Sięgnęłam po ,,Ogień i lód" zachęcona bardzo entuzjastycznymi opiniami. Szczególnie, że wszelkiego rodzaju powieści historyczne czy romanse historyczne to jeden z gatunków, po który sięgam najczęściej. Początek był obiecujący. Lwów, początek XX wieku. Młoda szlachcianka z charakterkiem wpada w oko zdecydowanemu pułkownikowi. Ona ma silny, zadziorny charakter on nie pozostaje jej dłużny a gdy jeszcze na horyzoncie pojawi się ten trzeci a w tle zaczyna się dziać Wielka Historia ... No jasne, że powinny iskry lecieć, pioruny walić a strony same przeskakiwać. I tak jest do mniej więcej dwóch trzecich powieści.
Zaczęło się bardzo dobrze. Było wszystko żeby usatysfakcjonować każdego. Malownicze tło Lwowa, bale, podwieczorki, przestawienie teatralne przepełnione wizjami niepodległościowymi ale także, a może przede wszystkim młodymi ludźmi w których żyłach kipi krew i pulsują emocje. Czuło się klimat innego świata, świata który odszedł i żyje tylko we wspomnieniach. I w to tło idealnie wpasowali się bohaterowie - przepełnieni ideami, silni, zdecydowani i uparcie stawiający na swoim. Każde spotkanie Anny i Michała było pełne energii i z ciekawością obserwowało się co jeszcze może się wydarzyć i jak potoczy się ich relacja. Jednak przed końcem wszystko się urwało. Autorka poszła trochę po linii najmniejszego oporu, uprościła i spłyciła to co budowała i zostawiła nas z niedosytem i wrażeniem, że coś poszło nie tak.
,,Ogień i lód" otwiera trylogię lwowską. Nie jest to złe otwarcie. Dużo obiecuje, nieźle wprowadza w klimat, ma swój wyjątkowy nastrój i pozostawił dużo otwartych pytań. Ma swoje niedociągnięcia, które mam nadzieję zostaną naprawione w dalszych częściach bo mimo wszystko jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów, szczególnie, że zazębiają się z coraz ciekawszymi dziejami Polski.
środa, 16 listopada 2022
,,Ogień i lód" Joanna Wtulich
niedziela, 13 listopada 2022
,,Czas zapłaty" John Grisham
Wydawać by się mogło, że po spektakularnym sukcesie jakim był proces oskarżonego o morderstwo ojca, drzwi do kancelarii Jacka Brigance'a nie będą się zamykać a on nie będzie wstanie opędzić się od klientów. Jednak to były tylko złudzenia. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej prozaiczna. Jednak trzy lata później Jack znowu znajdzie się na ustach wszystkich a sprawa, którą dostanie, zupełnie przypadkiem, stanie się sensacją.
Ciężko chory Seth Hubbard postanawia sam odebrać sobie życie. Zanim jednak to zrobi, zmienia testament i wysyła kilka listów. Jeden z nich po jego śmierci trafia właśnie w ręce Jacka. Zza grobu dostaje zlecenie od Setha by obronić i doprowadzić do wykonania testament, w którym mężczyzna zapisuje cały majątek, prawdziwą fortunę, czarnoskórej gosposi. Zaczyna się batalia, w której wszystkie chwyty są dozwolone a wysokość spadku tylko jeszcze bardziej podgrzewa emocje.
,,Czas zapłaty" to zupełnie inna opowieść niż wcześniejszy ,,Czas zabijania". Zupełnie inny typ procesu, bardziej biurokratyczny i pozornie nudniejszy. Jednak Grisham wyciąga z tego wszystko co najlepsze. Ani przez chwile nie czuć biurokracji czy papierologii, która powinna towarzyszyć tego typu sprawą. Tutaj, nawet zwykłe składanie wniosków staje się wyścigiem, wyzwanie i okazją do pognębienia strony przeciwnej. Przedzieranie się przez przepisy, tony akt i dokumentów dostarcza zupełnie nowych tropów, ujawnia kolejne sekrety i rodzi pytania, na które pozornie nie ma odpowiedzi, bo ten kto je zna, zabrał je do grobu. Cały proces to gra, próba prześcignięcia przeciwnika, wystrychnięcia go na dudka i takiego lawirowania by jak najwięcej zyskać. Grisham bawi się przepisami, zachowaniami prawników, ośmiesza ich i pokazuje ich pazerne oblicze i jest w tym mistrzem.
Tutaj także jak w ,,Czasie zabijania" pojawia się wątek rasizmu i segregacji rasowej. Ma on dużo słabszy wydźwięk, jest znacznie złagodzony ale mimo wszystko przypomina, że ten problem w Stanach Zjednoczonych istniał bardzo długo i nigdy na dobre nie pozwolił się wykorzenić. Nadal społeczeństwo jest podzielone uprzedzeniami i pogardą a wyznacznikiem jest tylko kolor skóry.
