niedziela, 14 lipca 2019

,,Klinika śmierci" Harlan Coben

 Tytuł oryginału: Miracle Cure

,,Klinika śmierci" to pierwszy thriller medyczny w dorobku Harlana Cobena i równocześnie jedna z wczesnych jego książek. Sam w przedmowie tłumaczy, że obecnie widzi jej braki i niedociągnięcia ale nie chce jej poprawiać, bo straciłaby swój klimat. Przyznam, że coś w tym jest bo powieść mimo swojej prostoty i przewidywalności ma to ,,coś" co sprawia, że trudno się od niej oderwać.

Początek lat 90-tych XX wieku. AIDS nadal istnieje jako choroba, która jednoznacznie kojarzy się z homoseksualizmem. Żadne rządowe agencje nie chcą być z nią kojarzone oraz co za tym idzie, nie chcą przekazywać środków na badania nad wirusem HIV. Jednym z nielicznych miejsc gdzie leczy się zakażonych jest klinika stworzona przez Harveya Rikera. Sam lekarz wkrótce ma ogłosić niezwykły medyczny przełom - znalazł lek na AIDS. Jednak ktoś nie chce aby do tego doszło - pacjenci i jeden ze współpracowników giną w dziwnych okolicznościach. Gdy pacjentem kliniki zostaje znany koszykarz, jego żona, uznana dziennikarka zaczyna własne śledztwo by odkryć spisek, którego osią jest właśnie ta klinika.

W ,,Klinice śmierci" chyba najlepszym elementem jest tło społeczne. Wyraźnie czuć klimat lat 90-tych, gdy słowo AIDS było postrachem ale i czymś co szeroko kojarzyło się z homoseksualizmem i było potępiane przez ogól społeczeństwa. Coben uchwycił ten tragiczny podział i świetnie nakreślił świat, który piętnował i nie rozumiał istoty tej choroby. W centrum tego świata, trochę przypadkowo znajdują się bohaterowie, który zdają się być marionetkami sterowanymi i kierowanymi przez kogoś innego. Dramatyczne zdarzenia następują po sobie w szybkim tempie, zaskoczenie goni zaskoczenie, nic nie jest oczywiste ani jednoznaczne ale jak już trochę zna się twórczość Cobena można bez pudła przewidzieć zakończenie.

,,Klinika śmierci" to powieść, która się już trochę zestarzała ale mimo to jeszcze dzielnie się broni przed definitywnym odstawieniem na półkę. Z pewnością nie można w niej oczekiwać na efekt wow, ale mimo wszystko sprawny warsztat Cobena zapewnia trochę emocji i zaskoczeń.

czwartek, 11 lipca 2019

,,Z dala od świateł" Samantha Young

 Tytuł oryginału: As Dust Dances

Samantha Young przekonała mnie do siebie rok temu, gdy czytałam ,,Wszystko przed nami". Wtedy zaprezentowała się jako ta, która potrafi ciekawie opowiadać historie niezwykłych związków, pokazywać narodziny uczucia a dodatkowo umiejętnie komponować to z przezwyciężaniem przeszkód. Niby brzmi banalnie bo większość romansów opiera się na tym samym schemacie ale u Young ma to zawsze nuty świeżości oraz zaprezentowane jest tak, że ma się wrażenie, że ta historia jest właśnie tą jedyną i wyjątkową.

Nie inaczej jest i w przypadku ,,Z dala od świateł". Historia Skylar rozpoczyna się nietypowo. Dziewczyna była gwiazdą pop rocka, po tragicznej śmierci matki i ojczyma rzuca wszystko i wyrusza na podróż po Europie. Jej wędrówka kończy się w Glasgow, gdzie pozbawiona środków do życia, koczuje jako bezdomna na cmentarzu a na jedzenie zarabia śpiewając na ulicy. Tam spotyka Killiana, poważnego i nieprzystępnego dyrektora w jednej z wytwórni muzycznych. Mężczyzna od razu dostrzega szansę jak zasłużyć sobie na upragniony awans. Jego drogą do sukcesu ma być płyta nagrana przez Skylar. Szantażem zmusza dziewczynę do współpracy. Nie wie jednak, że to zaowocuje czymś czego żadne z nich się nie spodziewało.

,,Z dala od świateł" to piękna, wzruszająca historia narodzin uczucia między dwojgiem zranionych ludzi, który obwarowali się murami by nie pozwolić nikomu po raz kolejny się zranić. Ich uczucie dojrzewa powoli, trochę na przekór ich woli. Ale zanim w pełni rozkwitnie oboje będą musieli pogodzić się z przeszłością, poradzić sobie z trudnościami oraz zrozumieć co tak naprawdę jest ważne w ich życiu, by na nowo ustawić priorytety. Dodatkowo autorka bierze na tapetę temat życia w świetle sławy, nieustannego obserwowania i istnienia w social mediach, zabiegania o popularność. Skylar nie radzi sobie z życiem pod ostrzałem mediów i próbuje walczyć z tym co inni za nią chcą kreować.

,,Z dala od świateł" nie jest może powieścią wybitną ale z pewnością taką, z którą przyjemnie spędza się czas. Pod pozorem lekkiej opowieści romantycznej niesie sporo emocji. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko ją polecać.

środa, 10 lipca 2019

,,Przemytnicy książek z Timbuktu" Charlie English

Tytuł oryginału: The Storied City: The Quest for Timbuktu and the Fantastic Mission to Save Its Past

Wręcz niesamowitym jest, że takie historie rozgrywają się współcześnie i to dokładnie pod nosem opinii publicznej. Wydarzenia jakie rozegrały się w Mali w 2012 i 2013 roku stanowią gotowy materiał na niezły film sensacyjno-przygodowy pełen akcji, napięcia, chociaż z jednym komercyjnym minusem - głównym bohaterem nie będzie amerykański przystojniak ale zwykły malijski bibliotekarz.

Afryka przez bardzo długi okres czasu uważana była za gorszy kontynent. U podstaw tego leżało przeświadczenie, że nie powstała tam żadna ciągła i udokumentowana kultura. Dopiero odkrycie w XIX wieku manuskryptów pochodzących z XV i XVI wieku zaczęło zmieniać ten błędny pogląd. Okrycie wyraźnie udowadniało, że w Afryce Zachodniej prężnie działał ośrodek kulturalny i naukowy, rozwijało się cywilizowane państwo a bezcenne manuskrypty, są jego rezultatem. Były to nie tylko traktaty naukowe, pisma religijne, prawnicze ale także zwykłe notatki, wiersze, listy. Wszystko to było przechowywane i zabezpieczane nie tylko w publicznych bibliotekach ale przede wszystkich w prywatnych kolekcjach.

Zagrożenie dla istnienia manuskryptów pojawiło się nagle, wraz z agresją dżihadystów w 2012. Wtedy to grupka osób pod kierunkiem Abdela Haidary zdecydowała się na szalony, niebezpieczny krok jakim było wywiezienie rękopisów z Timbuktu. Działali tak aby dżihadyści się nie zorientowali i aby uprzedzić prawdopodobnie nieuchronne spalenie manuskryptów. Było to wręcz tytaniczne dzieło polegające na przetransportowaniu z okupowanego Timbuktu ok. 400 000 (!!!) manuskryptów zgromadzonych w ponad 2000 skrzyń. Czyste, trudne do skoordynowania i zorganizowania szaleństwo.

Ale powieść Charliego Englisha to nie tylko opowieść o tej nieprawdopodobnej akcji. To także historia eksplorowania Afryki, historia poznawania, zdobywania i w końcu doceniania Czarnego Lądu. Autor stworzył reportaż, w którym przeszłość przenika się z teraźniejszością i ją uzupełnia, dając odpowiedź dlaczego akurat te dokumenty są aż tak ważne. Mimo, że to całkiem rzetelny reportaż nie brakuje w nim ducha przygody, szaleństwa i brawury jakimi to cechami kierowali się XIX-wieczni odkrywcy.

Reportaż mnie zaskoczył i zaciekawił, nie zdawałam sobie sprawy, że takie rzeczy mogą mieć miejsce współcześnie. Reportaż przede wszystkim uświadamia, że międzynarodowy patronat to za mało jeśli chodzi o zachowanie i zabezpieczenie dziedzictwa kulturowego danej społeczności, bo najważniejsze jest osobiste zaangażowanie i poczucie tego co ważne. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,8 cm - 3,8 cm = 82,0 cm.

poniedziałek, 8 lipca 2019

,,Stulecie Winnych. Opowiadania" Ałbena Grabowska


Ze zbiorami opowiadań z reguły jest tak, że nie wszystkie są na takim samym poziomie i nie wszystkie prezentują ten sam punkt widzenia. Ma to swoje plusy i minusy. Z pewnością nadaje to zbiorowi różnorodność, nie wszystko musi do siebie pasować, nie wszystko musi być spod jednego klucza czy skupiające się na jednym głównym wątku. Zbiór Ałbeny Grabowskiej to powrót do świata rodziny Winnych oraz ludzi ich otaczających. I chociaż to oni oraz Brwinowo są punktem spajającym wszystkie opowiadania to tak na prawdę każde jest indywidualną zamkniętą historią.

Sam cykl ,,Stulecie Winnych" czytałam chyba trzy lata temu. To dosyć dawno, pewne szczegóły zdążyły mi już uciec z pamięci, mimo to bez problemu odnalazłam się w rzeczywistości wykreowanej przez Grabowską. Podobnie jak w głównym  cyklu, tak i tutaj autorka pokazuje przekrój przez całe stulecie. Zaczyna od opowiadania skupiającego się na doktorze Brzozowskim i jego zalotach do przyszłej żony jeszcze przed I wojną światową, potem jest lekkie i zaskakujące opowiadanie poświęcone hrabiemu Krasnodębskiemu, potem są opowiadania skupiające się na czasach wojennych oraz na tym co działo się po II wojnie światowej. Ciekawym zabiegiem jest to, że aż trzy skupiając się na mężczyznach powiązanych z kobietami Winnymi: Kazimierzu, Pawle oraz już bardziej współcześnie na Jeremim. Dopełnieniem i zamknięciem całego cyklu jest z pewnością opowiadanie ostatnie, którego akcja rozgrywa się na przełomie roku 2017/2018 w sylwestrową noc. Jeszcze raz, choć na kilka chwil widzimy cały przekrój rodziny, ich problemy, konflikty, trudności, przez które jednak przebija cała miłość, wsparcie i siła jaka tkwiła w rodzinie oraz decydowała o ich istnieniu.

Raczej trudno jest wskazać jeden główny wątek spajający całość. Bo jest tam dużo różnych obrazów, migawek, wiele zdarzeń, które dopełniają lub uzupełniają całość cyklu, rozwijają to co tam pokazane było pospiesznie czy fragmentarycznie. Wyjaśniają kilka zaskoczeń jakie tam mieliśmy. Jednak przede wszystkim to opowiadania o ludziach, ich pasjach, namiętnościach, słabościach i mocnych stronach. O raczeniu sobie z nowym, podejmowaniu właściwych decyzji i przezwyciężaniu trudności. Po raz kolejny Grabowska pokazała że umie opowiadać i robi to dobrze, z zachowaniem klimatu czasów, o których mówi. Nie jest to zbiór, który można czytać w oderwaniu od całości ,,Stulecia Winnych" bo wtedy trudno będzie zrozumieć pewne wątki i odniesienia. Jest on silnie spleciony z tym co działo się w pierwotnej trylogii i tylko ją dopełnia.

czwartek, 4 lipca 2019

,,Irlandzkie łąki" Susan Anne Mason

 Tytuł oryginału: Irish Meadows

,,Irlandzkie łąki" to książka, której ewidentnie potrzebowałam w tym momencie. Potrzebowałam czegoś ciepłego, sympatycznego, prostej opowieści, zawierającej proste prawdy i pokazującej, że świat nie jest taki zły ani tak bardzo skomplikowany. To powieść określana mianem romansu chrześcijańskiego, bo oprócz dwóch historii miłosnych promuje też wartości chrześcijańskie.

Nikt chyba nie może różnić się bardziej niż dwie siostry O'Leary: Brianna i Colleen. Pierwsza chciałaby kontynuować naukę, druga skupiona jest na sobie. Nie umieją się wzajemnie porozumieć, podświadomie jedna drugiej zazdroszcząc praktycznie wszystkiego. Ich życie zmieni się radykalnie gdy po okresie studiów wróci przyjaciel rodziny Gilbert Whelan oraz chwilowo zatrzyma się daleki kuzyn, pragnący zostać księdzem Rylan Montgomery. Dodatkowo surowy i despotyczny ojciec dziewcząt sam zaplanuje przyszłość swoich córek i postanowi wydać je za bogatych sąsiadów. Każdy z bohaterów będzie musiał odnaleźć w sobie odwagę by zawalczyć o to czego pragnie i chociaż nie będzie to łatwe, muszą podjąć też wiele trudnych, a czasem bolesnych decyzji.

,,Irlandzkie łąki" to powieść, w której krytyczny czytelnik znajdzie wiele wad i może skupić się tylko na jej naiwności oraz schematyzmie. To wszystko prawda. Dla mnie była to jednak książka jakiej mi brakowała. Wniosła we mnie wiele spokoju, ciepła, dała mi poczucie, że ze wszystkim można sobie poradzić oraz sprawiła, że tak po prostu zrobiło mi się lepiej. Nie jest to jakieś wybitne dzieło literatury ale potrafi z taktem i wyczuciem, wprowadzać i rozwiązywać wielkie problemy, może trochę za prosto ale to nieważne. To przede wszystkim piękna, wręcz baśniowa opowieść, w której dobro zwycięża zło, determinacja i odwaga są nagradzane, gdzie wybaczenie stanowi o sile, nie słabości. To baśń, nierealna, ale przyjemna. Taka, jakiej czasem każdy potrzebuje.

niedziela, 30 czerwca 2019

,,Zagadka w bieli" J. Jefferson Farjeon


Tytuł oryginału: Mystery in White. A Christmas Crime Story

Akcja ,,Zagadki w bieli" rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia. Pociąg, którym grupka przypadkowych osób podróżuje staje w zaspie. Zdesperowani pasażerowie próbują na własną rękę wydostać się z pułapki i dostać się do najbliższej stacji by móc kontynuować dalszą podróż. Ich plan jednak się nie udaje. Zagubieniu pośród śniegu trafiają do dziwnego, opuszczonego domu, gdzie w kominku pali się ogień, jest świeżo zaparzona herbata ale nie ma żywego ducha. Dziwną, tajemniczą atmosferę potęguje przeczucie, że musiało dojść do zbrodni a wkrótce wychodzi na jaw pierwsze morderstwo.

,,Zagadka w bieli" to kryminał utrzymany w podobnym klimacie jak powieści Agathy Christie. Zresztą powstał w tym samym czasie. Niewielka grupa osób, odcięta od świata, morderstwo i przeświadczenie, że mordercą musi być ktoś z pośród zebranych. Wszystko zaczyna się z przytupem, pierwsze kilka rozdziałów świetnie budują klimat, czuć narastające emocje potęgowane klimatyczną, śnieżną scenerią. Jednak im bardziej akcje zmierza ku rozwiązaniu tym jest gorzej. Nagle wszystko się rozmywa, staje się przegadane, brakuje mocnego suspensu, który mógłby wywrócić wszystko do góry nogami lub przynajmniej logicznie zamknąć całość. Oczywiście, zakończenie pasuje do całej fabuły ale jest ...nudne. Brakło w nim, wręcz na siłę doklejone do tego co na początku próbowano zbudować i niszczące cały potencjał otwarcia.

Bardzo przyjemnie mi się czytało przynajmniej pierwszą połowę książki, szczególnie lubię czuć kontrast tego co za oknem (czerwcowe upały) z tym co na kartach książki (sroga zimowa aura). Z ogromny zaciekawieniem próbowałam wymyślić co dokładnie się stało w Domu w Dolinie i chyba dlatego jestem tak rozczarowana zakończeniem, w którym zabrakło tego początkowego błysku. Jednak trzeba przyznać, że jest to ogromny odskok od współczesnych, nastawionych na szok i makabrę, kryminałów i horrorów. Tutaj raczej chodzi o powolną grę z czytelnikiem, zwracanie uwagi na szczegóły oraz wprowadzanie i prezentację różnych, czasem sprzecznych bohaterów, poprzez których dochodzimy do rozwiązania. I chociaż powieść ta kryminałom Agathy Christie nie dorównuje można z nią przyjemnie spędzić kilka letnich wieczorów. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 88,0 cm - 2,2 cm = 85,8 cm.

piątek, 28 czerwca 2019

,,Gambit" Maciej Siembieda


Kolejna powieść udowadniająca, że jednak najlepsze historie pisze samo życie. ,,Gambit" mocno opiera się na prawdziwych ludzkich losach tylko w nieznacznym ale bardzo istotnym elemencie uzupełniany jest o fikcję literacką, która spaja wszystko w jedną logiczną całość i tylko potęguje i tak już mocny sensacyjny wydźwięk.

Powieść podzielona jest na dwie cześci: ,,Czarne" i ,,Białe". Pierwsza koncentruje się na wydarzeniach jakie rozegrały się w trakcie II wojny światowej. Jednak nie opowiada o spektakularnych akcjach zbrojnych ale mozolnej robocie wywiadowczej. Młoda dziewczyna, Wanda Kuryło zupełnie przypadkiem zostaje wciągnięta w sieć spisków i intryg, najpierw w Warszawie, gdzie nieświadomie zostaje wspólniczką hitlerowskiego zbrodniarza a potem na Podkarpaciu dołącza do wywiadu AK. Tam dostaje też szczególne zadanie: ma poznać i ochronić niezwykły sekret, od którego może zależeć układ sił po zakończeniu wojny. Cześć druga powieści rozłożona jest okres powojenny. Wanda, teraz już żołnierz w służbie armii amerykańskiej, dowodzi służbami wywiadowczymi w Berlinie Zachodnim, próbującymi namierzyć ściągających do Niemiec radzieckich szpiegów. Jej uwagę przyciąga szczególnie jeden, zupełnie nieoczekiwany, który mocno wiąże się z jej wojenną przeszłością.

,,Gambit" to rasowa powieść szpiegowska. Trudno oczekiwać tutaj nagłych i nieoczekiwanych zwrotów akcji, chociaż kilka się znalazło. Bardziej koncentruje się na niuansach i cierpliwości. Akcja prowadzona jest niczym partia szachów. Każdy ruch prowadzi do celu, który na razie jeszcze nie jest zrozumiały dla strony przeciwnej. To wyważona rozgrywka pomiędzy siłami Wschodu i Zachodu, w której poszczególne postaci są tylko pionkami, które można poświęcić w jednej chwili. Całość fabuły opiera się na niewiadomych i napięciu jakie one wywołują. Każdy dodany element do tej misternej konstrukcji budzi zaciekawienie, intryguje, sprawia, że napięcie wzrasta, by coraz bardziej elektryzować. Dopiero finał przynosi nieoczekiwane odpowiedzi oraz burzy mur intryg budowanych przez obie strony konfliktu przez wiele lat.

,,Gambit" mnie wciągnął. Nie spodziewałam się, że można w oparciu o realne historie zbudować tak misternie utkaną intrygę szpiegowską. I nawet nie trzeba silić się na niepotrzebne szokowanie czy koloryzowanie. Jest to wbrew pozorom bardzo prosta opowieść, osnuta wokół wojennego dramatu i późniejszego podziału świata ,,Żelazna kurtyną". I chyba w tej prostocie tkwi siła bo ja nie mogłam się oderwać i z niecierpliwością czekałam na moment kiedy poznam finalne rozwiązanie.