wtorek, 13 listopada 2018

,,Człowiek, który widział więcej" Éric-Emmanuel Schmitt

 Tytuł oryginału: L'Homme qui voyait à travers les visages

Narratorem powieści ,,Człowiek, który widział więcej" jest dwudziestokilkuletni Augustin. Chłopak, żyje na marginesie społeczeństwa - odbywa bezpłatny staż w czasopiśmie, mieszka na squacie, jest totalnie niewidzialny dla większości ludzi. Posiada jednak jeden niezwykły czas - może widzieć zmarłych oraz dostrzega w jaki sposób wpływają na oni na żywych. Jego samotnicze życie radykalnie zmieni się w dniu gdy stanie się świadkiem zamachu terrorystycznego.

Schmitt porusza w swojej powieści-paraboli wiele ważnych i nurtujących współcześnie ludzkość problemów. Chce przeniknąć treść trzech najważniejszych ksiąg - Starego i Nowego Testamentu oraz Koranu i zrozumieć zamysł Boga, jako ich autora. A z tego wyciągnąć dalsze wnioski o istotę przemocy, wolność człowieka, rolę Boga w świecie oraz o poszukiwanie drogi, która mogłaby doprowadzić do jednej uniwersalnej prawdy. Opowieść, oczywiście nie daje i dać nie może, jednoznacznej odpowiedzi ale wypowiada przemyślenia, które mogą gdzieś kołatać się po głowie. Zmusza do refleksji dlatego jest tak a nie inaczej, co można zrobić by to zmienić, a co jeśli ktoś jest obok nas, kto kieruje naszymi działaniami i tak naprawdę nigdy nie jesteśmy wolni?

Ciekawym zabiegiem jest też sama forma książki. Schmitt chowa się za bohaterem, dopuszcza go do głosu i nawet sam pojawia się na kartach powieści jako bohater. Sprawia to, że trochę odrywamy się od spojrzenia przez pryzmat filozofowania Schmitta a skupiamy się na bohaterze i tym co chce on nam pokazać.

,,Człowiek, który widział więcej" to opowieść z mocną puenta oraz całą garścią refleksji. Daje do myślenia, zmusza do poszukiwań oraz wykroczenia poza własny utarty światopogląd. Czepia się mocna idei humanizmu właśnie w schmittowskim wydaniu. Wiem, że nie do każdego to przemówi ale na mnie mocno zadziałało. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 12,9 cm - 2,9 cm = 10,0 cm.

niedziela, 11 listopada 2018

,,Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris

 Tytuł oryginału: The Tattooist of Auschwitz

,,Tatuażysta z Auschwitz" to historia oparta na faktach autentycznych, przybliżająca pobyt Lalego Sokołowa w obozie Auschwitz-Birkenau. Jest to opowieść trudna, kontrowersyjna, budząca sprzeczne emocje, niepoddająca się jednoznacznej ocenie.

Lale jako dwudziestokilkulatek trafił do obozu koncentracyjnego. Dzięki sprytowi, umiejętności lawirowania pomiędzy nazistami, więźniami i robotnikami oraz pracy obozowego tatuażysty udało mu się stworzyć dla siebie i kobiety, w której się zakochał w miarę wygodne (jak na te straszne realia) miejsce do życia. Handluje, wykorzystuje każdą szanse, zbiera łupy po zmarłych ale i próbuje pomagać, załatwia jedzenie, chroni nielicznych. Nie da się go jednoznacznie ocenić. Jest i tym złym bo współpracuje z nazistami a potem z Rosjanami, staje się wręcz sutenerem ale i tym dobrym bo chce pomagać. Nie poddaje się zwątpieniu, cały czas myśli pozytywnie i wierzy, że uda mu się wyjść z obozu, zachować życie, przezwyciężyć trudności.

Mam całe mnóstwo zastrzeżeń do książki ale cieszę się, mimo wszystko pojawiła się na rynku. Przede wszystkim pokazuje, że II wojna światowa nie była czarno biała. Żydzi, mimo, że najbardziej pokrzywdzeni nie byli aż tak nieskazitelnymi ofiarami i męczennikami. Przykład Lalego pokazuje, że i w ich przypadku instynkt samo przetrwania dochodził do głosu sprawiając, że decydowano się na działania wątpliwe moralnie. Był moment gdy kilka lat temu głośno było o działalności Polaków szabrujących mienie po zamordowanych Żydach. A opowieść Lalego dowodzi, że oni sami robili to samo - czasem w imię wyższych wartości a czasem dla swojej własnej korzyści.

Powieść niesie całą gamę przemyśleń, refleksji. Nie jest to opowieść o heroizmie raczej o sprycie i kombinatorstwie, które próbuje się usprawiedliwić. Nie można z Lalego tworzyć herosa, jest on zwyczajnym słabym, przebiegłym człowiekiem, który próbował przeżyć a w tym celu łapał się wszystkich możliwych środków. Mam nadzieję, że każdy kto ma choć podstawową wiedzę o okresie II wojny światowej będzie umiał z niej wyciągnąć właściwe wnioski. I chyba ważne jest by pokazywać w miarę obiektywnie całą gamę szarości, z których składał się tragiczny okres.

wtorek, 6 listopada 2018

,,Denar dla szczurołapa" Aleksander R. Michalak

Uwielbiam przygodówki, w których mieszają się tajemnica, historia a przygoda z każdą stroną tylko się rozpędza. ,,Denar dla szczurołapa" to właśnie taka wybuchowa mieszanka, stworzona przez debiutanta.

Aleksander R. Michalak zabiera czytelnika w niezwykłą, do reszty pochłaniającą wyprawę po współczesnej Europie w ślad za mroczną, zagrażającą wielu legendom. Jego punktem wyjścia jest doskonale wszystkim znana opowieść o szczurołapie z Hammeln. Opowieść o uprowadzeniu dzieci za zdradę rajców nabiera nowej, mrocznej i przerażającej głębi. Legenda ożywa i zaczyna zagrażać. Osobą, która postanawia odkryć co dokładnie kryje się za enigmatycznymi przekazami oraz zebrać w całość wędrujące przez wieki strzępki wiedzy jest węgierski uczony Gabor Horthy. W poszukiwaniu prawdy przemierzy Europę i Bliski Wschód by na koniec stanąć oko w oko ze Złem.

Gabor Horthy to naukowiec w typie Indiany Jonesa. Dobrze czuje się i w bibliotece i w pubie. Każda okazja jest dobra by poszerzać wiedzę oraz nie straszne mu żadne sekrety. Odważny, brawurowy, inteligentny. Ma dodatkowo mistrzowski talent do pakowania się w kłopoty by potem w wielkim stylu z nich wychodzić.

,,Denar dla szczurołapa" to świetna powieść. Bardzo dobrze skonstruowana, przemycająca sporo różnorakiej wiedzy oraz wykorzystująca popularną baśń by na jej kanwie stworzyć trzymającą w napięciu zagadkę. Idealnie równoważy się w powieści to co realne z tym co nierealne nie pozwalając na oderwanie się od lektury. I przede wszystkim nie widać w powieści, że została napisana przez debiutanta - styl jest lekki, wciągający. Każde przejście, wątek, zdarzenie dogłębnie przemyślane, pasujące do całości choć na wyjaśnienie niektórych trzeba czekać do końca. Ale dzięki temu cały czas czytelnik może cieszyć się zagadką i domysłami. I przede wszystkim Michalak nie stosuje zabiegów jak krótkie,poszarpane rozdziali w celu stopniowania napięcia. Akcja w jego powieści jest płynna, dynamiczna ale równocześnie emocje cały czas narastają. Ogromny plus ode mnie za to, bo nie wielu się to udaje.

Gorąco polecam a sama już czekam na kolejną cześć przygód doktora Horthy'ego.

wtorek, 30 października 2018

,,Szwajcaria i naziści" Stephen P. Halbrook

 Tytuł oryginał: The Swiss and the Nazis: How the Alpine Republic Survived in the Shadow of the Third Reich
 
,,Szwajcaria i naziści" stanowi próbę spojrzenia na sytuację oraz postawę Konfederacji Szwajcarskiej w trakcie II wojny światowej. Zawsze fascynowało i ciekawiło mnie to jak możliwe było aby państwo znajdujące się w centrum ogarniętej wojenną zawieruchą Europy pozostało neutralne oraz nie zostało wciągnięte w konflikt. Obiegowa legenda mówi o współpracy Szwajcarii z nazistami i przechowywaniu tam zrabowanego złota, przez co ten alpejski kraj stał się nazistowskim bankiem. Przystępując do lektury przede wszystkim kierowała mną ciekawość by właśnie ten mit zweryfikować. Niestety, co to tej - chyba najciekawszej i owianej tajemnicą kwestii - nie znajdziemy odpowiedzi bo autor nie porusza takiego tematu w swoim opracowaniu ale na pewno trochę zmienia moje negatywne (wynikające z kwestii prywatnych) spojrzenie na Szwajcarów.

Utrzymanie neutralności przez Szwajcarów w trakcie II wojny światowej nie było łatwym zadaniem. I chociaż nie musieli na co dzień ryzykować życia ani przelewać krwi za ojczyznę to i tak wszyscy mężczyźni prawie od pierwszego dnia zostali zmobilizowani oraz skierowani do służby wojskowej. Mili stać w pogotowiu na wypadek przekroczenia granicy przez któregokolwiek z zaangażowanych konflikt państw (wersja oficjalna), choć tak naprawdę wszyscy wiedzieli, że wszystkie działania skierowane są w stronę III Rzeszy.

Autor dużo miejsca poświęca by codzienności wojennej - życiu zwykłych Szwajcarów, ich trudach oraz nieustannemu poczuciu niepewności oraz zagrożenia. Opisuje cały skomplikowany system obronny oraz szwajcarską gotowość do największych poświęceń, wskazuje jak pełna niuansów i balansowania na linie była polityka dzięki której udało się zachować neutralność oraz nie dopuścić do wkroczenia obcych wojsk na teren kraju. Próbuje też zaprezentować nazistowskie plany w stosunku do Szwajcarii oraz plany podboju jakie były przygotowywane. Pokazuje też tą heroiczną stronę nieoficjalnej działalności Szwajcarów takiej jak pomoc humanitarna, ratowanie Żydów, internowanie wojsk, zwalczanie piątej kolumny oraz walkę z nazizmem poprzez humor i wolność słowa.

Opracowanie mocno oparte jest na źródłach historycznych ale w moim odczuciu jest to prezentacja Szwajcarii w bardzo pozytywny sposób. Dużo mówi się o pozytywnych aspektach, prześlizgując się lub pomijając trudne kwestie. A osobiście bardzo mnie irytowało wychwalanie heroizmu i waleczności Szwajcarów tylko przez pryzmat GOTOWOŚCI do walki. Doceniam sam szwajcarski system przygotowania i opracowania systemu bojowego ale jest on czysto teoretyczny. Patrząc z polskiej perspektywy (i większości państw europejskich) wręcz śmieszne czy niestosowne. Naziści zagrażali Konfederacji ale nigdy jej nie zaatakowali i nie można było się przekonać czy to co świetnie sprawdza się w teorii ma rację bytu w praktyce.

Opracowanie dało mi punkt wyjścia do dalszych poszukiwań oraz rozwijanie mojej wiedzy. Teraz chciałabym coś prezentującego bardziej kontrowersyjny punkt widzenia by móc wyrobić sobie zdanie i wreszcie dowiedzieć się jak to możliwe, że Szwajcaria nie została zaatakowana.

piątek, 26 października 2018

,,Zielona Mila" Stephen King

 Tytuł oryginału: The Green Mile

Tak, Stephen King potrafi budować nostalgiczne, zapadające w pamięć i chyba wręcz stające się kultowymi powieści. Jedną z takich na pewno jest ,,Zielona Mila". Książkę polecało i zachwycało się nią wiele osób. A jak nie książkę to z całą pewnością film (którego nie widziałam, bardzo rzadko oglądam cokolwiek ale postaram się to nadrobić przy najbliższej okazji).

Akcja powieści rozgrywa się w 1932 roku w jednym z więzień gdzieś na amerykańskim południu. Narrator, szef bloku śmierci opowiada o jednym, wyjątkowym skazańcu oraz całym ciągu wydarzeń jakie wywołało jego pojawienie się na tytułowej Zielonej Mili, czyli odcinku bloku, który pokonuje skazaniec w drodze na egzekucję.

King, jak na mistrza przystało, maluje całościowy obraz skupiając się na wszelkich aspektach dzięki czemu jego opowieść nabiera głębi i niezwykłej wymowy. Historia łagodnego olbrzyma porusza i wzrusza. King bazuje na znanych motywach, umiejętnie w nie wplatając wątki znane z horroru, daje poczuć mocy cudu oraz oplatając wszystko otoczką niezwykłości i magiczności. Jego opowieść to historia zwyczajnych, przeciętnych facetów, którzy nagle stają twarzą w twarz z czymś co przekracza ich pojmowanie świata, dotykają czegoś niezwykłego, co na nich wpływa i ich zmienia. Jednak konfrontacja z realnym światach jest brutalna i stawia ich w obliczu wręcz niemożliwego.

Cieszę się, że w końcu przeczytałam ,,Zieloną Milę" i chociaż nie wzruszyłam się tak jak myślałam gdy czytałam i słuchałam opinii ale opowieść na pewno chwyciła mnie za serce i zapadła w pamięć. Jest niezwykła, niecodzienna i pobudzająca całą gamę emocji. Wzruszenie miesza się w niej z smutkiem, śmiech ze złością, pogarda z zachwytem, niepokój z radosnym oczekiwaniem, zgroza z podekscytowaniem. Nie każdy autor umie wymieszać tak ten chaos by powstało coś dobrego. King to zrobił. I dlatego warto spędzić kilka wieczorów z powieścią.

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 15,6 cm - 2,7 cm = 12,9 cm.

wtorek, 23 października 2018

,,Urobieni" Marek Szymaniak


Nie jestem zbyt obiektywna jeśli chodzi o taki tym reportaży. Sama miałam trochę szczęścia w życiu i nie narzekam na swoją pracę czy zarobki. Nie znaczy to, że zarabiam tyle, że nie mam żadnych zmartwień. Jest ok ale wiem, że jakiekolwiek wahnięcie gospodarki czy załamanie mojego zdrowia czy jakikolwiek inny przypadek może sprawić, że wylecę z hukiem z mojej bańki pozornego spokoju. Mam też mnóstwo znajomych i krewnych, którzy pracują w różnych innych branżach i doskonale zdaję sobie sprawę, że to że mam punktualnie wypłatę, urlop oraz spokojnie mogę wyjść po ośmiu godzinach jest sporym sukcesem, który choć powinien być czymś oczywistym dla wielu ludzi nie jest.

Zdaję sobie sprawę, że nasz rynek sprawy jest niesprawiedliwy, wykorzystuje słabszych - i nie chodzi mi tu wcale o ludzi mniej zaradnych czy w jakiś sposób ograniczonych. Słabszym jest każdy kto zaczyna pracę i nie ma za sobą jakichś unikalnych umiejętności. A to chyba większość. Pracodawca wykorzystuje pracownika bo przecież na jego miejsce stoi 20 innych, zdolnych pracować więcej za mniej. To zawsze przypomina mi o mocnych scenach z ,,Gron Gniewu" Steinbecka, którzy opisał sytuację z czasu Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych.

