czwartek, 27 lipca 2017

,,Kamień" Małgorzata i Michał Kuźmińscy

Białe, martwe dziecko. Romska osada, która jest solą w oku okolicznej społeczności. Sąsiedzka nienawiść, małomiasteczkowe przesądy, uprzedzenia i nieufność. Z tym przyjdzie się zmierzyć Ance Serafin i Sebastianowi Strzygoniowi w trzecim tomie.

Anka i Bastian obecnie funkcjonują na zupełnie różnych orbitach. Ona mozolnie układa swój związek z Gertem i próbuje utrzymać pozycję na uniwersytecie. On - już nie bloger szukający sensacji ale redaktor z Warszawy, chwilowo cierpiący na brak weny. Tajemnicza sprawa śmierci dziecka na Sądecczyźnie znów sprawi, że znajdą się w samym centrum działań, uwikłani w każdy możliwy rodzaj konfliktu. Będą musieli zweryfikować swoje poglądy, zmierzyć się ze stereotypami i w gąszczu niedomówień odkryć prawdę.

,,Kamień" to doskonały przykład powieści, którą można odbierać na kilku poziomach. To nie tylko zgrabnie skonstruowany i trzymający w napięciu do ostatniej strony kryminał. To także powieść, która wyciąga na światło dzienne małomiasteczkowe uprzedzenia, nienawiść do obcy, innych, mierzy się z utartymi zabobonami i przesądami. Doskonale także uchwycona jest regionalna mentalność, specyfika regionu, cały jego koloryt wraz z problemami. Autorzy umiejętnie sięgają po każdy z tych składników, pozornie lekko poruszając wiele ważnych problemów społecznych. Przy tym nie moralizują, nie popadają w patos. W ,,Ślebodzie" głębiej sięgnęli do lokalnego środowiska, tutaj obserwują je trochę z boku co jeszcze podkreśla wyobcowanie i odgrodzenie się od siebie środowisk polskiego i romskiego. Na pewno dużym dodatkowym plusem jest to, że Kuźmińscy unikają jasnych podziałów na dobrych i złych przez co do końca czytelnik może gubić się w domysłach i sam wyciągać wnioski.

Warstwa obyczajowa także nie zawodzi. Anka i Gert to skomplikowana para, która musi zmierzyć się ze swoimi problemami a Sebastian... On na pewnych płaszczyznach się nie zmienia, ale na innych może imponować jego przemiana.

Ostatnio w pracy polecałam Kuźmińskich jako przykład dobrej, polskiej literatury. ,,Kamień" mnie tylko w tym jeszcze bardziej utwierdza.

środa, 26 lipca 2017

,,Spacer z białym Buszmenem" Laurens van der Post


 Tytuł oryginału: A Walk With A White Bushman

Trafiłam jak kulą w płot. Ostatnio czytałam trochę reportaży o Afryce - był i Arkady Paweł Fiedler i Paul Theroux oraz Ryszard Kapuściński. Okładka i tytuł sugerowała, że ,,Spacer z białym Buszmenem" wpisuje się w ten nurt. Chciałam poznać kolejne spojrzenie na Czarny Ląd. Ale spudłowałam!

,,Spacer.." to wywiad rzeka przeprowadzona z angielskim podróżnikiem, pisarzem, filmowcem, wojskowym Laurensem van der Postem (1906-1996) w 1986 roku. Urodzony w Afryce, spędził swoje życie wędrując po świecie, doświadczył II wojny światowej, był więźniem japońskiego obozu jenieckiego, przyglądał się zmianą jakie zachodziły na świecie w połowie XX wieku. Do jego znajomych należeli Carl Gustaw Jung, poeta T.S. Eliot. Znał Winstona Churchilla i lorda Mounbattena. Był zawsze tam gdzie coś się działo, obserwując, działając, pomagając. To jego ogromne doświadczenie jest właśnie przedmiotem rozmowy.

Wywiad-rzeka nie ma ram. Płynnie i naturalnie przechodzi od jednego tematu do drugiego. Jest i o religii, wojnie, poezji, sztuce, ludziach, świecie: Afryce, Azji, Anglii. Wszędzie jednak przebija wyjątkowe i bogate doświadczenie van der Posta. Z perspektywy swojego wieku celnie i dosadnie podsumowuje zachodzące zmiany wysnuwając uniwersalne i nadal aktualne wnioski. Mimo, że sam deklaruje, że nie przynależy do żadnego kościoła widzi potrzebę odnowy Europy w duchu jej chrześcijańskich korzeni. To co mówi o reformach Margaret Thatcher równie dobrze można przenieść na współczesny grunt polityczny. Dobitnie podsumowuje kondycję ludzkości i smutną wizję jej przyszłości zagubionej w dobie technologii. Jest też wrażliwym estetą doceniającym piękno poezji, Szekspira czy antycznych dramatów. Tak wiele w tak skondensowanej formie.

,,Spacer z białym Buszmenem" to dzieło kompletne, zwarte i bardzo uniwersalne. Wiele myśli, wniosków w nim sformułowanych nadal jest aktualnych i ważnych. Umiejętnie wyraża plątaninę myśli, które każdy ma w głowie. To jak rozmowa z mędrcem, który rozjaśnia obraz problemów i zmusza do poszukiwania własnych rozwiązań. Daje wskazówki, dzieli się wiedzą i doświadczeniem, przeskakując z tematu na temat.

,,Kiedy słychać było grzmot - pierwotny wyraz Słowa, przemawiający z chmur - Hotentoci mówili: Heitse. Bracia, cisza. Oto przemawia Stary Mistrz."

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 77,9 cm - 2,0 cm =  75,9 cm                  

czwartek, 13 lipca 2017

,,Podróże z owocem granatu" Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor

 Tytuł oryginału:  Traveling with Pomegranates: A Mother and Daughter Journey to the Sacred Places of Greece, Turkey, and France

Moje nastroje i odczucia w trakcie czytania tej książki przypominały sinusoidę. Miałam momenty zachwytu gdy nie mogłam się oderwać i pospiesznie przewracałam strony ale równie często były też momenty zniechęcenia, które sprawiały, że odkładałam ją na bok.

,,Podróże z owocem granatu" to zapis podróży do Grecji i Francji. Pisarka Sue Monk Kidd wraz ze swoją córką Ann Kidd Taylor dzielą się swoimi przeżyciami oraz doświadczeniami z wędrówek. Nie jest to jednak typowy dziennik, gdzie zapisuje się wrażenie z odwiedzanych miejsc i podziwia widoki. Miejsca i związane z nimi wizerunki kobiet: Demeter, Ateny, Marii, Joanny D'Arc - stają się dla autorek przyczynkiem do rozważania własnych doświadczeń, myśli, pragnień. Pomagają im zmierzyć się z różnymi aspektami kobiecości (dojrzałością ale i młodością), odkrywają przed nimi ich własne pragnienia, pomagają określić cele na przyszłość. Każda z nich wyrusza w drogę z bagażem własnych trosk, problemów, lęków. Wizerunki kobiet oraz ich rozmowy są wskazówkami, stanowią swoistą psychoanalizę.

Tak jak wielu innych czytelników, nie lubię podziału na literaturę kobiecą i ,,nie-kobiecą". Ale wyjątkowo w tym przypadku muszę stwierdzić, że jest to idealny przykład tego typu literatury. ,,Podróże..." sięgają głęboko do istoty kobiecości, drążą podstawy relacji matki i córki, obnażają sekrety przynależne tej płci. Robią to z dużą wrażliwością ale i tak były momenty, kiedy miałam już dość tej pogłębionej psychoanalizy oraz oglądania każdego problemy z wszelkich możliwych stron. Zachwyciła mnie jednak wędrówka śladami kobiet: patrzenie na świat przez ich pryzmat i odnajdywanie drogowskazów, podejmowanie wyzwań oraz odwaga do otwartego mówienia o problemach. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w tym bardzo kobiecym świecie.

Autorki ubrały w słowa rzeczy bliskie wielu kobietom, dały im do ręki kompas ale bez mapy. Tą, każdy musi znaleźć sam by odnaleźć miejsce, które pozwoli lepiej poznać samego siebie. 

  p.s. WYZWANIE 2017 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 79,5 cm - 1,6 cm =  77,9 cm                  

,,Kłamca" Nora Roberts

 Tytuł oryginału: The Liar

Rok bez Nory Roberts jest rokiem straconym. Przynajmniej dla mnie. Ten (jak ją pięknie określają) ,,tytan pracy" co rusz serwuje czytelnikom nową książkę. Tym razem w polskim przekładzie ukazała się powieść ,,Kłamca" z 2015.

Shelby Pomeroy zawalił się pozornie ułożony świat. Tragiczna śmierć męża burzy kruszą fasadę za, którą skrywała się prawda. Wystawne życie, drogie ubrania, egzotyczne podróże były tylko pozorami. Jej zmarły mąż okazał się kłamcą, złodziejem i oszustem, który żonie i maleńkiej córeczce zostawił w spadku tylko długi i wstyd. Młoda kobieta zmuszona jest wrócić do rodzinnej miejscowości i na nowo poukładać sobie życie, odnaleźć cel oraz spróbować na nowo zaufać innym. Gdy zaczyna wychodzić na prostą pojawiają się kolejne mroczne fakty z przeszłości, a były mąż wydaje się być osobą zupełnie nieznajomą.

Po ,,Kłamcy" nie warto spodziewać się niczego wyjątkowe i zaskakującego. Roberts kopiuje na potęgę schematy, motywy oraz zachowania. Znowu mamy kobietę po przejściach, czułego, cierpliwego i idealnego mężczyznę, to kolejna powieść z remontami w tle, oprócz tego cała ferajna mam, babć i przyjaciółek, które służą radą i wsparciem na każdym kroku. Niby inne miejsce, inne zdarzenia i inne postacie ale wszystko takie same. Ciepłe, bliskie, paradoksalnie bezpieczne i znajome. Czytelnik trafia do świata dobrze mu znanego, dzięki czemu świetnie się tam odnajduje i z przyjemnością obserwuje rozwój zdarzeń. Wie, że przeciwności zostaną pokonane, nieporozumienia wyjaśnione a wszędzie zapanuje szczęście i radość. Świat powieści Nory Roberts to sielskość, nad którą tylko na chwilę zebrały się czarne chmury. Zawsze tam można mieć pewność, że na koniec znów pojawi się słońce.

,,Kłamca" to idealna pozycja na urlop. Polecam!

poniedziałek, 10 lipca 2017

,,Obrońcy miłości" Sandi Lynn

Tytuł oryginału:Defense
 
W swojej naiwności, tak raz do roku, próbuję zrozumieć niezrozumiały dla mnie fenomen literatury erotycznej. W tym celu sięgam po książeczkę typu ,,Obrońcy miłości". Za każdym razem mam nadzieję, że trafię na coś co zmieni radykalnie moje zdanie na temat tego typu literatury.

,,Obrońcy miłości" Sandi Lynn to opowieść o dwójce młodych prawników. Ona - młodziutka absolwentka prawa, uciekła z rodzinnego Bostonu do Nowego Jorku to tym jak przypadkowo odkryła prawdę o swojej rodzinie. On - cyniczny, właściciel odnoszącej sukcesy kancelarii, nosi w sobie mroczne tajemnice, które nie pozwalają mu z nikim się związać głębiej. Ich pierwsze spotkanie to komedia pomyłek, niedomówień i błędnie odczytanych wydarzeń. Jednak siła przyciągania i wzajemnej fascynacji jest silniejsza i mimo, że oboje walczą z całych sił muszą poddać się pożądaniu. Potem na zmianę jest seks i rozstania aż do momentu gdy Luke zostaje oskarżony o zabójstwo a Ariana podejmuje się obrony.

Powieść Sandi Lynn to historyjka na trzy godziny (z przerwami na herbatę). Prościutka, naiwna i bardzo przewidywalna. Nie mogę nawet powiedzieć żeby wywołała we mnie jakieś ,,gwałtowniejsze uczucia". Choć z dziką przyjemnością obserwowałam jak autorka garściami czerpała z motywów ala Suits lub powieści Johna Grishama spłycając je i uproszczając do granic możliwości. Grisham i Remigiusz Mróz łapią się pewnie za głowę, że proces rozstrzyga się niczym w sędzi Annie Marii Wesołowskiej - pół godziny (wybaczcie 5 stron) i wszystko jasne. A i bohaterowie mnie nie przekonali - oboje zbyt idealni, cukierkowi i nierealni.

Lubię romantyczne, bajkowe opowieści ale takie, które bawią mnie i wzruszają. W tym przypadku może pierwszy warunek został spełniony bo podśmiewałam się z naiwności i banalności historii ale oprócz tego nic we mnie nie wywołała. Za tydzień nie będę już o niej pamiętać.

