wtorek, 17 września 2019

,,Romantyczny książę" Tessa Dare

Tytuł oryginału:  Romancing the Duke

Tessa Dare to dla mnie pewniak, gdy szukam lekkiej, zabawnej historii. Nie inaczej jest i w tym wypadku. ,,Romantyczny książę" otwiera nowy cykl autorki ,,Zamki szczęśliwej miłości". Akcja powieści rozgrywa się, a jakże, zaskoczę Was ... na zamku.

Izzie Goodnight jest córką znanego i cenionego pisarza, który zasłynął baśniowym cyklem o pięknych damach i dzielnych rycerzach. Jednak co z tego jak po jego śmierci Izzie została z niczym. Dopiero po chrzestnym dziedziczy nieoczekiwany spadek - zrujnowany zamek z nieoczekiwanym lokatorem. Ransom, jest poprzednim właścicielem budowli, który bez jego wiedzy zostaje wystawiony na sprzedaż. Sam od kilku miesięcy stroni od ludzi, dochodząc do siebie po wypadku.

Gdy dwoje upartych i przekonanych o swoich racjach ludzi stanie na swojej drodze, jedno jest pewno - będzie ciekawie, zabawnie, a iskry będą latać we wszystkich kierunkach. Gdy jeszcze w to wszystko wpląta się baśniowa, pełna marzeń, przepełniona nieoczekiwanym i trochę mimowolnym romantyzmem atmosfera - to czy trzeba coś więcej by mieć dobry, zabawny i satysfakcjonujący romans historyczny? No właśnie, chyba nie. Szczególnie gdy się wie, że Tessa Dare nie pisze standardowych, klasycznych romansów historycznych. Nie trzyma się reguł epoki, czy stricte faktów historycznych. Ona tworzy bardzo współczesne w słownictwie i zachowaniu komedie romantyczne przebrane tylko w baśniowy kostium historyczny. Ja to w niej lubię. Wiem, że zawsze czymś mnie zaskoczy, jej bohaterowie kipią humorem i nie można się z nimi nudzić. Czasem są trochę absurdalni, czasem wzruszający, ale zawsze bardzo romantyczni i uparcie dążący do celu jakim jest to klasyczne ,,i żyli długo i szczęśliwie".

poniedziałek, 16 września 2019

,,Anioł z Auschwitz" Eoin Dempsey

 Tytuł oryginału: Finding Rebecca

,,Anioł z Auschwitz" to fikcyjna opowieść rozgrywająca się w scenerii obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Opowieść poruszająca, skoncentrowana na wywoływaniu silnych emocji u czytelnika oraz mająca nieść głębsze przesłanie o człowieku i człowieczeństwie w świecie, który został obdarty z wszelkich ludzkich zachowań.

Christopher i Rebecca poznali się jako dzieci na wyspie Jersey. On był Niemcem, który wraz z rodziną przeprowadził się w rodzinne strony matki, ona - mieszkającą tam Żydówką. Dzieci nie potrzebują podziałów na narodowości, więc szybko się zaprzyjaźnili a z biegiem lat przyjaźń przekształciła się w prawdziwe uczucie. Ich związkowi kres położyła II wojna światowa i następująca z nią niemiecka okupacja na wyspie. Razem z nią następują kolejne represje, które skutkują wywiezieniem do obozu Rebecci. Christopher żeby odnaleźć ukochaną decyduje się na dramatyczny krok, wstępuje w szeregi SS i staje się odpowiedzialny za komórkę segregacji i pozyskiwania łupów w obozie Auschwitz.

,,Anioł z Auschwitz" jest idealnie wyważoną książką. Wszystkie wątki są tak poprowadzone by skutecznie przyciągnąć uwagę czytelnika. Wręcz filmowo. Najpierw mocne zarysowanie kontekstu przez pokazanie rozwijającego się uczucia pomiędzy Christopherem i Rebeccą w malowniczej scenerii wyspy Jersey, pierwsze problemy, które szybko znajdują swoje rozwiązanie a przy okazji cementują i wzmacniają uczucie. Wybuch wojny i pojawienie się nazistowskiego okupanta jest kolejnym etapem, który ma budować napięcie i przygotowywać do właściwego wątku, który pojawia się nagle bez właściwej podbudowy. Tym wątkiem jest praca Christophera w Auschwitz. Tak, autor w zaledwie kilku ujęciach, kilku bardzo mocnych scenach pokazał sporo dramatu. Skonfrontował bestialstwo i pozbawione jakichkolwiek ludzkich odruchów działanie z wrażliwością, uczuciem i walką o zachowanie człowieczeństwa. Nie silił się na pokazanie całego okresu jaki bohater miał spędzić w obozie, przybliżył tylko sam początek ale są to mocne, wywołujące silne emocje i wręcz szokujące obrazy. I potem, gdy już zaczynamy doceniać jego działania, zaczynamy współczuć bohaterowi autor serwuje kolejny przeskok, tym razem do czasów powojennych gdzie już całkowicie i na spokojnie wszystko zostaje podsumowane.

,,Anioł z Auschwitz" ma swoje zalety. Jest książką, która porusza, wzrusza. Książką, która daje piękną i bolesną opowieść o miłości, wytrwaniu, sile do pozostania tym kim się było w nieludzkich i dramatycznych czasach. Ale jakoś mnie nie przekonuje. Wiem, że wszystkie akcenty w niej zostały tak położone by jak najlepiej dotrzeć do czytelnika: jest wielka miłość, wielka historia, szokujące i dramatyczne tło, są ludzkie dramaty, jest i nadzieja i walka. I wszystko jest w takich dawkach aby nie przytłoczyć, by paradoksalnie dobrze się czytało i by skończyć z przeświadczeniem, że jest szansa na dobre zakończenie. Ma to swoje plusy ale ja odniosłam wrażenie, że jest to równocześnie trochę powierzchowne, przenoszące ciężar z tego co ważne na to rzeczy mniej ważne. Warto książkę przeczytać ale nie jest to wybitna lektura, raczej wyciskacz łez.

,,Bar pod Kogutem" John Grisham

 Tytuł oryginału: The Rooster Bar

Była sobie w Krakowie uczelnia, której akronim odczytywano zawsze w jeden sposób KSW - Kup Sobie Wykształcenie. Wśród studentów pozostałych ,, poważnych" uczelni o tej krążyły plotki że powstała w celu wyciągania pieniędzy od studentów a nie koniecznie po to by realnie kształcić. Takim właśnie KSW jest Foggy Brown - uczelnia na której zaczęli ostatni semestr nauki bohaterowie powieści Johna Grishama. Przeciętni uczniowie, którzy nigdy nie dostaliby się na renomowany lub chociaż przyzwoity uniwersytet zostali złapani kolorowymi reklamami i skuszeni na zaciągnięcie potężnego kredytu studenckiego. Tylko, że moment egzaminu adwokackiego zbliża się wielkimi krokami, szanse na jego zdanie są mizerne a pracy żadnej na horyzoncie nie ma. I dopiero osobista tragedia jaka ich dotyka zmusza ich do zmiany planów i wkroczenia na drogę szalonych przekrętów prawniczych.

,,Bar pod Kogutem" różni się od klasycznych powieści Grishama. Nie ma tu bohatera heroicznie i samotnie stawiającego i walczącego z niesprawiedliwością świata. Jest trójka cwaniaków, którzy próbują wykręcić przekręt większemu cwaniakowi. Jest kombinowanie, kręcenia, oszukiwanie, przekręt goniący przekręt. I chociaż bohaterowie do prawych i dzielnych nie należą, jakoś nie można odmówić im uroku. Byli na totalnie przegranej pozycji, gdzie tylko można było siąść i płakać ale oni zaczęli szukać wyjść. Parli do przodu, wykorzystując szalone środki jakie zostały im w rękach. I gdy pewnie każdy z nas kiedyś myślał że on też chciałby uszczknąć troszkę z milionów kogoś innego to oni to zrobili.

Ta powieść Grishama to komedia, farsa, absurdalne marzenie jakie każdemu czasem chodzi po głowie jak zarobić a się nie narobić. I gdy tak się na to spojrzy to satysfakcja gwarantowana.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 63,0 cm - 2,2 cm = 60,8 cm.

niedziela, 15 września 2019

,,Kod Kathariny" Jørn Lier Horst

 Tytuł oryginału: Katharinakoden

Zbliża się dwudziesta czwarta rocznica zaginięcia Kathariny Haugen. Od prawie ćwierćwiecza ta sprawa wisi w pamięci Williama Wistinga. Co roku wyciąga on karton z dokumentami, przegląda, myśli i ma nadzieję, że znajdzie coś co wcześniej przegapił i w końcu pozna odpowiedź na pytanie co dokładnie stało się z kobietą. Co roku też spotyka się z jej mężem. Wieloletnie spotkania zmieniły się już w coś na kształt przyjaźni pomiędzy dwoma boleśnie doświadczonymi, dojrzałymi mężczyznami. Tegoroczna rocznica jest jednak inna - Wisting nie zastaje mężczyzny w domu, wydaje się że on też zniknął. A wkrótce potem pojawia się młody śledczy z nowej komórki Kripos, który twierdzi że ma nowe dowody i potrafi połączyć sprawę Kathariny z inną sprawą sprzed lat, która także wisi jako nierozwiązana.

Horst to dla mnie klasa sama w sobie. Nie sili się na szokowanie, nie ma rozlewu krwi, nie ma trupów ścielących się gęsto. Są tylko dwa tajemnicze zniknięcia sprzed ponad dwudziestu lat i dwaj uparci ludzie, którzy chcą poznać prawdę. I chociaż akcja jest trochę statyczna, napięcie i tak rośnie. Prowadzona jest wojna nerwów, delikatne podchody aby w końcu złamać przeciwnika i by w końcu prawdziwe wydarzenia wyszły na światło dzienne. Horst tak prowadzi akcję, że chociaż wszystkiego domyślamy się od początku to do samego końca tkwimy w niepewności. Bo nawet w tym co oczywiste, jest ziarno niepokoju, niepewność, ale przede wszystkim bardzo istotny element ludzki. Bohaterzy Horsta to nie demony zła, ale zwykli ludzie, którymi targają emocje, wątpliwości, którzy nie do końca wiedzą jak zachować się w sytuacjach w jakich postawił ich los. To decyduje o sile tych kryminałów i sprawia, że chętnie po nie sięgam.

piątek, 6 września 2019

,,Klątwa siedmiu kościołów" Miloš Urban

 Tytuł oryginału: Sedmikostelí

Specyficzna książka pełna specyficznego klimatu. Koniec XX wieku, narrator to człowiek wykluczony ze społeczeństwa, nie ukończył studiów, nie został księdzem, wyrzucono go z pracy w policji, żyje na obrzeżach społeczeństwa, obserwując i wędrując po Pradze, która zdaje się być jego prawdziwą miłością. Stan zawieszenia w jakim żyje zmienia się gdy w mieście zachodzi dochodzić do brutalnych zabójstw, pojawia się tajemniczy rycerz z Lubeki oraz na jaw wychodzi niezwykły talent jaki posiada narrator i który zdaje się przyciągać wszystkie niezwykłe wydarzenia jakie mają miejsce w Pradze.

