O czym pomyśleliście patrząc na okładkę tej książki i tytuł? Z pewnością o czymś makabrycznym. Potem mogła pojawić się myśl, kto w ogóle coś takiego czyta. Pewnie nie wiele osób doczytało podtytuł (ja nie) i nie wpadło na to, że to nie do końca to czego się spodziewa. Bo ,,Przepis na potwora" skrywa zadziwiającą zagadkę. To nie jest sposób na zbrodnię doskonałą a fascynująca biografia zarówno autorki jak i dzieła. Tylko tutaj można dowiedzieć się jak bardzo Mary Shelley w swoim najsłynniejszym dziele wyprzedziła swoją epokę i jak ogromnej erudycji to wymagało.
,,Przepis na potwora" opowiada burzliwe dzieje Mary Shelley i jej rodziny, zaczynając od jej rodziców, poprzez męża, kończąc na wzmiance o dzieciach. Jednak najwięcej miejsca zajmuje dzieło, które ją unieśmiertelniło - powieść ,,Frankenstein". To właśnie ta powieść rozłożona jest na czynniki pierwsze aby pokazać, że kolejne wydarzenia fabularne są odzwierciedleniem tego co działo się w nauce w XVIII i XIX wieku. To fascynująca, czasem przerażająca opowieść o zachodzących zmianach, wielkich przełomach i naukowcach. ,,Frankenstein" nie jest powieścią fantasy, tam nie dzieje się magia. Tam widać naukę. Galwanizm, elektryczność, pierwsze transfuzje, rodząca się współczesna anatomia, pierwsze sekcje zwłok z ich mrocznym tłem - to i znacznie więcej znajduje swoje odbicie w powieści. Nieprawdopodobnym jest jak młodziutka Mary dobrze orientowała się w odkryciach naukowych i potrafiła jej zmieścić w jednej powieści.
Mimo, że jest to biografia i to jeszcze powieści to czyta się lepiej niż najlepszą powieść. Ogrom danych naukowych przedstawiony jest w taki sposób, że chce się więcej. Powstała tutaj barwna opowieść o jednym z najbardziej spektakularnych okresów rozwoju medycyny, gdy autentyczny horror przeplatał się pędem do wiedzy. Makabra była nieodłącznym towarzyszem postępu. To tylko w taki okresie mogła pojawić się idea by stworzyć opowieść o Wiktorze Frankensteinie i jego potworze. Tylko wtedy ta opowieść mogła brzmieć prawdopodobnie. A dziś podążając za ukrytymi w niej tropami jeszcze raz doświadczamy zarówno nadziei jak i lęków epoki. Polecam!
piątek, 31 lipca 2026
,,Przepis na potwora" Kathryn Harkup
wtorek, 7 października 2025
,,Plemienni" Michael Morris
W zeszłym roku czytałam ,,Rytuały" (o tym jaką rolę w naszym życiu odrywają rytuały) i ,,Przetrwają najżyczliwsi" (siła wcale nie jest tym co zadecydowało o przetrwaniu gatunku homo sapiens). ,,Plemienni" to doskonała pozycja, która uzupełnia dwie poprzednie. Pozornie powtarza to co już wiemy. Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy gatunkiem stadnym - łączymy się w grupy a kryteria doboru są różne: poglądy religijne, polityczne, miejsce zamieszkania, praca, szkoła. To sprawia, że nie wiedząc kiedy stajemy się plemieniem, w którym jeden członek zależy od drugiego.
Michael Morris na podstawie wielu prostych i obrazowych przykładów pokazuje jak istotny jest instynkt plemienny i po kolei szczegółowo opisuje jego elementy. Już sam wstęp przekonuje do książki i pokazuje w jaki sposób będzie snuta opowieść o najważniejszych mechanizmach przetrwania ludzkości. Bo czy da się łatwiej przykuć uwagę niż przywołać Mundial 2002 i Guusa Hiddicka, który z słabo ocenianą Koreą Południową dotarł do półfinału? Aby tego dokonać musiał złamać kod kulturowy Koreańczyków i na nowo ich zaprogramować. Nie było to zadaniem łatwym bo zależności plemienne trzymały się mocno i stanowiły podstawę tożsamości Koreańczyków.
Mundial 2002 to otwierający przykład, który pomaga zrozumieć o czym będzie mowa w książce. Później krok po kroku rozkładany na czynniki pierwsze jest cały instynkt plemienny zaczynają od zdefiniowania czym jest współczesne plemię, poprzez to co je kształtuje jak instynkt bohatera, wpływ przodków, sygnały prestiżu czy tworzenie się baniek informacyjnych. Morris opowiada ciekawie, sypiąc anegdotami ale równocześnie pokazując jak pozornie błahe rzeczy mogę mieć potężną siłę oddziaływania, pod warunkiem że odpowiednio się je ukierunkuje. W tym miejscu trzeba przeczytać co opery mydlane miały wspólnego z kontrolą urodzeń w Brazylii. Zaskakujące jest też zrozumienie jakie mechanizmy zadziałały, że udało się wprowadzić prohibicję w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Wszystkie te zjawiska nabierają głębokiego sensu gdy zrozumiemy, że oparte są na naszym głęboko zakorzenionym instynkcie oraz na więziach jakie tworzymy z innymi ludźmi.
Ta książka to solidna dawka wiedzy, w bardzo przystępnej formie. Wyjaśnia zjawiska jakie rozgrywają się na naszych oczach. Chyba najbardziej szokujący jest ostatni rozdział, który w prawdzie mówi o współczesnych Stanach Zjednoczonych ale bez problemu da się przenieść na polskie środowisko. Od kilkunastu lat obserwujemy rozłam pomiędzy zwolennikami dwóch głównych partii. I nie jest to tylko kwestia przekonań politycznych i wzajemnej niechęci. Te zjawiska objaw toksycznej plemienności, która będzie się tylko pogłębiać, dopóki ktoś skutecznie nie przełamie wykształconej bariery.
,,Plemiennych" czyta się jednym tchem. To solidna wiedza psychologiczna, antropologiczna i socjologiczna, pomocna w zrozumieniu świata i wzajemnych międzyludzkich zależności. Może pomóc liderom/szefom w budowaniu różnorodnego środowiska, które będzie efektywne i przyjazne. Ale też pokazuje co nas łączy, co nas motywuje i co jest dla ludzi siłą napędową do rozwoju jako społeczność. Polecam!
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Copernicus Centre Press!
p.s. WYZWANIE 2025 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 23,4 m - 2,7 cm = 20,7 cm.
sobota, 17 sierpnia 2024
,,Przetrwają najżyczliwsi" Brian Hare, Vanessa Woods
Chyba panuje powszechne przekonanie, że to siła i przemoc ukształtowały współczesne cywilizacje. ,,Przetrwają najsilniejsi, najlepiej przystosowani" - znajome, prawda? Nawet teoria Darwina o ewolucji gatunków bazuje na tym przekonaniu. Co by było jednak gdybyśmy to wszystko spróbowali obalić? Co gdyby to nie siła, nie przemoc, nie spryt, nie dostosowanie się do panujących warunków ale życzliwość była tą cechą, która zdecydowała o tym, że nasz gatunek przetrwał i zdominował świat? Zaskakujące? Szokujące? Nieprawdopodobne?
Ale właśnie taką tezę stawiają Brian Hare i Vanessa Woods w swojej pracy. Zaczęli od doświadczeń z psami, obserwowali udomowione lisy oraz przyglądali się małpom bonobo by wysnuć teorię, że życzliwość zadecydowała o tym, że to właśnie homo sapiens przetrwał ze wszystkich gatunków ludzkich. I wcale nie chodzi tu o mówienie ,,proszę" czy ,,dziękuję". Chodzi o znacznie głębsze zachowania takie jak ochrona najbliższych, budowanie grup i identyfikacja ich członków, dzielenie się czy pomoc. Wszystko w prawdzie wydaje się oczywiste ale z punktu widzenia nauki wcale takie nie jest. To ogromne zmiany, które wpłynęły na przetrwanie gatunków i ich rozmnażanie i rozprzestrzenianie się. To nawet z perspektywy społecznej czy antropologicznej ciekawe zagadnienie z którym wiążą się takie zagadnienia jak rasizm czy wykluczenie. Autorzy sporo miejsca poświęcają na wytłumaczenie jak doszło do samoudomowienia człowieka (czyli zmienienia perspektywy z siły na współpracę)a razem z nim budowanie grup, które uznajemy za bliskie (w tym także społeczności) oraz do czego prowadzi zjawisko gdy kogoś próbuje się zdehumanizować.
,,Przetrwają najżyczliwsi" to bardzo ciekawa praca sygnalizująca fascynujące zjawisko. Oparta na bardzo solidnych podstawach i wieloletnich badaniach co potwierdza choćby spojrzenie na rozbudowaną bibliografię. Jednak mimo to, to zaledwie wstęp i z pewnością by lepiej zrozumieć całe zjawisko trzeba szukać dalszej literatury. Nie zmienia to jednak faktu, że ta praca rzuca nowe światło na ewolucję i pokazuje jak bardzo skomplikowany, wieloaspektowy był to proces a dobór naturalny wcale nie działa tak jak można by oczekiwać. Nie tylko siła jest cechą która dominowała. Obok niej stało wiele innych, zupełnie zaskakujących i nieoczywistych cech, które zadecydowały o obecnym kształcie świata. Polecam!
piątek, 23 czerwca 2023
,,Historia naturalna przyszłości" Rob Dunn
Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że otaczające nas środowisko naturalne i przyroda ulega codziennie przemianom i ewolucji. Czy zachodzące zmiany są dobre czy złe, czy spowodowała je działalność człowieka czy nie, czy efekt cieplarniany istnieje czy nie? Nie chce w to wchodzić bo wiem, że dla wielu jest to punkt zapalny dyskusji. Ale nawet najbardziej oporni potwierdzą, że natura cały czas ulega przeobrażeniom a razem z nią człowiek. Człowiek mocno ingeruje w przyrodę, próbując ją ujarzmić i podporządkować swoim celom. Wydaje mu się, że wszytko da się zaplanować, usystematyzować i ustalić tak aby było najwygodniej. Tylko, że nic bardziej mylnego. I w bardzo prosty i obrazowy sposób opowiada o tym Rob Dunn w książce ,,Historia naturalna przyszłości".
W prosty, gawędziarski sposób Dunn opowiada o prawach przyrody. Pokazuje rzeczy, które wcale nie są oczywiste na pierwszy rzut oka ale okazują się być kluczowe jeśli chcemy patrzeć w przyszłość i planować długofalowo przyszłość gatunku i cywilizacji. Chyba po każdym rozdziale miałam moment gdy siadałam i myślałam o tym jak zaskakujące i zarazem oczywiste to jest. Bo czy zastanawialiście się ile jest gatunków na kuli ziemskiej? Pewnie w pierwszej kolejności myślicie o zwierzętach, roślinach, owadach może jakichś roztoczach. A przecież są jeszcze bakterie, wirusy, mikrony i całe mnóstwo innych form życia, których może jeszcze nie odkryliśmy i nie poznaliśmy a które znacząco wpływają na nasze życie. I paradoksalnie trzeba o nich pamiętać bo bez nich nie da się na przykład przenieść życia na inną planetę. Także zaskoczył mnie rozdział o nabywaniu odporności, zachowaniu różnorodności gatunkowej czy rozszerzaniu się stref tropikalnych czy o tym jak upał wpływa na organizm. Z jednej strony wszystkie wnioski są logiczne i znajome ale dopiero wypowiedzenie ich na głos uświadamia jak ogromną rolę odgrywają.
,,Historia naturalna przyszłości" to książka, którą w ciemno mogę polecić. Napisana przystępnym językiem, pełna przykładów opowiada o tym co nas otacza i jak to może wpłynąć na przyszłość planety. Pewnie wielu procesów już nie zatrzymamy, ani nie zneutralizujemy ale możemy zabezpieczyć się przed innymi. Jednak do tego potrzebna jest świadomość a ją właśnie propaguje książka Roba Dunna. To kompendium wiedzy, oczywistej i tej trochę mniej oczywistej, ale także i przestroga. Ważne jednak, że sam Dunn patrzy z optymizmem w przyszłość, ucząc jak uniknąć wielu negatywnych skutków działalności człowieka. Polecam!
niedziela, 30 października 2022
,,Słowa są jak ptaki, które uczymy śpiewać" Daniel Tammett
Język i mowa to coś co towarzyszy nam nieustannie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nie ma chwili, gdy jesteśmy od nich oderwani. Bo nawet gdy nie mówimy to jednak się komunikujemy, czytamy nawet gdy nie siedzimy nad książką lub czasopismem - odczytujemy znaki, gesty, zachowania, mimikę twarzy. Wszystko to składa się na język. Tylko czy sobie to uświadamiamy? Czy zastanawiamy się co właściwie składa się na nasz własny, indywidualny język? Czy wiemy jakie znaczenia mają słowa? Ja i moim znajomi mamy czasem przebłyski :) Przypominam sobie nasze sensacyjne odkryci, że przecież platfus to z niemieckiego ,,platt fuss" czyli dosłownie płaska stopa. Nie ukrywam, że to banalne odkrycie kiedyś zrobiło nam dzień.
Są jednak ludzie, który zdecydowanie więcej czasu poświęcili na analizowanie języka i znacznie głębiej weszli w świat słów, znaczeń i niuansów językoznawczych. Ta książka to właściwie zbiór kilku reportaży, felietonów, rozważań o języku i ludziach. Patrzymy na zupełnie nowy aspekt tego to normalnie traktujemy jako oczywistość. Ale tak nie jest. Jest o australijskim poecie, który bardzo fantazyjnie podchodził do słów jako formy, którą dowolnie można kształtować, jest o głuchych i ich języku i tym jak bardzo niejednolity jest to język, o Angliku, który czuwa nad czystością języka francuskiego, o ludziach, dla których pierwszym językiem jest esperanto. Ale to nie wszystko. Każda historia skrywa wiele sekretów i otwiera na język. Pokazuje, że to co przyjmujemy jako oczywistość wcale takie nie jest. Język ewoluuje zmienia się i staje się barometrem społeczeństwa. Jedne języki umierają i dopiero upór i determinacja nielicznych mogą doprowadzić to ich zachowania i kontynuacji.
Języki były determinantem mówiącym o odrębności tych, którzy się nimi posługiwali. Teraz trwa proces globalizacji, ujednolicania, dążenia do tego by komunikacja była możliwa zawsze i wszędzie dlatego świadomość własnego języka nabiera większego znaczenia. Dopiero zerknięcie głębiej, próba dotarcia do wnętrza słowa, rozłożenie go na czynniki pierwsze może sprawić, że docenimy ich piękno i zapragniemy przechować do przyszłych pokoleń. Bo język, mowa, słowa to moc, potęga, o którą trzeba dbać i którą trzeba rozumieć. Polecam!
niedziela, 27 września 2020
,,What The F." Benjamin K. Bergen
Tytuł oryginału: What the F. What Swearing Reveals About Our Language, Our Brains, and Ourselves
Wszyscy wiedzą, że prawie nie przeklinam. Zawsze zwracam uwagę, gdy ktoś ze znajomych przeciągnie o jedną ,,ku#$%" za daleko. Ale nawet mi, osobie unikającej przekleństw zdarzają się momenty. Ostatni, w trakcie pracy z domu w początkowej fazie lockdownu. Kolega z pracy, gdy już nie wytrzymałam i wszystko co złe wysypało się ze mnie online, podsumował, że słysząc kogoś, kto nie przeklina, jak przeklina to można się poczuć jakby psychopata gonił go z siekierą. Jest moc prawda? Bo taka jest prawda, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy to wulgaryzmy mają ogromny wpływ na nasze życie, nasze emocje, zachowanie i odbieranie świata.
Przyznam, że rzadko którą książkę naukową z zakresu językoznawstwa czytało mi się tak dobrze. Ilość analiz, statystyk i odniesień do innych badań może przytłaczać ale wszystko jest tylko środkiem do celu pokazującego jak skomplikowanym i niejednoznacznym zjawiskiem są przekleństwa. Chociaż próbuje się je wyrugować z codzienności, schować pod dywan lub udawać, że nie istnieją, one cały czas są i bardzo mocno oddziałują. I jeśli mamy je nadal używać róbmy to z pełną świadomością. Kiedy trafi mi się kryzys znowu będę bezkarnie sypać bluzgami i może ktoś inny wtedy będzie przerażony :)
piątek, 14 czerwca 2019
,,Anatomia konfliktu" Tadeusz Pabjan
Tadeusz Pabjan próbuje zebrać kolejne wszystkie najważniejsze aspekty tego pozornego konfliktu i wskazać zarówno miejsca spójne jak i sprzeczności a poprzez to wykazać, że tak konflikt jest tylko pozorny a obie postawy mają rację bytu a nawet są w stanie wzajemnie się uzupełniać.
Autor wychodzi od najbardziej ogólnych zagadnień jak same pojęcia ateizmu naukowego i rozróżnienie religii od teologii, by przejść przez najbardziej newralgiczne stanowiska jak powstanie świata, istotę człowieczeństwa i humanizacji czy teorię ewolucji, następnie koncentrując się na ingerencji i egzystowaniu Boga w świecie. Posiłkując się największymi teologicznymi autorytetami chrześcijańskimi w prosty i przystępny ale nie pozbawiony naukowej powagi wyjaśnia kolejne zagadnienia, starając się pokazać, jak ważne jest miejsce Boga w otaczającej nas rzeczywistości.
,,Anatomia konfliktu" to ważny głos, pozwalający uporządkować sobie wiedzę oraz dający racjonalne uzasadnienie wiary czy odwoływania się nadal do Istoty Boga. Pokazuje, że nauka i religia mogą istnieć i wzajemnie prężnie działać, wzajemnie się uzupełniając.
niedziela, 23 października 2016
,,Nauka wobec wiary" Willem B. Drees
Tytuł oryginału: Religion and Science in Context: A Guide to the DebatesZdziwi się każdy czytelnik, który spodziewa się burzliwego sporu, rzucania gromów i podkreślania różnic na płaszczyźnie religia - wiara. Bo czy w ogóle dwa tak różne pojęcia mogą mieć jakiekolwiek punkty spójne?
Willem B. Drees - holenderski fizyk, teolog i filozof podejmuje karkołomną próbę pokazania, że nie możliwe jest całkowite oddzielenie świata nauki od wiary. Kreśli szeroki obraz zależności i wspólnych kontekstów. Pokazuje najbardziej zapalne punkty w dyskusjach. (Najlepszym i najpopularniejszym przykładem jest teoria ewolucji Karola Darwina.) Próbuje wskazać nieoczywiste aspekty interpretacji całego zjawiska. Stara się nie opowiadać po żadnej ze stron, nie wysuwać na pierwszy plan swoich poglądów, prezentując to co najważniejsze aby każdy mógł wysnuć swoje własne wnioski.
,,Nauka wobec wiary" dla osób zainteresowanych tematem będzie stanowić dopiero wstęp do dalszych poszukiwań. Na jej podstawie można stworzyć kolejną listę zagadnień, które należy wyjaśnić; punktów, które nadal są niejasne. Nie otrzymamy tutaj jasnej odpowiedzi na wiele pytań a jedynie wskazana zostanie droga gdzie dalej szukać. Ważne jest jednak to, że wyraźnie podkreśla się znaczenie religii w dochodzeniu do prawdy naukowej. Cały czas te zjawiska były ze sobą mocno związane i nie da się jednoznacznie oddzielić jednego od drugiego.
Nie jest to lektura łatwa. Skrótowo nakreśla pewne zagadnienia starając się stworzyć kompendium prezentujące najważniejsze zagadnienia. Nie jest wyznacznikiem prezentującym całość zagadnienia w dyskusjach o religii i nauce a jedynie stanowi wstęp. Mimo to polecam bo daje bardzo dobre i rzetelne wyobrażenie o temacie.
p.s. WYZWANIE 2016 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 23,2 cm - 2,0 cm = 21,2 cm