Gdy czytałam w reportażu o sytuacji pań sprzątających, ochroniarzy, serwisów call center, pracowników hipermarketów to szlag mnie trafiał. Chyba dla każdego polityka, który w kampanii wyborczej rzuci hasło ,,Taniego państwa" lektura reportażu M.Szymaniaka  oraz ,,Gron Gniewu" powinna być lekturą obowiązkową. Dopiero gdy się uwypukli i naświetli całość to widać, że nie jest dobrze. Widać, że każde oszczędności zawsze w pierwszej kolejności zaczynają się do ludzi. Pierwszy pomysł - obciąć pensje i dać umowę na zlecenie. I nikt nie zastanowi się jak ten hipotetyczny Kowalski ma za to przeżyć, opłacić rachunki.

I mimo, że ogólnie wydźwięk reportażu jest pesymistyczny to sama gdzieś powoli w swoim środowisku obserwuje niewielki zmiany. W wielu sektorach zaczyna brakować pracowników i to oni zaczynają mieć głos. Czasem niewielkie doświadczenie i chęć do pracy stają się pierwszym krokiem do poprawy. Wiem, że jest to zaledwie promyk i może jeszcze dla wielu niewidoczny ale daje nadzieję, że kiedyś i w Polsce będzie normalnie i większość będzie w stanie żyć spokojnie nie martwiąc się o przyszłość. Co nie oznacza, że reportaż Szymaniaka nie jest potrzebny. Jest ważnym i dobitnym głosem w ogólnokrajowej dyskusji, którą trzeba zacząć. Ważne, że ktoś zobaczył człowieka w całym procesie pracy a nie tylko wynik finansowy. 

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 17,4 cm - 1,8 cm = 15,6 cm.

niedziela, 21 października 2018

,,Wystrzałowa dziewiątka" Janet Evanovich

 Tytuł oryginału: To The Nines

Uwaga! Nie wybuchł ani jeden samochód! Poważnie! Wszystkie całe! Ale za to czterech współpracowników zostało poturbowanych! Ależ gdzie tam?! 

Stephanie Plum nie miała z tym nic wspólnego. Ona tylko realizowała swoje cele zawodowe. Tym razem o dziwo nie miała odnaleźć niestawiającego się NSA ale Hindusa, któremu kończy się wiza pracownicza i który rozpływa się nagle w powietrzu. Standardem jest, że nawet proste zadanie w przypadku panny Plum staje się skomplikowane a gdy dodamy jeszcze do tego psychopatycznego adoratora wysyłającego kwiaty, szaloną wyprawę do Las Vegas, Lulę na diecie, skomplikowaną sytuację domową rodziny Plum oraz pełne napięcia orbitowanie w przestrzeni Morelli - Komandos to możemy być pewni, że nuda nam nie grozi.

Evanovich rozwaliła system tym tomem. Idealnie wymierzyła dawkę humoru (ogromna!), sensacji (sporo!), romantycznych sytuacji z Morellim w roli głównej (idealnie!) oraz zmysłowego magnetyzmu w relacji z Komandosem (więcej!). Dzięki temu postała szałowa, zabawna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i nie podobna do niczego powieść, która zapewnia przyjemne i odprężające spędzenie czasu w niedzielne popołudnie. Autorka prezentuje najwyższą formę i nie jestem pewna czy można utrzymać tak wysoki poziom na dłużej. Ja jestem usatysfakcjonowana i wszystko mnie boli od śmiechu. Polecam!

 p.s. WYZWANIE 2018 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 20,2 cm - 2,8 cm = 17,4 cm.