,,Czas zapłaty" to wszystko to za co uwielbia się Grishama zebrane w jedną spójną, pełną emocji i napięcia całość. Jeszcze raz udowadnia, że nie bez kozery jest mistrzem thrillera prawniczego. Nie ważne jaki proces, jedno jest pewne - sala sądowa będzie płonąć. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 12,1 m - 4,6 cm = 7,5 cm.
czwartek, 10 listopada 2022
,,Suka" Pilar Quintana
Miłość nie jedno ma imię, pragnienie nie jedno ma imię, tęsknota nie jedno ma imię, i macierzyństwo nie jedno ma imię.
Damaris mieszka w małej wioske, zagubionej gdzieś w Ameryce Południowej. Jej życie to praca i telenowele. Chociaż wyszła za mąż bardzo młodo, pomimo wszelkich podjętych starań, wypełnienia wszystkich zabobonów i przesądów nigdy nie została matką. Teraz po przekroczeniu trzydziestki jest już za stara. Jednak wygaszona tęsknota nadal w niej tkwi. Skrzętnie skrywane uczucia dochodzą do głosu gdy przygarnia suczkę. Traktuje ją jak córkę, której nigdy nie miała. Uczucia jednak ulegają zmianie gdy okazuje się, że suczka będzie miała szczenięta. Paradoksalnie kobieta zaczyna czuć zazdrość do zwierzęcia, z któremu z łatwością przychodzi to czego ona jest pozbawiona.
W ,,Suce" pulsują emocje. Zarówno te widoczne na pierwszy rzut oka jak i te skrywane głęboko, przygaszone, ukryte przed światem. Wręcz każda strona jest nimi nasiąknięta. Pojawienie się zwierzęcia, suczki, burzy świat pozorów, który wybudowała wokół siebie bohaterka. To w zwierzęciu skumulowało się to przed czym zawsze uciekała - poczucie wstydu, że nie ma dzieci, bycie inną niż wszyscy naokoło i ogrom uczuć, których wcześniej nie miała na kogo przelać. Jednak jej miłość, tak samo jak pojawiła się nagle i gwałtownie tak samo gwałtownie zmieniła się w nienawiść i zawiść. Jest to tak mocne, że doprowadza do tragedii.
Króciutka powieść. Kilkadziesiąt minut czytania a ciężar treści przytłacza. Budzi niepokój, zaburza równowagę, uwalnia emocje i kotłuje myśli. Nie, nie jest to lektura przyjemna. To opowieść, którą trzeba przetrawić, przemyśleć. Musi zaboleć. Polecam!
poniedziałek, 7 listopada 2022
,,Grek Zorba" Nikos Kazantzakis
Tytuł oryginału: Βίος και πολιτεία του Αλέξη Ζορμπά
To kolejna książka, którą czytam w tym roku, która przeleżała lata u mnie na półce zanim ją przeczytałam. Kiedyś podjęłam próbę, dotarłam nawet to jednej trzeciej treści i odłożyłam na bok. Wtedy zupełnie nie trafił do mniej jej przekaz, jej forma. Nie rozumiałam fabuły i nie mogłam zrozumieć o co w niej chodzi. Teraz, po latach, podjęłam kolejną próbę i tym razem zaskoczyło praktycznie od początku.
,,Grek Zorba" to opowieść jakiej już się nie pisze. Nie ma tutaj za wielu zwrotów akcji. Jest raczej zwyczajne życie takie jakim je postrzegano jeszcze na początku XX wieku. Śmierć przeplata się z życiem, radość ze smutkiem, chwile sukcesów z dramatami. Wszystko to stanowi jedną integralną całość, z której trzeba wyciskać jak z cytryny to co najważniejsze. Tego wcieleniem jest prawie siedemdziesięcioletni prosty robotnik Aleksis Zorba, który staje się mentorem i przewodnikiem swojego pracodawcy. Ten wykształcony, zatopiony w książkach mężczyzna dopiero obserwując Zorbę uczy się czym jest prawdziwe życie, prawdziwe piękno, miłość, pożądanie kobiety. Dla Zorby życie jest proste - sprowadza się do czerpania z życia pełnymi garściami. Adoruje kobiety, je, tańczy, gra na santuri i śpiewa. Jego świat to wszystko to co da się zmieścić w rękach. To co mówi i robi jest zgodne ze sobą, bardzo uniwersalne i przejmujące do głębi.
,,Grek Zorba" to przejmująca i poruszająca opowieść o wolności i prostym życiu w zgodzie z sobą. Jej uniwersalnizm i piękno wynikają głównie z tego, że nie sili się na wielkie metafory, doniosłe czyny czy dążenie do podziwu u innych. Mówi, że najważniejsze jest życie w zgodzie z samym sobą i korzystanie z tego co w danym momencie daje los. Miłość, piękno, sukces przychodzą i odchodzą. Można rozpamiętywać i żyć przeszłością a można wykorzystać swoją chwilę a potem bez żalu ruszyć na poszukiwanie kolejnej szansy. To piękna opowieść o prostocie życia, prostocie miłości, męskości przepełniona hedonizmem. Polecam i przyznaję, że nie da się jej czytać o tak z marszy, trzeba do niej doróść, musi na nią przyjść czas i moment aby móc w pełni zrozumieć jej przesłanie.
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 14,1 m - 2,0 cm = 12,1 cm.
niedziela, 6 listopada 2022
,,Nigdy nie zapomnisz" Kathryn Croft
Leah prowadzi samotnicze życie. W ciągu dnia pracuje w bibliotece, czasem pomaga starszym osobą i poza książkami, które gromadzi w ilościach hurtowych nie ma nic więcej w jej życiu. Kilkanaście lat temu razem ze znajomymi brali udział w zdarzeniu, które skończyło się tragedią. Teraz młoda kobieta nadal żyje z poczuciem winy i ucieka od wszelkich relacji. Wszystko zmienia się gdy spontanicznie pod wpływem koleżanki z pracy zakłada konto na portalu randkowym. Poznaje kogoś i powoli między nimi zaczyna rodzić się relacja. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Prawie równocześnie otrzymuje tajemniczą kartkę - ktoś wie co zdarzyło się przed laty i chce zemsty. Wiadomości zaczynają się powtarzać, coraz bardziej ingerują w życie Leahi. Osaczona młoda kobieta podejmuje próbę by dowiedzieć się kto jest jej prześladowcą i odzyskać chociaż namiastkę swojego życia.
,,Nigdy nie zapomnisz" to dobrze skonstruowany thriller psychologiczny. Rozwija się początkowo powoli. Raczej jest w nim więcej sekretów, niedopowiedzeń, przemilczanych tragedii niż faktów ale dzięki temu narasta poczucie paniki, zagrożenia, osaczenia, które prawie od początku towarzyszy bohaterce. Jest zagubiona i walczy właściwie na dwóch frontach. Musi poradzić sobie sama ze sobą, przełamać poczucie winy i strach, które od lat trzyma ją zamkniętą w klatce oraz skonfrontować się z kimś, kto chce odebrać jej wszystko zaczynając od nikłego poczucia bezpieczeństwa. Tak, Leah jest trochę jak zdesperowane, osaczone zwierzątko i początkowo właśnie w ten sposób reaguje ale potem podejmuje walkę i próbuje wyjaśnić kto stoi za jej prześladowaniem. Równocześnie opowieść powoli odsłania wydarzenia z przed lat. Domysły są szokujące ale dopiero ostatnie strony ujawniają pełnię dramatu, który się rozegrał i z którym Leah nie umie sobie poradzić.
,,Nigdy nie zapomnisz" to z pewnością thriller, który mocno bazuje na emocjach. Opiera się na strachu, wyrzutach sumieniu, kruchym poczuciu bezpieczeństwa. Autorka zaskakuje czytelnika i trzyma go w niepewności do samego końca. Nic tutaj nie jest przewidywalne i proste. To opowieść, którą ciężko odłożyć przed końcem. Polecam!
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 16,2 m - 2,1 cm = 14,1 cm.
sobota, 5 listopada 2022
,,Dewocje" Anna Ciarkowska
To nie jest łatwa, prosta czy przyjemna książka. Jest skomplikowana, bolesna, budząca całą gamę uczuć i emocji od wstydu zaczynając. Ale taka też jest polska, katolicka religijność. Z jednej strony zaangażowana, wystawna, przepełniona adoracją i czcią ale gdy spojrzeć bliżej widać jak bardzo puste to może być. Ludzi dzieli się na tych, którzy pasują do obrazka. Razem ze wszystkimi powtarzają formułki, powtarzają te same ruchy i nie ważne, że nie wiedzą co robią ani czemu dokładnie ma to służyć. Każdy kto się wyłamuje jest inny, obcy, budzi strach a tuż za nim idzie ciekawość by na koniec poprowadzić nienawiść.
