środa, 3 grudnia 2014

,,Wyspa dusz" S.Tan

Kilka lat temu za sprawą mojej przyjaciółki przeżyłam okres fascynacji kulturą Dalekiego Wschodu. Przede wszystkim jednak oglądałam anime i czytałam mangi. Wiem, jest to element charakterystyczny dla Japonii. Nie sposób jednak podczas lektury ,,Wyspy Dusz" uniknąć pewnych skojarzeń.

Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat na maleńkiej wyspie, zwanej Czarną Wyspą, gdzieś u wybrzeży Chin. Jest to obszar, na którym krzyżują się i przenikają wzajemnie liczne kultury i cywilizacje. Są Chińczycy, Malaje, Brytyjczycy, pojawiają się Japończycy. Dodatkowo, może najważniejszymi mieszkańcami są dusze zmarłych. Główna bohaterka, Cassandra, posiada wyjątkowy dar - może ich dostrzec oraz się z nimi porozumiewać.

Historia Cassandry koncentruje się głównie na okresie II wojny światowej. Jest to zupełnie inny obraz wojny, różny od europejskiego. Bardziej brutalny, krwawy czasem wręcz wynaturzony i perwersyjny. Dodatkowo dochodzą zmarli, a nie są to spokojne zjawy. Demoniczne, krwawe, przerażające, żądne cierpienia i bólu, potrafią siać zniszczenie i śmierć na ogromną skalę.

Książka ma swoje mocne i słabe strony. Na plus zdecydowanie, sama kreacja świata - mrocznego, tajemniczego, takiego w którym nie można czuć się dobrze. Dodatkowo z dużą wyobraźnią wykreowane są duchy - autorka czerpała garściami z kultur wschodnich. Na minus: momentami miałam wrażenie, że książka jest trochę przegadana oraz nie do końca zrozumiałe epatowanie perwersją w niektórych scenach (np. tej z panią Nakamurą).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz