poniedziałek, 24 czerwca 2019

,,Teoria opanowywania trwogi" Tomasz Organek

 
Absurd czasem najlepiej się sprawdza. Dzięki niemu rzeczywistość się wyostrza, pewne cechy stają lepiej widoczne a inne nabierają zupełnie nowego znaczenia. Cała otaczająca rzeczywistość nagle ulega zupełnemu przewartościowaniu, można na nią popatrzeć z oddalenia i próbować znaleźć w niej nowe rozwiązania.

Tomasza Organka znam i cenię jako muzyka. Dlatego podeszłam do jego debiutu powieściowego z dużym dystansem i niepewnością. Zdaję sobie sprawę, że nie jest łatwo przejść od krótkiej formy do czegoś znacznie większego, czym niewątpliwie jest pełnowymiarowa powieść i udźwignąć ten ciężar, próbując od początku do końca zachować jej formę i nadać jej odpowiedni wydźwięk.

Trzydziestodziewięcioletni Borys z dnia na dzień traci pracę i spotyka swoją dawno niewidzianą miłość, Anetę. Kobieta prosi go o nieoczekiwana przysługę - chce by pojechał z nią na pogrzeb ojca, z którym od wielu lat nie utrzymywała kontaktu. Bohaterowie ruszają w drogę z Warszawy na wyspę Wolin. Nie będzie to jednak łatwa trasa. Muszą zmierzyć się ze swoją przeszłością, własnymi uczuciami i emocjami, spróbować ogarnąć to co długo odkładali na bok. Poważny wydźwięk okraszony jest absurdalnymi przygodami z lokalnymi, małomiasteczkowymi gangsterami.

Narratorem jest sam Borys. To specyficzny typ, a jego przemyślenia i refleksje zajmują wiele miejsca. Dorosły ale nie dojrzały. Człowiek, który ma pełną świadomość, że coś w jego życiu nie wyszło. Podczas gdy wszyscy na około ruszyli do przodu, dorośli, zrobili kariery, założyli rodziny, on tkwi na obrzeżach życia, trzymając się jakichś namiastek. Przez to staje się symbolem pokolenia ludzi, którzy tak jak on stanęli, pozwalając by życie płynęło obok nich. Tragizm ich losów polega na tym, że mają pełną świadomość tego co przegapili ale nie umieją już sami wykonać żadnego ruchu aby to zmienić. Pod wpływem strachu, adrenaliny próbują kompulsywnie działać ale gdy tylko zagrożenie mija wracają do punktu zero, ponownie pogrążając się w marazmie jakim jest cała ich egzystencja.

Powieść Organka jest nie tyle powieścią drogi co strumieniem refleksji, celnych przemyśleń i obserwacji. Gada i opowiada by śmiechem zagłuszyć dramat, czasem irytuje a czasem intryguje, zmusza do zatrzymania, pomyślenia a w pewnej chwili po prostu wkurza. Jest to powieść zmienna i taka, która z pewnością nie do wszystkich przemówi. Mówi jednak w prostych słowach o zagubieniu, wyobcowaniu, poplątaniu się w życiu, o nieumiejętności porozumienia się z najbliższymi. Po prostu o życiu i ludziach. Nie daje żadnych rad i dobrze ale próbuje chociaż opanować trwogę.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 90,8 cm - 2,8 cm = 88,0 cm.

piątek, 14 czerwca 2019

,,Anatomia konfliktu" Tadeusz Pabjan


Praca Tadeusza Pabjana ,,Anatomia konfliktu" to próba naukowego podejścia do jednego z najbardziej fundamentalnych ludzkich konfliktów: rozdźwięku pomiędzy wiarą religijną (w tym przypadku autor głównie koncentruje się na wierze chrześcijańskiej, czy szerzej judeochrześcijańskiej) a ateizmem, pojmowanym jako przeświadczenie, że świat naturalny jest tak dobrze poznany, że nie ma już tam miejsca na Boga. Bóg - jako wyjaśnienie wszystkiego co niewytłumaczalne nie pasuje do racjonalnej, naukowo uporządkowanej rzeczywistości. Wiara w Boga traktowana jest jako przestarzały zabobon, relikt z czasów gdy nie dokonał się aż tak znaczący postęp w nauce.

Tadeusz Pabjan próbuje zebrać kolejne wszystkie najważniejsze aspekty tego pozornego konfliktu i wskazać zarówno miejsca spójne jak i sprzeczności a poprzez to wykazać, że tak konflikt jest tylko pozorny a obie postawy mają rację bytu a nawet są w stanie wzajemnie się uzupełniać.

Autor wychodzi od najbardziej ogólnych zagadnień jak same pojęcia ateizmu naukowego i rozróżnienie religii od teologii, by przejść przez najbardziej newralgiczne stanowiska jak powstanie świata, istotę człowieczeństwa i humanizacji czy teorię ewolucji, następnie koncentrując się na ingerencji i egzystowaniu Boga w świecie. Posiłkując się największymi teologicznymi autorytetami chrześcijańskimi w prosty i przystępny ale nie pozbawiony naukowej powagi wyjaśnia kolejne zagadnienia, starając się pokazać, jak ważne jest miejsce Boga w otaczającej nas rzeczywistości.

,,Anatomia konfliktu" to ważny głos, pozwalający uporządkować sobie wiedzę oraz dający racjonalne uzasadnienie wiary czy odwoływania się nadal do Istoty Boga. Pokazuje, że nauka i religia mogą istnieć i wzajemnie prężnie działać, wzajemnie się uzupełniając.

wtorek, 11 czerwca 2019

,,Dziewczęta wygnane" Maria Paszyńska


Letnie wieczory, pełne beztroski, młodzieńczych marzeń, pierwszych miłości i pierwszych zazdrości. Świat, który wydaje się trwać w swoim spokoju i niespiesznej codzienności. Świat, na który patrzy się jak na sen. Jak łatwo go zniszczyć, jak łatwo brutalnie wyrwać z niego człowieka? II wojna światowa nie pytała o pozwolenie gdy na zawsze wywróciła do góry nogami spokojne życie rodziny Łukowskich: ojciec został powołany do wojska, a rodzina, która miała być bezpieczna w wiejskim dworku została wysłana bydlęcym transportem na Syberię. Zaczął się koszmar przy którym letnie wieczory wydawały się odległym majakiem.

,,Owoc Granatu: Dziewczęta wygnane" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marii Paszyńskiej. Spotkanie zachwycające i zachęcające do dalszego kontynuowania poznawania tułaczych losów bliźniaczek Elżbiety i Stefanii. Dziewczęta fizycznie bardzo podobne, psychicznie i mentalnie dzieli przepaść by następnie jeszcze bardziej rozdzieliły je wojenne doświadczenia. Elżbieta w najbardziej brutalny i bezwzględny sposób doświadcza całego zła jakim jest zsyłka na Sybir. Robi wszystko by w imię przysięgi złożonej ojcu, ochronić siostry. To na niej kumuluje się całe cierpienie i pełna świadomość okrucieństwa świata w jakim przyszło im się znaleźć. Stefania natomiast żyje pod płaszczykiem siostrzanej troski, zupełnie nie zdając sobie sprawy z ceny jaką przyszło płacić Elżbiecie. Uparcie pielęgnuje w sobie nieistotne i naiwne krzywdy, to siebie uważając za ofiarę. Kontrast między bohaterkami jest ogromny ale dzięki temu widać szerszą perspektywę oraz można dostrzec jak różne doświadczenia wynieśli ludzie skazani na piekło na ziemi przez Stalina.

,,Dziewczęta wygnane" to pasjonujące i porywające otwarcie sagi, która przybliża mało znane losy wojenne Polaków, szczególnie tych pochodzących z Kresów Wschodnich. Trudna droga, która zaczyna się w okolicach Borysławie by ciągnąć się przez Syberię i dotrzeć do Persji to wręcz samonapędzający się temat, z którego autorka wyciągnęła jak najwięcej i zbudowała przede wszystkim opowieść o ludziach i człowieczeństwie. Skumulowała taką ilość uczuć i emocji, że współcześnie wręcz nieprawdopodobnym wydaje się by można było to udźwignąć. A tutaj tylko dodaje to autentyczności i sprawia, że wszystko staje się bardziej rzeczywiste. Dzięki czemu powieść staje się jedną z tych, od których ciężko się oderwać.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 93,2 cm - 2,4 cm = 90,8 cm.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

,,Bogaty ojciec, biedny ojciec" Robert T. Kiyosaki, Sharon L. Lechter


Tytuł oryginału:  Rich Dad, Poor Dad

Przeczytałam i wiem jedno: milionerem raczej nie zostanę. Brakuje mi przede wszystkim odwagi by kierować się wskazówkami jakie zaproponował Robert Kiyosaki. A i to co on proponuje w wielu kwestiach nie przekonuje mnie. Mimo to jest to książka po którą warto sięgnąć i z którą warto się zapoznać.

,,Bogaty ojciec, biedny ojciec" to książka zawierająca zbiór wskazówek, porad, doświadczeń jakie w trakcie swojego życia zebrał znany amerykański inwestor Robert Kiyosaki. Wszystko to ubrane jest w kontrowersyjne, wręcz szokujące słowa, mające tak naprawdę jeden cel - zmienić nasze podejście do pieniądza i pracy. I nie wierzę, że inwestowanie, wyszukiwanie okazji jest tak proste jest autor to przedstawia, i nie wierzę że każdy może się radykalnie wzbogacić nawet gdy zdobędzie odpowiednią ,,inteligencję finansową". Ale w tej książce doceniam odmienny od tradycyjnego sposób patrzenia na pieniądze, zwrócenie uwagi na coś, co szczególnie obecnie gdy z każdej strony atakowani jesteśmy reklamami kredytów pozwalającym zapewnić sobie ,,przyjemne" życie, jest spychane na dalszy plan - najpierw trzeba MIEĆ pieniądze albo inwestycje. Trzeba dążyć do tego by uwolnić się od nadmiernych zobowiązań lub inteligentnie przerzucić je na kogoś innego. Trzeba myśleć o tym co ,,wkłada pieniądze nam do kieszeni" i ,,o tym co je stamtąd wyciąga" i umieć obie te sytuacje rozróżniać. Nie trzeba od razu stać się milionerem aby osiągnąć pewien spokój finansowy, pod warunkiem, że zachowuje się rozsądek.

Książka Kiyosakiego powstała w 1997 roku, ja czytałam wydanie z 2002 roku (nie wiem czy te nowsze różnią się treścią, i czy są bardziej aktualne) i z ogromnym zainteresowaniem czytałam jak Kiyosaki widzi świat i przewiduje, w którym kierunku pójdzie nasza działalność. Tak jak uważał, już widać odchodzenie od klasycznego modelu wykształcenia, bo to co kiedyś nazywane było solidnym zawodem (lekarz, nauczyciel, urzędnik państwowy) nie przynosi dochodu, który zapewniłby możliwość życia na godziwym poziomie. Sami ludzie zostali zmuszeni do szukania szans, tak jak radzi Kiyosaki.

W książce, tak jak zawsze jest to ze wszystkimi poradnikami, znaleźć można kilka celnych i wartych uwagi rad, trochę bzdur i całe mnóstwo lania wody po to by wychodzić na bardziej inteligentnego. Ale chyba najważniejszą uwagą jest to, że cały czas trzeba pogłębiać swoją wiedzę, niekoniecznie tą stricte akademicką ale trzeba obserwować rzeczywistość i próbować ją wykorzystywać dla swoich celów. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 94,4 cm - 1,2 cm = 93,2 cm.

sobota, 8 czerwca 2019

,,Stambuł, Stambuł" Burhan Sönmez

 Tytuł oryginału: Istanbul, Istanbul

Stambuł, Stambuł - miasto niejednoznaczne, niczym starożytny bożek pokazujące swoje odmienne oblicze. Jest i śmiechem, krotochwilą, banałem ale i jest łzami, cierpieniem, krwią. Oblicza pojawiają się naprzemiennie, zmieniają się w mgnieniu oka, zacierają się między nimi granice. Co jest prawdą a co złudzeniem?

W więzieniu w Stambule siedzi kilku bohaterów, wspólnie czekają na kolejne przesłuchania, które stają się coraz brutalniejsze i bardziej bezwzględne. Aby zapełnić czas w celi opowiadają sobie historie: zabawne anegdoty, przypowieści, zagadki. Niczym w ,,Dekameronie" przez dziesięć dni próbują zagłuszyć strach i przerażenie śmiechem, zabić czas historiami, które poruszają umysł, przypowieściami, których sens sięga znacznie głębiej. Jednak rezultat tego jest odmienny. Zamiast zatuszować brutalność świata obok nich, poprzez głęboki rozdźwięk widać jak straszna jest rzeczywistość, która ich otacza. Widać jak złudne są marzenia, jak silna miłość, że nawet najpiękniejsze wyobrażenia nie wygrają z okrutną siłą.

,,Stambuł, Stambuł" to jedna z tych książek, której siła i wymowa tkwią w jej uniwersalizmie. Stambuł - podzielony na dwa kontrastowe obrazy staje się metaforą całego świata, w którym śmiech i radość próbują zatuszować to co złe i straszne. To pomaga na chwilę ale zawsze nadchodzi moment, kiedy trzeba stanąć twarzą w twarz z zagrożeniem. Również opowieści, które snują bohaterowie dużo mówią - są śmieszne, lekkie ale tylko pozornie, bo one też coś tuszują. Są maską, którą pokazujemy innym wtedy gdy nie chcemy pokazać prawdziwego oblicza.

,,Stambuł, Stambuł" to opowieść, którą można odebrać na wielu płaszczyznach i w której każdy znajdzie coś co go poruszy, zaciekawi, wzruszy ale i zaszokuje. To opowieść o sile wyobraźni w świecie, który próbuje odrzeć ze wszystkiego. Polecam!

piątek, 31 maja 2019

,,Kwiaty nad piekłem" Ilaria Tuti

 Tytuł oryginału: Fiori sopra l’inferno

Małe, zamknięte społeczności mają w sobie coś, co sprawia, że każda zbrodnia jest tam bardziej wymowna. Każda sprawa jest tam trudniejsza, bo trzeba mierzyć się ze zmową milczenia oraz murem nieufności w stosunku do obcych. Gdy wydaje się, że w tym temacie powiedziano już wszystko. Gdy ma się wrażenie, że nic już nie zdziwi, przerazi, zaskoczy, pojawia się ona - Teresa Battaglia, policyjna profilerka, która walczy nie tylko z czasem, upartymi ludźmi ale i samą sobą.

U podnóża włoskich Alp, w małej miejscowości odnaleziono zwłoki mężczyzny. Został nietypowo ułożony oraz wyłupiono mu oczy. Komisarz Battaglia i inspektor Marini rozpoczynają śledztwo. Nic nie jest takie jak powinno być. Sprawca wydaje się co rusz zmieniać sposób postępowania a dodatkowo porusza się jak duch po lasach otaczających wioskę. Śledczy chwytają się każdego choćby najbardziej znikomego śladu, z nadzieją, że ten doprowadzi ich do rozwiązania. Nie zdają sobie sprawy, że prawda jest bardzo skomplikowana i nie tak jednoznaczna jak można by oczekiwać.

Ilaria Tutti posłużyła się utartym schematem, w którym parę głównych śledczych tworzą doświadczona, trochę zgorzkniała pani komisarz oraz arogancki, zarozumiały młokos. Już w tym momencie wiemy, że możemy się spodziewać utarczek słownych oraz wszelkich możliwych zgrzytów w sposobie postrzegania przez nich śledztwa. I tak po części jest ale autorka jednak idzie w kierunku, że dwa zupełnie inne spojrzenia są lepsze, budują napięcie ale i dostrzegają więcej szczegółów. A szczegóły są tu bardzo ważne. Nie jest to typowa sprawa, z jasnym podziałem na dobrych i złych, morderców i ofiary. Autorka w pewnym momencie wywraca schematy do góry nogami i już nie wiadomo komu bardziej się współczuje: tym co zginęli, czy tym co przeżyli. Coraz straszliwsza prawda, skrywana przez wiele lat wychodzi na jaw i zakłóca pozorny spokój Traveni.

Ta książka zaskoczyła mnie na kilku poziomach. Z pewnością duża zasługa jest tutaj klimatu - mrocznego, ciężkiego, niosącego z sobą niepokój i poczucie zagrożenia. Czuć, że coś czai się w mroku ale nie można zrozumieć intencji i zamiarów. Dużą zaletą jest też nietypowe poprowadzenie fabuły - wychodzące od schematów by potem je złamać, wywrócić i na nowo, w zupełnie innych sposób zbudować postrzeganie świata i bohaterów. Ale ważne są też postacie, szczególnie sama Teresa - kobieta po przejściach, która za maską szorstkości chowa ból, empatię oraz własne słabości. To wszystko jest dla mniej pomocą jak i przeszkodą w pracy śledczego.

,,Kwiaty nad piekłem" to dopiero początek wędrówki z Teresą Battaglią. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz uda mi się obserwować ją przy pracy, patrzeć jak stawia wyzwanie nawet najbardziej skomplikowanemu śledztwu. Mam nadzieję, że jeszcze zanurzę się w ten klimat i jeszcze poczuję ten niepokój, który jest cały czas stopniowany. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga!


p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 96,6 cm - 2,2 cm = 94,4 cm.
 
 

poniedziałek, 27 maja 2019

,,Przedsmak zła" Alex Kava

 Tytuł oryginału: Before Evil

Alex Kava i jej najbardziej znana bohaterka Maggie O'Dell to postacie, z którymi już niejednokrotnie się spotykałam. Od ostatniego mojego spotkania minęło już trochę czasu, więc z tym bardziej z ciekawością zasiadłam do lektury aby sprawdzić co się zmieniło, albo raczej jak to wszystko się zaczęło bo ,,Przedsmak zła" to prequel całej serii.

Maggie O'Dell jest początkującą agentką FBI. Dotychczas jej praca sprowadza się głównie do siedzenia za biurkiem i z daleka próbowania rozgryźć jak działają zbrodnicze umysły. Nie można jednak spędzić całej kariery za bezpieczną barierą biurka i w końcu następuje ten moment kiedy trzeba wyjść w teren. Pierwsza sprawa przy której pracuje agentka to brutalne podwójne morderstwo, gdzie na miejscu zbrodni zabójca zostawił specjalny ,,podarunek" - pojemnik z ciastem wraz z ludzką wątrobą. Szybko okazuje się, że nie jest to jedyne ,,dzieło" mordercy nazwanego Kolekcjonerem. Maggie zostaje przez niego wytypowana na kolejny cel. Zaczyna się wyścig z czasem i wojna nerwów, w której zmierzą się ze sobą dwa błyskotliwe umysły.

Alex Kava to autorka, po której nie spodziewam się wielkich emocji, błyskotliwych przemyśleń czy wzniosłych idei. To typowe guilty pleasure, które powinno trochę zaskoczyć, trochę zaniepokoić, powinno być trochę emocji i trochę zagadki. No i właśnie wszystkiego jest tylko trochę. Zabójcę poprawnie wytypowałam w połowie powieści, zakończenie mnie tylko trochę zaskoczyło. Było przyzwoicie, w sam raz na długą podróż autobusem.

czwartek, 23 maja 2019

,,Woziłam arabskie księżniczki" Jayne Amelia Larson

 Tytuł oryginału: Driving the Saudis. (A Chauffer's Tale of the World's Richest Princesses (and their servants, nannies and one royal hairdresser)

Przyznaję, że mam spory problem z tą książką bo do końca nie rozumiem celu (poza stricte komercyjnym) po co w ogóle ta książka została napisana i wydana.