Anna Ciarkowska ubrała swoją opowieść w formę spowiedzi. Narratorka spowiada się ze swojego życia. Z jednej strony zwyczajnego, trochę pustego, które zmienia się gdy dochodzi do cudu. Wtedy z osoby, której się nie zauważa, przeciętnej dziewczyny staje się sensacją. Jedni ciągną by doświadczyć cudu, wykorzystać dla własnych celów, drudzy widzą w niej zło i starają się wyrwać niczym chwast ze społeczności. Bohaterka nie rozumie tego co się dzieje wokół niej. Może tylko opowiadać po swojemu o Bogu, rodzicach, bliskich, środowisku w którym wyrosła.
,,Dewocje" przypominały mi trochę ,,Kult" Łukasza Orbitowskiego. To kolejna próba zrozumienia i rozłożenia na czynniki pierwsze polskiej powierzchownej religijności. Tym razem patrzymy z perspektywy zagubionej dziewczyny, która nie rozumie co się dzieje i dlaczego jest tak jak jest. Zagubiona, odsunięta od wszystkich ma do wyboru tylko dwa spojrzenia na wiarę: zmarłego ojca - dla którego religijność i pobożność były czymś oczywistym, mechanicznym, na zawsze splecione z jego życiem i jednoznacznie go określające; oraz matki - wiara połączona ze strachem przed śmiercią i życiem. Ani w jednym ani w drugim przypadku nie ma mowy o zrozumieniu. Jest za to małomiasteczkowe społeczeństwo: fałszywe, rozplotkowane, obłudne i głupie.
,,Dewocje" to opowieść, obok której ciężko przejść obojętnie. Jest trochę wyrzutem sumienia. Soczewką w której skupiają się grzechy powierzchownej pobożności. To opowieść, która mogła zdarzyć się wszędzie bo wszędzie ludzie są tacy sami i wszędzie grupa szuka tego najsłabszego aby go upokorzyć, napiętnować i wyrzucić poza nawias po to tylko aby reszta mogła poczuć się lepsza, ważniejsza, by mogła wzrosnąć ich samoocena.
p.s. WYZWANIE 2022 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 18,0 m - 1,8 cm = 16,2 cm.
niedziela, 30 października 2022
,,Słowa są jak ptaki, które uczymy śpiewać" Daniel Tammett
Język i mowa to coś co towarzyszy nam nieustannie. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że nie ma chwili, gdy jesteśmy od nich oderwani. Bo nawet gdy nie mówimy to jednak się komunikujemy, czytamy nawet gdy nie siedzimy nad książką lub czasopismem - odczytujemy znaki, gesty, zachowania, mimikę twarzy. Wszystko to składa się na język. Tylko czy sobie to uświadamiamy? Czy zastanawiamy się co właściwie składa się na nasz własny, indywidualny język? Czy wiemy jakie znaczenia mają słowa? Ja i moim znajomi mamy czasem przebłyski :) Przypominam sobie nasze sensacyjne odkryci, że przecież platfus to z niemieckiego ,,platt fuss" czyli dosłownie płaska stopa. Nie ukrywam, że to banalne odkrycie kiedyś zrobiło nam dzień.
Są jednak ludzie, który zdecydowanie więcej czasu poświęcili na analizowanie języka i znacznie głębiej weszli w świat słów, znaczeń i niuansów językoznawczych. Ta książka to właściwie zbiór kilku reportaży, felietonów, rozważań o języku i ludziach. Patrzymy na zupełnie nowy aspekt tego to normalnie traktujemy jako oczywistość. Ale tak nie jest. Jest o australijskim poecie, który bardzo fantazyjnie podchodził do słów jako formy, którą dowolnie można kształtować, jest o głuchych i ich języku i tym jak bardzo niejednolity jest to język, o Angliku, który czuwa nad czystością języka francuskiego, o ludziach, dla których pierwszym językiem jest esperanto. Ale to nie wszystko. Każda historia skrywa wiele sekretów i otwiera na język. Pokazuje, że to co przyjmujemy jako oczywistość wcale takie nie jest. Język ewoluuje zmienia się i staje się barometrem społeczeństwa. Jedne języki umierają i dopiero upór i determinacja nielicznych mogą doprowadzić to ich zachowania i kontynuacji.
Języki były determinantem mówiącym o odrębności tych, którzy się nimi posługiwali. Teraz trwa proces globalizacji, ujednolicania, dążenia do tego by komunikacja była możliwa zawsze i wszędzie dlatego świadomość własnego języka nabiera większego znaczenia. Dopiero zerknięcie głębiej, próba dotarcia do wnętrza słowa, rozłożenie go na czynniki pierwsze może sprawić, że docenimy ich piękno i zapragniemy przechować do przyszłych pokoleń. Bo język, mowa, słowa to moc, potęga, o którą trzeba dbać i którą trzeba rozumieć. Polecam!






