Na dworcach i lotniskach starszy mężczyzna korzystając z publicznych fortepianów gra Beethovena. Gra przejmująca, z pasją, jakby to było skierowane do konkretnej osoby. Tylko, że ludzie go mijają a on nadal zostaje. Za jego grą stoi historia sięgająca prawie pół wieku wstecz.
Joseph miał niespełna szesnaście lat gdy z dnia na dzień został sierotą i trafił do sierocińca. Tam, zgodnie z nazwą ośrodka, na kresach Francji trafia do miejsca zapomnianego przez świat. Spotyka chłopców podobnych do siebie i razem spróbują zmierzyć się z bolesną, traumatyczną rzeczywistością ośrodka prowadzonego przez surowego opata Senaca, którego wspiera brutalny Żaba. Joseph ma tę przewagę, że potrafi grać na pianinie a to stanie się dla niego okazją by wyjść poza mury sierocińca.
,,Diabły i święci" łączy w sobie wiele sprzeczności. Zachwyca wrażliwością, nadal dziecięcą naiwnością ale równocześnie poraża bezwzględnością i brutalnością świata, w którym znaleźli się bohaterowie. Pięknie mówi o sieroctwie i stracie, po to by za chwilę pokazać obłudę i hipokryzję, maskowaną przez religijność. Zachwyca obraz rodzącej się przyjaźni i udzielanego wsparcia na przekór wszystkiemu, by za chwilę zranić w najmniej spodziewanym momencie. A wszystko to spaja miłość do muzyki, która choć przez chwilę może stać się ucieczką z piekła.
Tej powieści się nie czyta, ją się czuje. Czuje każdym nerwem, każdą synapsą. Napisana emocjami, pokazuje jak dobrze może zło się kamuflować i jak wiele ma twarzy. Etykiety i tytuły nie mają znaczenia w rzeczywistości gdzie liczą się tylko czyny i to czyny udowadniają wartość człowieka. To piękna powieść o dorastaniu, harcie ducha i cenie wolności. Ale i nadziei, tak mocnej że nic jej nie pokona.
p.s. WYZWANIE 2026 - Przeczytaj tyle ile masz wzrostu: 55,0 cm - 2,7 cm = 52,3 cm

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz