poniedziałek, 22 maja 2017

,,Koniec warty" Stephen King


 Tytuł oryginału: End of Watch

Zabójca z Mercedesa powrócił! Inny, groźniejszy i bardziej złowrogi. Już nie planuje zabić kilka osób na targach pracy czy wysadzić w powietrze halę koncertową. On chce dopaść WSZYSTKICH. A jego wrogiem numer jeden nadal jest ten, który go ujął Bill Hodges. Em.Det. wraz ze wsparciem Uczciwych Znalazców jeszcze raz wkroczy do akcji i spróbuje powstrzymać szaleńca.

,,Koniec warty" to trochę taki ni pies ni wydra. Ani to kryminał ani powieść grozy. Zawsze czegoś brakuje. Niby trzyma w napięciu ale gdzieś podświadomie cały czas domyślamy się rozwiązania i wcale nie odbiega ono bardzo od tego co nam się wydaje. Ale i czynnik grozy nie jest taki straszny. Bardzo stereotypowy i jakoś bardzo oczywisty. Brakuje też tego gawędziarskiego, nostalgicznego tonu, który mnie zachwycał w ostatnich powieściach Kinga. Jest przeciętność i kończenie cyklu trochę na siłę.

Mimo, że sporo brakło dużo jednak jest w tej powieści. Jest opowieść wieńcząca cykl, finalna sprawa. Postawienie kropki na i. Może mało spektakularna, przeciętna i niewyróżniająca się ale ważna by móc spokojnie odłożyć cykl na półkę. Domyka losy bohaterów. Określa ich i podsumowuje. Nic nie zmienia ale pozwala reszcie spokojnie dalej żyć. To po prostu dobra opowieść na weekend.

czwartek, 18 maja 2017

,,Tańczymy już tylko w Zaduszki" Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Jakiś smutny jest ten zbiór reportaży. Nie ma w nim tej szalonej fantazji i optymizmu tak charakterystycznego dla Latynosów. Nie ma zachwytu nad krajobrazem. Nie ma fascynacji innością, czy bogactwem kultury. Nie ma feerii barw, smaków czy zapachów. Są ludzie. Ludzie inni, niepasujący do krajobrazu, który znamy. To nie dobroduszni, uśmiechnięci Boliwijczycy, Peruwianie, Kolumbijczycy czy Meksykanie. To nie ci, którzy tańczą, śpiewają i nieustannie bawią się.

Ten zbiór reportaży odnajduje i opisuje tych wszystkich ludzi, którzy są poza. Poza społeczeństwem, poza cywilizację, poza rzeczywistością. Koncentruje się na wszystkim tym co inne, nieoczywiste, niecodzienne. Nagle zabiera nas do wioski gdzie połowa populacji z pewnością po czterdziestce zapadnie na Alzheimera, później pokazuje wioskę boliwijskich menonitów, kolumbijską osadę gdzie przewodzą kobiety, peruwiańskie kopalnie złota. Daleko od turystycznych szlaków czy pięknych, zapierających dech w piersiach widoków. Jest bieda, opuszczenie, wyzysk, niesprawiedliwość.

Obraz jaki wyłania się z reportaży jest smutny. Odbija się w nim współczesne społeczeństwo, które wyrzuca poza swój nawias wszystko to co niszczy przyjemny, idealny obrazek. Chce zapomnieć o tym co trudne i bolesne. Zamyka oczy na nielegalnie, z wykorzystaniem wręcz niewolniczej siły roboczej pozyskiwane złoto, prostytucję wśród nieletnich dziewcząt, zapomina o cierpieniu starszych i opuszczonych. Odsuwa od siebie to co niewygodne i trudne. Łatwiej uciec na koniec świata niż podjąć próbę przystosowania się do cywilizacji.

,,Tańczymy już tylko w Zaduszki" pozostawił mnie z kacem moralnym. Nie taki obraz Ameryki Południowej chciałam zachować w pamięci. Nie to chciałam zobaczyć. Mocno otworzył oczy i sprawił, że zupełnie inaczej patrzy się na wiele rzeczy. Mocny, dosadny, boleśnie prozaiczny ale przez to bardziej szczery i zapadający w pamięć oraz myśli. Nie da się łatwo uwolnić od obrazów jakie wywołał. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 92,8 cm - 2,3 cm =  90,5 cm                   

wtorek, 16 maja 2017

,,Jak uwodzi drań" Sabrina Jeffries


Tytuł oryginału: How the Scoundrel Seduces

Lady Zoe i Tristan za sobą nie przepadają. W ten sposób najkrócej i najlepiej można zaprezentować ich sytuację. Ona jednak potrzebuje detektywa, który dyskretnie i skutecznie zbada historię jej rodziny aby odkryć prawdę o jej pochodzeniu. Najlepszym kandydatem do wykonania tego zadania jest on. Każde kolejne spotkanie to kolejna okazja do ostrych pojedynków słownych i możliwość przekonania się, że przyciąga ich do siebie coś bardzo mocnego. Oboje się długo przed tym bronią - każde ma wiele do stracenia gdyby poddali się pochłaniającemu ich coraz bardziej uczuciu. Wszystko to jednak zejdzie na dalszy plan gdy ich dochodzenie odsłoni zaskakującą prawdę i wywoła prawdziwe zagrożenie.

,,Jak uwodzi drań" to trzeci tom serii o książęcych detektywach. Tutaj także w tle pojawi się wątek kryminalny ale będzie to właściwie pretekst do zbliżenia się do siebie bohaterów. Zoe i Tristan są tak od siebie różni, że aż podobni. Każda chwila gdy można ich obserwować skrzy się humorem, pasją i całą gamą innych emocji. Są pełni życia, pozytywnej energii oraz rozdarci między rodzącym się nowym dla nich uczuciem oraz powinnościami i społecznymi konwenansami. Zdają sobie sprawę, że ich związek nie ma prawa bycia ale podświadomie i na przekór rozsądkowi kontynuują go. Sprawia to z niecierpliwością czekamy na finał, kiedy wreszcie pokonają wszelkie przeciwności i wyznają sobie uczucia.

Powieść Sabriny Jeffries to przykład świetnie napisanego romansu historycznego. Lekki, zabawny, wciągający - czy coś trzeba więcej aby przyjemnie spędzić z nim popołudnie?

niedziela, 14 maja 2017

,,Długa chwila ciszy" Paul Colize


Tytuł oryginału: Un long moment de silence

 Ojciec Stanisława Kervyna zginął w 1954 roku jako jedna z ofiar masakry na lotnisku w Kairze. Sprawców ani motywu działań nigdy nie udało się ustalić. Współcześnie Stanisław, dorosły, zamożny człowiek z bardzo zwichrowaną historią osobistą, postanawia dotrzeć do prawdy i okryć co naprawdę było powodem śmierci jego ojca. Zaczyna prywatne śledztwo, które prowadzi go do okrycia zaskakujących faktów w prywatnej historii oraz odsłania kulisy działania tajnej organizacji żydowskiej ścigającej ocalałych nazistów.

,,Długa chwila ciszy" to powieść dwu-wątkowa. Główna oś to śledztwo prowadzone przez Stanisława. Bohater to uparty, arogancji, przekonany o własnej nieomylności seksoholik. Dotychczas wszystko czego pragnął otrzymywał praktycznie na pstryknięcie palcami. Teraz odbija się od ścian próbując zburzyć mury wieloletniego milczenia oraz przekonać do współpracy pewną panią tłumacz. Jego poszukiwania pozwolą zweryfikować mu swoje życie, na nowo na nie spojrzeć i zrozumieć wiele rzeczy.

Ale pomimo ciekawego pogłębienia psychologicznego postaci jest to przede wszystkim wciągająca powieść sensacyjna. Drugi ważny wątek to kształtowanie się żydowskiej organizacji Kot, która wyznacza sobie za cel odszukanie, osądzenie i ukaranie wszystkich zbrodniarz nazistowskich.

Paul Colize stworzył ciekawą mieszaninę historii, tajemnicy, sensacji, doprawioną nutką psychologii. Pozwoliło to na zaciekawienie czytelnika i utrzymanie go w niepewności do ostatnich stron. Nie uda się łatwo odgadnąć rozwiązania bo nie jest ono sztampowe. Zaskakuje tak jak prawdziwe życie i prawdziwa historia, która stała się impulsem do napisania tej powieści. Każdy miłośnik sensacji połączonej z historią II wojny światowej powinien czuć się usatysfakcjonowany.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 94,7 cm - 1,9 cm =  92,8 cm                   

piątek, 12 maja 2017

,,Wielbiciel" Charlotte Link


Tytuł oryginału: Der Verehrer

Na początku wydaje nam się, że obserwujemy dwie zupełnie odrębne historie: śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa młodej kobiety na wsi koło Augsburga i niespodziewany rozpad spokojnego, ustabilizowanego życia Leony Dorn we Frankfurcie. Dosyć szybko zaczynamy domyślać się co rzeczywiście łączy te dwie sprawy i dopiero wtedy zaczyna się pełna napięcia gra psychologiczna.

Charlotte Link nie komplikuje nam odbioru. Prosta opowieść o kobiecie, która znalazła się na zakręcie życia i stała się łatwym celem dla psychopaty. Autorka niczym nie zaskakuje ale pomimo tego skutecznie wbija w fotel. Z zapartym tchem obserwujemy wnikliwą analizę zaburzonego zachowania. Wiemy, a przynajmniej domyślamy się następnie się wydarzy ale i tak kolejne wydarzenia elektryzują i budzą napięcie. Z coraz większym niedowierzaniem obserwujemy mechanizm obsesji oraz chorobliwej zazdrości. Nieświadomie razem z główną bohaterką podejmujemy grę z przestępcą i mamy nadzieję, że to my ją wygramy a cała reszta okaże się tylko sennym koszmarem.

,,Wielbiciel" to świetnie napisany thriller psychologiczny. To lektura mroczna i wciągająca. Fabuła jest tak prowadzona by grać na emocjach i budzić strach przez to co siedzi wewnątrz człowieka. Doskonale i bardzo prawdopodobnie nakreślony jest ciąg zdarzeniowy. Nie ma tu żadnych wielkich wydarzeń, jest tylko szara rzeczywistość, nudna egzystencja, którą przełamuje przypadkowe zdarzenie potem napędzające cały dramat. Bohaterowie też zwyczajni, tacy jakich dziesiątki mijamy codziennie nie zdając sobie sprawę jakie skrywają tajemnice.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 97,8 cm - 3,1 cm =  94,7 cm                  

środa, 10 maja 2017

,,Wygnani do raju. Szwedzki azyl" Krystyna Naszkowska


,,Wygnani do raju" to zbiór dziesięciu rozmów z polskimi emigrantami, którzy trafili jako bardzo młodzi ludzie do Szwecji w wyniku wydarzeń z 1968. Był to okres gdy do głosu bardzo mocno doszedł ponownie antysemityzm a oni jako osoby powiązane z religią judaistyczną mniej lub bardziej dotkliwie zetknęły się z represjami. Ich rodzice tracili stanowiska, posady i byli zmuszani do opuszczenia Polski.

Bohaterowie reportażu to już dorośli ludzie, którzy najważniejszy okres życia mają za sobą i mogą sobie pozwolić na podsumowania. Uderzająca jest łatwość i szybkość zaaklimatyzowali się w Szwecji i znaleźli tam swoje miejsce. Większość z nich jeszcze w Polsce studiowała, skończyła dobre szkoły ale to dopiero w Szwecji dostali swoją szansę i wykorzystali ją z nawiązką. Teraz to znani przedsiębiorcy, dziennikarze, profesorowie, wydawcy. Wszyscy podkreślają, że o ile decyzja o wyrzuceniu ich z kraju była dla nich dramatem, to w ostatecznym rozrachunku okazała się zaletą bo pozwoliła im rozwinąć skrzydła i robić coś co pozwala zostawić po sobie trwały ślad. Część z nich nadal czuje więź z ojczyzną, są tacy którzy czują się już Szwedami ale nikt nie chce wracać do kraju.

Mam mieszane uczucia po lekturze tego reportażu. Rozumiem tragizm wydarzeń jakie zdecydowały o wysiedleniu bohaterów z Polski ale jakoś nie umiem im szczerze współczuć. Opuścili kraj po to by szybko zaczynać szkołę, studia, karierę w Szwecji. Jakoś nie czuć trudów ich przeżyć, wręcz przeciwnie bije z tych rozmów duma i pycha. Pokazanie, że oto Polska ich nie chciała więc teraz budują Szwecję. Wszyscy rozmówcy poradzili sobie w nowym świecie, ale przecież nie były to osoby proste tylko dzieci ludzi wykształconych, obytych, dobrze sytuowanych, które nawet w Polsce odnalazłyby bez trudu swoje miejsce gdyby im na to pozwolono. Historia zadecydowała inaczej ale z korzyścią dla nich.

Nie chcę i nie mogę jednoznacznie ocenić tego zbiorku. Do mnie to co autorka i rozmówcy próbowali przekazać nie trafiło.

wtorek, 9 maja 2017

,,Szczęśliwa siódemka" Janet Evanovich


Tytuł oryginału:  Seven Up

Siódemka w przypadku Stephanie Plum wcale nie oznacza niczego dobrego. Kolejna, pozornie prosta sprawa się komplikuje i łowczyni nagród miota się po Grajdole w poszukiwaniu niestawiającego się, dosyć żywotnego emeryta. Potem musi odbijać porwaną babcię oraz szukać zaginionych Zakręta i Dougiego. A jeszcze do tego dochodzi planowanie ślubu z Morellim, siostra zwala się ze swoimi problemami. No i Komandos, ze swoją nieoczekiwaną propozycją... Nie ma chwili spokoju, bo przecież tylko Stephanii potrafi zniszczyć kolejny samochód, wpakować się w środek strzelaniny i odkryć totalnie zakręcone przestępstwo.

,,Szczęśliwa siódemka" to nadal dużo świetnego humoru sytuacyjnego i słownego. Fabuła i tempo akcji także nie zwalniając, zapewniając czytelnikowi rozrywkę na najwyższym poziomie. Chyba nikt, kto choć raz zetknął się z tą szaloną ferajną nie jest w stanie na długo odpuścić, żeby nie sprawdzić w co znowu wpakują się bohaterowie. Autorka dba też o bardziej romantyczne czytelniczki zapewniając im możliwość obserwacji kolejnych zawirowań uczuciowych na linii Morelli - Stephanie - Komandos. A przyznam, że ten ostatni poczyna sobie coraz odważniej, nieźle mieszając Śliwce w głowie. Z przyjemnością będę obserwować co z tego wniknie.

Z tą serią jest jak z uzależniającym serialem. Nie da się odpaść w połowie. Cały czas chce się więcej, bo jak można odpuścić to zwariowane połączenie akcji i humoru.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,9 cm - 3,1 cm =  97,8 cm                 

poniedziałek, 8 maja 2017

,,Bracia" Pit Bass


 Chyba za bardzo ostatnio przyzwyczaiłam się do mniej lub bardziej leniwych gawęd i drobiazgowo opowiedzianych historii, dlatego początkowo trudno mi było wejść w bardzo dynamiczny, surowy i męski świat powieści ,,Bracia". Już na wstępie zaatakowało mnie zupełnie inne, nowe spojrzenia na tajne układy zawierane w trakcie II wojny światowej. Autor zburzył sztywne reguły i pozwolił by światowi przywódcy stali się zwykłymi ludźmi ale posiadających moc decydowania o losach świata. Dostają w swoje ręce straszliwą broń: mogą dowolnie programować i stwarzać ludzi. Jako dowód zaprezentowane zostają dwa noworodki, które otrzyma ten kto zwycięży w rozgrywce.

Powieść podzielona jest właściwie na dwie części: pierwsza rozgrywa się w 1986 roku, druga - osiem lat później. Najważniejsze wydarzenia toczą się wokół bliźniaków. Do głosu zaczynają dochodzić ich nadzwyczajne talenty i chłopcy będą musieli zmierzyć się z tajną organizacją pragnącą wykorzystać ich do swoich celów.

,,Bracia" to debiut literacki Pita Bass. Nie jest to może debiut, który rozłoży na łopatki czytelników i krytyków ale jest całkiem poprawny. Początkowe zgrzyty stylistyczne i chropowatość stylu spycha na dalszy plan ciekawa i wciągająca intryga. Sama z niecierpliwością czekała na finalne rozwiązanie. Z zainteresowaniem śledziłam co autor nam jeszcze zaserwuje. Jest trochę uproszczeń fabularnych oraz korzystania z utartych schematów ale nie da się tego uniknąć. Na szczęście tkwi w tym nuta świeżości i pomysłowości. Autor za pomocą najprostszych środków ożywił nazistów i przywrócił do życia idee ich szalonych wynalazków, a nam przez to zapełnił lekturę pełną dramaturgii, napięcia i akcji.

,,Bracia", po tym jak już czytelnik przyzwyczai się do stylu autora, zapewnią pełen wrażeń wieczór. To, jak na debiut, dobrze skonstruowana powieść sensacyjna z elementami science fiction. Mam tylko jedną prośbę do autora. Proszę o trochę krótsze akapity w kolejnej :) To znacznie ułatwia czytanie.:)

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 102,8 cm - 1,9 cm =  100,9 cm                

czwartek, 4 maja 2017

,,Alicja w krainie czasów: Czas zaklęty" Ałbena Grabowska


Ałbena Grabowska skradła mi w zeszłym roku serce dzięki cyklowi o rodzinie Winnych. Dlatego z ogromną niecierpliwością oczekiwałam na moment kiedy będę mogła poznać jej nową bohaterkę - Alicję Księgopolską.

,,Czas zaklęty" otwiera cykl ,,Alicja w krainie czasów". Przenosimy się  w czasie do roku 1880, do podwarszawskiego Konarowa by obserwować tragiczny ciąg zdarzeń, który doprowadzi do tego, że córka prostej służącej zostanie przysposobioną córką hrabiostwa i rozpocznie życie jakie jej matce nawet się nie śniło. Dziewczyna w wyniku odprawionych czarów odznacza się nieprzeciętną inteligencją i niezwykłą wrażliwością. Z łatwością potrafi docierać do sedna sprawy oraz odkrywać skrywane w starym dworze mniejsze lub większe sekrety.

Powieść zachwyca starannym językiem oraz delikatną magiczną otoczką. Końcówka XIX wieku została odmalowana z ogromnym wdziękiem i sentymentem. Na nowo zaczął żyć motyw staropolskiego dworku jako centrum świata - to tutaj rozgrywają się najważniejsze wydarzenia. Jest i sielsko i przerażająco. Tutaj się można bawić, rozkoszować urokami przyrody ale także ściany skutecznie skrywają dramatyczne zdarzenia i wchłaniają ból i rozpacz. Autorka zapełniła konarowski dworek także bardzo charakterystycznymi bohaterami. Są oni bardzo typowi - młody, pełen życia hrabia, eteryczna hrabina, twardo stąpająca po ziemi kuzynka-zarządczyni, racjonalna kucharka i naiwna służąca. Na tle ich przeciętności lepiej widać niezwykłość i odmienność Alicji. Są dla niej idealnym tłem oraz znacząco wpływają na jej losy.

,,Czas zaklęty" to dopiero preludium. Dopiero poznajemy bohaterkę. Mam nadzieję, że najlepsze dopiero przed nami bo tak magiczna opowieść aż się prosi o spektakularną kontynuację. Ja nie mogę się doczekać aby się o tym przekonać.

wtorek, 2 maja 2017

,,Syrenka" Camilla Läckberg,


Tytuł oryginału: Sjöjungfrun

We Fjallbace nie można pożyć spokojnie. Gdy wydaje się, że wreszcie zapanował względny spokój i można by się zająć powiększającymi się rodzinami (jak to jest w przypadku większości policjantów), dochodzi do zagadkowego zniknięcia mężczyzny - spokojnego ojca rodziny, cenionego pracownika i dobrego przyjaciela. Wkrótce potem jego najbliżsi przyjaciele zaczynają otrzymywać listy z pogróżkami. Atmosfera jeszcze bardziej się zagęszcza gdy po kilku miesiącach zostają znalezione zwłoki zaginionego a zaraz potem dochodzi do kolejnych tragedii. Funkcjonariusze, z Patrikiem Hedstromem na czele, będą musieli przedrzeć się przez mury tajemnic, niedomówień i półprawd by odkryć sprawcę i zrozumieć co na prawdę wydarzyło się w tej małej nadmorskiej miejscowości.

Przyznaję, że po skończonej lekturze czuję pewien niedosyt (może to wina tego, że niedawno czytałam ,,Pragnienie" Jo Nesbo). Fabuła jest zdominowana przez obserwowanie pokrzywdzonych i ich ofiar. Przez ich pryzmat próbujemy poznać i odkryć sprawcę. Policjanci i całe śledztwo toczy się gdzieś w tle i w rezultacie jest trochę oderwane od finalnego rozwiązania. Niby fabuła prowadzona jest bardzo poprawnie. Wszystkie konieczne elementy w odpowiednich momentach wskakują na swoje miejsce ale ja nie wiem co było tym kluczowym punktem decydującym, że śledczy poznali  sprawcę. Akurat w tym momencie widać uproszczenie fabularne autorki, przeskakującej nad najważniejszym punktem a potem dopasowującej całość do swojej teorii. Blado i niemrawo wyglądają też bohaterowie. Wydaje się, że sprawa sama się im toczy a oni od czasu do czasu reagują. Na szczęście mniej jest tła obyczajowego bo chyba nie dałabym rady z kolejną częścią poświęconą pieluchom i dzieciom.

Gdzieś mi gubi się duch sympatycznej Fjallbacki. Chyba chciałam bardziej elektryzującej i wymagającej zagadki. I bardziej krwiożerczego przestępcy (znowu wina Nesbo!). Ta seria jest taka ... małomiasteczkowa. Rada na przyszłość: nie czytać razem z innymi kryminałami, szczególnie tymi z Norwegii. :)

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 106,0 cm - 3,2 cm =  102,8 cm                

poniedziałek, 1 maja 2017

,,Ostatni pociąg do Zona Verde" Paul Theroux


Tytuł oryginału: The Last Train to Zona Verde

,,Długa podróż musi przynosić objawienia, bo w przeciwnym razie jest tylko marnowaniem czasu".

Paul Theroux to doświadczony podróżnik. Wręcz chciałoby się powiedzieć prawdziwy podróżnik. On nie tylko jedzie, widzi ale umie także o tym pisać. Maluje słowami bardzo wnikliwy obraz ludzi, miejsc oraz przestrzeni jakie pokonuje. Jego opisy to nie tylko widoki, czy przeżyte przygody to także cała gama emocji oraz wynikających z nich refleksji.

Sięgając po ,,Ostatni pociąg do Zona Verde" wiedziałam, że doświadczę wiele, nie oczekiwałam jednak, że nie będę w stanie się oderwać. Theroux zabiera nas w samotną wędrówkę z Kapsztadu przez RPA, Namibię do Angoli. Pozornie krótka wyprawa. Tylko trzy kraje ale wyłania się z nich smutny, gorzki obraz Afryki rozleniwionej i zniszczonej przez zachodnią pomoc ,,humanitarną". Autor wyruszając w drogę miał na celu sprawdzić jak zmienił się Czarny Ląd w przeciągu dziesięciu lat jakie upłynęły od jego ostatniej wyprawy. Zobaczył drobne postępy i całe oceany biedy. Rozmawiał z ludźmi i obserwował. Przemieszczał się w najzwyklejszych, ogólnodostępnych środkach lokomocji by być bliżej rzeczywistości. Znosił trudy ale zawitał do bardzo komercyjnych i nastawionych na turystykę ośrodków. Widział zgrzyt jaki między nimi panuje. Boleśnie zdał sobie sprawę z nierealności sytuacji, gdzie wszystko jest sztuczne i wcześniej zaaranżowane. Ze smutkiem uświadomił sobie, że prawdziwa, dzika Afryka odchodzi już w przeszłość a Zachód bardziej szkodzi niż pomaga.

Smutka i gorzka jest to opowieść ale przez to bardzo prawdziwa. Theroux nie upiększa, nie sypie superlatywami. Rzeczowo, pięknym, gawędziarskim stylem opowiada i sprawie, że zaczynamy widzieć a także rozumieć. Dostrzegamy piękno tak gdzie ono na prawdę jest, dobre pomysły gdy się pojawiają, ale niestety też widzimy korupcję, zagrożenie, poniżenie, wykorzystywanie. Autor cały czas towarzyszy nam i jest naszym mistrzem: wyjaśnia, tłumaczy, podsuwa kolejne pomocne lektury, objaśnia zawiłości  historyczne, społeczne i kulturowa. Pozwala wyciągnąć własne wnioski i nauczyć się czegoś nowego. Daje nam nasze własne olśnienie, które zachęci nas do naszej podróży. Polecam gorąco!

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,2 cm - 3,2 cm =  106,0 cm                

,,Jeden pocałunek" Julia Quinn

Tytuł oryginału: Because Of Miss Bridgerton

,,Jeden pocałunek" to powieść otwierająca nowy cykl Julii Quinn, tym razem o rodzinie Rockeby. Świetnie się ta seria bo już na początku dostajemy opowieść o zupełnie niecodziennej parze.

Billie i George znają się od dzieciństwa. Majątki ich rodzin ze sobą graniczą a cała ferajna dzieci spędzała wspólnie dzieciństwo. Dziewczyna była najlepszą towarzyszką psot jego młodszych braci a jemu od zawsze działała na nerwy. Wydawać by się mogło, że nikt i nic nie jest w stanie sprawić, żeby bohaterowie spojrzeli na siebie przychylnym okiem. Wszystko zmienia się pewnego dnia gdy przypadkiem zostają wspólnie uwięzieni na dachu walącego się domku. Ona stwierdza, że George pod maską powagi i rozsądku kryje swoje sympatyczne i zabawne oblicze, a on ze zdziwieniem odkryje że za trzpiotowatą postawą ukryta jest rozsądna i wrażliwa dziewczyna. Trochę im zajmie zanim przestaną walczyć przede wszystkim sami ze sobą i zaakceptują to co tak nagle ich spotkało.

,,Jeden pocałunek" to powieść tak niesamowicie sympatyczna, urocza i nieprawdopodobnie romantyczna, że aż trudno to wyrazić. Autorka bardzo mocno koncentruje się na głównych bohaterach pozwalając im spokojnie odkrywać swoje uczucia. Nie ma tutaj zbyt wielu gwałtownych zwrotów akcji, czy utrudniających życie przeszkód, jest trochę leniwa, sielska atmosfera angielskiej wsi na tle, której spokojnie mogą rozwijać się uczucia. Nie zabrakło, oczywiście, także delikatnej nutki humoru oraz pojedynków słownych między bohaterami. Wszystko to nadaje powieści specyficzny klimat i nie pozwala się oderwać. Jeśli ktoś woli gwałtowniej buzujące emocje, tutaj może poczuć się trochę znudzony dla mnie jednak wszystko było idealnie wyważone.

piątek, 28 kwietnia 2017

,,Upadłe serca" Virginia C. Andrews

 Tytuł oryginału: Fallen Hearts

Jak to dobrze, że istnieją bohaterowie, z których decyzjami możemy się nie zgadzać a ich losy budzą nasz sprzeciw. Jeszcze lepiej gdy ewolucyjnie się zmieniają i mamy możliwość jak przebiega cały ten proces.

Tak właśnie jest z Heaven Leigh Casteel. Przez pierwsze dwa tomy śledziliśmy jej dramatyczne koleje losu - walkę z następującymi po sobie trudnościami, uparte dążenie do poznania prawdy o samej sobie i swoim pochodzenia ale przede wszystkim jak próbuje ocalić tkwiące w niej dobro pomimo ogromu zła jakiego doświadczyła w swoim młodym życiu. Teraz gdy już wydawać by się mogło, że wszystko odeszło, gdy powinna być szczęśliwa jako żona ukochanego Logana dopiero przekonamy się jak bardzo dzieciństwo i młodość odcisnęło na niej swoje piętno.

Heaven to już nie ta niewinna dziewczynka, chociaż w swojej ocenie nadal taka pozostała. Bezwzględnie sięga po to czego pragnie, umiejętnie manipuluje innymi, przez palce patrzy na świat i widzi tylko krzywdy, które ją dosięgają pomijając zupełnie to co sama robi. Jej dążenia cechuje bezlitosne odegranie się na wszystkich,którzy kiedykolwiek ją urazili. Niby pogardza bogactwem ale korzysta z niego do realizacji zamierzonych celów. Sama nie uświadamia sobie jak obłudne są jej działania.

,,Upadłe serca" to już nie poruszająca opowieść o delikatnej dziewczynce. To wysublimowana powieść psychologiczna pokazująca jak bardzo zło może wgryźć się w człowieka i po cichu go zawładnąć. Tam gdzie wcześniej było współczucie i litość, teraz pojawia się pogarda oraz odraza. Ale chyba teraz całość serii robi się ciekawsza bo mimo, że odrzuca, zwykła ludzka ciekawość pcha by zobaczyć co jest ukryte za ścianą. Po cichu liczymy, że ten kruchy zamek kłamstw runie a my będziemy oglądać jego upadek. Dla mnie jako czytelnika, który lubi dobre rozwiązania kolejne wolty fabularne i ewolucja postaci były trudne do zaakceptowania ale nie tracę nadziei na zmianę. Zobaczymy co nas czeka w kolejnym tomie.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 112,7 cm - 3,5 cm =  109,2 cm               

środa, 26 kwietnia 2017

,,Słodycz zapomnienia" Kristin Harmel


Tytuł oryginału: The Sweetness of Forgetting

Hope powoli i z trudem na nowo buduje swoje życie. Próbuje odnaleźć się jako rozwódka, matka nastoletniej córki, właścicielka rodzinnej cukierni oraz opiekunka chorej na Alzheimera babci. Czuje się niedoceniona, gorsza, przytłoczona, nie zauważa sympatii jaką darzy ją miejscowy ,,złota rączka" Gavin. To całego stosu obowiązków i zmartwień babcia w jednym z przebłysków świadomości zleca jej niezwykłą misję, kobieta ma za zadanie wyruszyć do Paryża i tam odnaleźć informacje o dawno zaginionej rodzinie. Ta wyprawa bardzo mocno odbije się na całym życiu Hope. Pozwoli jej odnaleźć coś co jest najważniejsze.

Ileż to już książek napisana o wielkich zadaniach, o poszukiwaniu sensu życia, o życiowych przemianach, o odkrywaniu rodzinnych sekretów? Wydawać by się mogło, że temat jest już mocno wyeksploatowany i trudno czymś czytelnika zaskoczyć. Tak jest też i w tym przypadku. Autorka serwuje nam bardzo typową opowieść, pełną niezwykłych oraz mniej lub bardziej prawdopodobnych zbiegów okoliczności. Całość jest bardzo przewidywalna ale równocześnie jakaś taka ... nieoczekiwana. Przypomina klasyczną baśń, gdzie bohaterka musi zmierzyć się z wieloma zadaniami, wykazać hart ducha by dotrzeć do upragnionego szczęśliwego zakończenia. W tym tkwi siła tej powieści, chcemy wierzyć, że dobre rzeczy się zdarzają, że w ludziach tkwi siła i bezinteresowne dobro a podejmowane decyzje mają głębszy cel. Pojawiające się przeciwności losu są po to by wzmacniać oraz stanowić lekcję dla kolejnych.

Gdy sięgałam po ,,Słodycz zapomnienia" oczekiwałam lekkiego czytadła. Nie spodziewałam się opowieści, która mnie tak wciągnie, że z niecierpliwością będę przewracać kolejne strony by okryć kolejne tajemnice wyjaśniające zagmatwane wojenne dzieje babci Hope. Spokojnie mogę polecić.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

,,Pragnienie" Jo Nesbø


Tytuł oryginału: Tørst

Taki powrót potrafi narobić zamieszania i przykuć skutecznie uwagę wszystkich. Elektryzuje, rujnuje mozolnie budowany spokój, napędza mętlik w głowie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Harry Hole powrócił, wyrwany z ułożonego świata by złapać tego, który ponownie zagraża mieszkańcom Oslo. To będzie prawdziwe starcie na szczycie. Psychopata kontra policjant, który pragnie zapomnieć. Obaj to mistrzowie w swoim fachu i doskonale zdają sobie sprawę, że z tej rozgrywki tylko jeden może wyjść żywy.

Jo Nesbo postanowił sprawdzić co słychać u Harry'ego Hole'a. Przy okazji wywrócił do góry nogami jego sielankowy świat wykładowcy w Wyższej Szkole Policyjnej. Kazał mu ponownie stanąć na czele śledztwa ale dzięki temu stary policjant ma szanse wyrównać zaległe rachunki. Bo świat, z którego zrezygnował Hole nadal jest mroczny, zły i niebezpieczny. Zagrożenie czyha na każdym kroku, wyziera z niewinnie wyglądających smartfonów, tylko czeka na naiwne i łatwowierne ofiary. To coś z czym może sobie poradzić ktoś kto nie lubi prostych, wygodnych ścieżek, ktoś kto myśli nieszablonowo oraz potrafi przenikać najmroczniejsze umysły. A właśnie ktoś taki wrócił z emerytury.

,,Pragnienie" już od pierwszych stron elektryzuje i mrozi krew w żyłach. Nesbo mistrzowsko prowadzi wątki, co rusz podrzucając nam błędne tropy i grając na niedopowiedzeniach. Do samego końca, do ostatniej wręcz strony czekamy w napięciu na wynik rozgrywki pełnej niespodziewanych wolt i zaskakujących przetasowań. Do finału trudno rozpoznać kto jest sprawcą, kto ofiarą a kto przypadkowym gapiem. Pytania namnażają się a oczekiwanie rośnie. Jednak rozwiązanie jest tylko jedno i żeby je poznać trzeba koniecznie sięgnąć po ,,Pragnienie". Na prawdę warto. Polecam!

niedziela, 23 kwietnia 2017

,,Tajny kardynał" Tom Grace



Tytuł oryginału: The Secret Cardinal

Jedną z najważniejszych spraw jakie spędzały sen z powiek papieża Leona IV jest uwięziony od prawie trzydziestu lat w komunistycznym więzieniu chiński biskup Yin – kardynał ,,In pectore”. Krótko przed swoją śmiercią papież w końcu decyduje się podjąć radykalne działania i powołać grupę, której zadaniem ma być uwolnienie duchownego. Z USA zostaje w tym celu ściągnięty były komandos – Nolan Kilkenny. Plan dosyć szybko zostaje opracowany ale zanim zostanie wcielony w życie dojdzie do nieoczekiwanych komplikacji. Zacznie się wyścig z czasem połączony z dramatyczną ucieczką przed komunistycznymi agentami.

,,Tajny kardynał” to nie specjalnie wyróżniająca się powieść sensacyjna. Autor mocno bazując na faktach tworzy dramatyczną akcję. Jego papież Leon XIV bardzo mocno przypomina Jana Pawła II a wydarzenia z powieści stanowią pewne odbicie rzeczywistości z okresu po jego śmierci oraz następującego po nim konklawe. Tyle tło. Bo cała reszta to już szalejąca, rozbuchana wyobraźnia autora, który postanowił zapewnić czytelnikowi fabułę pełną spisków, zabójstw, afer podsłuchowych i szpiegowskich oraz pościgi i ucieczki po terenie Chin. Pozornie brzmi nieźle i niesie obietnicę przygody niepozwalającej na nudę. Ale to tylko pozornie. Czytelnik dostaje podręcznikowo przeprowadzoną intrygę. Dokładnie w tych miejscach gdzie można się tego spodziewać są przeszkody, ci, których podejrzewamy giną, zdrajca od razu jest  widoczny. A finał oczywiście taki jakiego się spodziewamy. A główny bohater? Standardowo poobijany.  Klasyczny przykład standardowej przygodówki. Kuleje trochę tempo akcji ale da się to przeżyć i można spokojnie obserwować jak źli obrywają a dobrzy wychodzą cało (prawie) nawet z największych opresji. 

Jeśli ktoś szuka czegoś prostego, nie zbyt skomplikowanego a zapewniającego trochę napięcia to będzie zadowolony. Idealny weekendowy umilacz czasu.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

,,Pchli pałac" Elif Şafak


Tytuł oryginału: Bit Palas

Gdzieś w Stambule stoi nietypowa kamienica. Wybudował ją przed laty rosyjski arystokrata dla swojej żony. Teraz jednak zamieszkuje ją grupa ludzi: nieszablonowi, trochę zwariowani, uwikłani w drobne przewiny, zakompleksieni, szukający celu i tacy, którzy już dawno stracili nadzieję na coś innego, przegrani oraz ci, którzy jeszcze nie rozumieją swojej sytuacji. Dziesięć mieszkań a w nich odrębne rodziny bardziej się tolerujące z konieczności niż współżyjące na dzielonej powierzchni. Przyjdzie im się jednak zmierzyć z bardzo realnym i prozaicznym problemem - hałdami walających się śmieci.

Elif Safak to moje tegoroczne odkrycie. Jej opowieść o Pałacu Cukiereczek jest słodko-gorzka. Przez pryzmat mieszkańców kamienicy obserwujemy Stambuł w miniaturze. Świat kontrastów, który zderza się ze sobą. Każdy z bohaterów opowiada swoją historię i pozwala nam dzięki temu dostrzec większą, uniwersalną prawdę. Czasem bawi nas komizm sytuacji by za chwilę zmusić do zwolnienia oraz zastanowienia. Bo to książka gdzie odnajdziemy całą paletę ponadczasowych oraz nie tracących na znaczeniu prawd: o samotności, wyobcowaniu, inności, poszukiwaniu chwilowych ucieczek od rzeczywistości. Wszystko to opowiedziane jest w piękny sposób przypominający doskonałą gawędę. Wchłania ona nie wiadomo kiedy i niepostrzeżenie doprowadza do finału.

,,Pchli pałac" to podobno słabsza odsłona autorki. Jeśli to prawda to już nie mogę doczekać się tych lepszych.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 116,1 cm - 3,4 cm =  112,7 cm               

piątek, 14 kwietnia 2017

,,Immunitet" Remigiusz Mróz


Długo odkładałam czwarte spotkanie z Chyłką i Zordonem. Obawiałam się tego co mogę zastać po ich zachowaniu w ,,Rewizji". Spodziewałam się pędzenia z zawrotną prędkością po równi pochyłej na dno ale na szczęście zostało to trochę spowolnione. Chyłka to nadal alkoholiczka, mniej czasem więcej pijąca ale gdzieś próbująca wrócić na dawne tory. A Zordon próbuje uczyć się do aplikacji, egzystując w świecie prawa korporacyjnego.

Spotykają się znów by podjąć się obrony oskarżonego o zabójstwo najmłodszego sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Sebastian Seidel nie przyznaje się do popełnienia morderstwa w Krakowie, wręcz twierdzi, że go tam nie było. Dowody mówią coś zupełnie innego. Prawnicy będą musieli przedrzeć się przez gąszcz niedomówień i lawirować wśród kłamstw oraz półprawd by dotrzeć do czegoś co można nazwać ,,prawdą".

Seria z Chyłką i Zordonem jest z pewnością najlepszą z serii Remigiusza Mroza. Konkretna, pełna zwrotów akcji i niepewności co do finalnego rozwiązania. Ten tom nie odbiega poziomem od poprzednich. Jest mocne wejście, trochę nieoczekiwanych zapętleń i przeszkód, jest babranie jest w morzu prawniczych interpretacji oraz nurkowanie w oceany kazusów. Jednak gdzieś w moim poczuciu, wkradło się w solidną intrygę przegadanie. Były momenty gdzie z niecierpliwością przewracałam strony ale zdecydowanie więcej było tych gdzie nie mogłam się doczekać aby to mieć już za sobą. A i rozwiązanie było zbyt ... logiczne i nudne. Brakło mi w nim jakiejś petardy. Na szczęście tę zaserwowała nam Chyłka.

Jestem ciekawa co będzie dalej. Lubię tę serię więc pewnie będą kontynuować przygodę. Chociaż chcę więcej: akcji, napięcia, szaleństwa i niepewności.

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 120 cm - 3,9 cm =  116,1 cm               

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

,,Sektrety notatnika" Eve Haas


Tytuł oryginału: Secrets of the Notebook

Mówi się, że najlepsze i najbardziej nieprawdopodobne historie to życie pisze i chyba coś w tym jest. Najlepszym przykładem jest historia rodziny Eve Haas. Kobieta w spadku po ojcu otrzymuje tajemniczy notatnik. Przy okazji wspomniane zostaje, że należał on do jej prababki, która była księżniczką. Razem z nim, przez pokolenia wędrowała dosyć wątła rodzinna legenda i ostrzeżenie żeby nie zagłębiać się w przeszłość.

Eve należy jednak do upartych i dociekliwych osób. Nie dotrzymuje złożonej ojcu obietnicy i postanawia dotrzeć do źródła. Chce odkryć prawdziwe pochodzenie notatnika oraz relacje łączące jej przodkinie z księciem pruskim Augustem. Jej opowieść to prawie trzydzieści lat poszukiwań i błądzenia po omacku by okryć to co postanowiono wymazać z kart historii. Dzięki determinacji swojej i swojego męża, pasji i prawdziwej historycznej ciekawości przekopuje się przez archiwa, pokonuje Żelazną Kurtynę i dociera do prawdy. Cóż, chyba wtedy gdy jest już u kresu swych poszukiwań może usłyszeć złośliwy chichot historii.

,,Sekrety notatnika" to odtwarzanie historii i zapis poszukiwań. Ciekawe, wciągające ale trochę nierówne dla zwykłego czytelnika. Eve Haas dużo miejsca poświęca swojej rodzinie, chcą jak najlepiej nakreślić tło. Powoduje to jednak poczucie znużenia. A i czytanie o kolejnym etapie poszukiwań w archiwach może być nużący jednak wnioski i ostateczny wynik na pewno dla wszystkich będą zaskakujące. Dla osób pasjonujących się historią pozycja ciekawa i wciągająca.

piątek, 7 kwietnia 2017

,,Ukryte wodospady" Barbara Freethy

Tytuł oryginału: At Hidden Falls

Zatoka Aniołów to miejsce, które przyciąga. Najlepiej przekonała się o tym Isabella Silveira, siostra komendanta. Dziewczyna posiada niezwykły dar - ma wizje przyszłości. A ostatnio prześladuje ją poczucie zagrożenia dotyczące kogoś w Zatoce Aniołów. Gnana obawą o brata postanawia tam się udać. Już w dniu przybycia to właśnie ona ulega wypadkowi samochodowemu a ostatniej chwili ratuje ją Nick Hartley. Między bohaterami, już od pierwszego spotkania wytwarza się specyficzna więź a kolejne wydarzenia wbrew rozsądkowi tylko coraz bardziej ich do siebie przyciągają.

,,Ukryte wodospady" to dla mnie wyczekiwany powrót do Zatoki Aniołów. Z niecierpliwością chciałam poznać kolejną parę, której los właśnie tam spłata figla. Nick i Isabella mnie nie rozczarowali. Oboje są osobami z całym bagażem doświadczeń, które tylko utrudniają im relacje z innymi. On od niedawna mieszka z nastoletnią córką i próbuje nauczyć się jak być ojcem, ona przez swój wyjątkowy dar tylko odpycha ludzi. Ich relacja mimo, że pełna zawirowań okaże się być jednak na tyle silną by spróbowali o siebie zawalczyć.

Ale Zatoka Aniołów to także cała plejada nietuzinkowych postaci drugoplanowych. Z zapartym tchem obserwowałam jak rozwija się wątek nastoletniej Annie oraz rozwijający się trójkąt Andrew - Charlotte - Joe. Mam swoje przypuszczenia ale i tak jestem ciekawa co z tego wyniknie. Oprócz tego w tle przemykają się postaci, które już wcześniej zdążyłam polubić: Kara, Shane i Lauren, Jason.

,,Ukryte Wodospady" nie odstają poziomem od wcześniejszych części. To przede wszystkim lekka, pozytywna, urocza obyczajowa powieść z bardzo delikatną zagadką kryminalną w tle. Świetnie opowiada o małomiasteczkowych relacjach. Powieść przyjemnie relaksuje i zachęca do sięgnięcia po więcej. Polecam!

niedziela, 2 kwietnia 2017

,,Piękno bez konserwantów" Aleksandra Zaprutko - Janicka


Gdy otworzymy współczesne czasopisma, włączymy telewizję czy Internet może nam się wydawać, że walka o piękno i młodość to współczesny wynalazek. Bo przecież mamy kolejne generacje kosmetyków, coraz nowocześniejsze zabiegi, posiadamy większą wiedzę i świadomość tego jak pewne czynniki czy zachowania oddziałują na nasze ciało. A gdy do tego dodamy jeszcze takie pojęcia jak ,,organiczne" czy ,,ekologiczne" lub moje ulubione ,,naturalne" jesteśmy przekonani, że to wszystko osiągnęli sami, współcześnie a przed nami pokolenia żyły w brudzie, były zaniedbane i (wybaczcie) brzydkie.

Nic bardziej mylnego. Już nasze babcie i prababcie znały wiele sposobów jak zadbać o swój wygląd i podkreślić urodę. Najważniejsze jest właśnie to, że to one robiły jak najbardziej naturalnie, nie stosując takiej ilości środków chemicznych jakie my mamy obecnie do swojej dyspozycji. Aleksandra Zaprutko-Janicka postawiła zrobić przegląd przedwojennej prasy i różnych publikacji a potem zaprezentowała nam w skondensowanej formie najważniejsze działania ówczesnych elegantek. Nakreśliła ciekawie tło historyczne i społeczne oraz podzieliła się własnymi dociekaniami w gestii ówczesnych kosmetyków oraz tego jak współcześnie można je pozyskać. Jej publikacja to świetny punkt wyjścia dla wszystkich osób, które szukają alternatywy dla chemicznych środków. Każdy rozdział, czy to poświęcony dbaniu o cerę, ręce, włosy kończy się serią prostych porad i receptur.

Ale to nie jest jednak poradnik kosmetyczny. To świetna podróż w przeszłość, pomagająca inaczej spojrzeć na okres pomiędzy wojnami. Pokazuje jaka rewolucja dokonała się w zachowaniu i postrzeganiu kobiet, jak z rewolucyjnymi zmianami musiały się zmierzyć a przy tym nie utraciły podstawowych kobiecych zachowań jak dbanie o własną urodę. Cóż, pozostaje nam tylko zazdrościć naszym prababciom zaradność i sprytu w takich ilościach w jakich one się tym odznaczały. Polecam.

sobota, 1 kwietnia 2017

,,Mężczyzna na dnie" Iva Procházková


Tytuł oryginału: Vraždy v kruhu. Muž na dně

W jeziorze znalezione zostają zwłoki mężczyzny - policjanta, który cieszy się mało sympatyczną reputacją. Praska policja staje przed prawdziwym wyzwaniem: znalezienia sprawcy w sporej grupie podejrzanych, wyciągnięcia na jaw prawdy i nie zgubienia się w plątaninie podejrzeń i błędnych tropów. Bo im dalej brną  sprawa coraz bardziej się komplikuje, jednocześnie coraz bardziej pochłaniając śledczych i przy okazji także czytelnika.

Kryminał w wydaniu czeskim jest dla mnie prawdziwym zaskoczeniem. Dodam, że pozytywnym. Na początku wydawało mi się, że wszystko wiem i z łatwością wskażę sprawcę i motyw. Cóż, autorka skutecznie ze mnie zadrwiła czekając z rozwiązaniem do ostatniej strony. Pozwoliła nam cieszyć się świetną intelektualną przygodą, pełną niedopowiedzeń oraz błędnych tropów. Niby wszystko jest jasne - wyłania się podział na dobrych, złych i gorszych ale jednoznaczna ocena gdzieś umyka. Zagadka kryminalna pochłania i fascynuje, intryga wręcz zmusza czytelnika do podjęcia wyzwania i sprawdzenia się w roli śledczego.

Spokojnie mogę polecić ,,Mężczyznę na dnie" bo to taki kryminał jakiego ostatnio mi brakowało. Prosty w konstrukcji, pozbawiony zbędnych ozdobników i niepotrzebnych przyspieszaczy akcji. Toczy się swoim rytmem ale mimo to skutecznie przykuwa uwagę. Obiecuję Wam, że nie odłożycie go na półkę zanim nie poznacie rozwiązania. Polecam!

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 122,7 cm - 2,7 cm =  120,0 cm              

piątek, 31 marca 2017

,,Urodzony w Casal di Principe" Amadeo Letizia, Paola Zanuttini


Tytuł oryginału: Nato a Casal di Principe

,,Urodzony w Casal di Principe" to nie powieść, to nie fikcja literacka. To prawdziwa historia opowiadająca o wczesnej dorosłości włoskiego producenta filmowego Amadea Letizii. To książka, która już przez swój tytuł może zelektryzować i przyciągnąć wielu Włochów. Magnesem będzie enigmatyczne i tajemnicze Casal di Principe. Co w nim jest takiego dowiedziałam się dopiero po skończeniu czytania.

Casal di Principe po miejscowość w południowych Włoszech, leżąca w regionie Kampanii. Mała mieścina osławiona przez działalność Kamorry, czyli zbrojnej, tajnej organizacji przestępczej. Przewodnikiem po Casal di Principe zostaje Letizia. Powraca tam po latach by uporządkować swoje wspomnienia oraz wyjaśnić okoliczności towarzyszące tajemniczemu śmiertelnemu wypadkowi brata Leonardza oraz podjąć próbę rozwiązania zagadki zaginięcia drugiego z braci, Paola.

Rozczaruje się każdy, kto liczy na mroczną, dobitną oraz bardzo realistyczną opowieść o włoskiej mafii. ,,Urodzony.." jest powieścią bardzo subiektywną i prywatną. To opowieść o boleśnie doświadczonej rodzinie, która tylko zahacza o porachunki mafijne. Wszystko koncentruje się na rodzinie Letizia i z ich perspektywy widzimy tylko maleńki wycinek działalności przestępczej z przełomu lat 80-tych i 90-tych. Dla przeciętnego, nie znającego kontekstu oraz realiów tych czasów książka jest bardzo enigmatyczna i powierzchowna. Brakło w niej obiektywnego, zewnętrznego spojrzenia. Tak na prawdę, głos ma tylko Amadeo oraz jego rodzice. Brakuje raportów policyjnych (błędnie i chaotycznie prowadzone śledztwa przez niekompetentnych karabinierów) oraz wypowiedzi innych świadków tych wydarzeń (nie pamiętają, nie chcą mówić, nie żyją).

Amadeo Letizia z pewnością jest ważnym głosem. Mówi o czymś co jeszcze do niedawna było tematem tabu. Mówi o włoskiej mafii i pewnie we Włoszech jego relacja ma znaczenie. Jednak dla przeciętnego Polaka jest powierzchowna, pozbawiona wnikliwego i szerszego przedstawienia środowiska. A i sam bohater to postać prawie anonimowa. Daje zaledwie ułamek wiedzy i nie wywołuje żadnych skojarzeń, więc trudno się dziwić, że jej wydanie w Polsce przeszło prawie bez echa.

środa, 29 marca 2017

,,Podarunek" Cecelia Ahern

Tytuł oryginału: The Gift

Chyba każdy, kto zaczął już swoją drogę zawodową zna momenty gdy wydawać by się mogło, że najlepszym rozwiązaniem byłoby nie wychodzić z biura. Ja także miałam taki epizod i wspominam go jako ,,mroczny okres". Nie jest to nic dobrego ale idealnie pokazuje co dla nas jest ważne i jak rozkładamy priorytety.

Główny bohater powieści ,,Podarunek" - Lou, to zabiegany pracoholik. Jego głównym priorytetem jest praca i uznanie, które coraz bardziej marginalizują rodzinę. Mężczyzna ciągle pędzi, próbuje być w dwóch miejscach na raz po to aby zdobywać kolejne szczeble kariery pozwalając by to co na prawdę istotne umykało mu. Przypadkowe spotkanie z bezdomnym Gabe'm wywraca cały świat Lou do góry nogami. Nagle dostrzega to co tyle razy ignorował i bagatelizował.

,,Podarunek" to powieść, którą chyba powinno się czytać w grudniu. Idealnie wpisuje się w magiczny, rodzinny czas oczekiwania na Święta. Ale to wcale nie oznacza, że jest to powieść sezonowa. Autorka w pozornie banalnej, naiwnej historii zabieganego pracoholika zmieściła uniwersalną i bardzo mądrą opowieść o tym co ważne. Zmusiła do radykalnego wyhamowania i zastanowienia się nad własnymi celami. Kazała nam popatrzeć z boku i ocenienia tego jak wygląda życie każdego z nas. Czy pędzimy po karierę, tracimy czas na puste przyjemności, czy znajdujemy chwilę dla bliskich i przyjaciół? Magia powieści wzrusza i dotyka delikatnych obszarów duszy.

,,Podarunek" to moje pozytywne zaskoczenie. Oczekiwałam tylko lekkiego czytadełka, nie myślałam, że pod tą powłoczką znajdę tak mądrą i wartościową opowieść. Polecam!

Książka przeczytana w ramach BOOK TOUR, za zaproszenie do którego dziękuję Kasi z bloga ,,Recenzja Pisana Emocjami".

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 126,0 cm - 2,3 cm =  122,7 cm              


poniedziałek, 27 marca 2017

,,Tchnienie śniegu i popiołu" Diana Gabaldon

Tytuł oryginału: A breath of snow and ashes

,,Tchnienie śniegu i popiołu" to kolejny tom z cyklu ,,Obca". Właściwie, jego struktura w niczym się nie różni od tego, do czego wcześniej przyzwyczaiła nas Diana Gabaldon. Wnikliwie i bardzo szczegółowo opowiada o kolejnych latach wspólnego życia rodzin Fraser i McKenzie w latach 70-tych XVIII wieku.

Sytuacja polityczna tego okresu staje się coraz bardziej napięta. Czuć w powietrzu nadciągającą wojnę o niepodległość stanów Ameryki. Bohaterowie, czasem wbrew sobie zostają zaplątani w dziejową zawieruchę i zostają zmuszeni do zdecydowanego opowiedzenia się po którejś ze stron konfliktu. Ale powieść Gabaldon to nie tylko polityka - to także fascynująca opowieść o życiu, miłości, przyjaźni i poświęceniu. Na szczęście autorka zafundowała nam w tym tomie więcej akcji oraz zaskakujących zwrotów fabularnych. Momentami idealnie stopniowała napięcie i pochłaniała na długie chwile, ale nie byłaby sobą gdyby w prawie takich samych proporcjach nie dokładała małoistotnych detali i niepotrzebnych wtrąceń. Gdzieś jednak w całościowym rozrachunku wychodziło jej to na plus bo jej opowieści nabierały realizmu  i jakoś nie można zarzucić żadnemu rozwiązaniu niekonsekwencji czy braku logiki. Mozolnie i drobiazgowo buduje tło, na którym absolutnie wszystko może się zdarzyć.

Drugim dużym plusem w tej części jest Claire. Na szczęście,zgubiła wcześniejszą irytującą manierę wszystko wiedzącej. Stałą się bardziej ostrożna, więcej obserwuje, nadal próbuje pomóc wszystkim na około ale robi to z ogromnym taktem. Dużą przyjemność sprawiło mi obserwowanie jej w tym tomie - oczywiście, zawsze znajdzie się w centrum zdarzeń ale nie jest to aż tak nachalne jak wcześniej bywało. Chyba, że już po prostu się do tego przyzwyczaiłam?

,,Tchnienie śniegu i popiołu" wypadło bardzo pozytywnie. Na nowo zainteresowało mnie przygodami Fraserów. Znowu poczułam ten wyjątkowy klimat. I po raz kolejny chcę dowiedzieć się co będzie dalej. Ale chyba muszę trochę odsapnąć, przed kolejnym maratonem czytelniczym z ,,Obcą".

p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,7 cm - 7,7 cm =  126,0 cm              

piątek, 24 marca 2017

,,Wiosna pełna tajemnic" Lisa Kleypas

Tytuł oryginału: Scandal in Spring

Pozostała już tylko jedna niezamężna ,,paprotka" - romantyczna Daisy Bowman. Dziewczyna ma niezaprzeczalny urok, ogromne pokłady świeżości i wdzięku ale wszystkich kawalerów odstrasza jej romantyczna natura, inteligencja oraz nietypowe jak dla damy zachowanie. Zniecierpliwiony ojciec w końcu stawia ultimatum albo dziewczyna szybko znajdzie męża albo wyśle ją z powrotem do Stanów i tam wyda za swojego asystenta, Matthew Swifta. Byłe już paprotki podwajają wysiłki by znaleźć idealnego kandydata dla Daisy, ale co będzie gdy ten nieodpowiedni okaże się idealnym...

,,Wiosna pełna tajemnic" to urocze zamknięcie całego cyklu. Zarówno Daisy jak i Matthew okrywają swoje inne, lepsze oblicze. Będą musieli na nowo nauczyć się na siebie patrzeć i zacząć dostrzegać to co jest oczywiste - to oni są sobie pisani. Na nic zdadzą się wymówki i kluczenia, przyjdzie moment kiedy staną twarzą w twarz z prawdę a łączące ich uczucie wybuchnie pełną siłą. Oczywiście, nie może być dobrzej opowieści bez dramatyczny zwrotów akcji. Ale bez obaw, bohaterowie zwalczą to co ich rozdziela, pokonają trudy oraz zawirowania by cieszyć się zasłużonym szczęściem.

Szkoda, że to już ostatnie moje spotkanie z cyklem ,,Wallflowers". Trudno rozstawać się z ciepłymi, sympatycznymi, pełnymi humoru i inteligencji bohaterami. Całość delikatnie wzruszała i dotykała każdej choć troszeczkę romantycznej duszy. Idealne ,,Guilty Pleasure" zapewniające relaks po ciężkim tygodniu. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 135,6 cm - 1,9 cm =  133,7 cm              

,,Maluchem przez Afrykę" Arkady Paweł Fiedler


Afryka kojarzy mi się z tajemnicą, sekretem i niezwykłymi przygodami. Afryka - to dla mnie wspomnienie czasów, gdy zaczytywałam się w powieściach Juliusa Verne, przygodach Tomka Wilmowskiego oraz niecierpliwie wyszukiwałam informacji o wyprawie Livingstona i Stanleya. Zew Afryki usłyszał także Arkady Paweł Fiedler, wnuk TEGO Arkadego Fiedlera. Postanowił przemierzyć Czarny Ląd z północy na południe wschodnim wybrzeżem ale zrobił to w wyjątkowym, nietypowym i zaskakującym pojeździe. Najważniejszym towarzyszem, osuwającym na dalszy plan nawet ekipę, był Maluch, polski Fiat 126p.

Zaczynając wyprawę z Arkadym miałam wątpliwości. Bałam się, że trafiłam na szalonego fana motoryzacji i cały czas będę wysłuchiwać o chłodnicy Malucha (której nie ma), o silniku (który jest z tyłu), o oponach i wielu innych elementach, które średnio mnie interesują. Arkady bardzo szczegółowo zaznajomił nas z Fiacikiem (zwanym też Zieloną Bestią) co budziło lęk ale szybko okazało się, że dzięki temu lepiej znamy naszego towarzysza, lubimy go bardziej a potem to już tylko dzielnie mu kibicujemy w szalonym rajdzie po afrykańskich bezdrożach i puchniemy z dumy gdy bije kolejne rekordy oraz dzielnie znosi wszelkie przeciwności. Bo Maluszek okazał się strzałem w dziesiątkę. Przemierzył całą Afrykę od Egiptu po RPA bez większej awarii. Pokonał wzniesienia ale przede wszystkim tysiące szutrowych dróg. Wszędzie gdzie się pojawiał budził zaskoczenie i fascynację. Nikt nie mógł wyjść z podziwu, że coś co mocą nie wiele przewyższa motocykl przejechało taki kawał drogi. Był atrakcją i magnesem przyciągającym ludzi, pomagał przełamywać lody oraz nawiązywać kontakt z ludźmi.

Jednak, pomimo oczywistego bohatera, nie jest to powieść motoryzacyjna ale klasycznie skonstruowana książka podróżnicza. Arkady Paweł Fiedler ciekawie opowiada o swoich przygodach. Każdemu miejscu w jakim się znajduje poświęca trochę czasu by uchwycić miejscowy koloryt i specyfikę. Już od pierwszych stron, od pierwszych minut podróży razem z nim borykamy się z trudnościami jak i zachwycamy się odmiennością afrykańskiego lądu. Stopniowo coraz bardziej zagłębiamy się w Czarny Ląd. Przemierzamy pustynie, sawannny, tysiące kilometrów są za nami i cóż.. trudno się zdecydować gdzie patrzeć i co podziwiać. Czujemy spiekotę słońca a piach wpycha się w każdą wolną przestrzeń. Jak na wnikliwego podróżnika przystało Fiedler nie zapomina o ciemnej stronie przeszłości Afryki - wspomina rzeź w Rwandzie, problemy kolejnych mijanych ludów, postępującą turystykę, która zmienia oblicze tego kontynentu.

Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie mi opuścić Afrykę. Zaciekawiła mnie i rozbudziła apetyt na dalsze szukanie informacji. Obudziła też uśpione marzenie o własnej wielkiej podróży. Polecam!

wtorek, 14 marca 2017

,,Dziennik kasztelana" Evžen Boček

Tytuł oryginału: Deník kastelána

Jeśli ktoś spodziewa się powtórki z ,,Ostatniej Arystokratki" to niech uważa. Może się mocno rozczarować. Chociaż temat podobny, miejsce prawie identyczne, postaci na pierwszy rzut oka jakby skądś znane to jednak klimat nie pasuje. Arystokratka doprowadzała do spazmów śmiechu, a tutaj od pierwszych stron czujemy powiew niepokoju.

Wiktor, zmęczony życiem w mieście podejmuje pracę kasztelana na zamku gdzieś koło Brna. Sprowadza rodzinę i w końcu chce rozkoszować się spokojnym, sielskim życiem. Jednak coś od pierwszych chwil pobytu nie daje mu spokoju, nic nie dzieje się tak jak powinno, zagadkowe i tajemnicze zdarzenia nękają wszystkich, którzy zbliżą się do zamku. A i problemy osobiste Wiktora, które miały znaleźć tutaj swoje rozwiązanie tylko się potęgują i nawarstwiają.

,,Dziennik kasztelana" chyba najbardziej zbliżony jest klimatem do horroru gotyckiego. Posępne zamczysko, seria dziwnych zdarzeń oraz całe mnóstwo niedopowiedzeń. Nic nie dzieje się otwarcie, mamy tylko dziwne podejrzenia oraz niesprecyzowane przeczucia. Całość bazuje na delikatnym balansowaniu na ukrytych lękach. Trzyma w napięciu od pierwszych stron, sprawiając, że nie można się oderwać. Cały czas niecierpliwie oczekujemy na wielkie finałowe odsłonięcie prawdy. Tylko czy na pewno ono nastąpi i będzie takie jak tego by się pragnęło?

,,Dziennik kasztelana" to sporo, dla mnie pozytywne, zaskoczenie. Zupełnie inna atmosfera, bardziej precyzyjna i zwarta oraz przede wszystkim bardziej mroczna oraz zagadkowa niż w Arystokratce ale przez to równie interesująca. Autor pokazał, że nie tylko umie bawić ale też napędzić trochę stracha. Polecam!

poniedziałek, 13 marca 2017

,,Wojny rodziny Gucci" Jenny Gucci

Tytuł oryginału: Gucci Wars

Świat bogatych i sławnych od zawsze fascynuje. Budzą oni całą gamę, czasem sprzecznych uczuć i emocji. Zachwycamy się ich strojami, przepychem życia, ekscytujemy kolejnymi wydarzeniami z ich życia, po cichu zazdrościmy podróży, oburzamy nadmiernym epatowaniem bogactwem. Jedno jest jednak pewne: nie umiemy przejść obok nich obojętnie. Cóż sławne nazwisko przyciąga tłumy, a szczególnie jest nim tak uznane jak Gucci. Kto przepuści jedyną w swoim rodzaju możliwość zaglądnięcia za kurtynę i sprawdzenia co na prawdę się z nim wiążę?

Historia Jenny Gucci zaczyna się jak bajka. Młoda kobieta nagle zostaje  dostrzeżona przez syna modowego potentata. Szalony romans kończy się małżeństwem a dziewczyna nagle wkracza na niedostępne dla niej wcześniej salony. Wszystko o czym wcześniej marzyła znajduje się teraz w zasięgu ręki. Jednak ta historia stopniowo odsłania swoją mroczną stronę. Jenny będzie świadkiem brutalnych i bezwzględnych walk wewnątrzrodzinnych, irracjonalnych zachowań. Jej cudowny świat zacznie się walić i sama będzie musiała  stanąć do walki o swoją godność oraz przyzwoite życie dla córki.

Jak każda historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, ta też może budzić różne odczucia. Wręcz nieprawdopodobnym wydaje się, to co działo się w gabinetach i rezydencjach rodzinny Gucci. Gdy do głosu dochodzą urażone ambicje, żądza bogactwa oraz gorący, włoski temperament nie może być spokojnie. Zgrozę wywołują kolejne działania Guccich, wymierzone w najbliższych oraz bezbronne jednostki. Cały czas mieszają i kotłują się szaleństwo z okrucieństwem oraz zachłannością. Jenny pisze ciekawie i próbuje być w swojej opowieści obiektywna. Próbuje jasno, klarownie naświetlić to co z zapałem relacjonowały tabloidy w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych. Po lekturze zrozumiałym staje się dlaczego rodzina Guccich straciła prawa do marki i została wykupiona przez firmę zewnętrzną.

,,Wojny rodziny Gucci" to ciekawa lektura, która może zainteresować wszystkich nie tylko pasjonatów mody czy prasy tabloidowej. Zachęcam!

piątek, 10 marca 2017

,,Miłość barona" Grace Burrowes

 Tytuł oryginału: Thomas

Thomas Jennings na pewno nie spodziewał się zobaczyć taki obrazek nowo nabytej posiadłość. Zarządca gdzieś przepadł, zastępuje go bardzo zdecydowana panna, w majątku dzieją się dziwne rzeczy, a stajenni są podejrzanie dobrze wychowani. Nic nie jest takie jak być powinno, młodemu lordowi zaczyna nagle bardziej zależeć na pani ekonom a gdy jeszcze dojdzie lekki wątek kryminalny - cóż, przepis na sympatyczny romans historyczny gotowy.

Chyba największym walorem ,,Miłości barona" są wszechobecne tajemnice. Już od pierwszych stron głowimy się nad tym co nie pasuje do wizerunku stereotypowego angielskiego dworku. Wiele elementów widać już na pierwszy rzut oka: niedoświadczony baron, kobieta na nie swoim stanowisku, dziwna służba, tajemnicze zdarzenia. Co strona to nowa zagadka i choć wielu rozwiązań można się domyślić wcześniej nie umniejsza to wcale zabawy oraz nie zmienia odbioru całości. Autorka mocno wykorzystuje reguły tego gatunku literackiego, przy okazji trochę po cichu przemycając coś nowego i odświeżającego. Bohaterowie mimo, że stereotypowi obdarzeni są pasją, siłą i zaradnością, sprawiającą że przyjemnie obserwuje się ich poczynania.

,,Miłość barona" to przyzwoite otwarcie cyklu ,,Dżentelmeni po przejściach". Nie wyróżnia się zbytnio na tle podobnych ale też nie razi. Przyjemnie się czyta tę powieść, idealna na leniwe popołudnie.

czwartek, 9 marca 2017

,,W imperium Słońca" Karin Muller

Tytuł oryginału: Along th Inca Road : a woman's journey into an  ancient empire

Karin Muller na przełomie wieków poświęciła sześć i pół miesiąca aby pokonać słynny Szlak Inków. Przemierzyła Ekwador, Peru, Chile i Boliwię by odnaleźć ślady życia Inków i ich potomków. Chciała jak najbardziej zbliżyć się do prawdziwego życia współczesnych Indian: poznać ich zwyczaje, kulturę, dotknąć oraz posmakować świata ukrytego gdzieś w Andach. Rezultatem jej wędrówki jest reportaż zarówno książkowy jak i filmowy ,,W imperium Słońca".

Jest to reportaż, chyba jeden z nielicznych, który mogę skonfrontować z własnymi doświadczeniami. Zupełnie przypadkiem moja wyprawa do Ameryki Południowej we wrześniu 2016 roku przebiegła podobnym szlakiem, choć ja podróżowałam w przeciwnym kierunku, z Boliwii przez Chile do Peru. Nie widziałam aż tyle co autorka ale ponownie, poprzez jej relację, mogłam przenieść się do tego niesamowitego miejsca. Znowu poczułam oddech Oceanu Spokojnego w okolicach Peru, dostrzegłam wikonie gdzieś na Altplano, ponownie byłam nad jeziorem Titicaca i odwiedziłam Wyspę Księżyca. Copacabana, Oruro, Cochabamba to już nie są punkty na mapie ale realne miejsca. Przy okazji lektury mogłam uświadomić sobie jak wiele tam się zmieniło, równocześnie paradoksalnie pozostając niezmiennym. Lepiej zrozumiałam to co w trakcie mojej wyprawy tylko obserwowałam i poznałam historię Inków oraz podboju ich państwa przez Hiszpanów. Karin Muller ciekawie opowiada mieszając historię ze współczesnością. Lubi przebywać wśród ludzi i szukać w nich ciekawej inności. Sprawia, że znowu odległa Ameryka Południowa jest bliżej bo zawsze razem z nią jesteśmy w centrum zdarzeń.

,,W imperium Słońca" pozostawiło mnie jednak ze sporym niedosytem i tęsknotą. Ponownie chciałabym tam wrócić i jeszcze raz zobaczyć wszystkie miejsca, równocześnie dopytując się o to czego brakło. Póki co pozostaje mi otworzyć folder i znów przeglądać zdjęcia oraz mieć nadzieję, że jeszcze tam wrócę.

Peru, Altiplano, wrzesień 2016

wtorek, 7 marca 2017

,,Zapach czekolady" Ewald Arenz

Tytuł oryginału: Der Duft von Schokolade

,,Tak, w ten sposób powinno się robić czekoladę, pomyślał August. Żeby smakowała życiem".

Koniec XIX wieku, Wiedeń. Młody August w dniu gdy opuszcza na zawsze służbę wojskową spotyka piękną i tajemniczą Elenę. Kobieta od pierwszych chwil go fascynuje i odurza swoim ... zapachem. Bo chłopak ma specyficzny dar, posiada węch absolutny i potrafi powiązać zapachy z pojawiającymi się w jego umyśle wizjami przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Młodzi dosyć szybko zakochują się w sobie i zostają kochankami. Nie dane jest im jednak długo cieszyć się sobą, do głosu dochodzą ukryte sekrety a rozwijający się związek przerywa straszliwa tragedia.

,,Zapach czekolady" to opowieść, która oddziałuje na czytelnika na wielu płaszczyznach. Kusi smakiem, zapachem i pięknem plastycznie nakreślonych obrazów. Niczym od wykwintnych pralin, nie da się jej odłożyć nie odkrywając tego co zaklęte jest w ich wnętrzu. Stopniowo uwalniane są kolejne odczucia i wrażenia pozwalające dostrzec skryte piękne. Bo to nie tylko niezwykła, magiczna i romantyczna historia miłosna ale także opowieść o ucieczce, poszukiwaniu, tęsknocie i prawdziwej wolności. Pokazuje, że czasem trzeba coś stracić lub poświęcić by odnaleźć to co naprawdę ważne i co może stanowić sens życia.

Nie można pominąć też świetnie nakreślonego tła. Wiedeń i Berlin jakie wyłaniają się z kart powieści to miejsca gdzie chciałoby się zgubić. Wciągają, fascynują i zachwycają swoją zagadkowością. Jak bohaterowie skrywają swoje i stopniowo odkrywają prawdziwy urok oraz czar. Oba miasta są magiczne, otulone otoczką tęsknoty za czasem, który na zawsze odszedł.

,,Zapach czekolady" zauroczył mnie i sprawił, że nie mogłam się oderwać. Gdzieś podświadomie w swojej magicznej, fantazyjnej aurze skrywał ulotne i niedające się do końca sprecyzować nawiązania do ,,Cienia wiatru", ,,Czekolady" czy ,,Pachnidła". Ale myli się, każdy kto szuka namacalnych dowodów to tylko lekki zapach... zapach czekolady i zapach życia. Polecam!

poniedziałek, 6 marca 2017

,,Po szóste nie odpuszczaj" Janet Evanovich


Tytuł oryginału: Hot six


W Grajdole nie istnieje pojęcie ,,świętego spokoju". Bo jak może tam panować prawo i porządek, gdy najlepszy łowca głów staje się kolejnym niestawiającym się (słynne NS) i to Stephanie Plum ma go ścigać. Tylko, że ona wyjątkowo oddaje tę sprawę swojemu arcywrogowi Joyce. Nikt nie wierzy, w to że Steph nie jest zamieszana w całą aferę i jak łatwo się domyślić to za nią ciągnie się cały sznur podejrzanych typów, spalonych samochodów a karawanę zamyka nieoceniona Babcia Mazurowa i żarłoczny pies Bob. Pozostaje tylko współczuć ... Morelli'emu bo przy takiej kobiecie tylko frustracja i siwe włosy pewne :)

,,Po szóste nie odpuszczaj" nie odpuszcza. Bawi i odpręża idealnie. Nie wierzę, że istnieje choć jedna osoba, która nie parsknie śmiechem gdy Bob idealnie ,,załatwia" bandziorów a babcia Mazurowa testuje cierpliwość Śliwki. Fani spalonych samochodów też będą usatysfakcjonowani bo bez tego nie może się obyć porządne śledztwo. Nie brakuje nieudolnych pomagierów, trochę brakło demonicznego czarnego charakteru ale cóż... Także ci z czytelników, którzy czekają na porywy serca będą zadowoleni. Bo serce Śliwki się wyrywa - tylko za bardzo nie wie, w którą stronę ma lecieć.

Stephanie Plum uzależnia jak dobry serial. Więc kiedy następny odcinek?

p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 138,5 cm - 2,9 cm =  135,6 cm              

wtorek, 28 lutego 2017

,,Motylek" Katarzyna Puzyńska


Moje wizyty w Lipowie to chaos totalny. Znam już ,,Utopce" i ,,Łaskuna", teraz był ,,Motylek" a na półce czeka ,,Dom czwarty". Wiem, zero w tym logiki. Na szczęście ja jestem tylko o próżnego ganiania za policjantami a to oni mają odwalać całą robotę.

,,Motylek" to debiut literacki Katarzyny Puzyńskiej. Mocny debiut. Bardzo w klimacie Camilli Laeckberg, bo wyraźnie widać ten sam schemat. Małe miasteczko, nowa mieszkanka, brutalne zabójstwo i wyrwani z szarej rzeczywistości policjanci, z których jeden wyróżnia się inteligencją i śledczym instynktem.

Pomimo tam wyraźnej inspiracji, autorka świetnie odnalazła się w swojej roli i stworzyła świeży, wciągający kryminał. Jej bohaterowie są zwyczajni, tło społeczne bliskie i zrozumiałe bo idealnie nakreślone małomiasteczkowe relacje i zależności. Gdy dochodzi do szukania winnego każdy może być winny, bo wszyscy chowają za uszami mniejsze lub większe grzeszki, splatające się w jedną interesującą całość. Nie ma ideałów ale są pełnokrwiste, wyraziste i zapadające w pamięć postaci. Czytelnikowi oczekującemu prostych rozwiązań, psuje to tylko krew i zmusza do cierpliwego oczekiwania na finał a będzie on zaskakujący.

Trochę inaczej zaczęłam patrzeć też na głównych bohaterów. W późniejszych tomach zaczyna odzywać się też w nich mroczna strona a tutaj są po prostu ciepli, sympatyczni i trochę wykraczający za schemat. Ale wiem, że prawdziwy charakter pokażą później więc na razie zadowalam się tym co jest.

Chyba większość pisarzy chciałoby zaliczyć taki debiut jak Puzyńska. Mocno, dobitnie, ciekawie i sprawiający, że chce się więcej. Ja już jestem fanką Lipowa i na pewno tam będę wracać.

p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 143,2 cm - 4,7 cm =  138,5 cm