poniedziałek, 29 czerwca 2020

,,Wielki następca" Anna Fifield

Tytuł oryginału: The Great Successor. The Divinely Perfect Destiny of Brilliant Comrade Kim Jong Un

Kim Dzong Un - postać, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Dziwny, śmieszny ale i przerażający przywódca Korei Północnej. Wydaje się postacią z zupełnie innego świata. Gdy cały świat prężnie pędzi do przodu, czaruje zmianami, tryska nowoczesnością, on i kraj, któremu przewodzi utknął gdzieś w odmętach najgorszych i najczarniejszych czasów. Wygląda groteskowo ale jakimś cudem udaje mu się trzymać w ryzach terroru i dyktatury cały kraj oraz sprawić, że nawet wszechpotężne Stany Zjednoczone nie są w stanie nagiąć go do swojej woli.

Kim właściwie jest Kim Dzong Un? Jakim cudem ten dziwny trzydziestokilkulatek przetrwał i udało mu się przejąć władzę? Dlaczego tyrania i rządy terroru nadal trwają? Co sprawia, że Stany Zjednoczone powstrzymują się od radykalnego działania? Na te i całe mnóstwo innych pytań próbuje znaleźć odpowiedzi Anna Fifield. Przeszłość Kim Dzong Una skrywa tajemnica. Nie wiadomo wiele o jego dzieciństwie, okresie nastoletnim. Autorka zbiera okruchy i buduje z nich obraz wręcz nieprawdopodobnego człowieka. I nie, nie jest on wyjątkowy dlatego, że w wieku trzech lat potrafił kierować samochodem jak mówi rozpowszechniona w Korei opowieść. Nie, jest wyjątkowy bo groteskowy wygląd, dziwna fryzura, szalone zachowanie kryją siłę, bezwzględność i determinację by za wszelką cenę utrzymać się u władzy. Kim Dzong Un nie liczy się z nikim i niczym. Po trupach (dosłownie) dążył do ugruntowania swojej odziedziczonej ale nie do końca pewnej pozycji. Nieobliczalny szaleniec a może genialny manipulant? Szczęściarz wykorzystujący okoliczności a może strateg po mistrzowsku planujący każdy kolejny ruch i wyprzedzający przeciwników? Nie da się na te pytania jednoznacznie odpowiedzieć bo Kim Dzong Un wymyka się szablonowemu myśleniu. Przekracza ustalone granice w straszny i zły sposób, że zaszokowany świat nie jest w stanie reagować.

Autorka na tyle na ile to możliwe stworzyła niejednoznaczny i wymykający się wszelkim regułom i przyjętym konwencją portret człowieka, którego nie można lekceważyć. Ale książka opowiada nie tylko o przywódcy Korei Północnej. Aby jak najlepiej oddać jego osobą trzeba sięgnąć po szerszy kontekst i pokazać jak w ogóle doszło do przejęcia władzy przez dynastię Kimów oraz jak wygląda sytuacja w państwie. Nie jest to obraz rysowany w jasnych barwach. To obraz biedy, nędzy, ucisku zwykłych obywateli kontrastujący z szaleństwem i bogactwem najwyższych warstw. To obraz oparty na sprzecznościach i życiu w wiecznym poczuciu zagrożenia.

Z pewnością reportaż nie wyczerpuje tematu, zaledwie go zarysowuje ale daje odczuć jak skomplikowana jest kwestia przywództwa w Korei Północnej i jak nieoczywistą postacią jest Kim Dzong Un. Lepiej można zrozumieć dlaczego globalna polityka wygląda tak a nie inaczej. Bardzo dobra pozycja szczególnie dla tych, którzy jeszcze wcześniej nie spotkali się z tym zagadnieniem. Jasno i klarownie punktuje najważniejsze wydarzenia, które doprowadziły do obecnych rozwiązań oraz wyjaśnia jakie pociągały za sobą skutki. Polecam bo warto przeczytać.

piątek, 26 czerwca 2020

,,W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska" Bohdan Baranowski


Jakiś czas temu czytałam książkę poświęconą demonologii i fascynującemu światu duchów w Japonii. Wtedy wydawało mi się niesamowitym i trochę dziwnym, że człowiek tak bardzo zapełnił otaczającą go rzeczywistość wszelkiej maści stworami. Wszystko jednak można było zwalić na karb specyfiki regionu, jego orientalizmu, egzotycznej kultury. No właśnie! Tylko co teraz? Bo nagle okazało się, że taki sam nadprzyrodzony świat istniał (istnieje?) obok nas, w Polsce, w samym centrum Europy.

Bohdan Baranowski to badacz folkloru działający w I połowie XX wieku. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili, gdy jeszcze możliwe było dotarcie do ludzi, który żywo i szeroko mogą opowiedzieć o wierzeniach, przesądach czy legendach jakie wpływały na życie ludzi przez wiele stuleci. W XX wieku wiele z nich zostało wyrugowane przez działalność władzy socjalistycznej, postępujący proces oświatowy i ukulturalniający. Dziś z przymrużeniem oka potraktowalibyśmy każdego kto twierdziłby że spotkał diabła, boginkę czy południcę. Jeszcze sto lat temu to było powszechne i traktowane bardzo poważnie przekonanie.

Baranowski zbiera i podejmuje się próby usystematyzowania wszystkich legend, bajań, wierzeń. Z jego pracy wyłania się fantastyczny, nadprzyrodzony świat. Pola, lasy, jeziora, drogi, wioski, domy zapełniają się stworami, widziadłami, czarownicami czasem pomocnymi, czasem utrudniającymi życie. Człowiek oprócz zwyczajnej pracy i obowiązków musi także umieć sobie z nimi radzić i czasem próbować zyskać ich przychylność, czasem umieć z nimi walczyć. Wszystko to miało jeden, najważniejszy, podstawowy cel: miało wyjaśniać to co umysł ludzki nie umiał wyjaśnić - zjawiska pogodowe, niespodziewane choroby, zjawiska fizyczne, elektryczne, chemiczne. Łatwiej było przyjąć i zaakceptować coś co nagle znajdowało swoje wyjaśnienie. Smutne i tragiczne jest jednak uświadomienie sobie jak wielu ludzi ginęło lub cierpiało poprzez to myślenie: kobiety posądzone o bycie czarownicami, obcy brani za diabłów, chore, niepełnosprawne dzieci uważane za chowańców. Trudna i twarda rzeczywistość naszych przodków nabierała nowego wymiaru, zapełniając się dodatkowo magią i nadprzyrodzonymi mocami.

Z pewnością jest to praca, do której sięgnięcie gorąco zachęcam. Baranowski ciekawie i rzeczowo opowiada o wierzeniach, które kiedyś były powszechne. Prezentuje świat, wypełniony życie, magią, stworami. Świat niebezpieczny, zagrażający życiu ale fascynujący i przepełniony niesamowitym klimatem grozy. Pokazuje jak bogata jest i była nasza kultura ludowa. Nie ma co się zachwycać folklorem Japonii czy innych krajów, sami mamy swój własny barwny, fascynujący i tak samo niebezpieczny. Z pewnością warto go odkrywać. Polecam gorąco!

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 109,4 cm - 3,4 cm = 106,0 cm.

czwartek, 18 czerwca 2020

,,Sieć Alice" Kate Quinn

 Tytuł oryginału: The Alice Network

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że historia skrywa wiele sekretów i fantastycznych opowieści. Czasem trzeba tylko trochę poszukać, spojrzeć inaczej by dostrzec coś niesamowitego a potem tylko właściwie to zaprezentować. Tak właśnie zrobiła Kate Quinn w swojej powieści ,,Sieć Alice". Wyszła od rzeczywistych wydarzeń i autentycznych, niesamowitych postaci i na tej podbudowie stworzyła fascynującą, porywającą opowieść o silnych, zdecydowanych kobietach, które nie wahały się poświęcić wszystkiego w imię walki o to co dla nich ważne.

,,Sieć Alice" rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, które dzieli prawie trzydzieści lat i dwie wojny. Bohaterką pierwszej części jest Eve, młodziutka ale zdeterminowana kobieta, która za wszelką cenę chce udowodnić swoją wartość. Nie chce już dłużej być niepozorną jąkałą. Gdy zostaje zwerbowana przez kapitana Camerona i wysłana jako szpieg do okupowanej Francji, w trakcie I wojny światowej, znajdzie się w samym środku zdarzeń mogących zadecydować o losach świata. Zostaje jednym z elementów kobiecej sieci szpiegowskiej dowodzonej przez nieustępliwą Lily. Losy Eve, już po II wojnie światowej splotą się z życiem Charlie, Amerykanki, która postanawia przemierzyć Europę w poszukiwaniu zaginionej kuzynki. Charlie i Eve przekonają się, że chociaż dzielą je życiowe doświadczenia, różnica pokoleń oraz spojrzenie na świat to jednak mają coś wspólnego: siłę i determinację, która nie pozwala stać w miejscu oraz uparcie pcha do realizacji wyznaczonych celów.

,,Sieć Alice" to zdecydowanie powieść, od której nie można się oderwać. Osnuta wokół autentycznych wydarzeń zapiera dech w piersiach. Jest w niej wszystko to co najlepsze: misja szpiegowska, zdeterminowane, silne bohaterki, tajemnica, mnóstwo emocji oraz siła pozwalająca uwierzyć, że da się pokonać przeciwności losu. I chociaż nie wszystko idzie po dobrej myśli, nie wszystko można ocalić, wynosi się z tych doświadczeń bogactwo: dojrzałość i wiedzę, która zaprocentuje. Dzięki plastycznym, realistycznym opisom, bohaterom z krwi i kości, można samemu poczuć się jak w środku zdarzeń, gdzie niebezpieczeństwo jest nieodłącznym towarzyszem a obiecana nagroda znikoma. Przewracałam kartki powieści oczarowana, zachwycona i niecierpliwa co jeszcze czeka. To decyduje, że będzie to powieść, której szybko nie zapomnę.