,,Klątwa siedmiu kościołów" nie jest kryminałem, choć dochodzenie do zrozumienia wszystkich zbrodni i odkrycia zbrodniarza jest celem do którego zmierza fabułą. Gdybym miała chciała najbardziej precyzyjnie opisać powieść powiedziałabym, że to opowieść, wręcz głos miasta, które umiera, przygniecione i zniszczone przez wszechobecną nowoczesność i szybko następujące zmiany. Wręcz zdaje się, że fabuła i akcja schodzą na drugi plan - najważniejsze jest to co było, ład który kiedyś obowiązywał. Wszystko zdaje się schodzić na dalszy plan gdy zaczyna się rozpamiętywanie przeszłości. Narracja wręcz to potęguje, wręcz namacalnie czuje się nienawiść do szalejącej, bezosobowej, pozbawionej głębi współczesności. Dopiero gotyk ma znaczenie, przesłanie, jest wypełniony wszystkim tym co najważniejsze.

Ta książka niesie w sobie strach typowy dla końca wieku, gdy nie wiadomo jak potoczy się przyszłość i szuka się bezpieczeństwa w tym co się zna. Dlatego wymowa epilogu jest znacząca i zaskakująca.

,,Klątwa.." nie jest książką do czytania na raz i z doskoku. Jest książką pełną głębi, znaczeń, odniesień, schowanych pod maską niepokoju i prostego kryminału. Czuć narastające napięcie choć do końca nie można przewidzieć gdzie znajdzie ono swoje ujście. To sprawia, że nie warto się zniechęcać ale warto spróbować przedrzeć się przez wierzchnią warstwę i samemu odkryć coś więcej w tej książce.

czwartek, 5 września 2019

,,Pozłacane lata" Karin Tanabe

 Tytuł oryginału: The Gilded Years

Chyba jednym z najbardziej oczywistych truizmów będzie powiedzenie, że życie nie jest łatwe. Nie zawsze to co chcemy przychodzi łatwo a czasem by coś osiągnąć trzeba wyrzec się czegoś innego. Stu procentowa prawda, z którą każdy się zgadza. Więc czy istnieje jeszcze opowieść, która będzie idealną prezentacją tej prawdy i zaskoczy? Oczywiście, szczególnie jeśli oparta jest bardzo mocna na autentycznych wydarzeniach, które rozegrały się pod koniec XIX wieku.

Koniec XIX wieku to moment,kiedy zaczynają się rodzić współczesne ruchy społeczne. Kobiety się kształcą i chcą prawa głosu, robotnicy domagają się swoich praw, zaczynają pobrzmiewać hasła o społecznej równości. Ale jak to zawsze bywa: równość równością ale musi być ktoś gorszy. Tak właśnie jest z Murzynami. Wojna secesyjna zaczyna być wspomnieniem ale nie zmieniła zbyt wiele w mentalności ogółu. Istnieją osobne szkoły dla  czarnych i nawet najbardziej inteligentnym z nich odmawia się kształcenia na renomowanych uczelniach. Marzeniem młodej dziewczyny, Anity od zawsze była szkoła Vassar. Wyjątkowo jasna, jak na Murzynkę, karnacja pozwala jej dopuścić się oszustka i udając białą dziewczynę zaczyna naukę w Vassar. Pierwsze trzy lata mijają bezproblemowo: Anita uczy się, zdobywa szacunek wykładowców oraz sympatię koleżanek. Robi jednak wszystko by zbytnio nie wyróżniać się z tłumu. Wszystko zmienia się na czwartym roku, kiedy jej współlokatorką zostaje przebojowa i pewna siebie, bogata Lottie Taylor, która wciąga Anitę w przebojowe studenckie życie.

,,Pozłacane lata" są fabularyzowaną, autentyczną historią Anity Hemmings, Afroamerykanki, która jako pierwsza ukończyła w 1897 roku prestiżową szkołę Vassar. Autorka na tej podstawie chciała stworzyć opowieść o tym jak kosztowne są marzenia, ile trzeba poświęcić aby osiągnąć zamierzony cel oraz o próbie zachowania własnej tożsamości w świecie, który wymaga by być kimś zupełnie innym. Wiele ważnych tematów, wiele ciekawych spojrzeń i ważne głosy na temat historii dochodzenie osób czarnoskórych do pełni praw. I niestety momentami czuć, że te poważne, światopoglądowe tematy przytłaczają opowieść, traci ona dosyć mocno swój dynamizm i zamiast ciekawej historii staje się moralizatorską rozprawę. Postacie, które chwilę wcześniej były pełne życia, nagle stają się symbolami wygłaszającymi wykłady. W tych momentach trudno było mi czytać i wypadałam z rytmu, a szkoda bo sama historia Anity jest ciekawa i warta poznania.

wtorek, 3 września 2019

,,Kolory zła. Czerwień" Małgorzata Oliwia Sobczak

 PREMIERA -> 4 WRZESIEŃ 2019

Sopot. Morze wyrzuca na brzeg brutalnie okaleczone ciało młodej kobiety. Kilka dni wcześniej dziewczyna wyszła z koleżankami na miasto i słuch po niej zaginął. Do rozwiązania zagadki brutalnego morderstwa zostaje skierowany prokurator Leopold Bilski. Szokująca zbrodnia pozornie nie ma żadnych punktów zaczepienia pozwalających rozpocząć z impetem śledztwo gdyby nie podobieństwo do zbrodni jaka dokonała się 17 lat wcześniej na córce sędzi Boguckiej. Bilski próbuje nie ulegać presji otoczenia i kierując się własnymi przeczuciami zaczyna drążyć i odsłania nowe aspekty starej sprawy jak z lat 90-tych, kiedy w Sopocie  niepodzielnie królowała mafia.

Chyba pierwszym co mnie uderzyło z ,,Kolorach zła. Czerwień" to klimat. Ja jestem na tym punkcie wyczulona i wręcz uwielbiam gdy dobrze, we właściwych ilościach potęgowanie i nasycenie tła buduje mroczne tło do zagadkowej, skomplikowanej, niejednoznacznej sprawy. Dzięki temu można tylko jeszcze mocniej zagłębiać się w świecie, który sprawia wrażenie wręcz wydrenowanego z jakichkolwiek barw. Gdybym była reżyserem i na podstawie powieści miała nakręcić film, miałby on szare tło, na którym lepiej widać czerwień. A tej jest sporo - to nie tylko krew, okaleczone ciała kobiet ale także pewien symbol, wyrwa jaka powstaje po zabójstwie.

Czasem mam problem z debiutantami jak i generalnie z polskimi autorami, który nie umieją dopasować stylu do sposobu narracji lub odpowiednio wyważyć wątków tak aby powoli stopniować napięcie, podsuwać tropy, mylić wątki a przy tym zachować dobrą, budującą klimat narrację. Małgorzata Oliwia Sobczak jak na debiutantkę spisała się rewelacyjnie. Stworzyła realny, trochę nostalgiczny ale przede wszystkim brutalny obraz Sopotu lat 90-tych. Pokazała świat gdzie wszystko jest możliwe ale to również ma swoją cenę, którą wcześniej czy później trzeba zapłacić. Ten świat przenika się ze współczesnością - daje znów o sobie znać i tworzy podwaliny pod wciągające prokuratorskie śledztwo. Tutaj trzeba czekać aż do samego końca by królik został wyciągnięty z kapelusza i przyznam - zaskakuje ale ma też bardzo mocne zaczepienie w całej fabule i pomimo swojego trochę hollywoodzkiego rozmachu jestem w stanie je zaakceptować.

Sobczak to obiecujący debiut. Już jej debiutancka powieść wbija w fotel i nie pozwala się oderwać. Wierzę, że już niedługo to nazwisko będziemy wymieniać jednym tchem wraz z Puzyńską, Bondą, Mrozem, Chmielarzem bo warto, tym bardziej się cieszę, że dane było mi przeczytać książkę jeszcze przed oficjalną premierą.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 65,7 cm - 2,7 cm = 63,0 cm.

sobota, 31 sierpnia 2019

,,Władca Mroku" Elizabeth Hoyt

Tytuł oryginału: Lord of Darkness

Trochę upłynęło czasu od mojej ostatniej wizyty w mrocznej części XVIII-wiecznego Londynu, znanej jako Maiden Lane, gdzie porządku strzeże zamaskowany Duch z St.Giles. Fabularnie czeka nas przeskok o dwa lata w stosunku do tego czym zakończył się poprzedni tom, więc z tego powodu czuję się jak najbardziej usprawiedliwiona, że tak długo ociągałam się by przeczytać ,,Władcę Mroku".

Bohaterami piątej części są Megs i Godric. Ją poznaliśmy w czwartej części jako młodziutką, radosną pannę zakochaną po uszy w Rogerze. Ukochany ginie tragicznie, zamordowany według plotki przez Ducha z St.Giles, a ona odkrywa, że jest w ciąży. Brat aby zatuszować skandal angażuje pospieszny ślub z Godriciem St.Johnem, arystokratą, który odsunął się od świata po śmierci ukochanej żony. Miną dwa lata małżeństwa na odległość gdy małżonkowie znowu się spotkają. Ona chce pomścić ukochanego i zabić Ducha a on .. no cóż.. jest jednym z Duchów.

Chyba największym plusem powieści, który utrzymuje i o dziwo, jest w stanie pociągnąć całą fabułę, jest kontrast pomiędzy bohaterami.  Ona - młoda, radosna, pełna życia, stawiająca sobie cele i uparcie do nich dążąca a na przeciw niej on - zamknięty w sobie, wycofany, tkwiący uparcie w przeszłości, szukający bardziej śmierci niż życia. Ich spotkanie jest jak zderzenie rozpędzonej kuli z murem. Wiadomo, że coś musi się rozpaść i zmienić. I tak właśnie jest. Megs dzięki swojej energii wpływa i zmienia Godrica, ich relacje o początku przepełnione są emocjami, wręcz czuć kipiące między nimi napięcie i można tylko z niecierpliwością czekać aż znajdzie ono ujście. Czuje się przeskakujące iskry w rozmowach, spotkaniach i chociaż spodziewałam się więcej dramaturgii w momencie wyjawienia tajemnicy Ducha z St.Giles to nie jest tym rozczarowana.

Megs i Godric są z pewnością jedną z lepiej sportretowanych par jakie poznałam na kartach romansów historycznych. Z ogromną przyjemnością śledziłam ich losy i razem z nimi się śmiałam i wzruszałam, pokonywałam przeszkody oraz mogłam obserwować narodziny ich uczucia. Wręcz idealna opowieść by dobrze zacząć weekend.

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

,,Długi taniec za kurtyną" Grzegorz Szymanik, Julia Wizowska


Armii Radzieckiej nie ma już w Polsce od ponad ćwierćwiecza. Długo? Na pewno szmat czasu ale jeśli pomyśli się, że stacjonowała ona w naszych granicach pół wieku, to wszystko nabiera nowej perspektywy. Pół wieku, które tysiące radzieckich żołnierzy spędziło najpierw jako okupant po wkroczeniu 17 września 1939 roku, potem jako nie do końca przyjaźnie widziany sojusznik. Taki długi okres czasu oraz ogrom siły ludzkiej musi pozostawić po sobie niezatarty ślad czy to w fizycznej rzeczywistości czy też w mentalności i psychice ludzi. To, że materiał na podstawie, którego można snuć opowieści i przywoływać wiele wydawałoby się niezapomnianych, niezatartych (zarówno w negatywnym jak i pozytywnym sensie) historii.

Autorzy wyciągnęli kilka historii, trochę obrazów i złożyli je w jedną całość, która ma stanowić jakiś wycinek z tego co działo się od 1939 aż do wycofania wojsk w 1991 roku. Ich historie to migawki, porwane urywki, mówiące o wszystkim i tak naprawdę o niczym. Jest trochę o grupie artystycznej, o gwałtach, o wypadkach powodowanych przez wojsko, o życiu w jednostce, kradzieżach, handlu.. Jest i o tym co dzieje się z zabudową, szczególnie z obiektami w Bornem Sulimowie. Dużo tego, dużo tematów ale wszystkie są powierzchowne, zaledwie nakreślone, trudno przez nie zobaczyć całokształt jakim powinno być stacjonowanie wojsk.

Fakt, może autorzy chcieli zachować obiektywizm: pokazywać, nie oceniać; uczyć, nie pouczać; zachować od zapomnienia ale ja czuje niedosyt. Lubię gdy w reportażu wiele, pozornie odległych wizji zaczyna się splatać by mógł się na koniec wyłonić konkretny kształt. Tutaj tego nie ma, chaos pozostał chaosem a ja nadal mam poczucie, że nic o tym okresie nie wiem. Rozumiem, że temat trudny bo wiele materiałów zaginęło lub zostało zniszczone, a pamięć ludzka ulotna i teraz każdy zupełnie inaczej ocenia to co się wtedy działo. Chyba można było to opowiedzieć tak aby przybliżyć jak najwięcej faktów a równocześnie nie zabijając opowieści.

czwartek, 22 sierpnia 2019

,,Nóż" Jo Nesbø

Tytuł oryginału: Kniv

Lubię takie zwroty akcji.. Lubię gdy sytuacja, która była uporządkowana, ugłaskana, taka pozornie idealna wali się i wywraca. Fakt, lubię to w książkach i serialach bo wtedy wiem, że będzie się dziać i z pewnością nuda nie grozi. Tak właśnie jest w dwunastym tomie z serii o Harry'm Holu.

Harry nie jest już przykładnym mężem i ojcem oraz wykładowcą w szkole policyjnej. Znowu pije, Rakel wyrzuciła go z domu a jego obecne życie to mrok i białe plamy. A gdy pewnego dnia budzi się w zakrwawionym ubraniu zaczyna docierać do niego, że coś się stało i to coś takiego, co wywróci na drugą stronę cały świat.

,,Nóż" nie jest może wybitnie oryginalny. Sporo błędnych tropów, fałszywych podejrzanych, którzy po kolei są eliminowani by na koniec zupełnie z niczego odsłonić prawdziwego sprawcę, który się duuużym zaskoczeniem. I chociaż fabuła trąci trochę schematami, może i jest naciągana, może trochę wydumana by podkreślić to jakim superhero jest Harry Hole ale chyba w tym tkwi siła tej serii. Wracamy do zapijaczonego, pogmatwanego Harry'ego, do jego pochrzanionego świata, gdzie nie wszystko jest białe czy czarne, by czekać na ten błysk talentu. I dokładnie jest tutaj nagłe zwroty akcji, mrok, pijacki bełkot i na koniec błysk by potem odejść jak na prawdziwego macho przystało w cień. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 68,5 cm - 2,8 cm = 65,7 cm.

piątek, 16 sierpnia 2019

,,Arystokracja. Romanse i miłości w XX stuleciu" Iwona Kienzler


Skandale, skandaliki, romanse, zdrady i towarzyszące im nieodmiennie plotki. Chociaż wydaje się czasami, że to współczesne gwiazdy, gwiazdki czy sezonowi celebryci wymyśli szokowanie ogółu swoim zachowaniu i kolejnymi związkami to nie ma nic bardziej mylnego. Miłość, romans a czasem i związany z nim skandal jest stałą. Był zawsze, jest i pewnie raczej nie zniknie, a współczesna obecność wszędobylskich mediów społecznościowych tylko szybciej i bardziej dokładnie pokazuje to co zawsze istniało czego doskonałym przykładem jest książka Iwony Kielzner.

Autorka bierze pod lupę siedem historii ludzi, którzy byli na świeczniku oraz skupiali uwagę opinii publicznej w XX-leciu międzywojennym i po II wojnie światowej. Wszystkich bohaterów wiąże to, że wywodzili się z arystokracji oraz ich kolejne związki oraz miłości budziły emocje u innych. I nie ważne czy było to małżeństwo z osobą spoza własnej grupy społecznej (mezalians), szokujący romans, kolejny związek, burzliwe małżeństwo - ważne, że arystokraci lub ich małżonkowie nie oglądali się na innych angażując się w kolejne związki. Jako przykłady Kienzler przywołuje Augusta Zamoyskiego, Michała hrabiego Tyszkiewicza i Hankę Ordonównę, Krzysztofa Radziwiłła i Annę Lilpop (jako, że lubię ,,Stulecie Winnych" to z przyjemnością dowiedziałam się czegoś więcej o postaciach, które tam zostały sportretowane w tle), księcia Michała Radziwiłła, Juliusza Osterwę i Matyldę Sapieżankę, Stanisława Albrechta Radziwiłła i jego żonę Lee Radziwill oraz na koniec Alfreda Antoniego Potockiego.

Wszyscy przywołani bohaterowie i ich zachowanie z perspektywy XXI wieku nie wydają się już tak szokujący czy kontrowersyjny. Można patrzyć na nich z pewnym pobłażaniem, jednak chociaż dawne skandale przykrył trochę kurz to jednak na miarę swoich czasów były to postacie barwne, nietuzinkowe, wyróżniające się z tłumu i nic nie robiące sobie z opinii publicznej. Wręcz prototypy współczesnych celebrytów, kierujący się własnymi uczuciami a nie tym co inni powiedzą. I chociaż każda opowieść jest inna, w jednych wyraźnie widać prawdziwe uczucia, w innych tylko szał zmysłów, to wszystkie z pewnością są godne poznania, szczególnie, że autorka ma świetny, gawędziarki styl opowiadania i chociaż mocno odwołuje się do źródeł to robi to z lekkością i humorem. Książka nie nudzi a zaciekawia mnogością faktów, anegdot, sprawiając, że miniony wiek nabiera kolorów i rumieńców a postacie, które obrosły trochę patyną czasów nabierają życia i stają się ludźmi z krwi i kości.

Przyjemnie spędziłam czas z książką Iwony Kienzler i z pewnością jeszcze wrócę do jej książek bu dowiedzieć się więcej o innych osobowościach z kart historii.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 70,7 cm - 2,2 cm = 68,5 cm.

czwartek, 15 sierpnia 2019

,,Klaudiusz i Messalina" Robert Graves

 Tytuł oryginału: Claudius the God

Akcja ,,Klaudiusza i Messaliny" rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, gdzie zakończyła się pierwsza część ,,Ja, Klaudiusz". Uważany za głupka, zakałę rodziny Klaudiusz zostaje obwołany przez armię cezarem i ten, który dotychczas był obserwatorem zdarzeń pozostającym w cieniu, teraz wysuwa się na pierwszy plan i to on dzierży w rękach władzę. Jego pragnieniem jest zapewnić Rzymowi to co zniszczyły rządy jego poprzedników - chce być dobrym, sprawiedliwym i pozostawiającym po sobie wiele korzystnych zmian, władcą. W swej naiwności nie widzi tego co dzieje się za jego plecami. Widzi swoje zasługi a nie to, że ponownie stał się marionetką w rękach ludzi bardziej przebiegłych i bezwzględnych, wśród których prym wiedzie jego żona Messalina. Zaślepiony gładkimi słówkami Klaudiusz, żyje w szczęśliwej bańce wyobrażeń jakie stworzył wokół swojej osoby, nie widząc że Rzym pod jego rządami jest dokładnie takim samy siedliskiem zdrad, morderstw i spisków.

,,Klaudiusz i Messalina" dopełnia obrazu rządów dynastii wywodzącej jest od Cezara Augusta. Graves nadal pozostał przy pierwszoosobowej narracji prowadzonej przez samego Klaudiusza, która w tym przypadku doskonale uwypukla naiwność, łatwowierność i pewną głupotę bohatera, który zbytnio ufa swoim najbliższym, nie widząc tego do czego są zdolni. W pierwszej części jako oddalony obserwator zdarzeń Klaudiusz był bardziej przenikliwy, sprytny, wręcz przebiegły. Teraz gdy powinien aktywnie działać wykazuje zadziwiającą bierność i zupełne oderwanie od świata, który w jego przeświadczeniu nagle się zmienił. To, że na pierwszy plan wysuwają się reformy, zmiany, historie innych osób jest tłem, na którym bardzo wyraźnie widać to co wcześniej skrywało się w cieniu czyli kolejne zbrodnie i dewiacje.

Powieść Gravesa to nie tylko misternie skonstruowana, mocno oparta na źródłach historycznych opowieść o chylącym się ku upadkowi Imperium Rzymskim ale także opowieść o starzejącym się człowieku, którego przycisnęła odpowiedzialność i władza, które przyszły zupełnie nieoczekiwanie. Graves z ogromnym talentem i lekkością porusza ważne tematy budując uniwersalny obraz przegniłego świata i ludzkiej słabości. Jest to z pewnością powieść, wobec której ciężko przejść obojętnie. Polecam!

środa, 14 sierpnia 2019

,,Smak marzeń" Sherryl Woods

Tytuł oryginału: The Inn at Eagle Piont

Lubię serial Chesapeake Shores, który można znaleźć na Netflixie. I chociaż nie jest to żadne wybitne dzieło, to lubię w nim tę spokojną, małomiasteczkową rutynę oraz opowieść o zwykłych ludziach i zwykłych problemach.

,,Smak marzeń" jest pierwszym tomem opowieści o rodzinie O'Brien. Jego fabuła dosyć mocno pokrywa się z tym co można było zobaczyć w pierwszym sezonie serialu. To tutaj właśnie zostają przedstawieni najważniejsi bohaterowie. O'Brienowie nie są taką do końca zwyczajną rodziną. Piętnaście lat wcześniej przeżyli własny dramat, gdy rodzice postanowili się rozwieść a matka zaczęła nowe życie w Nowym Jorku. Opieką młodsze rodzeństwo otoczyła siedemnastoletnia wtedy Abby. Teraz, dorosła już kobieta na prośbę najmłodszej siostry wraca do miasteczka by pomóc jej w rozwiązaniu problemów. Nie zdaje sobie sprawy, że oprócz własnych, rodzinnych problemów czeka tam na nią także dawny ukochany, którego porzuciła przed laty by móc spełniać się zawodowo w Nowym Jorku.

Chociaż wiedziałam jak potoczą się losy Abby i Trace to z przyjemnością, na nowo obserwowałam jak próbują znaleźć właściwą drogę ku szczęściu. Przyznam, że tutaj, w książce bardziej ich polubiłam, wydali mi się mniej idealni i cukierkowi niż w serialu. W powieści Sherryl Woods także nie ma co się spodziewać pogłębionej psychologii postaci czy gwałtownych emocji targających bohaterów ale lepiej widać ich wątpliwości, chwile zwątpienia czy wręcz przeciwnie radość i pojawiające się emocje.

Opowieść bardzo skoncentrowana jest na Abby i Tracie, tak że pozostałych bohaterów, którzy stanowią rodzinę prawie nie widać. Chyba tylko energiczna, dynamiczna Jess wprowadza mnóstwo zamieszania i napędza akcję. Wątek, który będzie się przewijał dalej przez kolejne części czyli poprawa relacji pomiędzy matką, Meghan a resztą rodziny jest zaledwie zarysowany, pokazując, że to dopiero początek długiej i trudnej drogi.

Tak jak serial jest moim guilty pleasure tak samo książka. Przyjemna, optymistyczna, pozwalająca się zrelaksować i nie wymagająca zbyt wielkiego wysiłku. Idealna na czas gdy czeka się na urlop :)

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

,,Przeminą smutne dni" Edyta Świętek


,,Przeminą smutne dni" zamyka cykl nowohucki Edyty Świętek. Zaczyna się rok 1995, Polska się zmienia, czasy stają się coraz bardziej niepewne. Tak samo jak niepewne są losy bohaterów. Wiolka po odejściu z zespołu discopolowego i porzuceniu przez narzeczonego próbuje pogodzić się z sytuacją życiową i przygotować do roli samotnej matki. Zakochany w niej Tomasz Lorkowski skacze z dachu, co radykalnie zmienia całe jego życie. Marek, brat Wioli, trwa w szczęśliwym związku z Renatą ale równocześnie coraz bardziej popada w nałóg narkotykowy. Gosia wikła się w dziwną relację z starszym sąsiadem babki oraz coraz bardziej chudnie czego nikt zdaje się nie zauważać. Jedynie Adrian żyje spokojnie i jest jedynym, który tylko pośrednio obrywa od fal zmian jakie następują.

Ten tom nie oszczędzi bohaterów. Los jest dla nich bezwzględny i trudne, bolesne rzeczy muszą nastąpić aby niektórzy mogli przejrzeć na oczy, zobaczyć prawdę, dostrzec to co jest obok oraz nauczyć się życia. Nestorka rodu, Julia Pawłowska powtarza, że mimo wszystko warto jest mieć nadzieję na jutro. I chyba to jest najlepsze przesłanie tej książki. Złe, tragiczne wydarzenia mogą spaść na każdego, pojawić się w każdej rodzinie, ważne jednak by umieć się podnieść i iść nadal do przodu.

Po raz kolejny Edyta Świętek udowadnia, że umie opowiadać o zwykłych ludziach na tle autentycznych wydarzeń historycznych. Tutaj świetnie czuć klimat lat dziewięćdziesiątych, zmieniającego się społeczeństwa, tło stanowią autentyczne miejsca i wydarzenia ale nie przytłaczają one biegu opowieści, wręcz przeciwnie, dopełniają ją i stanowią jej integralną część.

Mimo, że ostatni tom jest bardziej gorzki niż słodki trudno jest mi się żegnać z bohaterami. Dzięki tej serii inaczej patrzę na Nową Hutę, miejsce które przed ponad rokiem stało się moim nowym domem. Już nie widzę tylko blokowisk ale zaczynam dostrzegać historię i klimat tej dzielnicy, co chyba można uznać za sukces tej serii. Polecam gorąco!

czwartek, 8 sierpnia 2019

,,Życie w średniowiecznej wsi" Joseph Gies, Frances Gies

 Tytuł oryginału: Life in a Medieval Village

 Po zamku naturalną koleją rzeczy przyszła pora na wieś. To ona była naturalnym otoczeniem dworu, tam mieszkali ci, którzy pracowali dla pana. Czym się wyróżniali? Co ich opisywało? Jak właściwie wyglądała i funkcjonowała średniowieczna wieś?

Zasiadłam do lektury ,,Życia w średniowiecznej wsi" z ogromnym entuzjazmem. Nikogo chyba po raz setny nie muszę przekonywać, że lubię i pochłaniam wszelkiego rodzaju książki historyczne, a szczególnie te napisane przez sprawdzonych autorów, a małżeństwo Gies to takich już zaliczam. Tym razem za modelowy przykład średniowiecznej wsi wybrali angielską wioskę Elton. Na jej temat zachowało się mnóstwo źródeł historycznych na podstawie, których można wiele powiedzieć o mieszkańcach wsi i tym czym się zajmowali.

Książka podzielona jest na dziesięć rozdziałów, z których dwa pierwsze są bardzo ogólne i wprowadzające w temat. Kolejne analizują dosyć dokładnie następujące zagadnienia: pana, chłopów, ich życie, zagadnienia związane z małżeństwem i rodziną, pracę, rolę parafii, zagadnienia związana z wymierzaniem sprawiedliwości aż do ostatniego rozdziału, który próbuje nakreślić granicę istnienia stereotypowej średniowiecznej wsi.

O ile lektura ,,Życia w średniowiecznym zamku" mnie pochłonęła i dostarczyła mi wielu nowych, ciekawych informacji to ,,Wieś" mnie zmęczyła. Nie ma tu za wiele nowych, świeżych czy skupiających uwagę wiadomości, jest sporo powielania dobrze znanych faktów, pomieszane z cytowaniem zachowanych rejestrów księgowych czy karnych. W moim odczuciu prezentowane dane są suche i nudne, brakuje w tym wszystkim życia jakie mimo biedniejszych i trudniejszych warunków tętniło na wsi. Dużo miejsca poświęca się ekonomi, finansom, na margines spychając kulturę, folklor, mentalność - czyli to co najbardziej fascynujące. Domyślam się, że taka struktura książki wynikła z dostępności materiału do badań. Trudno oczekiwać zapisków kulturalnych, jeśli weźmie się pod uwagę, że średniowieczna wieś była niepiśmienna.

Ciężko mi się czytało tym razem pracę małżeństwa Gies, chociaż oni robili co mogli by swoją narracją uatrakcyjnić taką ilość suchych, statystycznych danych. Z pewnością oczekiwałam czegoś bardziej wciągającego. Mimo to jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych średniowieczem.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 73,7 cm - 3,0 cm = 70,7 cm.

wtorek, 6 sierpnia 2019

,,Kochanka księcia" Geneva Lee

 Tytuł oryginału: Command Me

Chwilowo nie mam totalnie weny na czytanie czegokolwiek co wymaga ode mnie choć trochę myślenia. Cóż, najlepszym się zdarza :) Dlatego czytam coś co nie wymaga za dużo myślenia i wybór padł na ,,Kochankę księcia". Chyba największym plusem tej książki jest to, że jest stosunkowo krótka i napisana prostym językiem. Bo fabuła to pół na pół sceny erotyczne przeplatane dramami (nie mylić z dramatami).

Fakt nie spodziewałam się wiele i literatura erotyczna to raczej nie moja działka, jeśli już to wolę romanse, ale umiem dostrzec pozytywy w takiej prozie a tutaj niestety nie ma ich za wiele. Bohaterowie są jacyś męczący - oboje nastawienie bardzo na siebie, oprócz tego, że rzucają się na siebie za każdym razem gdy się widzą to nie ma między nimi żadnej chemii czy odczuwalnego napięcia. Także ich sekrety z przeszłości są jakieś mało przekonywujące i w sumie do końca nie wiem po co wprowadzane bo jakoś za wiele nie zmieniają. W ogóle nie czuć tła czyli otoczenie dworu królewskiego - równie dobrze mogłaby to być snobistyczna rodzina, klan, społeczność. Ani tam potęgi, ani zdecydowania, ani królewskości.

,,Kochanka księcia" to, jak ktoś już wcześniej zauważył, kolejny Grey tylko w otoczce baśniowego brytyjskiego dworu. Lekka, naiwna, głupiutka historyjka, którą pochłonie się szybko ale która mnie do siebie nie przekonała. Może jeśli ktoś lubi dużo scen łóżkowych? Cóż, ja jestem nudna - wolę humor, dobrą historię i istry skaczące między bohaterami.

niedziela, 4 sierpnia 2019

,,Krucyfiks" Chris Carter

 Tytuł oryginału: The Crucifix Killer

Chrisa Cartera i jego bohaterów Roberta Huntera i Carlosa Garcia znam i lubię choć swoją przygodę z nimi prowadzę absolutnie nie po kolei. W końcu jednak przyszedł ten moment, że postanowiłam zmierzyć się z ich pierwszą sprawą, tą od której wszystko się zaczęło i która rozpoczęła tę szaloną podróż.

W chacie zostaje znalezione ciało brutalnie okaleczonej kobiety. Przed śmiercią została torturowana. Sprawca nie zostawił po sobie żadnych śladów oprócz swoistego podpisu na jej karku - podwójnego krzyża. Przydzielonemu do sprawy detektywowi Robertowi Hunterowi od razu nasuwa się skojarzenie ze starą sprawą, tylko że tam sprawca został ujęty i stracony. Szybko okazuje się, że ,,Krucyfiks" bo tak nazwały go media powrócił i znów zabija. Hunter wraz z nowym partnerem Garcia rozpoczynają wyścig z czasem by ująć bezwzględnego i przebiegłego mordercę.

Już w rozpoczęciu cyklu widać to co potem stanie się znakiem charakterystycznym dla Cartera: szybkie tempo akcji, nieoczekiwane zwroty akcji, makabrę pomieszaną z brutalnością oraz wyciągnięte na światło dzienne całe zło jakie kryje się pod powierzchnią świata. Autor tak prowadzi fabułę, że początkowo ma się wrażenie, że wszyscy - śledczy oraz ofiary są tylko marionetkami w rękach przebiegłego zbrodniarza, który za nic ma istniejące reguły i wszystko dostosowuje do siebie, w najbardziej brutalny i okrutny sposób niszcząc życie. Długo nie da się przewidzieć biegu zdarzeń, co potęguje tylko napięcie i nie pozwala się oderwać od lektury. Wręcz do ostatnich stron sprawa zdaje się nie mieć rozwiązanie a potem jeden szczegół, jedno zdanie i wszystko staje się jasne.

Dla mnie dodatkowym atutem było zobaczenie początków współpracy Huntera i Garcia. Znam ich jako zgrany duet ale tutaj mogłam poznać szczegóły ich życia, które będą ich kształtować i definiować na kolejne części serii. Dowiedziałem się sporo, przede wszystkim o samym Hunterze, z czego wynika jego chroniczna bezsenność i to dlaczego działa w  taki a nie inny sposób. Z pewnością potrzebował przeciwwagi a Carlos Garcia jest jego idealnym dopasowaniem.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 75,8 cm - 2,1 cm = 73,7 cm.

środa, 31 lipca 2019

,,The Cowboy's Return" Carolyne Aarsen

Lukas wrócił po kilku latach nieobecności do rodzinnej miejscowości Rockyview by przejąć dom i farmę po zmarłym dziadku ze strony ojca. Dopiero co, po wypadku w piach obróciła się jego kariera wojskowa i na nowo musi szukać swojego miejsca w życiu. Powrót do domu nie jest łatwy. Wraca do miejsca, które nigdy nie było jego miejscem i do babki, która po śmierci jego rodziców oddała go na wychowanie obcym ludziom. Teraz to ona dochodzi do siebie po operacji i nieoczekiwanie jej pielęgniarką jest Summer, dawna dziewczyna Lukasa, obecnie będąca w zaawansowanej ciąży. Spotkanie całej trójki w jednym domu oraz śnieżyca staną się momentem przełomowym dla wszystkich bohaterów. Zostaną skonfrontowani ze swoją przeszłością, problemami i zobaczą, że wszystko ma swoją drugą, mniej oczywistą i bardziej bolesną stronę.

,,The Cowboy's Return" to opowieść wpisująca się w kanony romansu chrześcijańskiego. To nie tylko subtelnie opowiedziana historia o uczuciu, które nigdy nie wygasło ale zostało przytłoczone przez niezrozumienie i problemy codzienności ale także bardzo poruszająca opowieść o wybaczeniu i otwieraniu się na innych ludzi. Cała trójka głównych bohaterów: Lukas, Summer i Glenda najpierw sami zostali boleśnie zranieni - przeżyli śmierć bliskich im osób i nie umieli sobie z tym poradzić. Zamknęli się na innych i oddalili od tych, którzy powinni być ich oparciem, uparcie trwali w swoim własnym zranieniu nie zauważając, że sami też ranią swoja postawą innych. Nauczyli się uciekać zamiast stawać twarzą w twarz ze swoimi problemami. Dopiero wymuszona przez okoliczności konfrontacja pozwoli im znaleźć upragniony spokój duszy i zdobyć się na najtrudniejszy krok - wybaczenie.

,,The Cowboy's Return" nie jest może spektakularną powieścią, nie ma w niej wielu zaskoczeń ale niesie w sobie ogromne pokłady ciekła i pozytywnych uczuć. Skupia się na małych życiowych gestach, prostych elementach każdego dnia, spokojnym budowaniu relacji międzyludzkich. Koncentruje się na tych wszystkich prostych rzeczach, które traktujemy za tak duży pewnik, że wręcz nie zauważamy a przecież to one decydują o szczęściu i budują spokojne, normalne życie.

Ja książkę Carolyne Aarsen czytałam w ramach swojego corocznego postanowienia, by doskonalić znajomość angielskiego i przyznam, że po raz pierwszy był to tak idealny strzał w dziesiątkę. Ciekawa, wciągająca fabuła oraz prosty i łatwo trafiający do odbiorcy język sprawiły, że czytałam w ekspresowym tempie, prawie w ogóle nie zauważając, że czytam w innym języku niż polski. Dlatego polecam zarówno tym, którzy szukają książki by rozwijać angielki jak i tym, co chcą po prostu poczytać lekką ale mądrą opowieść.

wtorek, 30 lipca 2019

,,Mason. CIA, narkotyki, mroczne tajemnice Hollywood" - I Rozdział

Książka wydana nakładem wydawnictwa Akurat - Premiera 17 lipca 2019




Wkrótce, na początku sierpnia, minie dokładnie 50 lat od chwili gdy wyznawcy sekty założonej przez Charlesa Mansona dokonali serii brutalnych zbrodni, z których niewątpliwie najgłośniejszą i najbardziej makabryczną była ta popełniona w willi Romana Polańskiego przy Cielo Drive. Została wtedy wraz z grupą przyjaciół zamordowana ciężarna żona Polańskiego, Sharon Tate. I chociaż minęło tyle lat, powiedziano na ten temat tak wiele, ta zbrodnia oraz sama postać Mansona nadal elektryzuje społeczeństwo, budzi ciekawość, nadal wywołuje dreszcze. Bo chociaż tak wiele powiedziano, ma się cały czas poczucie, że równie dużo pozostało niedopowiedziane i to nie tylko w sferze samego morderstwa ale także jeśli chodzi o szerszy konspekt wydarzeń jakie rozegrały się latem 1969.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat miałam możliwość z zapoznaniem się z fragmentem najnowszej publikacji poświęconej Mansonowi i tamtym wydarzeniom. Mimo, że prolog i pierwszy rozdział to zaledwie przedsmak całej książki można już wyczuć wyraźny klimat w jakim autor, Tom O'Neil podążą. Prolog sporo wyjaśnia, dlaczego w ogóle powstała kolejna publikacja na ten sam temat, temat do którego nikt już nie chce wracać i który zdaje się być dla wielu bardzo niewygodny. O'Neil chce sięgnąć głębiej, odkopać to co przykryto i wydobyć na światło dzienne wszystkie przekłamania i niedopowiedzenia.  Chce skonfrontować oficjalną prawdę głoszoną przez byłego prokuratora Vincenta Bugliosi z własnymi odkryciami i własnym dziennikarskim śledztwem. Takie wyraźne postawienie sprawy nadaje książce cel i kierunek, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na stawiane sobie pytania.

Rozdział 1 to reporterskie odtworzenie zdarzeń z 9 sierpnia 1969, prezentacja najważniejszych osób biorących w nich udział oraz pobieżne zapoznanie z śledztwem a w finale procesem sądowym. Na tym etapie przywoływane są tylko suche, ogólnodostępne fakty. Jednak nie da się ukryć, że jest to bardzo mocne podłoże by móc zacząć zadawać pytania i wyciągać wnioski. Wyraźnie czuć, że autor nie będzie koncentrował się na tym co widać na pierwszy rzut oka ale chce drążyć głębiej i zrozumieć dlaczego w ogóle doszło do zbrodni, co kierowało sprawcami i jakie, w dalszej perspektywie, miało to przełożenie na całe społeczeństwo.

Fragment, który czytałam, nie dał odpowiedzi, nic nie wyjaśnił, wręcz przeciwnie sprawił, że zaczęłam szukać i wiem na pewno, że chcę przeczytać całość. Raczej nie spodziewam się radykalnej i jednoznacznej odpowiedzi na wątpliwości, które mnie nurtują. Ale jeśli całość poprowadzona jest w duchu tej samej konkretności, dociekliwości i rzeczowego podejścia do tematu to z pewnością może dostarczyć wielu zaskoczeń i rzucić zupełnie nowe światło na tę zbrodnię. Mam nadzieję, że wyjaśni także dlaczego akurat Manson, zbrodniarz siedzący przez pół wieku za kratkami, tak mocno zapisał się na kartach popkultury.

niedziela, 28 lipca 2019

,,Zabójstwo Pitagorasa" Marcos Chicot

 Tytuł oryginału: El asesinato de Pitágoras

Pitagorasa z pewnością, każdy kojarzy, bo któż nie musiał uczyć się na pamięć jednego z najważniejszych matematycznych twierdzeń. Z pewnością wtedy też każdy się zastanawiał po co jest mu potrzebna wiedza, że suma kwadratów boków przy kącie prostym jest równa kwadratowi przeciwprostokątnej (tak, nadal to pamiętam :). Dlatego pomysł Marcosa Chicota, żeby wykorzystać wiedzę matematyczną i na jej podstawie zbudować wątek sensacyjny jest trochę ryzykowna ale i rozbudza ciekawość.

V w. p.n.e. Wspólnota założona przez Pitagorasa wyrosła na swego rodzaju potęgę. Wartości wyznawane przez wielkiego filozofa są podstawą funkcjonowania całej społeczności a wyznacznikiem pozycji jest stopień wtajemniczenia i ilość posiadanej wiedzy naukowej. Sam Pitagoras zaczyna myśleć nad wyznaczeniem swojego następcy, gdy całą społecznością wstrząsają kolejno brutalne zabójstwa uczniów, którzy są brani pod uwagę jako jego potencjalni następcy. Tajemniczy wróg zdaje się wyprzedzać o krok wszystkie działania jakie podejmuje Pitagoras wraz ze swoją córką Ariadną i przyjacielem Akeonem.

,,Zabójstwo Pitagorasa" nie jest książką naukową, chociaż przemyca sporo wiedzy matematycznej ani historyczną, chociaż autor twierdzi, że wiele zdarzeń jest autentycznych i opartych na źródłach historycznych. To tak naprawdę powieść sensacyjno-przygodowa ubrana w ładny choć trochę naiwny płaszczyk historyczny. Ma swoje plusy: trzyma w napięciu, zaskakuje, łączy wiele wątków w jedną ciekawą opowieść ale równocześnie nie sposób nie uśmiechać się czytając o zachowaniach i metodach, które nierozłącznie kojarzą się z czasami współczesnymi. Ale wiecie co, to nie ważne. Bo tak książka to powieść czysto rozrywkowa i w taki sposób najlepiej ją traktować. Obserwowanie rozgrywki Pitagorasa z jego arcywrogiem dostarcza wiele emocji, niepewności i zaskoczeń. Jest sporo makabry, która ma chyba na celu podkreślenie jak bardzo zły jest ten, kto chowa się w cieniu. Szkoda tylko, że w finale autor poszedł po najmniejszej linii oporu i zniszczył to co udało mu się wcześniej zbudować.

Jak ktoś zastanawia się co zabrać ze sobą na urlop to ,,Zabójstwo Pitagorasa" będzie idealne. Przykuje uwagę ale zbytnio nie zmęczy, zaciekawi ale potem bez żalu odłożymy na półkę, sprawi, że dowiemy się czegoś nowego ale tak nie za dużo i w lekki sposób. Chyba dzięki tej książce wyszedł mi idealny przepis na wakacyjną lekturę :) 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 80,20 cm - 4,4 cm = 75,8 cm.

piątek, 26 lipca 2019

,,Książę zmienia wszystko" Christy Carlyle

 Tytuł oryginału: A Duke Changes Everything

,,Książę zmienia wszystko" to książka rozpoczynająca serię ,,Klub książąt" nowej na polskim rynku Christy Carlyle. Opowieść całkiem sympatyczna choć trudno ją nazwać oryginalną. Już pierwsze kilka stron nasunęło mi dosyć wyraźne skojarzenia z książkami Grace Burrows  (,,Miłość barona") czy Sarah McLean (cykl ,,Zasady łajdaków"). Tak, wiem, romans historyczny to taki rodzaj literatury gdzie ciężko wymyślić coś zupełnie nowego ale dobra autorka może wnieść w niego trochę świeżości i wyraźnie zaznaczyć swój styl.

Opowieść o Nicku i Minie jest już od początku naznaczona schematami. On - bogaty, zły, owiany mroczną przeszłością zjawia się w posiadłości, którą odziedziczył i której chce się jak najszybciej pozbyć. Ona - piękna córka zarządcy, po ojcu przejęła stery nas posiadłością i zrobi wszystko by przekonać nowego księcia, że jest to miejsce, o które warto się troszczyć i które warto pokochać. Zanim książę dostrzeże piękno posiadłości, zauważa piękno dziewczyny i traci dla niej głowę. I szczerze, tu mógłby być koniec opowieści, bo chociaż jeszcze przez chwilę się broni to jednak dosyć szybko podporządkowuje się Minie i jakoś tak słabo pokazuje swój charakter. Potem jest tylko różowo, cukierkowo i ...dosyć nudno. Przyznam, że brakło mi humoru, napięcia, emocji, wzruszeń. I wcale nie mam na myśli scen erotycznych (ta, oczywiście jest) ale wszystkich tych elementów, które decydują o wyjątkowości opowieści. Przecież nie musi być dramatycznie żeby było wzruszająco, nie musi być komicznie żeby się uśmiechnąć przy lekturze, mogą istry strzelać w trakcie wymiany zdań a charakter to nie mówienie, że wszyscy się kogoś boją.

,,Książę zmienia wszystko" miało potencjał ale jakoś tak się on rozmył. Została poprawna historia, którą się przeczyta i o niej zapomni. A szkoda!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 82,0 cm - 1,8 cm = 80,2 cm.

środa, 24 lipca 2019

,,Mortem" Łukasz Jarosz

,,Mortem" to debiut Łukasza Jarosza. Książka ma zarówno dużo wad jak i zalet ale z pewnością wyróżnia ją styl w jakim została napisana. Już początek jest inny, żeby nie powiedzieć dziwny. Psychodeliczna atmosfera, wręcz narkotyczny sen. Z tej szalonej atmosfery wyłania się postać głównego bohatera, policjanta śledczego Łukasza Kowalczyka zwanego Nietzsche. Kowalczyk nie jest lubiany przez współpracowników ale ma instynkt i potrafi dotrzeć do sprawcy. Za sobą ma trudne dzieciństwo i tragiczny wypadek, które są blokadami w kontaktach międzyludzkich. A kontakt z innymi będzie bardzo ważny gdy przyjdzie mu prowadzić śledztwo w sprawie Przystojniaka, brutalnego zabójcy mordującego kobiety.

,,Mortem" nie jest łatwą lekturą. Przede wszystkim autor za bardzo miesza style językowe (ja jestem na tym punkcie bardzo przewrażliwiona i czasem za bardzo działa mi to na nerwy) - raz próbuje prowadzić narrację wysokim stylem, po to by za chwilę skoczyć do kolokwializmów czy wulgaryzmów a potem wrócić na poziom standardowej polszczyzny. O ile są momenty kiedy ma to swoje uzasadnienie, to niestety więcej jest takich kiedy wprowadza to tylko niepotrzebny chaos do historii, w której i tak już dużo się dzieje.

Fabuła to w rzeczywistości kilka spraw prowadzonych równocześnie z główną wycelowaną w Przystojniaka. I o ile ta rozciąga się na całą książkę, pozostałe są tylko wypełniaczami miejsca oraz pokazują brutalne oblicze rzeczywistości. Bo brutalność, makabra, czyste zło przebija się przez całą historię. Wręcz ma się wrażenie, że nie ma dobra, piękna, wrażliwości bo gdy tylko pojawiają się jakieś ich przebłyski, szybko zostają stłumione przez ciemność. Zaciera się granica między dobrem i złem. Policjanci tutaj to nie ci, zwalczający zło ale zmęczeni, skorumpowani, zniechęceni ludzie, którzy już za bardzo nie wiedzą co i po co robią.

,,Mortem" nie jest powieścią, która zapadnie w pamięć. Nie ma w niej też nic co sprawiałoby, że chętnie bym ją innym polecała. Jest brutalna, makabryczna, przesycona złem, psychodeliczna, budząca zniechęcenie. Chyba tylko chęć poznania finalnego rozwiązanie kierowała mną, że ją dokończyłam.

wtorek, 23 lipca 2019

,,Wodnik" Karol Gmyrek


Przyznam, że bardzo trudno było mi zebrać myśli by napisać tę opinię. I nie, nie wynika to z faktu, że książka jest słaba. Wręcz przeciwnie. Trudność wynikała głównie z przeniesienia mojego ,,dorosłego" spojrzenia na książki i odniesienia go do książki, która jest skierowana do dzieci w przedziale 7-12. Dopiero wczorajszy seans ,,Króla Lwa" uświadomił mi, a może raczej przypomniał o co tak naprawdę chodzi w opowieściach, które mają znaleźć swojego odbiorcę w dziecku.

,,Wodnik" to zbiór opowiadań, który łączy główny bohater, młody Wodnik, nagle pojawiający się w okolicach wsi i przygarnięty przez jedną z rodzin. Młody stworek żyje pomiędzy mieszkańcami i uczy się tego czym ludzie się zajmują oraz poznaje świat i otoczenie. Jest ciekawy świata, chętny do pomocy oraz pełen dobroci i zrozumienia. Stanowi zupełne zaprzeczenie tego z czym dotychczas kojarzyły się wodniki ze słowiańskich legend. Jego cechy sprawiają, że staje się idealnym przewodnikiem po trudnej i skomplikowanej rzeczywistości. Zachowaniem uczy na czym polega rozsądek, dobroć ale także oswaja ze strachem i tym co innego, nieznane, dziwne. Z pełną wrażliwością i delikatnością porusza także tak trudne tematy jak podejście do niepełnosprawności czy temat nienazwanego zagrożenia.

Gdy na tą opowieść spojrzy się z perspektywy dorosłego, widzi się te wielkie tematy, które wcześniej przywołałam. Ale dziecko może także dostrzec opowieść o przyjaźni i przygodzie. Przygodzie zupełnie innej niż znana z codzienności. Jest i trochę śmiechu, jest niezwykłość, są tajemnice i zaskakujące wydarzenia. Ja sama czułam się jak dziecko gdy wieczorem do poduszki przez kilka wieczorów, dawkując sobie wrażenia, czytałam poszczególne opowiadania. Ciekawiło mnie co będzie dalej ale i nie chciałam by za szybko się skończyło.

,,Wodnik" ma wiele cech, które mogą sprawić, że zapadnie w pamięć i serce młodego czytelnika. Jest uniwersalną opowieścią oswajają z dobrem i złem, pokazującą w prosty sposób bogactwo słowiańskiej mitologii ale przy tym opowieścią o przygodach i zwyczajnych, małych bohaterach.

Za egzemplarz dziękuję Autorowi!

niedziela, 14 lipca 2019

,,Klinika śmierci" Harlan Coben

 Tytuł oryginału: Miracle Cure

,,Klinika śmierci" to pierwszy thriller medyczny w dorobku Harlana Cobena i równocześnie jedna z wczesnych jego książek. Sam w przedmowie tłumaczy, że obecnie widzi jej braki i niedociągnięcia ale nie chce jej poprawiać, bo straciłaby swój klimat. Przyznam, że coś w tym jest bo powieść mimo swojej prostoty i przewidywalności ma to ,,coś" co sprawia, że trudno się od niej oderwać.

Początek lat 90-tych XX wieku. AIDS nadal istnieje jako choroba, która jednoznacznie kojarzy się z homoseksualizmem. Żadne rządowe agencje nie chcą być z nią kojarzone oraz co za tym idzie, nie chcą przekazywać środków na badania nad wirusem HIV. Jednym z nielicznych miejsc gdzie leczy się zakażonych jest klinika stworzona przez Harveya Rikera. Sam lekarz wkrótce ma ogłosić niezwykły medyczny przełom - znalazł lek na AIDS. Jednak ktoś nie chce aby do tego doszło - pacjenci i jeden ze współpracowników giną w dziwnych okolicznościach. Gdy pacjentem kliniki zostaje znany koszykarz, jego żona, uznana dziennikarka zaczyna własne śledztwo by odkryć spisek, którego osią jest właśnie ta klinika.

W ,,Klinice śmierci" chyba najlepszym elementem jest tło społeczne. Wyraźnie czuć klimat lat 90-tych, gdy słowo AIDS było postrachem ale i czymś co szeroko kojarzyło się z homoseksualizmem i było potępiane przez ogól społeczeństwa. Coben uchwycił ten tragiczny podział i świetnie nakreślił świat, który piętnował i nie rozumiał istoty tej choroby. W centrum tego świata, trochę przypadkowo znajdują się bohaterowie, który zdają się być marionetkami sterowanymi i kierowanymi przez kogoś innego. Dramatyczne zdarzenia następują po sobie w szybkim tempie, zaskoczenie goni zaskoczenie, nic nie jest oczywiste ani jednoznaczne ale jak już trochę zna się twórczość Cobena można bez pudła przewidzieć zakończenie.

,,Klinika śmierci" to powieść, która się już trochę zestarzała ale mimo to jeszcze dzielnie się broni przed definitywnym odstawieniem na półkę. Z pewnością nie można w niej oczekiwać na efekt wow, ale mimo wszystko sprawny warsztat Cobena zapewnia trochę emocji i zaskoczeń.

czwartek, 11 lipca 2019

,,Z dala od świateł" Samantha Young

 Tytuł oryginału: As Dust Dances

Samantha Young przekonała mnie do siebie rok temu, gdy czytałam ,,Wszystko przed nami". Wtedy zaprezentowała się jako ta, która potrafi ciekawie opowiadać historie niezwykłych związków, pokazywać narodziny uczucia a dodatkowo umiejętnie komponować to z przezwyciężaniem przeszkód. Niby brzmi banalnie bo większość romansów opiera się na tym samym schemacie ale u Young ma to zawsze nuty świeżości oraz zaprezentowane jest tak, że ma się wrażenie, że ta historia jest właśnie tą jedyną i wyjątkową.

Nie inaczej jest i w przypadku ,,Z dala od świateł". Historia Skylar rozpoczyna się nietypowo. Dziewczyna była gwiazdą pop rocka, po tragicznej śmierci matki i ojczyma rzuca wszystko i wyrusza na podróż po Europie. Jej wędrówka kończy się w Glasgow, gdzie pozbawiona środków do życia, koczuje jako bezdomna na cmentarzu a na jedzenie zarabia śpiewając na ulicy. Tam spotyka Killiana, poważnego i nieprzystępnego dyrektora w jednej z wytwórni muzycznych. Mężczyzna od razu dostrzega szansę jak zasłużyć sobie na upragniony awans. Jego drogą do sukcesu ma być płyta nagrana przez Skylar. Szantażem zmusza dziewczynę do współpracy. Nie wie jednak, że to zaowocuje czymś czego żadne z nich się nie spodziewało.

,,Z dala od świateł" to piękna, wzruszająca historia narodzin uczucia między dwojgiem zranionych ludzi, który obwarowali się murami by nie pozwolić nikomu po raz kolejny się zranić. Ich uczucie dojrzewa powoli, trochę na przekór ich woli. Ale zanim w pełni rozkwitnie oboje będą musieli pogodzić się z przeszłością, poradzić sobie z trudnościami oraz zrozumieć co tak naprawdę jest ważne w ich życiu, by na nowo ustawić priorytety. Dodatkowo autorka bierze na tapetę temat życia w świetle sławy, nieustannego obserwowania i istnienia w social mediach, zabiegania o popularność. Skylar nie radzi sobie z życiem pod ostrzałem mediów i próbuje walczyć z tym co inni za nią chcą kreować.

,,Z dala od świateł" nie jest może powieścią wybitną ale z pewnością taką, z którą przyjemnie spędza się czas. Pod pozorem lekkiej opowieści romantycznej niesie sporo emocji. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko ją polecać.

środa, 10 lipca 2019

,,Przemytnicy książek z Timbuktu" Charlie English

Tytuł oryginału: The Storied City: The Quest for Timbuktu and the Fantastic Mission to Save Its Past

Wręcz niesamowitym jest, że takie historie rozgrywają się współcześnie i to dokładnie pod nosem opinii publicznej. Wydarzenia jakie rozegrały się w Mali w 2012 i 2013 roku stanowią gotowy materiał na niezły film sensacyjno-przygodowy pełen akcji, napięcia, chociaż z jednym komercyjnym minusem - głównym bohaterem nie będzie amerykański przystojniak ale zwykły malijski bibliotekarz.

Afryka przez bardzo długi okres czasu uważana była za gorszy kontynent. U podstaw tego leżało przeświadczenie, że nie powstała tam żadna ciągła i udokumentowana kultura. Dopiero odkrycie w XIX wieku manuskryptów pochodzących z XV i XVI wieku zaczęło zmieniać ten błędny pogląd. Okrycie wyraźnie udowadniało, że w Afryce Zachodniej prężnie działał ośrodek kulturalny i naukowy, rozwijało się cywilizowane państwo a bezcenne manuskrypty, są jego rezultatem. Były to nie tylko traktaty naukowe, pisma religijne, prawnicze ale także zwykłe notatki, wiersze, listy. Wszystko to było przechowywane i zabezpieczane nie tylko w publicznych bibliotekach ale przede wszystkich w prywatnych kolekcjach.

Zagrożenie dla istnienia manuskryptów pojawiło się nagle, wraz z agresją dżihadystów w 2012. Wtedy to grupka osób pod kierunkiem Abdela Haidary zdecydowała się na szalony, niebezpieczny krok jakim było wywiezienie rękopisów z Timbuktu. Działali tak aby dżihadyści się nie zorientowali i aby uprzedzić prawdopodobnie nieuchronne spalenie manuskryptów. Było to wręcz tytaniczne dzieło polegające na przetransportowaniu z okupowanego Timbuktu ok. 400 000 (!!!) manuskryptów zgromadzonych w ponad 2000 skrzyń. Czyste, trudne do skoordynowania i zorganizowania szaleństwo.

Ale powieść Charliego Englisha to nie tylko opowieść o tej nieprawdopodobnej akcji. To także historia eksplorowania Afryki, historia poznawania, zdobywania i w końcu doceniania Czarnego Lądu. Autor stworzył reportaż, w którym przeszłość przenika się z teraźniejszością i ją uzupełnia, dając odpowiedź dlaczego akurat te dokumenty są aż tak ważne. Mimo, że to całkiem rzetelny reportaż nie brakuje w nim ducha przygody, szaleństwa i brawury jakimi to cechami kierowali się XIX-wieczni odkrywcy.

Reportaż mnie zaskoczył i zaciekawił, nie zdawałam sobie sprawy, że takie rzeczy mogą mieć miejsce współcześnie. Reportaż przede wszystkim uświadamia, że międzynarodowy patronat to za mało jeśli chodzi o zachowanie i zabezpieczenie dziedzictwa kulturowego danej społeczności, bo najważniejsze jest osobiste zaangażowanie i poczucie tego co ważne. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 85,8 cm - 3,8 cm = 82,0 cm.

poniedziałek, 8 lipca 2019

,,Stulecie Winnych. Opowiadania" Ałbena Grabowska


Ze zbiorami opowiadań z reguły jest tak, że nie wszystkie są na takim samym poziomie i nie wszystkie prezentują ten sam punkt widzenia. Ma to swoje plusy i minusy. Z pewnością nadaje to zbiorowi różnorodność, nie wszystko musi do siebie pasować, nie wszystko musi być spod jednego klucza czy skupiające się na jednym głównym wątku. Zbiór Ałbeny Grabowskiej to powrót do świata rodziny Winnych oraz ludzi ich otaczających. I chociaż to oni oraz Brwinowo są punktem spajającym wszystkie opowiadania to tak na prawdę każde jest indywidualną zamkniętą historią.

Sam cykl ,,Stulecie Winnych" czytałam chyba trzy lata temu. To dosyć dawno, pewne szczegóły zdążyły mi już uciec z pamięci, mimo to bez problemu odnalazłam się w rzeczywistości wykreowanej przez Grabowską. Podobnie jak w głównym  cyklu, tak i tutaj autorka pokazuje przekrój przez całe stulecie. Zaczyna od opowiadania skupiającego się na doktorze Brzozowskim i jego zalotach do przyszłej żony jeszcze przed I wojną światową, potem jest lekkie i zaskakujące opowiadanie poświęcone hrabiemu Krasnodębskiemu, potem są opowiadania skupiające się na czasach wojennych oraz na tym co działo się po II wojnie światowej. Ciekawym zabiegiem jest to, że aż trzy skupiając się na mężczyznach powiązanych z kobietami Winnymi: Kazimierzu, Pawle oraz już bardziej współcześnie na Jeremim. Dopełnieniem i zamknięciem całego cyklu jest z pewnością opowiadanie ostatnie, którego akcja rozgrywa się na przełomie roku 2017/2018 w sylwestrową noc. Jeszcze raz, choć na kilka chwil widzimy cały przekrój rodziny, ich problemy, konflikty, trudności, przez które jednak przebija cała miłość, wsparcie i siła jaka tkwiła w rodzinie oraz decydowała o ich istnieniu.

Raczej trudno jest wskazać jeden główny wątek spajający całość. Bo jest tam dużo różnych obrazów, migawek, wiele zdarzeń, które dopełniają lub uzupełniają całość cyklu, rozwijają to co tam pokazane było pospiesznie czy fragmentarycznie. Wyjaśniają kilka zaskoczeń jakie tam mieliśmy. Jednak przede wszystkim to opowiadania o ludziach, ich pasjach, namiętnościach, słabościach i mocnych stronach. O raczeniu sobie z nowym, podejmowaniu właściwych decyzji i przezwyciężaniu trudności. Po raz kolejny Grabowska pokazała że umie opowiadać i robi to dobrze, z zachowaniem klimatu czasów, o których mówi. Nie jest to zbiór, który można czytać w oderwaniu od całości ,,Stulecia Winnych" bo wtedy trudno będzie zrozumieć pewne wątki i odniesienia. Jest on silnie spleciony z tym co działo się w pierwotnej trylogii i tylko ją dopełnia.

czwartek, 4 lipca 2019

,,Irlandzkie łąki" Susan Anne Mason

 Tytuł oryginału: Irish Meadows

,,Irlandzkie łąki" to książka, której ewidentnie potrzebowałam w tym momencie. Potrzebowałam czegoś ciepłego, sympatycznego, prostej opowieści, zawierającej proste prawdy i pokazującej, że świat nie jest taki zły ani tak bardzo skomplikowany. To powieść określana mianem romansu chrześcijańskiego, bo oprócz dwóch historii miłosnych promuje też wartości chrześcijańskie.

Nikt chyba nie może różnić się bardziej niż dwie siostry O'Leary: Brianna i Colleen. Pierwsza chciałaby kontynuować naukę, druga skupiona jest na sobie. Nie umieją się wzajemnie porozumieć, podświadomie jedna drugiej zazdroszcząc praktycznie wszystkiego. Ich życie zmieni się radykalnie gdy po okresie studiów wróci przyjaciel rodziny Gilbert Whelan oraz chwilowo zatrzyma się daleki kuzyn, pragnący zostać księdzem Rylan Montgomery. Dodatkowo surowy i despotyczny ojciec dziewcząt sam zaplanuje przyszłość swoich córek i postanowi wydać je za bogatych sąsiadów. Każdy z bohaterów będzie musiał odnaleźć w sobie odwagę by zawalczyć o to czego pragnie i chociaż nie będzie to łatwe, muszą podjąć też wiele trudnych, a czasem bolesnych decyzji.

,,Irlandzkie łąki" to powieść, w której krytyczny czytelnik znajdzie wiele wad i może skupić się tylko na jej naiwności oraz schematyzmie. To wszystko prawda. Dla mnie była to jednak książka jakiej mi brakowała. Wniosła we mnie wiele spokoju, ciepła, dała mi poczucie, że ze wszystkim można sobie poradzić oraz sprawiła, że tak po prostu zrobiło mi się lepiej. Nie jest to jakieś wybitne dzieło literatury ale potrafi z taktem i wyczuciem, wprowadzać i rozwiązywać wielkie problemy, może trochę za prosto ale to nieważne. To przede wszystkim piękna, wręcz baśniowa opowieść, w której dobro zwycięża zło, determinacja i odwaga są nagradzane, gdzie wybaczenie stanowi o sile, nie słabości. To baśń, nierealna, ale przyjemna. Taka, jakiej czasem każdy potrzebuje.

niedziela, 30 czerwca 2019

,,Zagadka w bieli" J. Jefferson Farjeon


Tytuł oryginału: Mystery in White. A Christmas Crime Story

Akcja ,,Zagadki w bieli" rozgrywa się w okresie świąt Bożego Narodzenia. Pociąg, którym grupka przypadkowych osób podróżuje staje w zaspie. Zdesperowani pasażerowie próbują na własną rękę wydostać się z pułapki i dostać się do najbliższej stacji by móc kontynuować dalszą podróż. Ich plan jednak się nie udaje. Zagubieniu pośród śniegu trafiają do dziwnego, opuszczonego domu, gdzie w kominku pali się ogień, jest świeżo zaparzona herbata ale nie ma żywego ducha. Dziwną, tajemniczą atmosferę potęguje przeczucie, że musiało dojść do zbrodni a wkrótce wychodzi na jaw pierwsze morderstwo.

,,Zagadka w bieli" to kryminał utrzymany w podobnym klimacie jak powieści Agathy Christie. Zresztą powstał w tym samym czasie. Niewielka grupa osób, odcięta od świata, morderstwo i przeświadczenie, że mordercą musi być ktoś z pośród zebranych. Wszystko zaczyna się z przytupem, pierwsze kilka rozdziałów świetnie budują klimat, czuć narastające emocje potęgowane klimatyczną, śnieżną scenerią. Jednak im bardziej akcje zmierza ku rozwiązaniu tym jest gorzej. Nagle wszystko się rozmywa, staje się przegadane, brakuje mocnego suspensu, który mógłby wywrócić wszystko do góry nogami lub przynajmniej logicznie zamknąć całość. Oczywiście, zakończenie pasuje do całej fabuły ale jest ...nudne. Brakło w nim, wręcz na siłę doklejone do tego co na początku próbowano zbudować i niszczące cały potencjał otwarcia.

Bardzo przyjemnie mi się czytało przynajmniej pierwszą połowę książki, szczególnie lubię czuć kontrast tego co za oknem (czerwcowe upały) z tym co na kartach książki (sroga zimowa aura). Z ogromny zaciekawieniem próbowałam wymyślić co dokładnie się stało w Domu w Dolinie i chyba dlatego jestem tak rozczarowana zakończeniem, w którym zabrakło tego początkowego błysku. Jednak trzeba przyznać, że jest to ogromny odskok od współczesnych, nastawionych na szok i makabrę, kryminałów i horrorów. Tutaj raczej chodzi o powolną grę z czytelnikiem, zwracanie uwagi na szczegóły oraz wprowadzanie i prezentację różnych, czasem sprzecznych bohaterów, poprzez których dochodzimy do rozwiązania. I chociaż powieść ta kryminałom Agathy Christie nie dorównuje można z nią przyjemnie spędzić kilka letnich wieczorów. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 88,0 cm - 2,2 cm = 85,8 cm.

piątek, 28 czerwca 2019

,,Gambit" Maciej Siembieda


Kolejna powieść udowadniająca, że jednak najlepsze historie pisze samo życie. ,,Gambit" mocno opiera się na prawdziwych ludzkich losach tylko w nieznacznym ale bardzo istotnym elemencie uzupełniany jest o fikcję literacką, która spaja wszystko w jedną logiczną całość i tylko potęguje i tak już mocny sensacyjny wydźwięk.

Powieść podzielona jest na dwie cześci: ,,Czarne" i ,,Białe". Pierwsza koncentruje się na wydarzeniach jakie rozegrały się w trakcie II wojny światowej. Jednak nie opowiada o spektakularnych akcjach zbrojnych ale mozolnej robocie wywiadowczej. Młoda dziewczyna, Wanda Kuryło zupełnie przypadkiem zostaje wciągnięta w sieć spisków i intryg, najpierw w Warszawie, gdzie nieświadomie zostaje wspólniczką hitlerowskiego zbrodniarza a potem na Podkarpaciu dołącza do wywiadu AK. Tam dostaje też szczególne zadanie: ma poznać i ochronić niezwykły sekret, od którego może zależeć układ sił po zakończeniu wojny. Cześć druga powieści rozłożona jest okres powojenny. Wanda, teraz już żołnierz w służbie armii amerykańskiej, dowodzi służbami wywiadowczymi w Berlinie Zachodnim, próbującymi namierzyć ściągających do Niemiec radzieckich szpiegów. Jej uwagę przyciąga szczególnie jeden, zupełnie nieoczekiwany, który mocno wiąże się z jej wojenną przeszłością.

,,Gambit" to rasowa powieść szpiegowska. Trudno oczekiwać tutaj nagłych i nieoczekiwanych zwrotów akcji, chociaż kilka się znalazło. Bardziej koncentruje się na niuansach i cierpliwości. Akcja prowadzona jest niczym partia szachów. Każdy ruch prowadzi do celu, który na razie jeszcze nie jest zrozumiały dla strony przeciwnej. To wyważona rozgrywka pomiędzy siłami Wschodu i Zachodu, w której poszczególne postaci są tylko pionkami, które można poświęcić w jednej chwili. Całość fabuły opiera się na niewiadomych i napięciu jakie one wywołują. Każdy dodany element do tej misternej konstrukcji budzi zaciekawienie, intryguje, sprawia, że napięcie wzrasta, by coraz bardziej elektryzować. Dopiero finał przynosi nieoczekiwane odpowiedzi oraz burzy mur intryg budowanych przez obie strony konfliktu przez wiele lat.

,,Gambit" mnie wciągnął. Nie spodziewałam się, że można w oparciu o realne historie zbudować tak misternie utkaną intrygę szpiegowską. I nawet nie trzeba silić się na niepotrzebne szokowanie czy koloryzowanie. Jest to wbrew pozorom bardzo prosta opowieść, osnuta wokół wojennego dramatu i późniejszego podziału świata ,,Żelazna kurtyną". I chyba w tej prostocie tkwi siła bo ja nie mogłam się oderwać i z niecierpliwością czekałam na moment kiedy poznam finalne rozwiązanie.

środa, 26 czerwca 2019

,,Londyn" Edward Rutherfurd

 Tytuł oryginału: London

Każdy kto choć raz był w Londynie bez wahania przyzna, że jest to miasto wyjątkowe. Z jednej strony tętni nowoczesnością, z drugiej zachwyca tradycją. Jest na wskroś angielskie ale i przepełnione multikulturalną mieszaniną. Zdaje się być tyglem, w którym mieszają się style, historie, zdarzenia. Dlatego oczywistym jest, że i sama opowieść o Londynie musi mieć rozmach, niezwykłość oraz zapierać dech w piersi. I to wszystko zawarł Edward Rutherfurd w swojej kolejnej powieści, której głównym bohaterem jest to właśnie miasto.

Autor sięga głęboko by rozpocząć opowieść, cofając się aż do czasów rzymskich. To wtedy zaczynają się dzieje kilku rodzin, których historię będziemy śledzić przez kilkanaście stuleci. Z ich perspektywy obserwujemy narodziny miasta, kształtowanie się gildii kupieckich, powstawanie teatru Szekspira, rozłam na kościół katolicki i anglikański, a potem kolejno kształtowanie się tego wszystkiego co stanowi o angielskości. Autor skupia się na postaciach i z ich perspektywy prezentuje następujące zmiany i rozwój miasta. Ale to miasto tak naprawdę wpływa na ludzi. Gdy jest w rozkwicie zachwyca, przeobraża się, upada, powstaje nowe lepsze, po to by potem przytłaczać, szkodzić ale mimo wszystko być miejscem, które nie chce się opuszczać i które staje się miejscem do życia.

O ile w ,,Nowym Jorku" autor za główny punkt odniesienia przyjął rozwój handlu i giełdy, to tutaj takim wyznacznikiem jest powstanie kościoła anglikańskiego i to jak moralność purytańska wpływała na miasto, gospodarkę i politykę a przede wszystkim na ludność. Kwestie religijne przez wiele wieków decydowały o tym kto był królem, kto mógł awansować, kto się bogacił i kto odnosił sukces. Podporządkowanie wszystkich aspektów życia społecznego oraz radykalna wrogość do katolików była cech, tworzącą państwowość angielską i dużo mówi o samych Anglikach.

Rutherford w tak monumentalnej książce jaką jest ,,Londyn" próbował zawrzeć to co dla niego jest kwintesencją miasta. Uchwycił wszystko po trochę, tworząc barwną, pasjonującą, momentami wręcz zaskakującą opowieść. Trochę tylko szkoda, że tak mało miejsca poświęcił XX wiekowi, skupiając się głównie na okresie XVI-XVIII stulecia. Wiem, że nie da się opisać kompleksowo takiego miasta jak Londyn ale czuję niedosyt, chciałabym więcej, żeby się jeszcze nie kończyło. Chciałabym dalej obserwować losy Doggetów, Ducketów, Bullów, Pennych. Ale to chyba tylko świadczy o tym, że ,,Londyn" to powieść, od której ciężko się oderwać.

wtorek, 25 czerwca 2019

,,Wszystko za życie" Jon Krakauer

 Tytuł oryginału: Into The Wild

Wcześniej czytałam debiut Tomasza Organka, w którym główny bohater to człowiek, który tkwi w martwym punkcie swojego życia i zupełnie nie wie co ze sobą zrobić. Jego życie to pusta egzystencja. Taka postawa zestawiona z autentyczną historią Chrisa McCandlessa szokuje, poraża i onieśmiela. Chris - amerykański dwudziestolatek żyjący w drugiej połowie zeszłego stulecia jest totalnym przeciwieństwem fikcyjnego bohatera Organka. Wręcz ma się wrażenie, że zaszła jakaś pomyłka bo Borys ma tak nudne życie, że wydaje się, że żyje gdzieś obok a Chris - sprawia wrażenie przeidealizowanej postaci z kart powieści bo to nie może być prawda, że on naprawdę żył. Jednak to życie napisało tę historię, możemy jej nie rozumieć, możemy jej nie akceptować, ale wydarzyła się rzeczywiście i stała się dla niektórych wyznacznikiem i wzorem.

Chris McCandless na początku lat 90-tych XX wieku, krótko po ukończeniu studiów, rozdał swoje pieniądze, resztkę gotówki spalił i wyruszył na niezwykłą podróż ku wolności. Przyjął imię Alexandra Supertrampa i wędrował po Stanach Zjednoczonych, zmierzając ku jedynemu celu jaki obrał - Alasce. Tam chciał doświadczyć prawdziwej wolności, oddzielony to wszystkiego co cechuje współczesność - bez pieniędzy, telefonów, ludzi. Tylko on i pierwotna natura, ograniczenie się do tych najprostszych elementów, które był w stanie zdobyć własnymi rękami. Dotarł na Alaskę, zakosztował swojego wymarzonego prawdziwego życia ale cena marzeń była wysoka bo zmarł z głodu tak gdzie zawsze chciał dotrzeć.

Ceniony dziennikarz Jon Krakauer idzie śladami Chrisa i próbuje jak najlepiej je udokumentować, szukając motywacji oraz wcześniejszych wzorców, które wyjaśniłyby działanie chłopaka. Bo jak to jest, że wybitny student, zdolny i kreatywny młody człowiek, przed którym rozpościera się przyszłości porzuca wszystko i wybiera życie włóczęgi. Czy to szaleństwo? A może pasja, dzika potrzeba wolności, przygody, doświadczenia czegoś więcej, wykroczenia poza zwyczajny, szary, pełen konsumpcji świat? Krakauer dokonuje wręcz tytanicznej pracy próbując prześwietlić i odtworzyć najważniejsze chwile z życia Chrisa. Podąża jego śladami, zbiera głosy osób, które się z nim spotkały. I widzi dwa obozy: tych którzy widzieli w nim szaleńca, zupełnie nieprzygotowanego do wyprawy, której się podjął oraz tych, których zainspirował i na których w pośredni sposób wpłynął i zachęcił ich do zmian. Bo on kipiał energią, pasją, przekonaniem co tego co zamierza, miał cel i nie wahał się go realizować. Żadna cena nie była dla niego zbyt wysoka.

Wiele można powiedzieć o samym reportażu Krakauera: że za krótki, zbyt rzeczowy, że chaotyczny ale jednak cały czas w nim na pierwszym miejscu jest Chris. Cały czas widać tę postać i chociaż trudno zrozumieć i zaakceptować jego motywacje, to on tam jest. Zupełnie niepasujący do rzeczywistości, niedzisiejszy, wręcz nieprawdziwy ale przez to bardziej inspirujący dla niektórych. Stał się współczesnym symbolem poszukiwacza wolności, odwrócenia się od zdobyczy cywilizacji, odrzucający całą współczesną kulturę. Kimś, kto idzie pod prąd by realizować swoje własne pragnienia i dąży za wszelką cenę do spełnienia marzeń, nawet jeśli ma to przypłacić to życie.

Próbuję to zrozumieć ale nie umiem. Jest to dla mnie zupełnie przeciwny biegun światopoglądowy. Może nie ma we mnie już tej duszy odkrywcy, może jestem za rozsądna? Gdzieś po cichu podziwiam Chrisa ale nie umiem go zrozumieć.