dojść do tego. Szczególnie ze strony kogoś kto postrzegany był jako sojusznik.

Nie siadałam do lektury jako ignorant. Wiedziałam, że wyzwolenie Polski okupione było ogromem cierpień i krzywd. Wiedziałam, że Armia Czerwona w czasie swojego marszu dopuszczała się zbrodni. Ale zupełnie czymś innym jest czytanie o ogólnych wydarzeniach a zupełnie czymś innym prezentacja konkretnych przykładów. Nie da się przejść obojętnie obok straszliwych historii i konkretnych liczb, nawet jeśli są one niepełne.

Jest to lektura trudna i bolesna ale ważna. Odsłania ważny aspekt naszej historii. Rzuca nowe spojrzenie na wiele spraw. Trzeba jednak uważać bo nie nadaje się dla osób wrażliwych i nieprzygotowanych na prawdę jaką znajdą między okładkami. Autor nie poświęca zbyt wiele miejsca przygotowaniu czytelnika, prawie od razu przechodzi do konkretów. Mocna, dosadna, bardzo realistyczna i oparta na źródłach historycznych forma jest łatwa w przekazie ale sprawie, że wszystko staje się bardziej rzeczywiste a przez to i straszniejsze. Każdy kto jest zainteresowany historią z pewnością sięgnie po tę publikację.

środa, 28 czerwca 2017

Lipcowe zapowiedzi książkowe wydawnictwa Psychoskok

Powieść fantasy? Thriller psychologiczny? Sensacyjna powieść historyczna lub tomik poezji? A może coś z dziedziny biznesu lub psychologii?

Wydawnictwo Psychoskok zaskakuje w lipcu różnorodnością swojej oferty. Warto zerknąć i wybrać coś dla siebie. W końcu nie ma nic lepszego niż dobra książka na urlopowe leniuchowanie. 

Zapraszam Was do odwiedzenia strony ZAPOWIEDZI


wtorek, 27 czerwca 2017

,,Heban" Ryszard Kapuściński



Afryka to Czarny Ląd. Afryka nie ma barw, nie jawi się kolorami, jest jednolita, pusta. Ale czy na pewno? Może jest jak heban - ciemna ale pełna odcieni, tonów, niuansów, twarda i nieugięta, żywotna, tętniąca różnicami?

Ryszarda Kapuścińskiego chyba nie trzeba przedstawiać. Niekwestionowany mistrz pięknego, bardzo obrazowego reportażu. Chyba nikt tak jak on nie potrafi mieszać rzeczywistą, czasem nawet prozaiczną relację z pięknym literackim językiem. Jego słowa żyją i pokazują zupełnie inny świat. Różnorodny, fascynujący, ciekawy - taki jaka jest sama Afryka. Kapuściński nie tylko ją obserwuje ale także czuje i rozumie. Rozumie jej problemy, bolączki, trudności z jakimi się zmaga. Pokazuje zmiany jakie w niej zachodziły na przestrzeni prawie czterdziestu lat. Bo jest tam gdy upadał europejski kolonializm, tworzyły się niepodległe państwa, wybuchały konflikty, do władzy dochodzili watażkowie, był tam też gdy zawitały lata 90-te. Długi okres, dużo zmian, dużo wydarzeń ale z nich wybrane te, które uwypuklają i różnicują obraz Afryki. Pokazują jej różnorodność i unikalność.

,,Heban" to zbiór reportaży, który zachwyca swoją unikalną formą jak i treścią. Przenosi w inny świat i otwiera oczy. Uczy i wyjaśnia. Odsłania to co niedostępne i dalekie. Cóż tu dużo pisać - klasa sama w sobie.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 82,7 cm - 2,0 cm =  80,7 cm                  

poniedziałek, 26 czerwca 2017

,,Perfidia" James Ellroy

Tytuł oryginału: Perfidia

Grudzień 1941. W Europie II wojna światowa trwa już od prawie dwóch lat ale w Stanach Zjednoczonych dopiero można odczuć zbliżanie się jej. Los Angeles trwa w napięciu. Przed dzień ataku na Pearl Harbor dochodzi do morderstwa czteroosobowej japońskiej rodziny. Policja będzie zmuszona do szukanie zabójców, tych którzy z dnia na dzień stają się wrogami.

Mimo, że ,,Perfidia" posiada wyraźną zagadkę kryminalną, nie ona stanowi oś powieści. Te misternie skonstruowany kryminał przenosi nas w mroczny, zagmatwany, skomplikowany okres dziejów. Nic nie jest jasne, nic nie jest jednoznaczne. Nie ma dobrych, są tylko źli i gorsi. Każdy jest w coś umaczany, każdy ma coś na sumieniu. Sieć zależności, niedomówień, wzajemnych podejrzeń i wrogości sięga głęboko. A gdy do rozstawionej gry wniknie nowy gracz powstanie tylko jeszcze większy ferment. Postaci w wyżyn pokazują swoje mroczne oblicze a ci na dole szukają sposoby aby lawirując wśród zagrożeń, ocalić coś dla siebie.

James Ellroy zmienił postrzeganie policji ale i rzucił nowy cień na II wojnę światową. Dla Europejczyka to okres walk, tragedii, cierpień. Z perspektywy Stanów wygląda to zupełnie inaczej. To czas gdy można się łatwo wzbogacić, wybić, pogrążyć niewygodnych przeciwników. To czas manipulacji, kluczenia i szukania korzyści dla siebie.

,,Perfidia" nie jest łatwa w odbiorze. To powieść skomplikowana, naszpikowana zależnościami, niuansami, niedomówieniami. Pełna intryg i błędnych tropów. Dzięki swojej surowej formie lepiej podkreśla mroczne, niebezpieczne tło społeczne. Chyba każdy kto dotrze do końca i pozna choć część odpowiedzi będzie usatysfakcjonowany. Polecam!
awionej gry wniknie nowy gracz powstanie tylko jeszcze większy ferment. Postaci w wyżyn pokazują swoje mroczne oblicze a ci na dole szukają sposoby aby lawirując wśród zagrożeń, ocalić coś dla siebie.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,2 cm - 3,5 cm =  82,7 cm