środa, 10 czerwca 2020

,,QualityLandia" Marc-Uwe Kling

Tytuł oryginału: QualityLand

Nie zaskakuje Was czasem jak dobrze (lub wręcz przeciwnie - wcale) zna Was wasza przeglądarka internetowa. Wystarczy oglądać nowe buty by za chwilę, co rusz pojawiały się kolejne reklamy, odpowiednio z personalizowane, oczywiście butów. A jeszcze lepszy jest pewien popularny serwis z filmami i muzyków, który wiecznie na swoich playlistach wyświetla podobną muzykę do tej ostatnio słuchanej. Na kartach przeglądarki pojawiają się artykuły na podobne tematy. Wszędzie jesteśmy kategoryzowani, oceniani, zbiera się o nas informacje by ,,bardziej pomóc, lepiej zrozumieć, trafniej dobierać rzeczy pasujące do naszego gustu". Ostatnio czytałam artykuł, że coraz bardziej zamykamy się w bańkach wiedzy bo kolejne algorytmy podają coraz bardziej wyselekcjonowane treści. Ale to tylko przedsmak tego co może być.

Wyobraźcie sobie świat, gdzie ludzie są już poklasyfikowani, maszyny zastąpiły ludzi w większości miejsc, wszystko jest tak dopasowane, że nie musimy się wysilać, żeby czegokolwiek chcieć, zanim pomyślimy jest już dostarczane i nie ważne czy to nowy tablet czy ,,idealny partner". Ludzie to tylko marionetki w świecie zdalnie sterowanym. I nagle jeden człowiek, na samym szarym końcu łańcucha, dostaje coś czego nie chce ani nie potrzebuje. Piotr Bezrobotny, bo tak się nazywa, zupełnie przypadkiem zacznie szaloną krucjatę by coś zwrócić a przez to udowodni, że niezawodny system się myli.

,,QualityLandia" to szaleństwo i śmiech przez łzy. Z jednej strony wszystko jest absurdalne i przerysowane, z drugiej łatwo zauważyć odniesienia go współczesnej, otaczającej nas rzeczywistości. To co jest szalone, niewyobrażalne, co ma być odległą wizją świata chociaż ubrane w lekkość, humor i absurd nagle można zauważyć obok. Personalizowane reklamy - jest, odpowiednio dostosowane treści - jest, algorytmy pokazujące idealny świat, pasujący do naszej wizji - jest, kolejne usprawnienia, pozwalające ograniczyć rolę ludzi - ależ oczywiście. Marc-Uwe Kling nie opisuje wcale takiej odległej przyszłości. On pokazuje świat, który powstaje na naszych oczach a my z radością i wręcz ulgą witamy. Pokazuje świat, w którym ludzkości pozwala się wyręczać na każdym kroku, ograniczyła swoje możliwości rozwoju, w zamian za nieograniczoną konsumpcję, zatraciła ciekawość świata w imię wygody. Żyje w bańce i jest z tego powodu zachwycona. Wizja przerażająca! 

,,QualityLandia" może nie jest powieścią, aż tak wybitną jak ,,Rok 1984". Trochę też brakuje to świetnego i trzymającego w napięciu ,,Futu.re" Glukhovsky'ego ale zdecydowanie wpisuje się w ten nurt. Pokazuje świat, który poszedł za daleko a ludzkość nawet nie zorientowała się, że dała ogołocić się z tego co najważniejsze: wolności, własnego zdania, ciekawości, zdolności do rozwoju, prawa do zmiany poglądów. Ironiczne spojrzenie i absurdalny humor powieści tylko potęgują tragizm wymowy i wywołują gorzki śmiech.

Nie wiem i nie umiem ocenić jak szybko pędzimy w kierunku wizji jaką prezentuje powieść. Nie wiem czy można to zatrzymać. Pewnie nie. Ale wiecie co? Ja idę pooglądać wiertarki, przynajmniej pliki cookie i wszystkie algorytmy zwariują i chociaż przez chwilę będę miała poczucie, że oszukuję Matrix.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 111,9 cm - 2,5 cm = 109,4 cm.

czwartek, 4 czerwca 2020

,,Bliżej, niż myślisz" Ewa Przydryga


Jest coś takiego w posezonowym nadmorskim kurorcie, że nadaje się na tło dla thrillera. Ulice jeszcze przed momentem tętniące życiem nagle pustoszeją, pękające w szwach pensjonaty zamykają się na głucho, cichnie śmiech, znika gwar. Wszystko zamiera. Pojawiają się ostatni, nieliczni goście, którzy sprawiają wrażenie jakby chcieli rozpłynąć się w październikowej mgle, zniknąć w cieniu. Taka z pewnością jest kobieta, goszcząca w pensjonacie Niki Wermer. Gdy pewnego wieczoru znika, nikt nie wierzy Nice, że w ogóle istniała bo nie pozostał po niej żaden ślad w pokoju. Wermer jest jednak pewna, że doszło do tragedii dlatego sama na własną rękę zaczyna prywatne śledztwo.

Thriller psychologiczny w wykonaniu Ewy Przydrygi to dla mnie nowość ale i pozytywne zaskoczenie. Od pierwszych stron powoli ale systematycznie buduje napięcie, równolegle prowadząc dwa zupełnie różne wątki. Jeden to skomplikowana, bolesna przeszłość głównej bohaterki znacząco wpływająca na to jaka jest obecnie, jak odbiera otaczająca ją rzeczywistość oraz jak sama jest postrzegana przez innych. Jej problemy z przeszłości sprawiają, że policja nie traktuje jej jako wiarygodnego świadka i bagatelizuje to co widziała. Kobieta jednak staje do walki, walczy z własnymi demonami i próbuje rozwikłać zagmatwaną sprawę kryminalną, która w pewnym momencie zaczyna zagrażać także jej życiu. Autorka tak splata oba wątki, że w pewnym momencie stają się jednym niesamowicie intensywnym i działającym na emocje tworem. Sprawiają, że można poczuć lekki niepokój. Nastrój potęguje mroczne jesienne tło, zapełnione cieniami, w którym cały czas ma się poczucie, że ktoś jest ukryty.

,,Bliżej niż myślisz" to bardzo dobrze napisana powieść, działająca na wyobraźnie i emocje. Niepokoi, porusza ale i intryguje oraz napędza ciekawość by poznać odpowiedzi skryte w finale. Z pewnością Ewa Przydryga ląduje u mnie na liście autorek, do których będę wracać. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 114,2 cm - 2,3 cm = 111,9 cm.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

,,Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobar

Tytuł oryginału: Canción de cuna de Auschwitz

Ostatnio pojawiło się wiele publikacji, których akcja rozgrywa się w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Z półek w księgarniach wręcz krzyczą tytuły zawierające słowo ,,Auschwitz". Z pewnością dobrym i ważnym jest aby pamiętać i szanować ludzi, którzy cierpieli i tam zginęli. W ,,Kołysance z Auschwitz" zostaje przywołana autentyczna postać niemieckiej pielęgniarki Helene Hannemann, która znalazła się w obozie wraz z piątką swoich dzieci, które nosiły w sobie krew zarówno niemiecką jak i cygańską. Helene, w obozie została oddelegowana przez doktora Mengele do stworzenia przedszkola. Jej cele były odmienne od tego czym kierowali się naziści, ona w nieludzkim świecie chciała zapewnić wszystkim dzieciom trochę normalności i sprawić by poczuły chociaż okruchy radości dzieciństwa.

Chociaż powieść ,,Kołysanka z Auschwitz" powstała na kanwie autentycznych zdarzeń i autentycznych postaci mam do niej mieszane uczucia. Z pewnością postacie takie jak Helene zasługują by o nich mówić i pamiętać ale sposób w jaki została przedstawiona ona oraz rzeczywistość z jaką przyszło jej się zderzyć budzi moje wątpliwości. Mam poczucie, że chcąc opowiedzieć dobrze tą historię należałoby się bardziej pochylić zarówno nad historią niemieckich Cyganów, obozu jak i poszczególnych postaci. Wiem, że głębokie wejście w ten świat mogłoby przytłoczyć i przerazić bo zamiast wzruszającej opowieści powstałby dramat i horror, którego przeciętny czytelnik nie byłby w stanie udźwignąć. Dlatego wyraźnie widać w powieści łagodzenie przekazu: obóz jest straszny ale panuje w nim względna normalność, ludzie giną ale jacyś, gdzieś, kiedyś, SS-mani są straszni ale nie do końca wiadomo dlaczego, doktor Mengele ma ludzką twarz. Nie kwestionuję, że z pewnej perspektywy taki mógł być widoczny obraz obozu, w końcu w każdym piekle można wypracować coś co nazwie się ,,normalnością" ale czasem mam poczucie, że takie książki robią więcej krzywdy historii niż pożytku. Łagodzą wydźwięk największej tragedii ostatniego stulecia, umniejszają winy i przyzwyczają zamiast wywoływać szok, oburzenie, niezgodę i w ten sposób utrwalając pamięć.

,,Kołysanka z Auschwitz" to niestety tylko czytadło. Trochę wzruszające, leciutko dające poczuć dreszcz niepokoju. Ale generalnie mdłe i nijakie. Szkoda bo bohaterowie powinni zostać zapamiętani.

,,Motyw ukryty. Z archiwum profilera" Bogdan Lach, Katarzyna Bonda


Nie ma zbrodni idealnej, nie ma zbrodniarza nie zostawiającego śladów, wszystko pociąga za sobą konsekwencje, jest wypadkową wielu okoliczności czy zdarzeń, jest efektem nakładania się na siebie małych i większych wydarzeń. Zawsze tak jest. I nie ważne, że pozornie wydaje się, że nie da się nic wyczytać, nie ma śladów. One zawsze są, tylko potrzeba osoby, która umiałaby je właściwie zidentyfikować i odczytać.

,,Motyw ukryty" to zbiór reportaży opracowanych na podstawie pracy doktora Bogdana Lacha, wybitnego i cenionego polskiego profilera. W ciągu całej swojej kariery zawodowej wykonał setki profili kryminalnych, które okazały się ważną pomocą w ustaleniu co dokładnie się stało i kto może stać za zdarzeniem. Dobry profiler musi umieć spojrzeć dalej, głębiej, szukać i drążyć. Nie koncentrować się tylko na tym co widać w pierwszej chwili ale szukać wszystkiego co próbowano zataić, zakryć, co zmieniono i co od dawna mogło stanowić o narastającym napięciu a w efekcie doprowadzić do zbrodni. Najlepiej pokazać, takie działania na przykładach i właśnie to przy pomocy Katarzyny Bondy robi. Wyciągnięte zostały z archiwum profilera sprawy: trudne, brutalne, szokujące, zagmatwane, nieoczywiste i krok po kroku zostało prześledzone wszystko to co do nich doprowadziło. Każda sprawa pokazuje jak skomplikowana jest psychika ludzka, jak dziwne rzeczy skrywa, jak zupełnie odmienne wizerunki prezentują ludzie, jak łatwo ulegają złu a nawet, że to okazja czyni mordercę. Nie są to zagadki kryminalne do jakich przyzwyczaiły nas filmy, seriale czy książki. Nie zawsze dobro triumfuje, ale trzeba zawsze dążyć do tego by odkryć prawdę i to właśnie robi profiler. Nie robi żadnych hokus-pokus ale wykorzystuje wiedzę z zakresu psychologii, behawiorystyki, kryminologii oraz innych dziedzin pokrewnych by dotrzeć do sedna.

,,Motyw ukryty" to książka trudna. Bez ogródek mówi o tragediach, zbrodniach, sprawcach i wszystkim tym co z reguły jest przekazywana opinii publicznej w dużo łagodniejszej formie. Pokazuje cały kontekst zdarzeń, który czasem jest tak banalny, że jest to wręcz straszne. A czasem dreszcz niepokoju wywołuje to jak łatwo przechodzi się do porządku dziennego z ludzkimi dramatami, które czasem trwają wiele lat. Tak samo szokujące jest uświadomienie sobie, że często nie wie się nic o ludziach z najbliższego otoczenia. Jednak z tego ogromu zła, dramatu, brutalności płynie wniosek, że jednak może być lepiej. Doktor Lach jasno i klarownie nie tylko daje przykłady ale także tłumaczy, że wykrywalność sprawców jest większa, że spada liczba zabójstw, że nikt nie może czuć się stuprocentowo bezkarnie.

Żyjemy w świecie zdominowanym przez mass media i popkulturę. Seriale, seriale paradokumentalne, książki uczą, że wszystko można rozwiązać w trakcie godzinnego seansu a zbrodniarz to ten co ma zły wyraz twarzy lub dziwnie patrzy. Rzeczywistość jest jednak inna. Dochodzenie do prawdy to proces żmudny ale nie niemożliwy. Dobrze, że powstają takie książki jak ,,Motyw ukryty" bo pokazują jak wygląda zaplecze profilerskie, uczą i oswajają z procedurami. Pozwalają zerknąć za zasłonę kryminalistyki i pokazują, że nie ma zbrodni idealnej. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza!
 
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 117,3 cm - 3,1 cm = 114,2 cm.
 

środa, 27 maja 2020

,,Mój raz na zawsze książę" Caroline Linden

 Tytuł oryginału: My Once and Future Duke

Sophie Graham nie ma nic do stracenia i z pewnością nie zamierza pozwolić aby ktokolwiek za nią decydował. Po śmierci rodziców, okrutny dziadek umieścił ją w szkole z internatem gdzie poznała dziewczęta, które zostały jej najlepszymi przyjaciółkami na śmierć i życie. Opłacenie szkoły było jedynym wsparciem jakie otrzymała. Teraz, jako młoda kobieta, musi sobie radzić sama. I radzi sobie całkiem nieźle. Udając szanowną wdowę, panią Campbell co wieczór odwiedza jeden z osławionych przybytków hazardu, klub Vega by tam ogrywać kolejnych dźentelmenów a przy okazji budując swój majątek. Jeden wieczór, jeden zakład zmieni całe jej życie gdy jej przeciwnikiem zostanie surowy książę Ware.

,,Mój raz na zawsze książę" to lekki i przyjemny, chociaż mało zaskakujący, romans historyczny. Głównymi bohaterami są Jack, książę Ware - poważny, surowy, gardzący hazardem i zbyt poważnie podchodzący do obowiązków człowiek, którego światopogląd legnie w gruzach, gdy na swej drodze spotka tajemniczą panią Graham. Jedno spojrzenie wywoła w nim lawinę szaleństwa i odmieni całe jego życie. Także Sophie musi podjąć decyzję czy plan jaki opracowała jako młoda dziewczyna ma szansę realizacji czy lepiej zastąpić go czymś innym.

Po ostatnich kryminałach potrzebowałam odskoczni. Czegoś co sprawi, że się uśmiechnę, może westchnę, czegoś lekkiego i przyjemnego chociaż niekoniecznie specjalnie wciągającego czy przykuwającego uwagę. I takie coś dostałam. Nie jest opowieść spektakularna, raczej banalna i bardzo przewidywalna, nie ma wielkich dramatów, są delikatne zakręty losu, nie ma wybuchów śmiechu czy łez, raczej leciutki uśmiech. Nie sypią się iskry emocji, no najwyżej czuć łaskotanie. Ale to opowieść jakiej raz na jakiś czas potrzeba by spokojnie móc iść do czegoś innego. Resetuje mózg, emocje, nie irytuje ale też nie porusza. Jest po prostu lekka.

piątek, 22 maja 2020

,,Ukryty pokój" Jørn Lier Horst

 Tytuł oryginału: Det innerste rommet

Komisarz William Wisting dostaje nietypową sprawę. Nieoczekiwanie działa nieoficjalnie by zbadać skąd niedawno zmarły były minister zdrowia miał ponad osiemdziesiąt milionów koron w swoim domku letniskowym. Komisarz, na zlecenie Prokuratora Generalnego, formułuje mały zespół w skład, którego wchodzi także jego córka, młoda dziennikarka Line. Tropy prowadzą nietypowy zespół w przeszłość i co zaskakujące zaczynają się łączyć ze sprawą prowadzoną przez Adriana Stillera, śledczego odpowiedzialnego za cold cases czyli nierozwiązane sprawy z przeszłości. Bez specjalnego entuzjazmu Wisting łączy swoje siły ze Stillerem by pokazać, że zagadki z przeszłości mogą znaleźć swoje rozwiązanie, w najmniej spodziewany sposób.

,,Ukryty pokój" ma wszystko to co lubię w tej serii. Nie jest może spektakularna i szokująca, raczej drobiazgowa, trochę żmudna ale cały czas pozostaje bardzo konkretna i przypomina układania puzzli. Z rozsypanki małych elementów, dzięki uporowi, sile i determinacji powstaje obraz jakiego nikt się nie spodziewał. Dużo on mówi o ludziach, ich zachowaniach i motywacjach jakie nimi kierują. Horst tutaj nie zabiega o szokowanie czy zastraszania chociaż sytuacje pełne niebezpieczeństwa się pojawiają. U niego zbrodnia sprawia wrażenie chwilowego zachwiania równowagi, która dzięki wysiłkowi wielu osób, na koniec znowu zostaje przywrócona.

Oprócz oczekiwania na rozwiązanie, pomiędzy próbami samodzielnego zgadnięcia zawsze z ogromną sympatią obserwuję bohaterów. Ich normalność, spokojne życie i nawet to, że życiowe wyzwania przyjmują ze spokojem. I nawet, chociaż Adrian Stiller zdaje się być burakiem, jego też lubię i cały czas mam nadzieję, że zobaczę jego inne, bardziej przyjazne oblicze. Mam nadzieję, że kolejne tomy (jeśli postaną) rozwiną tą postać. Teraz muszę czekać.

czwartek, 21 maja 2020

,,Uśpienie" Camilla Grebe

 Tytuł oryginału: Dvalan

Samuel ma osiemnaście lat i już zdążył sobie skomplikować życie. Żeby wyrwać się spod nadopiekuńczych skrzydeł fanatycznie religijnej matki wplątał się w układ z bossem narkotykowym Iwanem. Niestety, nic nie idzie tak jak powinno. Szybki zarobek zmienia się w śmiertelne zagrożenie. Chłopakowi nie pozostaje nic innego jak ucieczka. Schronienie znajduje u wdowy Rakel, które opiekuje się nastoletnim, niepełnosprawnym synem. Zatrudnia ona Samuela jako asystenta. Pozorny spokój zostaje zrujnowany gdy w okolicy pojawia się wściekły boss narkotykowy w poszukiwaniu swoich pieniędzy. Równocześnie w okolicy policja zaczyna prowadzić śledztwo, gdy na wybrzeżu zostają znalezione zmasakrowane zwłoki młodych mężczyzn. Wszyscy mieli powiązania z półświatkiem narkotycznym. Dochodzenie początkowo oczywiste i schematyczne zakręca jednak w nieoczekiwanym kierunku.

,,Uśpienie" mnie zaskoczyło, a nie zdarza się to często. W trakcie lektury długo byłam przekonana, że mam do czynienia z typowym thrillerem. Bo jak można nie zauważyć ewidentnych, już tak często wykorzystywanych schematów. Młody, zagubiony człowiek, wplątany w śmiertelne zagrożenie, ucieczka, pościg.. Banał, banał, banał. I chociaż kibicowałam Samuelowi, to raczej nie oczekiwałam tam czegoś zaskakującego. Czekałam na finalną rozgrywkę między nim a ,,tymi złymi" i to wszystko. Gdy moja czujność została przez autorkę całkowicie uśpiona, wtedy właśnie nastąpił największy zwrot akcji. Volta, taka że zostałam postawiona na baczność i z wrażenia przecierałam oczy, jak mogłam to wszystko przegapić. Nie, nie powiem co się stało. Nie zniszczę całego napięcia. Powiem tylko, że  warto czekać. Warto, czytać dalej. Dopiero w finale wszystko nabiera znaczenia, staje się jasne klarowne a przez to milion razy bardziej przerażające i bardziej realne. Autorka doskonale obserwuje współczesny świat, współczesne nawyki, zwyczaje, także te internetowe i z nich wyciąga to co najstraszniejsze.

,,Uśpienie" absolutnie usypia czujność a potem wali z grubej rury. Niech Was nie zmylą schematy, nie myślcie, że już wszystko już widzieliście i wszystko znacie. Gwarantuje Wam zaskoczenie. Gwarantuje Wam niepokój i przerażenie, że przegapiliście tak oczywiste sygnały. A potem na nic nie spojrzycie w ten sam sposób. Wszystko nabierze nowego znaczenie i wszędzie będziecie widzieć zagrożenie.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga!
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 119,3 cm - 2,0 cm = 117,3 cm.
 

wtorek, 12 maja 2020

,,W złotej klatce" Rhys Bowen

 Tytuł oryginału: In a Gilded Cage

W ósmym tomie Molly Murphy już nie jest zagubioną, świeżo przybyłą do Nowego Jorku Irlandką. Ma swoje miejsce na świecie, wiernych przyjaciół, pracę i narzeczonego. Wie co chce osiągnąć ale nadal targają nią wątpliwości czy uda jej się prowadzić takie życie o jakim marzy, szczególnie jeśli oficjalnie przyjmie oświadczyny ukochanego Daniela. Dodatkowo ostatnie zlecenia detektywistyczne jakie przyjęła jeszcze bardziej potęgują jej wątpliwości. Molly na demonstracji feministycznej poznaje młode kobiety, dawne wychowanki cenionej szkoły Vassar. Kiedyś zdolne i ambitne, pełne marzeń i planów na podbicie świata teraz zostają sprowadzone przez małżeństwo do roli ozdoby salonu i zmuszone do prowadzenia rozmów o ubraniach i kosmetykach. Rezolutna panna Murphy właśnie od nich otrzymuje dwa zadania: odkryć prawdę o pochodzeniu jednej z nich a drugiej pomóc zdemaskować niewierność męża. Gdy jednak wkrótce tajemnicza choroba zaczyna siać zabójcze żniwo, w Molly budzą się wątpliwości i z własnej inicjatywy zaczyna kolejne, tym razem dużo bardziej niebezpieczne śledztwo.

,,W złotej klatce" to kolejny raz kryminał retro, zapewniający rozrywkę na najwyższym poziomie. Nie tylko zapewnia wciągającą i emocjonującą łamigłówkę, która kończy się zaskakującym rozwiązaniem ale to także kolejny raz wnikliwe i zmuszające do zastanowienia spojrzenie na minioną epokę. Dostajemy poruszający obraz rodzącego się ruchu feministycznego, mozolnego walczenia o prawa, które obecnie są tak naturalne i oczywiste jak oddychanie. Ale to także refleksja nad sytuacją kobiet i ich rolą w społeczeństwie a przede wszystkim w małżeństwie. Rhys Bowen jest w tym mistrzynią. Pod płaszczykiem lekkiej intrygi, przygody i akcji, przemyca całe pokłady ważnych społecznych tematów aktualnych także współcześnie.

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 121,8 cm - 2,5 cm = 119,3 cm.

poniedziałek, 11 maja 2020

,,Mózg władca czasu" Dean Buonomano

Tytuł oryginału: Your Brain Is a Time Machine. The Neuroscience and Physics of Time

Na pewno każdy ma w swoim życiu doświadczenia, w których upływ czasu, szczególnie analizowany z pewnej perspektywy zaskakuje. Najlepszym przykładem z mojego życia jest zestawienie dziewięciu lat jakie stanowił okres szkoły podstawowej i gimnazjum z dziewięcioma laty, które właśnie miną mi w firmie gdzie pracuję. Pierwszy z okresów wydaje się nieskończenie długi, poprzetykany nieskończonością wydarzeń, zmian, decyzji i problemów. Natomiast ten drugi - chociaż też nie działo się mało - to budzi tylko zaskoczenie i zdziwienie, czy to naprawdę tyle lat.

Okazuje się, że na to wszystko jest naukowe wyjaśnienie. I całkiem prosto, bez zbytniego komplikowania sprawy przedstawia Dean Buonomano w swojej publikacji. Zaczynając od najprostszych przykładów pokazuje jak bardzo subiektywnym odczuciem jest upływ czasu i jak wiele w jego odbiorze zależy od mózgu. Jego publikacja to nie tylko ciekawe spojrzenie na samą historię pomiaru czasu, rozwiązywania i analizowania różnorakich kwestii związanych z pomiarem i rozumieniem czasu. To także proste przybliżenie laikowi ważnych zagadnień związanych z neurologicznym czy czysto fizycznym podejściem do tego zagadnienia. Książka także zmusza skupienie i zastanowienie się nad wieloma aspektami, które na co dzień zupełnie ignorujemy a które w znacznej mierze zależą od poprawnie działającego mózgu. Pewnie zupełnym zaskoczeniem będzie jak powiem, że każdy z nas doświadcza prawie codziennie podróży w czasie - wystarczy do tego planowanie przyszłych zdarzeń i przewidywanie konsekwencji działań. Tak proste i tak oczywiste.

Publikację ,,Mózg władca czasu" polecam gorąco. To bardzo przystępnie napisana, pełna ciekawych i prosto wyjaśnionych przykładów praca, którą czyta się z zainteresowaniem godnym najlepszej powieści. To niesamowite jest gdy uświadomimy ile potrafi i do czego jest zdolny ludzki mózg, jak zmienia się spojrzenie na świat gdy zrozumiemy, że w dużej mierze poczuciem czasu, zapamiętywanie pewnych zdarzeń i ich trwania zależy tylko od mózgu i tego jak on pracuje. A najlepsze w tej pracy jest to, że nie jest ona przeznaczona tylko dla specjalistów czy osób posiadających wiedzę z zakresu fizyki i neurologii. Każdy może ją przeczytać i przekonać się, że najlepszy i najbardziej wydajny komputer nosi w głowie.

środa, 6 maja 2020

,,Pani Śmierci" Terry Goodkind

 Tytuł oryginału: Death's Mistress

Jedna przygoda musi się skończyć, żeby mogła zacząć się kolejna! Tak właśnie jest z cyklem ,,Miecz Prawdy". Richard Rahl pokonał każdego kogo miał pononać: Jagang, imperator Sulahan to już przeszłość. Teraz może cieszyć się spokojnym panowaniem nad zjednoczonym Imperium D'Hary. Są jednak miejsca gdzie nikt nie wie o tym, że zapanował pokój a Lord Rahl jest jego opiekunem, dlatego czarodziejka Nicci wraz z Nathanem Rahlem, czarodziejem i ex-prorokiem wyrusza w drogę by być jego ambasadorami. Ich droga w stronę Mrocznych Krain rozpoczyna się u wiedźmy Red, która przepowiada im, że muszą udać się do tajemniczego miejsca zwanego Kol Adair. I jak każda prawdziwa przygoda, wszystko zaczyna się od pierwszego kroku.

,,Pani Śmierci" rozpoczyna nowy cykl autorstwa Terry'ego Goodkinda ,,Kroniki Nicci". Jest bezpośrednią kontynuacją ,,Miecza Prawdy" i jest silnie zanurzony w tym dobrze znanym świecie. Fan uniwersum odnajdzie wiele odniesień do tego co działo się przez kilkanaście tomów, które stanowią opowieść. Jest to z pewnością ogromne utrudnienie i wyzwanie dla wszystkich osób, które właśnie od ,,Pani Śmierci" chciałby zacząć przygodę. Jednak jeśli pominą niuanse i przymkną trochę oko na tło z pewnością mogą cieszyć się przygodą. Bo tym ta powieść jest. Właściwie od pierwszych stron przygoda goni przygodę. Nicci i Nathan nie próżnują tylko co rusz wpadają w kolejne kłopoty by raz za razem szukać rozwiązań i pokonywać przeciwności losu. Przypomina to trochę zlepek kilku następujących opowiadań, który łączy nadrzędny motyw - wędrówka ku nieznanemu. Wszystko utrzymane jest w dobrze znanym, trochę rozgadanym Goodkindowym stylu.

W przypadku ostatnich tomów serii ,,Miecz Prawdy" narzekałam, że są one jednym wielkim powtórzeniem. Autor bez przerwy przypominał co Richard zrobił, potrafi, co mu przyświeca. Brakowało tam już świeżości i lekkości. ,,Pani Śmierci" wnosi trochę nowości do uniwersum. Nie można mówić o całkowitym zwrocie i totalnym odświeżeniu ale jest lepiej. Goodkind pokazał, że jest autorem, który umie stworzyć wielotomowy, pasjonujący cykl ale słabo mu idzie utrzymanie jednego trzymającego wątku w więcej niż dwóch czy trzech tomach. Zdecydowanie lepiej idzie mu tworzenie luźniejszej serii przygód, tylko w tle powiązanej wspólnym motywem. I tak, i pewnie w kolejnych tomach będzie. Wędrówka a po drodze kolejne przygody i walka ze złem w imię Lorda Rahla.

,,Kroniki Nicci" niestety nie zapierają już dechu w piersi, nie wbijają w fotel, nie kradną czasu, który powinnam poświęcić na coś innego. Ale trudno się dziwić - przygodę z uniwersum zaczynałam ponad dziesięć lat temu. Ja byłam inna i cykl był inny. Teraz pozostał sentyment i nadzieja na rozrywkę. Bo tym będzie ta książka dla każdego fana Richarda Rahla - sentymentalnym powrotem do lubianego świata i chwilą lekkiej rozrywki.

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 124,5 cm - 2,7 cm = 121,8 cm.

środa, 29 kwietnia 2020

,,Inkub" Artur Urbanowicz


Gdzieś na Suwalszczyźnie jest wieś, o której wszyscy zdali się zapomnieć. Kilka domów, blisko park narodowy - pozornie cisza i spokój. Pozornie! Wioską wstrząsa tajemnicza śmierć małżeństwa, które dosłownie obróciło się w popiół, wkrótce samobójstwo popełnia lokalny policjant, który dosyć intensywnie interesował się przeszłością wioski. Te zdarzenie zmuszają młodego policjanta o polsko-litewskich korzeniach do rozpoczęcia własnego śledztwa. Nie wie on jednak, że przyjdzie mu się zmierzyć z czymś odmiennym, przekraczającym rzeczywistość i nie z tego świata.

Wydawało mi się, że o nawiedzonych domach i typowych historiach jakie z tego można stworzyć wiem całkiem sporo. Nie spodziewałam się jednak, że na polskim gruncie może powstać historia, która .. hmm... zahipnotyzuje, przykuje do fotela i sprawi, że nie będę mogła się oderwać. ,,Inkub" to pełnokrwista opowieść, która co rusz zaskakuje nieoczekiwanymi zwrotami akcji, równocześnie cały czas doskonale kontrolując napięcie, które tylko narasta. Akcja jest tak prowadzona, że nie tylko zastanawiamy się co jeszcze nas czeka ale czujemy wręcz ciarki na plecach na myśl co to dokładnie może być. Dwie historie, wzajemnie przeplatające się w książce wzajemnie się uzupełniają dając z każdą stroną coraz bardziej niepokojący obraz. I chociaż historia mocno oparta jest na wątkach fantastycznych i nadprzyrodzonych, mocno sięga w pierwotne wierzenia, ludowe przesądy i skupia się na tym co jest obok a czego nie da się całkowicie i jednoznacznie wyjaśnić.

Każdy, kto lubi się bać, albo przynajmniej nie straszne mu ciarki na plecach powinien sięgnąć po ,,Inkuba". To książka gdzie w świetny sposób mieszają się typowe horrorowe wątki okraszone świeżością spojrzenia z perspektywy Suwalszczyzny. Tylko nie obgryzać paznokci z emocji!! Wiedźma patrzy i wie, że się boisz :D

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 129,8 cm - 5,3 cm = 124,5 cm.

sobota, 25 kwietnia 2020

,,Ja nie mam duszy" Natalia Budzyńska


Wystarczy otworzyć dowolną stronę internetową i przejrzeć tytuły. Wszędzie tam panoszy się sensacja, szokujące, krzykliwe tytuły, wyolbrzymienie i przesada. Wszystko tylko by przykuć uwagę i zmusić czytelnika na kliknięcie na załączony link, szczególnie w okresach gdy nic ciekawego nie dzieje się kulturze, sporcie czy polityce. I chociaż technologia się zmieniła, dokładnie to samo działo się ponad 100 lat temu. Wielkie nagłówki na pierwszych stronach gazet informowały o zamurowanej zakonnicy, którą udało się oswobodzić w Krakowie. Ciekawość ludzka, sprytnie podsycana przez stopniowe dawkowanie kolejnych sensacyjnych i szokujących szczegółu, szalała. Nakłady się wyprzedawały. Wpływało to także na nastroje społeczne w samym mieście ale i całej Europie. Ale co naprawdę wydarzyło się w Krakowie? Kim była zamknięta przez wiele lat zakonnica? Dlaczego musiała spędzić wiele lat w celi klasztora przy ulicy Wesołej?

Natalia Budzyńska w swoim reportażu idzie śladami uwięzionej Barbary Ubryk i próbuje odtworzyć koleje jej losu, tak aby znaleźć rzetelne i prawdziwe odpowiedzi na nurtujące pytania. Prześledzi dokumenty archiwalne i akta sądowe i na tej podstawie nakreśli smutny, poruszający portret kobiety dotkniętej chorobą psychiczną, której wtedy nikt nie umiał pomóc. Ograniczenia ówczesnej medycyny a szczególnie psychiatrii oraz dosłowne traktowanie reguły zakonnej doprowadziło ją do zamknięcia w celi klasztornej. Z perspektywy losów Barbary widać słabości innych ludzi, ich ignorancję i bezsilność w obliczu niezrozumiałej choroby. Brak realnych środków, które mogłyby pomóc chorej skutkował tym, że wybrano rozwiązanie okrutne ale jedyne jakie było dopuszczalne - usunięcie z widoku i udawanie, że problem nie istnieje.

,,Ja nie mam duszy" to także jaskrawy przykład jak funkcjonuje prasa brukowa, jak kształtują się sensacyjne plotki i opowieści, które są w stanie porwać tłumy. I chociaż minęło już ponad półtorej stulecia te same mechanizmy widzimy na co dzień. Sprytne sterowanie tłumem, wykorzystywanie niewinnych ofiar do własnych egoistycznych celów, tak jak Barbara Ubryk w XIX wieku stała się elementem walki z Kościołem i klasztorami.

Natalia Budzyńska stworzyła reportaż od którego ciężko się oderwać. Przykuwa swoim pozornie lekkim, gawędziarskim stylem po to by potem szokować, zmuszać do refleksji i dać odczuć, że świat i ludzkość tak naprawdę zawsze są tacy sami. Tragedia i dramat na chwilę przykuwa uwagę, wyciąga krzywdę na światło dzienna po to by za chwilę zapomnieć i skierować swój wzrok na coś zupełnie nowego. Polecam!

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

,,Yūrei. Niesamowite duchy w kulturze japońskiej" Zack Davisson

 Tytuł oryginału: Yūrei: The Japanese Ghost

Japonia to miejsce magiczne, charakteryzujące się specyficznym folklorem i zupełnie odmienną od europejskiej kulturą. Już pobieżne spojrzenie na świat wierzeń Japończyków wystarczy by się przekonać, że oprócz świata ludzi istnieje także drugi, nie mniej ważny świat - świat duchów. I o ile duchy w świadomości Europejczyka to baśń, legenda, historie, które opowiada się dla wywołania dreszczyka emocji to dla mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni stały i bardzo realny element rzeczywistości.

Zack Davisson w swojej pracy podjął się próby zebrania i pokazania najbardziej charakterystycznych i najbardziej typowych przykładów duchów pojawiających się w japońskiej kulturze i folklorze. Próbuje prześledzić ich genealogię, pokazać kulturowe odniesienia oraz wskazać gdzie także obecnie można je odnaleźć - zarówno jeśli chodzi o teatr, grafikę, kino czy literaturę. Jego praca to nie tylko zbiór ciekawostek to przede wszystkim solidne i rzetelne spojrzenie na historię i kulturę Japonii na przestrzeni wieków z perspektywy duchów. Bo duchy są bardzo ważnym elementem kształtującym codzienność Japonii. Nie są ciekawostką ale spoiwem łączącym przeszłość z teraźniejszością, szarą codzienność ze światem duchowym, nadprzyrodzonym, przekraczającym ziemską egzystencję.

Davisson próbuje nakreślić szerszy kontekst w swojej pracy odnosząc się mocno do kultury i historii Japonii ale jeśli chodzi o konkretne przykłady skupia się na kilku najbardziej charakterystycznych, taki jak: duchy miłości, zazdrości czy przywiązane do miejsca lub przedmiotu. Ta książka to nie tylko teoretyczna rozprawa o duchach ale także ciekawy zbiór kilku opowieści o duchach typowych dla Japonii. Autor wybrał zaledwie kilka przykładów odpowiadających rozdziałom teoretyczny i doskonale ilustrujących to co próbuje uwypuklić.

Jedno jest pewne ,,Yurei" zabiera czytelnika w fascynujący świat duchów. Daje posmakować niesamowitego świata gdzie zacierają się granice pomiędzy tym co realne a tym co nadprzyrodzone. Ale to także kompendium, które rzetelnie i konkretnie, z dbałością o szczegóły i z szacunkiem opisuje to co jest ważne dla Japończyków. Dla każdego, kto jest zafascynowany Krajem Kwitnącej Wiśni pozycja obowiązkowa. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 131,6 cm - 1,8 cm = 129,8 cm.

sobota, 18 kwietnia 2020

,,Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji" Piotr Milewski

Od miliona lat (nie przesadzam) pracuje w polskim korpo. Mam też znajomych w różnych korporacjach poza granicami i wydawało mi się, że nic co korpoludzkie nie jest mi obce i nic nie jest mnie w tym systemie zadziwić. Cóż, myliłam się. Jakiekolwiek korpo europejskie w porównaniu w korporacją japońską musi i wypada słabo. Wręcz jaki się jako spokojna, prawie idealna praca. Co jest takiego wyjątkowego w japońskiej odmianie tego systemu? Najlepiej oddać głoś Piotrowi Milewskiemu, który spędził w jednej z firm - określanej jako K. pięć lat.

Od razu trzeba zaznaczyć, że ścieżka kariery Milewskiego odbiegała od typowej drogi zwykłego japońskiego pracownika. Nie musiał on startować od samego dołu, nie przeszedł przez wszystkie działy. Zaczynał jako specjalista i jedyny obcokrajowiec w firmie, która wydawała się stanowić jeden organizm pracowniczy. Życie wielu mieszkańców okolic, gdzie była zlokalizowana było jej podporządkowane i to firma decydowała jak wygląda nawet czas wolny pracowników. Generalnie sam obraz pracy i relacji firma - pracownik jest zaskakujący i radykalnie odbiegający od tego co znamy z Europy. Z pewnością już na wstępie zaskakuje długoterminowa perspektywa. Tam panuje przekonanie, że praca jest na zawsze a nie na chwilę oraz pracownik wstępujący w progi zakładu pracy automatycznie staje się klockiem budującym całość, traci swoją indywidualność, stając się takim jak inni. Wpływają na to jednakowe stroje, wyćwiczone zachowania, wręcz codzienne pranie mózgu nakierowane na to by firma mogła osiągać jak największe zyski i w ten sposób rozwijać się.

Milewski opisuje korporacyjną rzeczywistość z lekkością i humorem. Opowiada o swojej codzienności przemycając wiele danych o Japonii i Japończykach. Jego świat choć trudny, pełen wysiłku i dostosowywania się do reguł narzuconych przez firmę jest jednak pełen swoistego szaleństwa, egzotyki i ukazuje zupełnie inne oblicze korpoświata. Sama czytając wiele razy wybuchałam śmiechem by za chwilę dojść do wniosku, że moje korpo ze swoimi absurdami nie jest aż takie złe. Może informacje, które przekazuje autor są spłycone i mocno przefiltrowane przez sito jego subiektywizmu ale dają poczuć pewną namiastkę japońskiej rzeczywistości i problemów jakie targają to społeczeństwo. Polecam!

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

,,Szczęściarz" Nicholas Sparks

 Tytuł oryginału: The Lucky One

Chyba nie raz powtarzałam, że książki Nicholasa Sparksa sprawiają mi problem. Z jednej strony, gdy zaczynam je czytać denerwuje mnie infantylny styl, trochę moralizatorski, trochę na siłę próbujący budować emocje. Potem jednak, sama nie wiem, w którym momencie daję się wciągnąć w historię, zaczynają mnie interesować bohaterowie, chcę poznać ich historię i tak, cały czas mam nadzieję, że chociaż tym razem, Sparks wredny mistrz wzruszania, pozwoli bohaterom cieszyć się szczęśliwym zakończeniem.

Nie powiem Wam jak jest w tym przypadku ale opowieść o Loganie, weteranie wojny w Iraku, i Beth, dziewczynie ze zdjęcia, która stała się jego talizmanem jest dokładnie taka jak wszystko co lubimy i nienawidzimy w powieściach Sparksa. Zwyczajna, prosta, pełna skomplikowanych emocji i nieoczekiwanych zawirowań losu. Spokojnie ale w przepełniony uczuciami sposób pokazuje rodzące się uczucie pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy mają trudną przeszłość za sobą. Ich pełne mroku życie, które wydawało się, że będzie taki same już do śmierci nagle zostaje przerwane przez spotkanie a potem miłość. Będą musieli wykazać się siłą i odwagą by zrobić krok, który może zapewnić im szczęście.

Sparksa czytam raz do roku i wydaje mi się, że taka ilość jest optymalna. Jak (prawie) każda kobieta lubię czasem proste, wzruszające opowieści ale cukierkowatość, idealność i pewne spłaszczenie fabuły jakie są znakiem rozpoznawczym opowieści tego autora w dużych ilościach przestają być przyswajalne. ,,Szczęściarza" warto zostawić na moment, gdy po prostu szukamy lekkiej, sympatycznej, emocjonalnej historii bo taką ona właśnie jest.

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 134,4 cm - 2,8 cm = 131,6 cm.

środa, 8 kwietnia 2020

,,Chodzi lisek koło drogi" Hanna Greń


,,Chodzi lisek koło drogi" to powrót do policjantów z Bielska. Nie ma chwilowo Nakiego, który w końcu dostał się do Szkoły Oficerskiej w Szczytnie. Jego miejsce zajęła ambitna i energiczna podkomisarz Mariola Konieczna. Kobieta przebojem wchodzi w męskie środowisko, początkowo zjednując sobie przyjaźń właśnie Nakańskiego i Wolfa. Szybko okazuje się, że te znajomości mogą okazać się pomocne gdy będzie musiała prowadzić dziwne i zaskakujące śledztwo w sprawie śmierci miejscowej prostytutki.

Drugi tom serii ,,Śmiertelne wyliczanki" obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji i to w nim nie raz autorka prowadzi czytelnika na manowce. Śledztwo od początku nie jest łatwe, dużo niedopowiedzeń, błędnych tropów w zeznaniach świadków oraz cała lawina niuasów, które ujawniają skomplikowane relacje międzyludzkie. Z całej gmatwaniny poszlak, wątków i tropów tylko jeden wydaje się być wyraźny i jednoznaczny - bezpośrednie nawiązanie do dziecięcej wyliczanki. Podkomisarz Konieczna z towarzyszącym jej komisarzem Sokołowskim uparcie zmierzają do celu by odkryć tożsamość ,,Liska" i nie pozwolić mu umknąć przed wymiarem sprawiedliwości.

,,Chodzi lisek koło drogi" to lektura rozrywkowa ale bardzo przyjemna. Hanna Greń dołożyła wszelkich starań by stworzyć skomplikowaną zagadkę kryminalną, która nie da się zbyt łatwo rozwiązać. Dzięki temu lektura to czysta przyjemność, okraszona kluczeniem pomiędzy umiejętnie podrzucanymi błędnymi tropami. Jak w grze planszowej, która często powraca na kartach książki, tylko ten odgadnie rozwiązanie, kto uniknie pułapek i nie da się zaskoczyć. A że nie samymi zagadkami kryminalnymi człowiek żyje to dodatkowych emocji dostarczy wątek romansowy, który rozwija się z przytupem przez całą fabułę powieści.

czwartek, 2 kwietnia 2020

,,Władcy czasu" Eva García Sáenz de Urturi

 Tytuł oryginału: Los seniores del tiempo

Czy dwie historie, które dzieli przedział ośmiuset lat mogą się spleść tak ściśle by postawa jedna zapierająca dech w piersiach opowieść? Wielu autorów mierzyło się z tym tematem pokazując, że przeszłość i teraźniejszość łączą się, splatają, tworząc wielowątkowy obraz. A co jeśli jedna z opowieści jest podobno fikcją literacką? Czy fikcja może przenieść się w codzienność i w nią ingerować?

,,Władcy czasu" to zamknięcie trylogii Białego Miasta. Zaczyna się od szarej rzeczywistości, nowej zarówno dla Unaia jak i komisarz Alby. Ich mała rodzina kwitnie, cieszy się radością i jeszcze nie wie, że ich zwyczajność zostanie brutalnie przerwana na spotkaniu promującym książkę, która jest najnowszym bestsellerem. Jeszcze bardziej zaskakujące jest że dokonane tam zabójstwo kopiuje akcję powieści. Unai, Alba i Esti szybko zdają sobie sprawę, że przyjdzie im się zmierzyć z zbrodniarzem zdolnym do wszystkiego. Pierwszym podejrzanym jest autor powieści. Tylko gdzie szukać kogoś kto oficjalnie nie istnieje?

,,Władcy czasu" to powieść, która elektryzuje i wciąga na wielu płaszczyznach. To nie tylko kolejny pościg za zbrodniarzem, kolejne odkrywanie elementów i nadawanie im znaczenia, to nie tylko psychologiczna gra pomiędzy dwoma umysłami, to także i może przede wszystkim zachwycająca opowieść gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością. Gdzie dawne niedopowiedzenia i skrywane sekrety znajdują ujście i zaczynają wpływać, ba wręcz determinować życie współczesnych. Gra, w jaką wplątała autorka bohaterów, ma nie tylko wymiar kryminalny, ale także obyczajowy, społeczny, decyduje o ich losach i mówi jakimi osobami tak naprawdę są i co w ich życiu jest najważniejsze. Bohaterowie prowadzeni są drogą tak pełną zakrętów, trudnych doświadczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, że czytelnikowi nie raz zabraknie tchu w piersiach, serce zatrzyma się na kilka sekund ale warto bo finał zaskakuje i wbija w podłogę. A przecież o to chodzi w dobrej opowieści ;)

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 137,5 cm - 3,1 cm = 134,4 cm.

niedziela, 29 marca 2020

,,Powódź" Paweł Fleszar


Kraków to specyficzne miasto. Z jednej strony otwarte i przyjazne turystom i odwiedzającym, pokazujące wtedy swoje piękne, zachwycające oblicze, czarujące wielowiekową tradycją i historią. W blasku wiosennego słońca jawi się jako miejsce, które nie ma żadnych tajemnic. Jednak to tylko iluzja, piękna otoczka, która rozpływa się gdy do miasta nadciąga kataklizm. Paweł Fleszar wybrał na tło dla swojego thrillera jedno z bardziej dramatycznych wydarzeń - nadciągającą powódź. Wszyscy z niepokojem obserwują zwiększający się poziom wody na Wiśle gdy równocześnie w tle rozgrywają się ludzkie dramaty a szokujące tajemnice wychodzą na wierzch.

Krzysztof, były wojskowy, niespodziewanie przyjeżdża do Krakowa by zbadać sprawę tajemniczego samobójstwa przyjaciela z dzieciństwa. Idzie krok za krokiem po śladach Jakuba by odkryć jego szokujące i niepokojące powiązania ze światem przestępczym, a w szczególności z branżą zajmującą się porywaniem kobiet i produkcją bardzo brutalnych, wręcz bestialskich filmów pornograficznych. Kris pozbawiony wsparcia musi zdać się na pomoc dwójki nastolatków. Razem próbują dotrzeć do prawdy i zrozumieć do dokładnie stało się z Kubą i tajemniczą Zuzanną.

,,Powódź" to thriller, który rozkręca się stosunkowo wolno. Początkowo akcja wydaje się chaotyczna, przypadkowa i pozbawiona wspólnego mianownika. Jednak im dalej tym pojawia się więcej pytań, z których wyłania się skomplikowany i przerażający obraz rzeczywistości, zasłoniętej przed zwykłym śmiertelnikiem. Nastrój grozy, niepewności i zagrożenia potęguje tło - zagrożone miasto, wystawione na zbliżający się żywioł. Dzięki temu od pewnego momentu wręcz słyszymy spiesznie uciekające minuty odliczające czas jaki pozostał do nieubłaganie nadciągającego finału. Autor buduje napięcie także poprzez bardzo realistycznemu, dosadnemu i bezpośredniemu słownictwu jakie używa. Jego świat jest bardzo męski, pozbawiony ozdobników, a im bardziej go poznajemy i im bardziej zbliżamy się do prawdy tym bardziej staje się brutalny i niebezpieczny.

,,Powódź" jako debiut literacki Pawła Fleszara jest powieścią dobrą, przyciągającą uwagę. Ma momenty, które wręcz wbijają w fotel. Zaskakuje rozwojem akcji i budzi niepokój odsłaniając to co kryje się w mroku. 

środa, 25 marca 2020

,,Niegrzeczny szef" Whitney G.

 Tytuł oryginału: Naughty Boss

W związku z obecną sytuacją szukałam czegoś lekkiego, łatwego i jak najlepiej odmóżdżającego. Przypadek zdecydował, że w moje ręce wpadła książka ,,Niegrzeczny szef". Raczej unikam literatury erotycznej (nie mylić z romansami) i autorka ukrywająca się pod pseudonimem Whitney G. nic mi nie mówiła. Dowiedziałam się jednak, że ma na koncie już kilka bestsellerowych serii więc zdecydowałam się zaryzykować.

Niestety ,,Niegrzeczny szef" to nie był dobry wybór. Zasadniczo cała fabuła streszczona jest w okładkowym opisie i w samej zasadniczej treści nie wiele więcej można znaleźć. On - wielki potężny szef znanego wydawnictwa, jest arogancji i zarozumiały, a chwilowo zmuszony przez przyjaciela i wspólnika do ograniczenia przelotnych romansów i wytrzymania przez rok z tą samą asystentką. Ona - ambitna asystentka, która próbuje znosić humory szefa jednocześnie wysyłając CV do innych firm i szukając dla siebie nowych możliwości rozwoju. Oczywiście oboje sobie wpadli w oko ale żadne nie może i nie chce zrobić pierwszego kroku, dopiero omyłkowo wysłany mail zmienia radykalnie dynamikę ich relacji.

Chyba założeniem powieści (to trochę za duże słowo dla tej historyjki) miało być budowanie napięcia pomiędzy bohaterami na zasadzie ich kontrastu. Samo takie umiejscowienie postaci miało krzesać istry i budzić skojarzenie z czymś zakazanym a jednocześnie bardzo pożądanym. Cóż.. takie były założenia ale nic z nich nie wyszło. Początek budzi nawet jakieś nadzieje na lekką i wciągającą opowieść ale szybko się to wszystko rozmywa. Od samego początku jedyne co bije z historii to nuda i schematyzm, napięcie erotyczne jest sztuczne, brakuje humoru a główni bohaterowie są pozbawieni wszelkich emocji. A i sama opowieść kończy się w momencie gdzie właściwie dopiero mogłaby się rozkręcić. Niestety nie ma tam nic co choć na chwilę przykułoby uwagę. Przeczytałam do końca i miałam gdzieś cichą nadzieję, że jeszcze mnie zaskoczy ale naprawdę tam nic nie ma. Jeśli tak wyglądają wszystkie powieści pani Whitney G. to będę je omijać szerokim łukiem.

poniedziałek, 23 marca 2020

,,Najlepszy czeski stand-up" Milos Cermak, Ludek Stanek


Zostaliście w domu? Ja mam to szczęście, że mogę pracować zdalnie. I chociaż są momenty kryzysu to cóż.. w domu lepiej. A nowość od wydawnictwa Stara Szkoła utwierdza mnie tylko w przekonaniu że za drzwiami mieszkania i pomiędzy ludźmi nie jest wcale lepiej.

Wydawnictwo Stara Szkoła zdecydowało się wydać teksty dwóch znanych i popularnych czeskich stand-uperów Milosa Cermeka i Ludka Stanka. Teksty poświęcone są otaczającej nas rzeczywistości. Z przymrużeniem oka, dużą ironią, sarkazmem i całym morzem absurdu opowiadają  wszystkim z czym każdy z nas styka się na co dzień. Nie ma dla nich tematów tabu: jest i problemach faceta w średnim wieku, o seksie, relacjach międzyludzkich, komunikacji, pracy, rodzinie, polityce. Jest absolutnie wszystko!! Bo wszystko nas wkurza, irytuje, sprawia, że jest nam gorzej i czujemy się przytłoczeni. I czyż pozostaje nam coś innego niż to wyśmiać? A obaj komicy robią to po mistrzowsku. W punkt podsumowują to z czym każdy się mierzy i pokazują, że nieważne ile mamy lat i jakiej jesteśmy płci - tak naprawdę wszyscy jesteśmy mężczyznami w średnim wieku wystawionymi na pierwszą linię frontu.

Wcześniej nie wykazywałam zainteresowania stand-upem to co znalazłam w tym zbiorze idealnie do mnie trafiło. Śmieszne, inteligentne, trochę absurdalne i absolutnie bezpardonowe. Dokładnie takie jakie obecnie są potrzebne by odwrócić uwagę od powagi sytuacji i sprawić, że popłaczemy się ze śmiechu. Przyznam, że wydawnictwo trafiło w dziesiątkę. Ja jestem bardzo na tak.

poniedziałek, 9 marca 2020

,,Doggerland. Podstęp" Maria Adolfsson

 Tytuł oryginału: Felsteg

Wiele razy powtarzałam, że w skandynawskich kryminałach coś jest. Posępne, wyludnione okolice, odsunięte od ludzkich zbiorowisk miejsca, zamknięte społeczności - wszystko to samo sobie sprawia, że jest to idealna sceneria dla kryminału. Wszystko wręcz zdaje się sugerować zbrodnię, która nieuchronnie musi nastąpić. Dokładnie tak jest w przypadku pierwszego tomu serii Doggerland zatytułowanego ,,Podstęp".

Akcja powieści rozgrywa się na fikcyjnym archipelagu Doggerland rozciągający się na Morzy Północnym pomiędzy Danią a Wielką Brytanią. Wyspy powoli dochodzą do siebie po nocnym świętowaniu tradycyjnego święta Oistry. I gdy większość leczy kaca w jednym z oddalonych domów zostają odkryte zmasakrowane zwłoki kobiety. Zmarła jest byłą żoną prominentnego komisarza policji. Zaczyna się śledztwo, które odsłoni wiele tajemnic ale także swoimi korzeniami sięgnie w lata siedemdziesiąte, rzucając zupełnie nowe światło na rodzinę i znajomych zamordowanej.

,,Podstęp" rozpoczyna się z solidnym przytupem. Autorka nie tylko dobrze wykorzystała wszystkie charakterystyczne elementy skandynawskiej prozy, szczególnie surowość klimatu i szorstkość scenerii, dodatkowo już w pierwszych scenach mocno zarysowała wyraźne cechy głównych bohaterów i istniejące miedzy nimi różnice. Od początku czuć, że osobiste problemy, uprzedzenia będą odgrywać dużą rolę i przenosić się na i tak już skomplikowane śledztwo. Dzięki temu powieść rozdziela się na dwa wątki, które śledzi się z prawie takim samym zaangażowaniem. Z jednej strony odkrywamy powoli kolejne elementy prowadzące do rozwiązania i poznania sprawcy oraz jego motywu, z drugiej poznajemy śledczych, ich problemy, skomplikowaną sytuację osobistą oraz widzimy narastające problemy i konflikty. Tworzy to mroczną, duszną, momentami trochę przytłaczająca atmosferę, z której wręcz chce się uciec.

,,Podstęp" przykuwa uwagę. Jest kryminałem, który nie tylko skupia się na zbrodni ale próbuje wniknąć trochę głębiej. Zbrodnia, którą opisuje ma swoje warstwy, jest silnie powiązana z ludzkimi doświadczeniami, skrytymi i narastającymi emocjami. Jednak by to odkryć, trzeba przejść długą drogę i kilka razy zgubić wątek. Ale dzięki temu dotarcie do końca jest satysfakcjonujące. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 141,4 cm - 3,9 cm = 137,5 cm.
 
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 

wtorek, 3 marca 2020

,,Żona godna zaufania" Robert Goolrick

 Tytuł oryginału: A reliable wife

Środek zimy. Mała mieścina zagubiona gdzieś w Wiscounsin. Bogaty przedsiębiorca daje ogłoszenie, że poszukuje żony. Zamiast skromnej, niepozornej dziewczyny pojawia się ona - piękna i tajemnicza, zupełnie odmienna od tego czego się spodziewał. Ale przez to bardziej fascynująca i budząca pożądanie.

,,Żona godna zaufania" to nie jest romans historyczny jak mogłaby sugerować stylistyka okładki czy opis. Jest to powieść odsłaniające mroczne, skomplikowane ludzkie wnętrze. Przeplatają i kotłują się w niej emocje, uczucia, nagromadzone niedopowiedzenia i zadawnione żale. Wszystko to wręcz z brutalną bezpośredniością zostaje wystawione na widok publiczny. Miłość i pożądanie zdają się tutaj zajmować centralne miejsce ale ich przedstawienie jest zupełnie inne niż to co obecnie promują najpopularniejsze bestsellery. Wszystko skupia się na warstwie emocjonalnej, pożądanie przestawione jest u swego zarodka - jest kiełkującym nasieniem, które rozrasta się w zastraszającym tempie i przesłania cały świat, jest dzikim instynktem, pchającym w przepaść, jest otchłanią w jakiej się człowiek zatraca. Obejmuje, wciąga, ogranicza zdolność racjonalnego myślenia i sprawia, że największa zbrodnia staje się prawdopodobna. Tak palące pożądanie wydaje się być jeszcze mocniejsze jeśli zestawi się je z surowością krajobrazu, wieczną zimą w trakcie której wszyscy naokoło zdają się popadać w szaleństwo.

Powieść skrywa w sobie jeszcze kilka ważnych i przykuwających uwagę wątków. Mieszają się w nich rozpacz, wyrzuty sumienia, tajemnice i zraniona duma. Bohaterami targają silne emocje i to one dyktują ich zachowanie. Do samego końca nic nie jest jasne, proste i normalne. Wydaje się, że póki trwa zima - póty szaleją demony wydobywające z ludzi ich prawdziwe oblicza. Dopiero pierwszy przebłysk wiosny może przynieść nadzieję i złagodzić oblicze szaleństwa oraz pokonać wszechobecną samotność.

,,Żona godna zaufania" to powieść wymykająca się jednoznacznej ocenie. Jest hipnotyzująca i bardzo poetycka ale równocześnie brutalna i bardzo dosadna. Odsłania to co najgorsze ale nie pozbawia nadziei. Jedno jest jednak pewne - warto poświęcić na nią trochę czasu.

poniedziałek, 24 lutego 2020

,,Puchar miłości" Winston Graham

 Tytuł oryginału: The Loving Cup

Powrót do serii ,,Dziedzictwo rodu Poldark" niesie z sobą całe pokłady przyjemności. Jest niczym spotkanie dawno niewidzianych przyjaciół - chociaż na co dzień jest się osobno to gdy dojdzie do spotkania wszystko trafia na swoje miejsce i można z pełnym zaufaniem i radością nadrabiać zaległości.

,,Puchar miłości" rozpoczyna radosne wydarzenie jakim jest powrót Geoffreya Charlesa z żoną do Kornwalii. Jest to idealna okazja by zebrać wszystkich bohaterów razem i spojrzeć na ich dotychczasowe życie z odpowiedniej perspektywy. Pojawia się Drake z Morwenną, Enysowie, Ross i Demelza wraz z dziećmi oraz ich skomplikowanym życiem uczuciowym oraz George Warleggan. Wszyscy znaleźli się w pewien sposób na rozstaju swoich dróg. Młodsze pokolenie: Clowance, Jeremy i Valentine próbuje odnaleźć się w swoich uczuciach, podejmują działania, które wydają się być sprzeczne z ich naturą, dokonują szaleńczych wyborów i cóż.. czas pokażę jakie będzie miało to konsekwencje. Po przeciwnej stronie barykady zdają się stać starsi bohaterowie. Oni już wielkie namiętności i szaleńcze wybory mają za sobą, teraz mogą tylko czuwać, wspierać, doradzać czy ... oceniać.

,,Puchar miłości" ma ten cudowny klimat, który zauroczył mnie w już dawno. Akcja dzieje się niespiesznie, poprzetykana jest detalami i bogatymi odniesieniami do życia w Anglii początku XIX wieku oraz do Wielkiej Historii. Jednak pomimo pozornego spokoju dzieje się wiele. Każde zdarzenie ma znaczenie i poważnie rzutuje na bohaterów, podkreśla ich charakter i determinuje przyszłe wydarzenia. Nie ma prostych dróg, nie ma prostych wyborów, są zakręty, upadki i wzloty budujące cały skomplikowany, bogaty obraz, dzięki któremu powstaje historia, której nie można zapomnieć i do której chce się wracać. 

p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 145,2 cm - 3,8 cm = 141,4 cm.,

środa, 19 lutego 2020

,,Reputacja" Marcin Kiszela


Milena Bilkiewicz, gwiazda YouTube'a i jednak z najbardziej kontrowersyjnych artystek ostatniej dekady zostaje porwana. Zanim jednak ktokolwiek o tym się dowie, wiadomość dociera do Alicji - specjalistki od PR i przyjaciółki artystki. Ta postanawia zablokować powiadomienie odpowiednich służb i sama na własną rękę postanawia odnaleźć porwaną oraz skonfrontować się z porywaczem.

,,Reputacja" to stosunkowo prosta fabularnie opowieść. Samo poszukiwania uprowadzonej i zidentyfikowanie porywacza nie zajmuje wiele czasu oraz specjalnie nie skupia uwagi. Dużo ciekawsze jest tło. Autor za cel wziął sobie pokazanie jak w najbardziej wiarygodny sposób jak funkcjonują social media i jak bardzo wizerunek tam prezentowany różni się od rzeczywistości. Milena idealna gwiazda mediów skrywa mroczne oblicze, sprytnie tuszowane przez specjalistów od public relation i menadżera. Szalone pieniądze, narkotyki, mroczna przeszłość to coś o czym wiedzą tylko nieliczni i zrobią wszystko by ta wiedza nie przedostała się do ogółu. Doskonale widać, że publiczny wizerunek to tylko pusta wydmuszka, za którą niewiele stoi a o która się walczy by nikt jej nie stłukł i nie odkrył skrytego mroku.

Jednak to nie tylko powieść o działaniu mediów internetowych. To także opowieść o narastającym szaleństwie, obcości i krzywdzie, która została popełniona gdy człowiek był najsłabszy i najbardziej bezbronny a której piętno ukształtowało całe życie. Wręcz czuć narastającą paranoję i zagubienie bohatera.

Ciekawym zabiegiem jest podzielenie opowieści na głosy. Przewodni głos ma Alicja i to z jej perspektywy poznajemy całą opowieść. Pozostałe postaci pojawiają się by zaburzyć układ - sprawić, że nic nie jest jednoznaczne i pewne. Granica między prawdą a wykreowanym światem się zaciera i wszystko nabiera nowego sensu. Przez to całość nabiera nowego wydźwięku i jest jeszcze bardziej zaskakująca i nieoczywista.

,,Reputacja" mnie zaskoczyła. Spodziewałam się łatwej, prostej lektury na jeden, maksymalnie dwa wieczory. Częściowo to dostałam. Jednak to nie wszystko. Pod przykrywką skrywa się opowieść dużo bardziej skomplikowana, bazująca na absurdach współczesności, odsłaniająca mroczne oblicze internetu oraz dotykająca delikatnej kwestii zdrowia psychicznego. Może i ma kilka niedociągnięć fabularnych i logicznych ale przykuwa uwagę i sprawia, że trudno przejść obok niej na porządku dziennym. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 147,3 cm - 2,1 cm = 145,2 cm.,
 

poniedziałek, 17 lutego 2020

,,Komu bije Big Ben" Milena Rachid Chehab


Wielka Brytania to kraj, o którym wydaje się, że wiemy dużo. Wiemy, że jest Królowa, że Brytyjczycy bywają oficjalni i trochę sztywni, wiemy, że było kiedyś Imperium, znamy specyficzny brytyjski humor. A i prawie każdy zna kogoś kto mieszka lub mieszkał w Wielkiej Brytanii i na jej temat może wiele powiedzieć. Pewnie większość opowieści zacznie się od tego jacy to Brytyjczycy (albo bardziej ,,Angole") są głupi i leniwi. Wszystko to jednak pozory, stereotypy i patrzenie powierzchowne. Nie da się tak łatwo scharakteryzować kraju, który złożony jest z kilku narodów i który jeszcze w międzyczasie zdążył wchłonąć i zasymilował wiele kultur.

Autorka reportażu ,,Komu bije Big Ben" Milena Rahid Chehab próbuje przeniknąć barierę i pokazać inny, bardziej indywidualny i personalny obraz Brytyjczyków. Na swoich rozmówców wybiera postaci charakterystyczne, wyróżniające się ale równocześnie potwierdzające powiedzenie, że ,,wyjątek potwierdza regułę". Poprzez bardzo indywidualne podejście buduje obraz skomplikowanego, miotanego wieloma problemami kraju, którego w żaden sposób nie da się wepchnąć w jednolite ramy czy schematy. Rozmowy są tak różnorodne jak i różnorodni są Brytyjczycy - jest i o kobiecie, która przerobiła kościół na pensjonat, jest rozmowa z Johnem Cleesem z Monthy Pythona, jest o walce o tożsamość narodową Walijczyków ale i próba spojrzenia na brytyjskich muzułmanów. Porusza temat Brexitu (wtedy jeszcze nadchodzącego i budzącego spore wątpliwości). Jest o wychowaniu w typowym brytyjskim internacie oraz o sytuacji obcokrajowców. Wiele tematów, wiele zagadnień. Jedne bardziej przykuwające uwagę i zmuszające do podjęcia dyskusji czy sięgnięcia po dalsze informacja, inne potraktowane z przymrużeniem oka.

,,Komu bije Big Ben" to reportaż, po który warto sięgnąć. Z pewnością uświadomi jedną rzecz - Brytyjczycy to nie jest naród, który można łatwo z charakteryzować. Oczywiście istnieje cały zbiór cech jakie określają brytyjskość ale jest to zaledwie wierzchołek całkiem potężnej góry lodowej. Im więcej się odkrywa, tym bardziej można sobie uświadomić, że jeszcze wiele pozostało. Dlatego forma jaką przyjęła autorka tworząc ten zbiór jest idealna dla początkującego odkrywcy brytyjskości. Krótkie, wręcz anegdotyczne historie i rozmowy, pozwalają zarysować temat ale nie nużą i nie przytłaczają. Przyznam, że ja lubię taką formę i głównie dlatego jestem bardzo pozytywnie nastrojona po lekturze i gorąco ją polecam.

środa, 12 lutego 2020

,,Krok trzeci" Bartosz Szczygielski

Życie Magdy jest pozornie idealne: przystojny mąż, dobra sytuacja materialna, wygodne mieszkanie, ciekawa praca. Wszystko zmienia się w momencie gdy budzi się pewnego dnia i nie pamięta co stało się wcześniej. W mieszkaniu nie ma męża a wszystko wskazuje, że wcześniej doszło do dramatycznych wydarzeń. Jedynym oparciem Magdy nieoczekiwanie okazuje się być tajemnicza Nina, twierdząca, że jest jej przyjaciółką z czasów szkolnych. Magda próbuje poskładać na nowo informacje o sobie, swoim życiu i małżeństwie. Jednak zamiast sielanki odkrywa coraz bardziej przerażające fakty, które doprowadzą ją do szokującego finału.

,,Krok trzeci" to moje pierwsze spotkanie z thrillerami psychologicznymi Bartosza Szczygielskiego ale jeśli inne są równie dobre to chcę tylko więcej. Bo ,,Trzeci krok" elektryzuje, przykuwa do fotela i sprawia, że nie umiemy się oderwać. Autor tak prowadzi fabułę, że wręcz na własnej skórze odczuwany wszystkie emocje jakie targają bohaterką. Jej strach jest naszym strachem, jej niepewność - naszą niepewnością, jej niepokój - naszym niepokojem, jej gniew - naszym gniewem, jej zagubienie - naszym zagubieniem. Wszystko to buduje napięcie, narasta panika, namacalnym staje się poczucie uwięzienie, trzeba szukać drogi ucieczki od tego co się wie i paradoksalnie od tego czego nie można sobie przypomnieć. Stopniowe i powolne okrywanie prawdy nie przynosi wyczekiwanego katharsis - zamiast wolności jest wrażenie zacieśniania się klatki.

Cokolwiek napiszę o tej książce to i tak będzie za mało. Trzeba samemu ją przeczytać by zobaczyć jak sprawić żeby napięcie cały czas narastało a w finale wszystko nabiera nowego znaczenia. Trzeba zobaczyć jak głęboko można wniknąć w psychikę by stworzyć thriller, który budzi niepokój ale równocześnie jest bardzo wiarygodny, autentyczny i prawdopodobny. Nie trzeba silić się na zaskakujące zwroty akcji, szokujące wydarzenia by przykuć do fotela. Wystarczy kameralna scena, kilku bohaterów i takie wniknięcie w nich, ich relacje poprzez które wszystko wywraca się na nici i gdzieś w międzyczasie zaciera się granica między rzeczywistością, wyobrażeniem a fikcją. ,,Krok trzeci" to mocna, trzymająca w napięciu od pierwszych stron opowieść, której na pewno szybko nie da się zapomnieć. 

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B!
 
p.s. WYZWANIE 2020 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 150,2 cm - 2,9 cm = 147,3 cm.,