,,Syn" Philipp Meyer


     Tytuł oryginału: The Son

Wszystkie opinie jakie czytałam na temat ,,Syna" wręcz rozpływają się w zachwytach nad nim :że epicka, że epopeja teksańska, że to opowieść o ludziach targanych namiętnościami i pokazująca jak rodził się teksański mit. To wszystko prawda. Każdy kto sięgnie po tę powieść znajdzie tam to wszystko. Rozmach, monumentalność, epickie opisy i pełnokrwistych bohaterów.

Philipp Meyer odwalił kawał dobrej roboty tworząc wciągającą sagę rodzinną na tle zmian politycznych i społecznych jakie zachodziły w Teksasie od połowy XIX wieku. Drobiazgowo i bardzo realistycznie, momentami wręcz z brutalną szczegółowością opowiadał o ludziach, którzy wręcz krwią wypalali swoje prawa do tej ziemi. Pisze o konfliktach, zatargach, krwawych odwetach, które nie oszczędzają nikogo. Pokazuje świat gdzie nie ma miejsca na wrażliwość, litość czy jakiekolwiek wzniosłe uczucia. Słabi, wrażliwi muszą przegrać by zrobić miejsce dla twardych i bezwzględnych.

O ile pierwsza połowa powieści wciągnęła mnie bez reszty o tyle później zanotowałam znaczny spadek. Coraz mocniej uświadamiałam sobie, że wszystko co się dzieje nie może skończyć się dobrze i czekałam na finalne rozwiązanie ale równocześnie nie chciałam go poznać. Coraz bardziej odrzucali mnie bohaterowie. A i forma nie ułatwiała lektury. Podzielona na trzy głosy: Eliego, Petera i Jeannie sprawiła, że im dalej tym słabiej czułam ducha ,,wielkich amerykańskich powieści". Za to mocniej czuło się tragizm postaci i wagę ich czynów. Przez ich pryzmat obserwujemy kamienie milowa historii Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Łatwiej zrozumień targające tym regionem zadawnione urazy i nierozwiązane konflikty.

Doceniam wiele aspektów ,,Syna" ale dla mnie czegoś jednak zabrakło bym w pełni mogła się nim zachwycać. Mimo to zachęcam do sięgnięcia.

wtorek, 4 lipca 2017

,,Charlotte Street" Danny Wallace

Tytuł oryginału: Charlotte Street

,,Charlotte Street" to jedna z powieści, które mogą być odbierane jako nudne, mdłe i nic nie wnoszące jeśli nie trafią na swój moment. U mnie chyba trafiła w samo sedno. Nie chciałam jej polubić. Wydawało mi się na początku, że to taka sztuka dla sztuki, przegadana, schematyczna opowieść jakich wiele. Bo o czym jest? O chłopaku, który szuka przypadkowo spotkanej na ulicy dziewczyny. Sam jest życiowym nieudacznikiem, utrzymuje się z przypadkowych zleceń, mieszka kątem u kumpla i szpieguje na Facebooku byłą dziewczynę. Jego życie utknęło w martwym punkcie a on nawet nie zdaje sobie z tego sprawę. Dopiero przypadkowo otrzymany jednorazowy aparat wywołuje w lawinę zdarzeń, które pozwolą mu wreszcie dorosnąć.

,,Charlotte Street" to przykład typowej angielskiej komedii obyczajowej z bardzo delikatnym wątkiem romantycznym. Bo chociaż Jason przez całą książkę szuka swojej idealnej dziewczyny to jednak to głównie opowieść o dorastaniu, wychodzeniu z własnej skorupy i ruszeniu wreszcie dalej. Cały czas uśmiech wywołany nieporadnością bohaterów miesza się z gorzką refleksją nad życiem współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków, u których lęk przed podjęciem ważnych decyzji blokuje normalne życie. Są uwięzieni w skorupie dużych dzieci. Na ślepo szukają miejsca we współczesnym świecie, marząc zamiast zacząć działać. Ale nie byłaby to dobra komedia, gdyby nie przebijała z tego nuta optymizmu i nadziei. Bo kiedyś w końcu bohater musi zaryzykować i wziąć sprawy we własne ręce.

Mimowolnie polubiłam bohaterów i specyficzny angielski klimat jaki ich otaczał. Zupełnie nieświadomie zaczęłam trzymać kciuki za Jasona aby poukładał sobie w końcu życie i gdy przyszło do finału byłam rozczarowana, że nastąpiło to tak szybko. To w prawdzie taka prosta opowieść ale może skłonić do myślenia. Zachęcam!