Autorka, aspirująca producentka, aktorka, scenarzystka, w momencie kryzysu finansowego podejmuje się pracy szofera. Jednym z zadań jakie zostają jej przydzielone jest siedmiotygodniowe towarzyszenie saudyjskiej rodzinie królewskiej. Larson jest jednym z wielu szoferów, który wozi członków tej rodziny ale raczej tych o mniejszym znaczeniu, częściej służące lub fryzjera. Ma możliwość podejrzeć zachowania saudyjskich elit ale w bardzo ograniczony sposób. Jej praca to tak naprawdę harówka dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Spełnia najdziwniejsze zachcianki i obserwuje.

No i gdyby tylko obserwowała i zapisywała to może jeszcze byłoby to sensowne ale Larson wpycha się na pierwszoplanową postać całej tej historii. To ona jest przebojowa, pomysłowa, zaradna a to, że ma dołek życiowy to przecież nic nie znaczy bo przecież jakiś producent zaciekawiony chodliwym tematem jakim są obrzydliwie bogaci Saudyjczycy przeczyta książkę i z miejsca ją zatrudni. Bo wszystko co przekazuje Larson jest strasznie powierzchowne, naiwne i skupione tylko na tym by autorka lepiej wypadła. Zaledwie kilka rozdziałów na dwadzieścia cztery można odebrać jako pokazywanie saudyjskiej rodziny królewskiej od innej, nowej strony. Większość to całe mnóstwo truizmów przedstawione w ładnej, krzykliwej i przystępnej dla większości formie.

niedziela, 19 maja 2019

,,Żeby umarło przede mną" Jacek Hołub


Długo myślałam nad tym co mogę tutaj napisać. Czy pięć historii to dużo czy mało? Czy pięć życiowych dramatów głośno krzyczy, czy przechodzi bez echa? Czy pięć rodzin, które sobie jakoś radzą - lepiej lub gorzej - może stanowić reprezentację dla całego problemu jakim jest w Polsce niepełnosprawność dziecięca? Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na pytania, które kłębią mi się w głowie. Ale zdaję sobie sprawę, że reportaż taki jak ten to jednocześnie za dużo na raz ale i za mało by przedstawić kompletny, wieloaspektowy obraz. To zaledwie wstęp, prolog pozwalający zobaczyć i zrozumieć świat, który jest obok nas, bardzo często schowany za drzwiami mieszkań i domów.

Jacek Hołub dotarł do pięciu kobiet, które zdecydowały się szczerze, bez ozdobników i słodzenia ale i bez tworzenia niepotrzebnego dramatu opowiedzieć jak to jest żyć z niepełnosprawnym dzieckiem. Dzieckiem, które nigdy nie dorośnie, nie będzie samodzielne nawet na najprostszym fizjologicznym poziomie, dzieckiem, które absorbuje całą uwagę, siłę, środki finansowe. Jak to jest żyć z dzieckiem, które jest inne, wykluczone ze społeczeństwa. Są to opowieści do bólu szczere, mówiące o najintymniejszych myślach, przywołujące to wszystko co się kłębi w głowie a co normalnie nie znajduje zrozumienia u innych. To opowieści o codziennym trudzie, mozole, walce o wszystko ze wszystkimi, dobijaniu się do lekarzy, rehabilitantów. Nieustanna walka o minimum potrzebnej uwagi, która mogłaby przełożyć się na godne życie dla ich dzieci. Ale to także opowieść o miłości, którą wręcz trudno pojąć. Teraz gdy mówi się tak wiele o dostępie do aborcji, słowa kogoś mówiącego, że gdyby miał wybór i jeszcze raz urodził niepełnosprawne dziecko brzmią wręcz jak akt heroizmu.

Myślę, że ten reportaż to jeden z tych, które TRZEBA przeczytać. Tak, można mu wiele zarzucić: że opowieści nie są zbyt reprezentatywne, że zbytnie uproszczenie, że to, że tamto. Tak, wszystko racja. Ale od czegoś trzeba zacząć oswajanie się z tematem i próbowanie zmiany. A warto choćby od takiego właśnie reportażu.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 98,1 cm - 1,5 cm = 96,6 cm.

sobota, 18 maja 2019

,,Koh-I-Noor. Historia najsłynniejszego diamentu świata" William Dalrymple, Anita Anand

 Tytuł oryginału: Koh-i-Noor: The History of the World's Most Infamous Diamond

Wydaje się, że kamienie to nudny temat. Bo co można o nich powiedzieć? Podać kształt, rozmiar, skład chemiczny? Nuda! Istnieje jednak taki rodzaj kamieni, który rozpala wyobraźnię, burzy krew w żyłach oraz wyzwala w ludziach najbardziej pierwotne instynkty. To kamienie szlachetne, a szczególnie diamenty. A gdy dodatkowo łączy się z nimi pasjonująca historia oraz owiane są tajemnicą oraz klątwą wtedy jak nic, mamy gotowy materiał na pasjonującą opowieść.

Taka właśnie jest książka autorstwa duetu W.Dalrymple i A. Anand o najsłynniejszym diamencie świata Koh-I-Noor. Śledzą oni historię kamienia od najdawniejszych, wręcz legendarnych czasów do współczesności. Ich książka staje się relacją z podbojów, grabieży, zwycięstw i porażek jakich świadkiem był ten właśnie kamień. Od czasów Mogołów po Elżbietę II, dla każdego Koh-I-Noor był ważnym symbolem, symbolem władzy, panowania, uosobieniem pewnego nietypowego piękna. Wielki ponad stukaratowy kamień to odwieczne pragnienie wielu, przechodzące z rąk do rąk w wyniku spisków, knowań, zdrad czy wyłudzeń. Finalnie trafiło w ręce królów angielskich, ale do dziś sposób przejęcia kamienia budzi wątpliwości. Czy rzeczywiście był bezinteresownym prezentem a nie bezczelną kradzieżą, dokonaną pod przykrywką kolonializmu?

Na pewno historia tego właśnie kamienia wyróżnia go na tle wielu innych, większych i o lepszym szlifie. Bo jego historia idealnie wpisuje się w historię Indii, kolonializmu brytyjskiego. To opowieść o najbardziej pierwotnych ludzkich instynktach, którymi kieruje zawiść, pragnienie władzy i bogactwa, brutalność. Dodatkowo wyjątkowość Koh-I-Noor podsyca plotka o związanej z nim klątwie, sprowadzającej nieszczęście na tych co go noszą.

Warto sięgnąć po tę powieść i zapoznać się z nietypową ale wciągającą opowieścią, gdzie chociaż diament zajmuje najważniejsze miejsce miejsce to tak naprawdę prym wiodą ludzie. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 100,1 cm - 2,3 cm = 98,1 cm.

,,Kluczowy świadek" Jørn Lier Horst


Tytuł oryginału: Nøkkelvitnet

W małym mieście, w jednym z domów zostają odkryte zwłoki starszego mężczyzny. Człowiek ten został brutalnie zabity. Sprawa wydaje się o tyle dziwna, że mężczyzna ten był samotnikiem, odludkiem, którego jedynymi zainteresowaniami było tango i obserwacja ptaków. Skierowany do rozwiązania sprawy William Wisting krok za krokiem odkrywa zupełnie nowe oblicze mężczyzny a przez to powoli zbliża się do rozwiązania całej zagadki.

,,Kluczowy świadek" może nie jest spektakularnym kryminałem ale zaciekawia i trzyma w niepewności do samego końca. Sam autor w przedmowie do polskiego wydania, że jego pierwsza książka o Williamie Wistingu ma raczej prostą fabułę ale przynajmniej dla mnie nie stanowi to wady. Autor prowadzi ciąg zdarzeń w sposób logiczny i bardzo prawdopodobny  i chociaż nie sili się na szokujące zwroty akcji, cały czas gubimy się w podejrzeniach co dokładnie się wydarzyło w noc świętojańską. Dopiero powolne odsłania kolejnych kart pokazuje cały, dosyć zaskakujący obraz.

Powieść Horsta ma jeszcze tę zaletę, że głównym bohaterem nie jest zmęczony życiem, zgorzkniały policjant ale całkiem zwyczajny czterdziestokilkuletni komisarz, którego sprawy nadal ciekawią, który chce odnaleźć sprawców. Ne sili się na moralizowanie, po prostu wykonuje dokładnie i uczciwie swoją pracę.

A tak zupełnie na marginesie dodam, że ostatnio czytałam książkę o Norwegii i Norwegach i ciekawym doświadczeniem było odnaleźć to co autorka podaje jako typowe norweskie zachowanie na kartach powieści. 

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 103,1 cm - 2,8 cm = 100,3 cm.

piątek, 10 maja 2019

,,Zimowy wiatr na twojej twarzy" Carla Montero

 Tytuł oryginału: El invierno en tu rostro

O Carli Montero wiem jedno: umie opowiadać historie, w których historia odgrywa ważną rolę ale nie przesłania człowieka i jego losów. Zauroczyła mnie ,,Wiedeńską grą", zaczarowała ,,Złotą skórą", mierzyłam się ze ,,Szmaragdową tablicą" ale dopiero ,,Zimowy wiatr..." porwał mnie tak, że nie umiałam się oderwać.

Czwarta powieść autorki czerpie pełnymi garściami z jej prywatnej rodzinnej historii. Na kanwie wspomnień przodków buduje opowieść o dwojgu młodych ludzi: Lenie i Guillenie, których rozdzielił przypadek a potem podzieliły poglądy i dwie wojny - wojna domowa w Hiszpanii i II wojna światowa. Autorka opowiada o uczuciach, pasjach, przekonaniach na tle wielkich wydarzeń historycznych. Buduje bardzo wiarygodną i przekonującą opowieść, o tym że dobrzy ludzie byli po obu stronach barykady a wtedy, w tamtym momencie zdarzeń, nie zawsze od razu dało się rozróżnić, która strona jest tą właściwą. Montero tak jak i prawdziwa historia, rzuca bohaterów po całej Europie pokazując różne oblicza wojny, pozwalając odczuć to jej łagodniejsze oblicze, jak i to bardzo brutalne i okrutne.

,,Zimowy wiatr..." to opowieść, na którą od dawna czekałam. Taką, która mnie prawdziwie wzruszy, pokaże coś zwyczajnego ale w nowy sposób, da odczuć prawdziwe zdarzenia i prawdziwe emocje. Czekałam na opowieść, w której to ludzie i ich uczucia będą odgrywać główną rolę ale nie będzie banalna czy przewidywalna. Czekałam na opowieść, która zaprezentuje całą paletę wrażeń ale nie będzie przesłodzona czy zbyt idealna. Montero wszystko idealnie wyważyła i powstała powieść, którą ciężko będze zapomnieć.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 107,5 cm - 4,4 cm = 103,1 cm.

niedziela, 5 maja 2019

,,Mam chusteczkę haftowaną" Hanna Greń


,,Mam chusteczkę haftowaną" to moje pierwsze spotkanie z opowieściami kryminalnymi Hanny Greń. Spotkanie raczej przyjemne, chociaż nie obyło się bez zawirowań.

Prowincjonalne miasto, ze zwykłymi trochę przepracowanymi policjantami, na które spada nieoczekiwane i pozornie bez szans na rozwiązanie, zabójstwo. Przydzielony do niego aspirant Konstanty Nakański próbuje szukać jakiegoś tropu, który pozwoliłby mu choć trochę zbliżyć się do poznania prawdy. Jedynym tropem jest przesłana haftowana chusteczka z monogramem AB. Równocześnie młoda kobieta Eliza Rogowska w tragicznym wypadku traci oboje rodziców. Dziewczyna staje twarzą w twarz z sekretami, które ukrywano przed nią przez lata. Powoli musi poukładać sobie życie i okryć to co przed nią ukrywano. Losy Elizy i Kostka splatają się w pewnym momencie i to okazuje się, że mają ze sobą kilka punktów stycznych przez co nawzajem mogą sobie pomóc w odkrywaniu tajemnic.

Powieść Hanny Greń nie nazwałabym kryminałem, już bardziej opowieścią kryminalną, w której zagadka przeplata się z opowieścią obyczajową o odkrywaniu samego siebie i pokonywaniu przeszkód. Autorka dodała także delikatny wątek romansowy, który łagodzi wydźwięk całości i sprawia, że całość nie jest aż tak straszna i brutalna. A jaki jest właściwie ten główny wątek kryminalny? W moim odczuciu trochę nierówny. Początkowo zainteresował i wzbudzić ciekawość. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się więcej, jakie były motywy, co się wydarzyło, dlaczego? Autorka jednak skupiając się na realizmie pracy policjanta pozwoliła aby wszystkie emocje zostały stłumione przez szarą rzeczywistość i problem ze znalezieniem świadków i tropów. Był to moment, który ciężko było mi przetrwać ale cieszę się, że dałam radę bo chwilę później zaserwowana została niezła wolta, dzięki której wiele rzeczy zaczęło się rozjaśniać, akcja nabrała tempa i wszystkie elementy układanki zaczęły wskakiwać na swoje miejsce.

Ta powieść to z pewnością było ciekawe spotkanie i jestem przekonana, że jeszcze nie raz wrócę do rzeczywistości bielski policjantów by obserwować ich przy pracy oraz razem z nimi rozwiązywać kolejne zagadki kryminalne.

niedziela, 28 kwietnia 2019

,,Wrześniowe dziewczynki" Maureen Lee

 Tytuł oryginału: The September Girls

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam wszelkiego rodzaju sagi rodzinne osadzone na tle Wielkiej Historii i pokazujące splątane losy wielu osób.

Lata 20-te XX wieku. Z powodu przypadkowego zrządzenia losu młoda irlandzka rodzina przybywa do Liverpoolu. Tam nic nie jest takie jak się zapowiadało, wita ich bieda, chłód i strach, do tego dochodzi jeszcze termin porodu. Zupełnie nieoczekiwanie znajdują schronienie w bogatej rezydencji, gdzie także pani domu rodzi swoje dziecko. Tej samej nocy przychodzą na świat dwie dziewczynki - jedna w głównej sypialni, druga w pokoiku w suterenie. I od tego dnia losy dwóch rodzin nierozerwalnie się złączą. Wspólnie przyjdzie im stawić czoła jednemu z najtragiczniejszych okresów w historii świata II wojnie światowej.

 ,,Wrześniowe dziewczynki" to doskonały przykład opowieści, która czasem bawi, czasem wzrusza, ale przede wszystkim pokazuje jak skomplikowane i poplątane jest ludzkie życie a sami ludzie są tylko marionetkami w rękach losu i nawet najlepsze, najpiękniejsze plany i marzenia bardzo szybko mogą wywrócić się na drugą stronę, a bieg zdarzeń okrutnie i boleśnie kpi ze wszystkiego i wszystkich. Ból miesza się z radością, tragiczne zdarzenia prowadzą ku zupełnie nowej, czasem lepszej drodze, śmierć miesza się z narodzinami. Miłość przeplata się z nienawiścią i zazdrością. I najważniejsze: czas zmienia wszystko - pewne rzeczy wygładza, innym nadaje nowe znaczenie, coś niszy by można było zacząć coś nowego. Ta historia to porywająca opowieść, która zawiera w sobie tak wiele obliczy ludzkiego życia, opowiedzianych z prostotą i zwyczajnością, pozbawionych patosu a przez to bardziej wymownych. Polecam!

,,Kobieta w bieli" Wilkie Collins

 Tytuł oryginału: The Woman in White

,,Kobieta w bieli" przedstawiana jest jako jeden z pierwszych i jeden z piękniejszych kryminałów. Napisana ponad 150 lat temu opowieść Wilkie Collinsa łączy w sobie cechy kryminału i powieści wiktoriańskiej. Zawikłana intryga obraca się w środowisku szlachty ziemiańskiej. Oprócz typowej historii skupiającej się na zakazanym i niemożliwym do spełnienia uczuciu pomiędzy nauczycielem rysunku Walterem i piękną, eteryczną Laurą, pojawia się jeszcze zagadka kryminalna oraz straszliwa tajemnica z przeszłości.

Początkowo trudno było mi przyzwyczaić się przede wszystkim do stylu i języka w jakim napisana jest powieść. Wydawnictwo MG sięgnęło w swoim wydaniu po tłumaczenie powieści dokonane w XX-leciu Międzywojennym przez wybitną polską tłumaczkę Eugenię Żmijewską i pomimo, że jest przekład jest piękny, czuć wyraźne różnice językowe. Ale gdy już przyzwyczaiłam się do tekstu, czytało się powieść rewelacyjnie. Sam wątek obyczajowy jest przewidywalny ale wszystkie dodatkowe wątki dodają mu walorów i rozbudzają zainteresowanie czytelnika. I chociaż główna bohaterka, jak na prawdziwą wiktoriańską damę przystało jest mdłą i bezbarwna, zdana na działania innych, to cała galeria postaci drugoplanowych z nawiązką rekompensuje to co brakuje Laurze. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika z pewnością ciekawszą postacią jest Marianna i to ona powinna zajmować czołowe miejsce. W zestawieniu tych dwóch kobiecych postaci dokładnie widać jak bardzo zmieniło się postrzeganie roli kobiety na przestrzeni ostatnich 150 lat, jak zmieniły się wartości i co bardziej cenimy.

Intryga kryminalna jest ciekawa i odpowiednio skomplikowana choć nie tak misterna jak mogły nas przyzwyczaić współczesne kryminały. W dużym stopniu bazuje na zwyczajach, postawach, poglądach ludzi z epoki wiktoriańskiej. Wyraźnie zaznaczona jest linia dzieląca arystokrację od innych oraz to czyje słowo czy przekonanie na mocniejsze znaczenie. Dowody empiryczne są elementem drugorzędnym, bo większe znaczenie ma dowód słowny, szczególnie wypowiedziany przez kogoś wyższego stanem.

,,Kobieta w bieli" to powieść, po którą warto sięgnąć. Warto dać się porwać jej klimatowi, pozwolić się przenieść w czasie oraz odkryć świat, który był trochę prostszy, uporządkowany według jasnych zasad, które nie jest tak łatwo wywrócić do góry nogami, a jeśli nawet to się dzieje, wystarczy trochę upory by przywrócić wszystko na swoje miejsce. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,5 cm - 4,0 cm = 107,5 cm.

wtorek, 23 kwietnia 2019

,,Siostra burzy" Lucinda Riley

 Tytuł oryginału: The Storm Sister

,,Siostra burzy" to drugi z zapowiedzianych siedmiu cyklu ,,Siedem sióstr." Ponownie wracamy do tajemniczej posiadłości Atlantis na brzegu Jeziora Genewskiego. Akcja ponownie powraca do punktu wyjścia jakim jest śmierć Pa Salta. Teraz kolejna z jego córek musi zmierzyć się ze swoją przeszłością by znaleźć drogę ku przyszłości.

Ally, druga sióstr ma uporządkowane, zaplanowane życie. Utalentowana żeglarka, odnosząca sukcesy, która właśnie spotkała na swojej drodze miłość życia. Wydaje się jej, że ostatnią rzeczą jaką potrzebuje jest rozgrzebywanie przeszłości. Los jest jednak przewrotny i krótka chwila radykalnie zmienia jej spojrzenie na świat i wywraca do góry nogami to co było uporządkowane. Ally próbując na nowo się odnaleźć wyrusza za wskazówkami ojca do Norwegii i tam poznaje historię żyjącej pond sto lat wcześniej Anny oraz powoli odkrywa swoją własną przeszłość.

,,Siostra burzy" trochę mnie zaskoczyła. Spodziewałam się podobnego schematu jak w pierwszym tomie, czyli odkrywanie przeszłości połączone z wątkiem romansowym. I niby wszystko jest ale zupełnie inaczej poprowadzone, a przez to pokazujące zupełnie inne oblicze miłości oraz pokazujące przy okazji całą gamę innych emocji i uczuć. Nadal jest to baśniowa, wręcz magiczna opowieść, do której przekrada się ból, poczucie straty, żałoba a co za tym idzie także smutek i później próba pogodzenia się z rzeczywistością wraz z przebaczeniem. W opowieści Riley wszystko jest złagodzone, okraszone magią zwykłych zdarzeń, wręcz idealne, pełne wzruszeń, wszechobecnej miłości i nadziei ale to decyduje o uroku tej historii, którą bardziej odbiera się jak baśń a nie opowieść o szarym życiu.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 115,3 cm - 3,8 cm = 111,5 cm.

wtorek, 16 kwietnia 2019

,,Szczęśliwy jak łosoś" Anna Kurek



,,Szczęśliwy jak łosoś" to bardzo sympatyczny zbiorek impresji, obrazków, których bohaterami są Norwedzy. Autorka, Polka od kilku lat mieszkająca w Norwegii w ciekawy i wciągający sposób opowiada o tym co ją zachwyca, zadziwia oraz fascynuje w tym skandynawskim kraju.

Sama autorka przyznaje, że w pierwszym zamyśle miała to być książka łatwa, sympatyczna i przyjemna. Takie po troszę rozprawianie się ze stereotypami, trochę budowanie wizerunku takiego poczciwego, spokojnego Norwega, którego życia to natura i życie w imię zasad Jantego (czyli nie wyróżniaj się i bądź taki jak inni). Dodatkowo całość okrasić lekkim humorem i potraktować z przymrużeniem oka. I taka ogólnie jest wymowa książki, chociaż nie udało się w całym tekście utrzymać takiego nastawienia. Nie da się opowiadać o Norwegii, nawet będąc największym miłośnikiem tego kraju, bez poruszenia kilku ważnych tematów. Dlatego pojawia się kwestia norweskiej edukacji, alkoholu i snutu, jest i coś o ropie oraz nonszalanckim podejściu do ekologii. Nie zakłócają jednak te ,,mroczne" tematy ogólnej, bardzo optymistycznej wymowy książki.

Książkę Anny Kurek o Norwegii i Norwegach czyta się rewelacyjnie. Lekka, pozytywna, bardzo wyważona jeśli chodzi o zagadnienia tematyczne jest chyba przeniesieniem tego co autorka myśli o tym kraju. Z każdej strony wręcz bije jej fascynacja i zachwyt. Może i w tym brak obiektywizmu ale nie o obiektywizm chyba tam chodzi. Przyznaję, że opowieść bardzo ociepla wizerunek Norwegii, sprawia, że można uwierzyć, że tam po prostu żyją szczęśliwi ludzie. Szczęśliwi jak łosoś.

wtorek, 9 kwietnia 2019

,,Mściciel" Mariusz Wollny


,,Mściciel" to zamknięcie trylogii Mariusza Wollnego, rozgrywającej się w trakcie dymitriad. Sporo czasu minęło od momentu kiedy czytałam poprzednie tomy ale sposób narracji oraz bardzo dynamiczne wejście w fabułę sprawiło, że dosyć szybko odnalazła się i z przyjemnością śledziłam losy bohaterów.

Powieść rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, gdzie zakończył się poprzedni tom. Nadal trwa dramatyczne i tragiczne oblężenie Moskwy. Kacper Turopoński i jego przyjaciele tylko dzięki sprytowi i własnemu uporowi uwalniają się z pułapki jaką stało się miasto. Uwalniają się by wrócić na pogranicze Rzeczpospolitej i trafić w sam środek walki z bandytami. Przyjdzie im stanąć do boju by chronić najbliższych oraz zwalczać panoszące się zło i bandyctwo.

,,Mściciel" to pasjonująca, wciągająca powieść z gatunku płaszcza i szpady, mieszająca w sobie też cechy westernu. Walka, pościgi, najazdy, nieoczekiwane zwroty akcji, pokazy szaleńczej odwagi oraz graniczącego z brawurą sprytu czekają na czytelnika prawie na każdej stronie. Akcja pędzi jak szalona, co rusz to zmienia się krajobraz a napięcie narasta. Fakt, autor stosuje co rusz najprostsze zabiegi jakimi są ucięcie akcji w połowie i zmuszanie czytelnika do cierpliwego czekania co będzie dalej ale to czekanie opłaca się. ,,Mściciel" to nie tylko powieść sensacyjno-przygodowa ale także solidna dawka historii umiejętnie zaprezentowana w tle. Autor garściami czerpie z autentycznych zdarzeń na ich tle umieszczając bohaterów i pozwalając im działać. Przy okazji przybliża ten trochę zapomniany okres w dziejach kiedy Rzeczpospolita była potęgą. Trzeba przyznać, że barwnie i z trochę sentymentalną naiwnością odmalowany jest okres pełen dzielnych, szlachetnych, bojowych i stawiających czoło wszelkim przeciwnością bohaterów. Ale dzięki temu powieść tylko zyskuje.

Szkoda, że to już koniec przygód Kacpra Turopońskiego juniora. Z satysfakcją i smutkiem zamykam książkę bo spędziłam z nią kilka niezwykłych wieczorów i przypomniał mi się ten okres w czytelniczym życiu kiedy z zapartym tchem przerzucałam strony Trylogii Sienkiewicza. Tutaj także poczułam tego samego ducha. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 118,0 cm - 2,7 cm = 115,3 cm.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

,,Woda na sicie. Apokryf czarownicy" Anna Brzezińska

 
 ,,Woda na sicie. Apokryf czarownicy" to powieść, której nie umiem jednoznacznie ocenić. Z jednej strony widać kunsztowną, skomplikowaną formę pełną nawiązań, symboliki, wieloznaczną i wielowymiarową, z drugiej przeraża chaos, mnogość wątków, komplikowanie i niejednoznaczność narracji.

Autorka stworzyła opowieść na wzór stenogramy z przesłuchania. Przesłuchania specyficznego, koncentrującego się na kobiecie oskarżonej o zabójstwo zakonnika, podejrzewanej o czary. Opowieść kobiety, La Vacchii rozwija się stopniowo, powoli i w miarę postępu odsłaniają się nowe obrazy i wątki. Nie jest to tylko mowa obronna, to zarówno zapis powolnego motania się i popadania w szaleństwo jak i opowieść o ludzkich słabościach, grzechach: próżności, chciwości, zachłanności, odwiecznym pragnieniu by całe zło zawalić na kark komuś innemu, by ten ktoś inny okazał się gorszy, winny. To opowieść o niezrozumieniu i wyrzuceniu poza margines społeczeństwa. Płaszcz wczesnorenesansowej Italii staje się przykrywką do tego by głośno mówić o wszystkich, współczesnych grzechach i problemach.

Skomplikowana forma powieści narzuca także sposób czytania. Nie da się tej powieści pochłonąć na raz. Trzeba powoli się w niej zanurzać, stopniową ją poznawać i odkrywać. Potrzebuje skupienia, namysłu i wszystko to wymusza swoją formą. Wysiłek włożony w lekturę jednak się zwraca gdy dotrzemy do sedna opowieści i choć przez chwilę zastanowimy się nad tym jak wygląda świat.

wtorek, 2 kwietnia 2019

,,Natalia" Magdalena Wala


Powieść ,,Natalia" kończy trylogię romansów historycznych Magdaleny Wali. Mój niechronologiczny sposób czytania sprawił, że jest to moje drugie spotkanie z tą autorką i otwierająca cykl ,,Marianna" nadal jest przede mną.

Akcja powieści rozgrywa się w Krakowie początku XIX wieku. Tytułową bohaterką jest mało atrakcyjna córka bogatego mieszczanina. Panna nie ma szczęścia w życiu. Już dwukrotnie została porzucona przed ołtarzem. Wydaje się, że jej ostatnią szansą na małżeństwo i wejście do środowiska arystokratycznego (o co bardzo zabiega jej ojciec) jest Szymon Pawłowski, brat bohaterek poprzednich części cyklu, Marianny i Rozalii. Mężczyzna złożył przysięgę swojemu ojcu, że ożeni się w ciągu roku i zapowiedziany termin nieubłaganie się zbliża.

Natalia i Szymon to para połączona przez przypadek i okoliczności. Jednak szybko okazuje się, że wzajemnie idealnie się uzupełniają. On - pomaga jej pokonać własne ograniczenia, szczególnie te natury psychicznej. Dzięki niemu dziewczyna zaczyna dostrzegać swoją wartość, nabiera pewności siebie i dojrzewa, przemieniając się z zastraszonego i stłamszonego stworzonka w pewną siebie kobietę. Także Szymon sporo zyskuje na tym związku - fakt, jest trochę za idealny ale poprzez to jak rozwija się Natalia, on także nabiera nowych cech. Zaczyna walczyć o kogoś innego i podejmuje działania by ją chronić.

Powieść Magdaleny Wali to nie tylko dobrze skonstruowana i opowiedziana ciekawa powieść romantyczna. To także delikatnie przemycana wiedza o obyczajowości, mentalności i społeczności XIX-wiecznej. Pokazuje jest łatwo można zmanipulować innych dzięki dobrze puszczonej plotce i rozsiewaniu zabobonnego strachu. Autorka pozornie pomija wielką historię ale i tak w tle przemyca informacje o tym czym żyli Polacy w okresie zaborów.

,,Natalię" świetnie się czyta, intryguje, czaruje, wzrusza i odsłania mało znane fakty z historii. Jak dla mnie zestawienie idealne. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 120,6 cm - 2,6 cm = 118,0 cm.

piątek, 29 marca 2019

,,Taniec młynarza" Winston Graham

 Tytuł oryginału: The Miller's Dance

Wraz z dziewiątym tomem wróciłam do Kornwalii by sprawdzić jak dalej toczą się losy rodziny Poldarków. Wydaje się, że wszystko wróciło na swoje tory. Miejsce na pierwszym planie Ross i Demelza ustąpili swoim dzieciom. Clowance jest zakochana i szczęśliwa ze Stephenem. Udało im się ustalić datę ślubu i niecierpliwie oczekują na ten dzień. Jednak nad ich związkiem zaczynają się zbierać ciemne chmury, głównie z powodu samego Stephena. Jego prawdziwy charakter zaczyna dochodzić do głosu, wpływając na postawę i uczucia Clowance. Jeremy nadal przeżywa odmowę, którą dostał od Cuby. Nie umie się z tym pogodzić i szuka czegoś co zapełni mu czas. Życie Rossa i Demelzy chociaż odsunięte na dalszy plan, także obfituje w zaskoczenia i nieoczekiwane wiadomości.

Konflikt na linii Poldark - Warleggan wydaje się być uśpiony. Obie strony tak ułoży swoje życie by wzajemnie sobie nie wchodzić w drogę. Jednak nie da się o nim zapomnieć i autor w jednej, genialnej w swej prostocie scenie, kumuluje oraz przedstawia wszystkie emocje, niuanse i zaszłości. Nie sili się na żadne wielkie przemowy, czy czyny a zamiast tego na przykładzie drobiazgu daje odczuć, że stary konflikt nadal jest żywy i czeka tylko by eksplodować.

Ten tom sprawia wrażenie przygotowania pod coś większego i bardziej dobitnego. Niby życie płynie spokojnie ale w tle pogrzmiewa wielka polityka, czuć jak w młodych ludziach buzują emocje. Pozostaje tylko czekać, obserwować i mieć nadzieje, że błędy nie będą zbyt dotkliwe lub da się je naprawić.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 123,8 cm - 3,2 cm = 120,6 cm.

niedziela, 24 marca 2019

,,Meksyk od kuchni. Od Azteków do Adelity" Susana Osorio-Mrożek


,,Meksyk od kuchni" to książka, która zabiera czytelnika w fascynującą podróż po smak Meksyku. Robi to jednak bardzo kompleksowo. Autorka przez pryzmat kulinariów opowiada historię społeczną od czasów prekolumbijski (Majów, Azteków) aż do początku XX wieku.

Jedzenie towarzyszy ludziom cały czas. Czasem nawet specjalnie nie zastanawiamy się co i dlaczego jemy. Susana Osorio-Mrożek od strony kuchni pokazuje kulturę i społeczność meksykańską. Ciekawie, z ogromną wnikliwością prezentuje jak zmieniały się obyczaje, zachowania i co na to wpływało. Podkreśla specyfikę regionu, wraz ze wszystkimi cechami, które są dla niego charakterystyczne. Okrywa ciekawostki i niezwykłe odkrycia, które banalne ale miały przełomowe znaczenie w kuchni, nie tylko dla walorów smakowych ale także zdrowotnych. Zaczyna od początku - od Azteków. Tutaj mówi nie tylko o zwyczajnym, codziennym przygotowaniu posiłków ale także dosyć szczegółowo rozwija temat rytuałów, w tym i kanibalizmu. Potem już pokazuje jak bardzo przenikały się kultury w trakcie podbojów hiszpańskich i skąd Meksyk czerpał inspiracje.

Jej opowieść nie ogranicza się tylko do kuchni. Kuchnia jest ważna ale na szczęście Osario-Mrożek prezentuje znacznie szerszy kontekst. Pokazuje całe społeczeństwo, pełne różnorodności, zmieniające się i ewoluujące. Pokazuje problemy zarówno społeczne, kulturalne oraz polityczne. Bo nawet jeśli sobie tego nie uświadamiany to jedzenie i zwyczaje z nim związane zawsze są obecne i czasem mają nie ocenione znaczenie.

Książka to fascynująca podróż do Meksyku, kompleksowa, ciekawa, nieoczywista. Sięgająca do podstaw społeczeństwa, odsłaniająca jego najlepsze, najbardziej smakowite oblicze. Polecam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 126,5 cm - 2,7 cm = 123,8 cm.

sobota, 23 marca 2019

,,Legion" Elżbieta Cherezińska



,,Legion" to powieść napisana na kanwie autentycznych wydarzeń i przybliżająca historię Brygady Świętokrzyskiej. Opowieść o wojsku, które było nieuznawane, które walczyło z hitlerowcami, Rosjanami a nawet z komunistami. Ich jedynym celem była Wolna Polska i nie taka jak wdziałby ją Zachód ale ta prawdziwie wolna. Nie dali się stłamsić, przekonać, do niuansów polityki - bili zdrajców, wrogów, mając w sercu poczucie tego co jest właściwe i co mu zostać zrobione.

Cherezińska pokazuje II Wojnę Światową z perspektywy dowódców Brygady Świętokrzyskiej ale i zwykłych żołnierzy. Świat jaki prezentuje jest wielowymiarowy i pełen kontrastów. Dotychczas żyłam w przekonaniu, że polskie wojska w trakcie wojny były jednolite i nakierowane na wspólny cel jakim miała być walka z Niemcami. ,,Legion" skutecznie wybił mi z głowy takie myślenie i zmusił do poszukiwań oraz zagłębienia się w historię, by na własne oczy przekonać się jak bardzo podzielona była armia. Autorka wybiera bohaterów z różnych stron a udowadnia, że byli tacy, dla których Polska była autentycznie najważniejsza, którzy nie zważali na okoliczności i robili to co do nich należy, próbując zachować człowieczeństwo i przyzwoitość.

Niesamowitym jest fakt, że Brygada Świętokrzyska prawie nie istnieje w społecznej świadomości. Przecież to idealny przykład heroizmu, patriotyzmu, samozaparcia, wytrwałości oraz sukcesu. W powieści uchwycono i naświetlono wszystkie te cechy dodając też trochę bezczelności, romansu oraz humoru. Nie oszczędzono dramatycznych, tragicznych zdarzeń ale dzięki temu całość czyta się z zapartym tchem, nie mogąc uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się na prawdę i nie jest tylko fikcją literacką.

Cherezińska stworzyła powieść, która odsłania trochę zapomniane karty naszej historii. Robi to po mistrzowsku, ożywiając historię i pokazując, że może ona być fascynująca niczym najlepszy film sensacyjny. Polecam!

środa, 20 marca 2019

,,Złoto Maorysów" Sarah Lark

 Tytuł oryginału: Das Gold der Maori

,,Złoto Maorysów" to początek kolejnej trylogii nowozelandzkiej. Nowi bohaterowie pokazują zupełnie nową odsłonę Nowej Zelandii w okresie jej kolonizacji.

Bohaterowie tej trylogii nie wybrali z własnej woli Nowej Zelandii jako miejsca gdzie chcieliby żyć. Micheal jak i Lizzie zostali skazani i wysiedleni na drugi koniec świata, do Australii, skąd udaje im się dosyć szybko uciec. Zdesperowana ciężarna Kathleen wybiera drastyczne rozwiązanie jakim jest małżeństwo z okrutnym i bezwzględnym mężczyzną by podążyć śladami Michaela. Żadne z nich nie zdaje sobie sprawy, że przed nimi trudne, naznaczone wieloma trudnymi decyzjami, bolesnymi wydarzeniami oraz skomplikowane życie. Wszyscy krok po kroku będą musieli się odnaleźć w zupełnie innym świecie. Jedni dorosną, zmądrzeją, nauczą się walczyć o siebie i nie poddawać przeciwnością losu, jednym będzie łatwiej, inni będą mieli pod górkę. Ale jedno jest pewne, los jaki ich czeka jest przewrotny i nie zważa na nic.

Mimo, że autorka oparła akcje na trójce głównych bohaterów: Michaelu, Kathleen i Lizzie, nie sposób nie zauważyć, że to kobiety wiodą prym. Są silniejsze, bardziej pomysłowe, myślą racjonalniej, twardo stąpając po ziemi, szukają lepszych rozwiązań oraz łatwiej się dostosowują. Przy takim zestawieniu mężczyźni wypadają blado. Fakt, są nieodłącznym elementem, bez ich wsparcia wiele rzeczy może się nie udać ale brakuje im, a szczególnie Michaelowi, tego czegoś. Michael płynie z prądem wydarzeń, niespecjalnie próbując się z nim mierzyć. W przeciwieństwie do Kathleen a szczególnie Lizzie, które wiedzą co chcą i dążą do tego.

Sarah Lark po raz kolejny mnie zaczarowana. Stworzyła porywającą, wielowątkową opowieść o ludziach, w baśniowej scenerii Nowej Zelandii. Trudne, brutalne życie osadników zestawiła z egzotyczną kulturą Maorysów, pełną szacunku dla natury i przepełnioną duchami. ,,Złoto Maorysów" zapiera dech w piersiach, fascynuje i zachwyca szczegółami. Niezwykły obraz, od którego trudno się oderwać.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 130,4 cm - 3,9 cm = 126,5 cm.

czwartek, 14 marca 2019

,,Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka" Evžen Boček

 Tytuł oryginału: Aristokratka a vlna zločinnosti na zámku Kostka
 
31 sierpnia 1997 - dzień gdy zginęła księżna Diana a zamek w Kostce pogrążył się w żałobie. Mieszkańcy popadli w rozpacz (i inne uzależnienie) i nawet nie podejrzewali, że im także grozi poważne niebezpieczeństwo. Do rodowej posiadłości Kostków zmierzają dwie, samodzielne grupy, których celem jest kradzież. I pewnie każdy się zdziwi co można ukraść w miejscu gdzie nic nie ma, i które beztrosko otwiera się na stada ,,muflonów". Cóż, znajdą się i amatorzy czaszek poprzednich Marii oraz tacy co połakomią się na niespodziewanie odnalezionego Rembrandta, zwanego wcześniej jako ,,Burdel w kuchni."

Dopiero gdy sięgnęłam i zaczęłam czytać czwarty tom z serii przygód ,,Arystokratki" uświadomiłam sobie jak brakowało mi tego absurdalnego, czeskiego humoru. W prawdzie ten króciutki tomik bardziej koncentruje się na nieudolnych i niewydarzonych złodziejach niż na mieszkańcach zamku. Dzięki temu dostajemy opowieść o bandzie gapowatych złodziejaszków, którym własny pech przeszkadza w wykonaniu zadania. Mimo, że wszystko jak zawsze okraszone jest specyficznym, czeskim humorem to brakowało mi moich ulubieńców Józefa i pana Spocka. Zresztą całą reszta tej szalonej ferajny przewija się w tle, dopełniając wizerunek nędzy i rozpaczy. Tylko hrabianka Maria jako tako zachowuje zdrowy rozsądek i z charakterystycznym dla siebie dystansem relacjonuje to co działo się na zamku.

,,Arystokratka i fala przestępstw na zamku Kostka" to cudowny, króciutki i jak zawsze śmieszny powrót. Pełen absurdów, komizmu sytuacyjnego oraz pomyłek. Bawi i relaksuje więc jak zawsze dla mnie bomba!

środa, 6 marca 2019

,,Grzech" Max Czornyj


Lublin, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Miastem wstrząsa tajemnicza seria zaginięć kobiet. Nic ich nie łączy, więc i policja działa dosyć niemrawo. Dopiero odkrycie pierwszych zwłok - bardzo brutalnie potraktowanych i porzuconych w nienaturalnie wystylizowanej pozycji zmusza śledczych do bardziej radykalnego działania. Nie zdają sobie oni sprawy, że to początek drastycznej serii zbrodni. Zacznie się wyścig z czasem, pełen krwi, nieoczekiwanych zwrotów akcji oraz przepełniony dziwnymi mistycznymi nawiązaniami.

,,Grzech" to powieść bardzo nierówna. Początkowo czytało mi się ją świetnie - za jednym zamachem, w jeden wieczór pochłonęłam ponad połowę i gdybym wtedy pisała opinię, zaczynałaby się od słów ,,Panie Czornyj gdzieś się pan chował, że dopiero teraz do pana dotarłam". Początek jest idealny - nietypowa zagadka, mrocznie, krwawo, stopniowanie napięcia oraz wyrazisty śledczy. Niestety, książka nie utrzymała tempa i formy. Po połowie poczułam przesyt brutalnością, makabrą, coś przestało mi grać a śledztwo zaczynało przypominać chaos, z którego nie wiadomo co się bierze. I chociaż fabuła przypominała to co lubię u Chrisa Cartera, tutaj coś mi nie pasowało. Może nie pasowało mi nierealność zbrodni? Jakoś ciężko było mi sobie wyobrazić, że takie cuda w Polsce są możliwe. Chyba właśnie ten hollywoodzko-sensacyjny styl w drugiej połowie książki stanowił dla mnie przeszkodę.

Trzeba jednak przyznać, że Max Czornyj ma to coś. Zaintrygował, wciągnął, przykuł uwagę, trochę przeraził i zaskoczył. Jest w prawdzie sporo niedociągnięć ale debiutować w takim stylu to jednak coś. Z pewnością trafiłam na autora, do którego będę wracać.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 133,1 cm - 2,7 cm = 130,4 cm.

wtorek, 5 marca 2019

,,Drugie życie Isabel" J.A.Redmerski


Tytuł oryginału: Reviving Izabel

Zachęcona pozytywnymi wrażeniami po lekturze pierwszej części cyklu o seryjnych mordercach ,,Zabić Sarai" postanowiłam kontynuować przygodę sięgając po ,,Drugie życie Isabel". Niestety, tutaj było gorzej to co zadziałało w pierwszej części, tutaj wywoływało znużenie, zniechęcenie i sprawiało, że bardzo ciężko było mi ciągnąć lekturę.

Głównymi bohaterami nadal są Sarai (Isabel) i Victor. Niby się rozstali ale coś ciągnie ich ku sobie. Szczególnie, że Sarai postanawia rozwijać swoje alter ego by zostać profesjonalną zabójczynią by wyrównać stare rachunki i zabić wszystkich tych, którzy ją skrzywdzili oraz krzywdzą inne kobiety. Victor zdaje sobie sprawę, że dziewczynie brakuje środków i umiejętności aby kontynuować swoją misję i wbrew sobie zostaje jej mentorem. Nic nie jest proste ani łatwe, oprócz wyczerpujących treningów będą musieli stawić czoła zagrożeniu, nauczyć się rozpoznawać kto jest wrogiem a kto sojusznikiem oraz przede wszystkim stanąć twarzą w twarz z własnymi uczuciami.

,,Zabić Sarai" niosło w sobie pewną nowość. Nietypowe połączenie romansu z brutalną opowieścią o świecie seryjnych morderców, to sprawiło, że byłam ciekawa i zaintrygowana. Tutaj nadal powtarza się ten sam schemat w jeszcze bardziej rozbudowanej i bardziej mrocznej formie. Seks, zabójstwa, brutalność, ckliwe wyznania przeplatają się nawzajem tworząc naiwną mieszaninę. Sarai jest zbuntowana i irytująca, Victor mocno wycofany. Przez to tworzą nudny i bardzo ciężkostrawny zestaw. Dalszy ciąg opowieści o ich związku zupełnie do mnie nie trafił - bo ani to nie romans, ani nie thriller. Wszystkiego jest po trochę, wszystko trochę chaotyczne i ... nudne. Seria ,,W towarzystwie zabójców" nie jest literackim majstersztykiem ale spodziewałam się choć trochę życia, emocji, napięcia ale niestety wszystko jest mocno okrojone.

,,Drugie życie Isabel" zupełnie do mnie nie trafiła. Książka mocno przeciętna, której jedyną zaletą jest kontrowersyjne tło. Zdecydowanie lepiej wyglądała pierwsza część. Może w przyszłości sięgnę po kolejne tomu, by sprawdzić jak dalej rozwija się akcja, chociaż teraz jestem zniechęcona.

poniedziałek, 4 marca 2019

,,We własnym gronie" Mari Jungstedt


Tytuł oryginału: Den inre kretsen

,,We własnym gronie" to kryminał, który już zaczyna się nietypowo. W prawdzie jest morderstwo ale początkowo nie takie jak można by się spodziewać. Na Gotlandii, w pełni lata dwie małe dziewczynki znajdują bestialsko okaleczonego kuca. Ktoś odciął mu głowę, którą zabrał wraz z całą krwią. Śledczy z komisarzem Knutasem są bezsilni i kluczą w miejscu. Nie wiedzą jednak, że to zaledwie preludium do czegoś znacznie większego i bardziej wstrząsającego. Wkrótce pojawią się kolejne zwłoki, tym razem ludzkie a trop jaki się pojawi będzie kierował w zupełnie nieoczekiwaną stronę.

Kryminał, jak na typowego przedstawiciele skandynawskiego odłamu, powoli się rozwija. Długo przychodzi czekać na właściwą zbrodnię i właściwe śledztwo ale dzięki temu poznajemy dosyć dobrze całe tło. Autorka buduje główne postaci mocno sięgając w ich życie prywatne - szczególnie w przypadku dziennikarza Johanna. Obserwujemy zwyczajne małomiasteczkowe życie. Na tym tle zbrodnia wygląda znacznie bardziej rażąco i wydaje się burzyć to co ułożone. Samo śledztwo prowadzone jest w prawdzie powoli ale skutecznie, co rusz dochodzą nowe elementy wskazujące na motyw ale na samo rozwiązanie trzeba czekać praktycznie do ostatnich stron. Przyznam, że trochę mnie zaskoczyło ale tylko w kwestii personalnej bo podwaliny pod  sam motyw bardzo dobrze rozłożono w trakcie prowadzenia akcji.

,,We własnym gronie" dobrze się czyta. Ciekawe śledztwo, które zmierza w nieoczekiwaną stronę, bohaterowie, którzy niestety momentami przesłaniają to co powinno być najważniejsze ale generalnie wnikliwi, dociekliwi i uparcie dążący do poznania prawdy i przede wszystkim senna, letnia, małomiasteczkowa Gotlandia. Idealna powieść na relaks.

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 135,4 cm - 2,1 cm = 133,1 cm.

czwartek, 28 lutego 2019

,,Straszna książka" Adam Szustak OP


 ,,Straszną książkę" zaczęłam czytać na początku grudnia. Moje początkowe nastawienie skłaniało się ku ciekawości, bo temat ciekawy i zawsze fascynujący - Biblia a raczej ta jej najbardziej niezwykła część, odnosząca się do proroctw, wizji, przepowiedni oraz Apokalipsy. Szybko jednak ciekawość zmieniła się w poważną refleksję, zadumę oraz pomogło mi lepiej zrozumieć i bardziej wgłębić się w to co, niestety, znam tylko powierzchownie.

Dominikanin Adam Szustak OP oraz biblista ks. Marcin Kowalski wybrali wiele ważnych, oddziałujących na wyobraźnię fragmentów zarówno ze Starego jak i Nowego Testamentu, a przede wszystkim z Apokalipsy świętego Jana i podjęli się karkołomnego zadania by to zinterpretować w duchu wiary i tak przestawić aby było możliwie najprostsze dla czytelnika. Zadanie tytaniczne ale trzeba przyznać, że mu podołali. ,,Straszna książka" to proste obrazy, proste uzasadnienia, nowe ale i doskonale przemyślane interpretacje, jednak mocno zakorzenione w nauce Kościoła. Nie ma tam mądrzenia się, budowania skomplikowanych przykładów. Jest dobitna prostota, zmuszająca do myślenia. Najlepiej czytać powoli, przy okazji samemu próbować medytować nad tekstem biblijnym, zagłębiając się w jego głębię.

,,Straszna książka" to idealny tekst dla każdego kto chce lepiej zrozumieć Biblię a nie szuka naukowych, bardzo teologicznych wykładów. Ma klarowną treść, pomocną przy studiowaniu Biblii ale także może być pomocna jako wskazówki do własnych praktyk religijnych jak rachunek sumienia, rekolekcje, wzbogacanie wiedzy religijnej. Autorzy wskazują kierunek i jednocześnie zachęcają do podejmowania własnych działań. Mocno odwołują się do współczesności, dają rady jak można obecnie umiejscawiać proroctwa. Nie straszą, nie grożą, nawet wyciągając i analizując najbardziej dramatyczne wizje, ale dają nadzieję i pokazują całe bogactwo i piękno religijnej symboliki. Polecam gorąco!

środa, 27 lutego 2019

,,Vox" Christina Dalcher

 PREMIERA KSIĄŻKI -> 27.02.2019r.

Tytuł oryginału: Vox

Niedaleka przyszłość. Zmiana władzy w USA doprowadza do tego, że z dnia na dzień połowa obywateli zostaje pozbawiona głosu. Wszystkie kobiety zostają zakute w liczniki monitorujące ilość słów, które wydają z siebie w ciągu dnia. Każda kobieta może posługiwać się zaledwie setką słów dziennie. Niepokorne karane są boleśnie, najpierw porażeniami prądem. Najbardziej radykalną formą kary są obozy pracy, zwane klasztorami. Doktor neurolingwistyki Jean McClellan, także przymusowo milcząca, staje w obliczu szansy, która może przełamać dramat w jakim znalazły się kobiety, musi jednak zdecydować się na radykalne działania.

Powieść ,,Vox" można odbierać różnorodnie. Z jednej strony jest to powieść zmuszająca do myślenia. W tle przemyca wiele celnych przemyśleń na temat współczesności i tego jak bardzo radykalizuje się świat. Zajęci pracą, własnym życiem, prywatnymi relacjami międzyludzkimi nie zauważamy tego co dzieje się gdzieś obok. Ludzie skupieni mocno na sobie, nie próbują a wręcz nawet nie chcą wychylić się ze swojej skorupy aż do momentu, gdy tak jak bohaterki powieści, pewnego dnia budzą się i zauważają, że ktoś inny za nich zdecydował i dopasował świat do swojej wizji. Jest kilka momentów w książce, gdzie celne i dobitne podsumowanie współczesnych relacji społeczno-policznych zmusiło nie do odłożenia książki na bok i przejścia się po herbatę by przemyśleć to co właśnie przeczytałam. Wizja autorki jest przejaskrawiona, wyolbrzymiona ale nie nierzeczywista. Pewne mechanizmy są stałe, cały czas się rozgrywają, tylko społeczeństwo przestało zwracać na nie uwagę aż do chwili gdy jest za późno. Powieść jest głosem, który próbuje zwrócić uwagę, przełamać marazm, wyrwać z pętli dom-bliscy-praca i walczyć o chociaż najmniejsze zaangażowanie.

,,Vox" ma także drugie oblicze - w pełni realizujące dobrze znane hollywoodzkie schematy o zwykłym człowieku postawionym w niezwykłej sytuacji i decydującym się zawalczyć z systemem o siebie i innych. Chyba nie trzeba być specjalnie przenikliwym, żeby mniej więcej wiedzieć jak może się to potoczyć. Jest dramatyczne walka, rozdzierające serce wybory, bolesne zderzenia z bezdusznym systemem i iskra pomysłu, który może zmienić losy świata. Nic nie jest przesądzone aż do ostatniej strony i dopiero finał przynosi wszystkie lub prawie wszystkie odpowiedzi.

,,Vox" to powieść, po którą watro sięgnąć. Autorce udało się połączyć sensację z mocną, zaangażowaną społecznie literaturą, która może trafić i być zrozumiała dla każdego. Za pomocą prostych słów i banalnych przykładów pokazuje co się dzieje w świecie, gdzie większość jest po prostu bierna. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 138,2 cm - 2,8 cm = 135,4 cm.

niedziela, 24 lutego 2019

,,Absurdy PRL-u" Piotr LIpiński, Michał Matys

 
,,Absurdy PRL-u" to zbiór reportaży Piotra Lipińskiego i Macieja Matysa przybliżający pewne aspekty z okresu ,,Epoki słusznie minionej". Tytuł zboru jest trochę mylący, sugeruje ciekawostki i zabawne, absurdalne anegdoty. Nie jest tak do końca. Bo o ile znajdziemy tam artykuł o tym dlaczego brakowało papieru toaletowego, czym był peweks oraz poświęcone Brutalowi i pani Walewskiej, to w książce znajdziemy także treści obciążone dużo większym ciężarem, np. ten poświęcony aferze mięsnej czy skupiający się na Jacku Karpińskim.

Punktem zbieżnym wszystkich tekstów jest to, że wyciągają i uwypuklają to co w PRL-u było absurdalne, nacechowane irracjonalnością, dziwne i nielogiczne. Epoka podporządkowana wizerunkowi i próbująca wszystko z wyprzedzeniem zaplanować zderzała się bardzo mocno z rzeczywistością i w najbardziej niedorzeczny sposób próbowała tuszować swoje pomyłki. To skutkowało wieloma kuriozami - niektóre budziły śmiech i zażenowanie a dzięki sprytowi udawało się je ominąć, inne były bolesne i obfitowały w ludzkie dramaty.

Autorzy próbują możliwie najlepiej przedstawić każdy z tematów. Nie jest to łatwe bo motywów wiele. Dają zaledwie przedsmak i wręcz w telegraficznym skrócie kreślą zaledwie ramy i wskazują kierunek. Zbiór jest trochę powierzchowny ale w końcu to nie jest literatura naukowa. Ma za zadanie zaciekawić, zainteresować, zwrócić uwagę na pewne rzeczy, ocalić od zapomnienia niektóre zjawiska. Zbiór jest różnorodny, nierównomiernie napisany, pewne teksty czyta się łatwiej, z zaciekawieniem, niektóre nużą, mimo to polecam i zachęcam.
 
p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 140,9 cm - 2,7 cm = 138,2 cm.
 

wtorek, 19 lutego 2019

,,Artysta zbrodni" Daniel Silva

Tytuł oryginału: The Kill Artist

,,Artysta zbrodni" to pierwszy tom serii o Gabrielu Allonie - niezwykle utalentowanym konserwatorze dzieł sztuki, który jest zarazem jednym z najlepszych szpiegów izraelskiego,,Biura" - organizacji, w której można dopatrzeć się cech Mosadu. Dotychczas czytałam jedną z powieści, tom dziesiąty ,,Sprawę Rembrandta". Wywarła ona mnie na tyle pozytywne wrażenie, że postanowiłam zacząć przygodę z cyklem od samego początku.

Przełom wieków XX i XXI wieku. Światem jeszcze nie wstrząsnęła brutalna działalność Al-Kaidy, a terroryzm islamski nie budzi jeszcze strachu. Jednym z najważniejszych konfliktów, na które patrzy świat jest konflikt palestyńsko-żydowski. Właśnie ma dojść do podpisania traktatu pokojowego gdy seria zamachów, przeprowadzona przez palestyńskiego terrorystę Tarika może zrujnować cały wysiłek. Aby odnaleźć i zneutralizować zagrożenie zostanie przywrócony do służby Allon. Zaczyna się gra nerwów, pełna podchodów, mistyfikacji oraz oczekiwania. Na przeciw siebie staną dwa niezwykle przebiegłe umysły. Stawka w grze jest wysoka i ma wartość ogólnoświatową.

,,Artysta zbrodni" to sensacja pomieszana z powieścią szpiegowską, w której wyraźnie czuć klimat starej szkoły wywiadowczej, lat dziewięćdziesiątych oraz gdzie nie gdzie nieśmiało pobrzmiewają nowinki technologiczne. Całość akcji przede wszystkim opiera się na sprycie, przenikliwości postaci, jest jedną wielką grą pomiędzy zbrodniarzem a tym, który próbuje go namierzyć. Wszystkie chwyty w tej rozgrywce są dozwolone, szarżuje się na pograniczu moralności i szaleństwa. Granice nie mają znaczenia, ważny jest tylko czas - by zdążyć wyprzedzić ruch przeciwnika. Pełno tutaj nieoczekiwanych zwrotów akcji, które jednak noszą w sobie dużo realności i mówią sporo o tym czym właściwie był konflikt izraelsko-palestyński.

Powieść Daniela Silvy to misternie skonstruowana intryga, pełna zagadek, niepewności oraz dobrze kreśląca tło. Ciężko się od niej oderwać. Zachęcam!

p.s. WYZWANIE 2019 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 143,6 cm - 2,7 cm = 140,9 cm.