Przyznam, że o Łowcach Cieni przed sięgnięciem po książkę nie wiedziałam nic. Chyba mignęło mi to hasło w kontekście głośnej sprawy Kajetana P, ale było to już dosyć dawno i wtedy nie zastanawiałam się kim dokładnie są ci, który go ujęli. A to błąd bo Łowcy Cieni to jednostka o tyle ciekawa co tajemnicza. Stosunkowo młoda bo powstała w 2011, jednak złożona w wybranych, najlepszych policjantów. Ma działać szybko, sprawnie a jej celami są albo ukrywający się przestępny albo ofiary porwań dla okupów.
Piotr Halicki dotarł do źródła i przeprowadził wywiady z funkcjonariuszami pracującymi w Wydziale Operacji Pościgowych, bo taka jest oficjalna nazwa. Jednak potoczna, Łowcy Cieni, zdecydowanie bardziej rozpala wyobraźnię. Pracujący tam funkcjonariusze nie pokazują swoich twarzy, nie rozmawiają o swojej pracy, nawet z najbliższymi, muszą być przygotowani na wszystko i najczęściej nie widzą wcześniej gdzie i na ile jadą. Doskonale wyszkoleni, doskonale zintegrowani, posiadający wyjątkową umiejętność współpracy z lokalnymi jednostkami. Nie będzie chyba więc zaskoczeniem, że odnoszą sukcesy i potrafią namierzyć przestępców ukrywających się wiele lat. I po części o tym jest ta książka. Opowiada o ich medialnych sukcesach: ujęciu Kajetana P., szefowej krakowskich kiboli Magdaleny K. czy szefów gangów.
O ile poszukiwania bandytów mogą być ciekawe to zdecydowanie dużo więcej emocji wywołuje drugi filar działalności Łowców - pomoc w rozwiązaniu spraw związanych z porwaniami dla okupy. O ile poszukiwania gangsterów nie mają sztywnych ram czasowych, to w tym przypadku czuć tykający zegar i ogromną presję aby porwany wyszedł cały. Nie zdawałam sobie sprawy jak wielką i ważna rolę na stworzeniu procedur i metod działania w takich przypadkach miała sprawa Krzysztofa Olewnika. To właśnie to porwanie było kluczowe. Błędy tam popełnione nakreśliły sposób postępowania i stworzyły jasny, efektowny sposób działania, który działa i przynosi rezultaty.
,,Łowcy cieni" pozwalają zajrzeć za kulisy i zobaczyć coś więcej niż chwytliwe medialne nagłówki. Oczywiście, reportaż jest ocenzurowany i praca oddziału pokazana jest tylko w zarysach ale nawet bez detali widać ogrom pracy, determinacji i pasji oraz droga jaka musiała być pokonana aby w ogóle taka formacja mogła powstać.Tu nie ma miejsca na błędy, chaos czy realizację indywidualnych celów. To oddział powstały do pracy zespołowej na najwyższym poziomie. Może i niewidoczny ale z pewnością odczuwalne są efekty ich pracy. Ja jestem pełna podziwu i szacunku.
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz